20

Czy można mierzyć autorytet poprzez ilości (obserwujących lub czytających)?

W zagranicznej blogosferze trwa właśnie dyskusja o tym, czym tak naprawdę jest autorytet i czy liczba śledzących nasze poczynania osób na twitterze czy friendfeed jest jego jakimkolwiek wyznacznikiem. Wszystko zaczęło się od pomysłu na zbudowanie wyszukiwarki w twitterze, który pokazywał by ludzi z największym autorytetem, bazując na liczbie obserwujących ich osób. Dyskusja wkrótce rozeszła się po innych blogach i podzieliła się na dwie ścieżki – w jednej udowadniane jest, że liczba śledzących nas osób […]

W zagranicznej blogosferze trwa właśnie dyskusja o tym, czym tak naprawdę jest autorytet i czy liczba śledzących nasze poczynania osób na twitterze czy friendfeed jest jego jakimkolwiek wyznacznikiem. Wszystko zaczęło się od pomysłu na zbudowanie wyszukiwarki w twitterze, który pokazywał by ludzi z największym autorytetem, bazując na liczbie obserwujących ich osób. Dyskusja wkrótce rozeszła się po innych blogach i podzieliła się na dwie ścieżki – w jednej udowadniane jest, że liczba śledzących nas osób to za prosty algorytm, inni toczą dyskusje nad tym, czy autorytet można mierzyć w tak banalny sposób (niektórzy są wręcz oburzeni takim pomysłem).

Muszę przyznać, iż tocząca się dyskusja jest bardzo ciekawa, a argumenty padające po obu stronach przekonywujące. Jeden obóz reprezentowany przez Roberta Scoble mówi o tym, że w czasach pogoni za newsami i spłycaniem treści, bardzo wygodnie jest uznać, że autorytet to liczba czytających, czy też obserwujących nas osób. Z drugiej strony Arrington mówi, iż niektóre dane liczbowe pokazują tak naprawdę kogo głos się liczy i odbija się większym echem w internecie – metoda uproszczona, ale czy mamy w chwili obecnej lepszą? Miło się to wszystko czyta i czasami żałuję, że w naszej blogosferze nie toczą się takie dyskusje i nie przybierają aż takich rozmiarów.

Przechodząc jednak na nasze podwórko. Przede wszystkim ludzi, których ja postrzegam za osoby z autorytetem (oczywiście chodzi o dziedzinę związaną z internetem), w sieci nie ma albo też ich aktywność jest bardzo minimalna (choć są wyjątki). Komentują wydarzenia dość sporadycznie, nie prowadzą blogów i nie starają się o poklask społeczności. Inna sprawa, że nasz internet nie doczekał się jeszcze zbyt dużego grona autorytetów (takie jest moje zdanie i mam nadzieje, że tą opinią nikogo nie uraziłem). Historia naszego internetu jest jeszcze dość krótka i jest to moim zdaniem jeden z powodów dla których „nasze autorytety” jeszcze się nie przebiły.

Niezależnie jednak od tego kogo ja uważam za autorytet w sprawach internetu pytanie, które zadają sobie ludzie w zagranicznej blogosferze pozostaje nadal otwarte. Czy więc jest coś, co w internecie może posłużyć nam za miernik autorytetu? Czy może to być ilość czytelników naszego bloga, ilość śledzących nasze wpisy na blipie, pingerze, czy flakerze osób, a może wyznacznikiem autorytetu będzie ilość znajomych na goldenline czy profeo?

Z jednej strony jakiekolwiek mierzenie liczb budzi natychmiastowe i czasami słuszne sprzeciwy. Nikomu do tej pory nie udało się takimi parametrami opisać dobrej treści nie mówiąc już o autorytecie. Z drugiej strony mając takie dane jakie mamy, czy nie powinniśmy wyciągać z nich wniosków? Wszyscy wiedzą, że wyniki idealne nie będą i każda metoda już w samych założeniach obarczona jest błędami – ale czy są lepsze propozycje?

Ostatnio na antywebie poruszyłem sprawę tak zwanych „medialnych snobów” i większość głosów w komentarzach (i na innych blogach, gdzie rozeszła się ta dyskusja) była krytyczna co do pobudek jakimi mielibyśmy się kierować dodając kogoś do naszych znajomych, czy też śledząc kogoś na flakerze czy blipie. Wszyscy komentujący praktycznie jednogłośnie uznali, że obserwują tylko te osoby, które mają coś ciekawego do powiedzenia, czy przekazania i nie odwzajemniają się w ten sposób za to, że ktoś ich zaczął obserwować.

Absurdalne są niektóre wypowiedzi. Obserwujesz ludzi, którzy Twoim zdaniem mają coś ciekawego do powiedzenia. IMHO koniec tematu.

Jeśli by więc przyjąć powyższe za fakt dotyczący większości osób to można by powiedzieć, że mamy jakiś element, który mówi nam o autorytecie? Przyznam, że kiedy szukam w internecie jakiejś osoby zwracam uwagę na jej zainteresowania, znajomych oraz między innymi na to jak inni postrzegają jej poczynania w sieci poprzez liczby obserwujących, znajomych, czytających blog itp. Tak więc w moim przypadku patrzę na liczby – jednak, czy budują one w mojej świadomości autorytet danej osoby – raczej nie.

Zawsze dążę do tego, aby oceniać ludzi nie po pierwszym kontakcie (aczkolwiek to również mi się zdarza) czy też po dyplomach, wyróżnieniach czy nagrodach jakie zdobyły, ale po tym, kim są i co tak naprawdę sobą reprezentują. Jednak liczby, o których pisałem powyżej są dla mnie pewną informacją, nie czytam ich wprost ale staram się wyciągać z nich wnioski (bo gdyby interpretować tylko suche dane to okazało by się, że Doda jest najbardziej wpływową osobą w internecie na przykład:) ).

Podsumowując, moim zdaniem liczby mają znaczenie, mogą dać nam dużo ciekawych informacji, które jednak trzeba odpowiednio interpretować uwzględniając rzeczy, których do tej pory żaden informatyczny mechanizm skutecznie nie zaimplementował do żadnego znanego mi rozwiązania IT (a chodzi mi tutaj o wiedzę, wnioski oraz interpretacje informacji).

Jestem natomiast daleki od oburzania się na tych, którzy w liczbach znajomych czy też „śledzących” widzą wartość. Dla mnie to jeden z elementów oceny, ale w czasach kiedy nie ma innych (lub trudno je zdefiniować) może on być podstawą do dalszego wartościowania (bo nikt chyba nie chce wprost oceniać ludzi i ich autorytetu na podstawie liczb).

Obrazek pochodzi z blog.ryanashton.org

Ps. Sprawdzania pisowni dokonała Gosia (Żonka) i w razie wpadek wszystkie uwagi przekieruję do niej:)