Masz coś ciekawego do powiedzenia? Opublikuj swój tekst na Antyweb. (dowiedz się więcej)

Przepisz: antyweb


*Zastrzegamy sobie prawo do nie opublikowania przesłanego artykułu.
O P U B L I K U J

S W Ó J

T E K S T

Czy można mierzyć autorytet poprzez ilości (obserwujących lub czytających)?

W zagranicznej blogosferze trwa właśnie dyskusja o tym, czym tak naprawdę jest autorytet i czy liczba śledzących nasze poczynania osób na twitterze czy friendfeed jest jego jakimkolwiek wyznacznikiem. Wszystko zaczęło się od pomysłu na zbudowanie wyszukiwarki w twitterze, który pokazywał by ludzi z największym autorytetem, bazując na liczbie obserwujących ich osób. Dyskusja wkrótce rozeszła się po innych blogach i podzieliła się na dwie ścieżki – w jednej udowadniane jest, że liczba śledzących nas osób to za prosty algorytm, inni toczą dyskusje nad tym, czy autorytet można mierzyć w tak banalny sposób (niektórzy są wręcz oburzeni takim pomysłem).

Muszę przyznać, iż tocząca się dyskusja jest bardzo ciekawa, a argumenty padające po obu stronach przekonywujące. Jeden obóz reprezentowany przez Roberta Scoble mówi o tym, że w czasach pogoni za newsami i spłycaniem treści, bardzo wygodnie jest uznać, że autorytet to liczba czytających, czy też obserwujących nas osób. Z drugiej strony Arrington mówi, iż niektóre dane liczbowe pokazują tak naprawdę kogo głos się liczy i odbija się większym echem w internecie – metoda uproszczona, ale czy mamy w chwili obecnej lepszą? Miło się to wszystko czyta i czasami żałuję, że w naszej blogosferze nie toczą się takie dyskusje i nie przybierają aż takich rozmiarów.

Przechodząc jednak na nasze podwórko. Przede wszystkim ludzi, których ja postrzegam za osoby z autorytetem (oczywiście chodzi o dziedzinę związaną z internetem), w sieci nie ma albo też ich aktywność jest bardzo minimalna (choć są wyjątki). Komentują wydarzenia dość sporadycznie, nie prowadzą blogów i nie starają się o poklask społeczności. Inna sprawa, że nasz internet nie doczekał się jeszcze zbyt dużego grona autorytetów (takie jest moje zdanie i mam nadzieje, że tą opinią nikogo nie uraziłem). Historia naszego internetu jest jeszcze dość krótka i jest to moim zdaniem jeden z powodów dla których „nasze autorytety” jeszcze się nie przebiły.

Niezależnie jednak od tego kogo ja uważam za autorytet w sprawach internetu pytanie, które zadają sobie ludzie w zagranicznej blogosferze pozostaje nadal otwarte. Czy więc jest coś, co w internecie może posłużyć nam za miernik autorytetu? Czy może to być ilość czytelników naszego bloga, ilość śledzących nasze wpisy na blipie, pingerze, czy flakerze osób, a może wyznacznikiem autorytetu będzie ilość znajomych na goldenline czy profeo?

Z jednej strony jakiekolwiek mierzenie liczb budzi natychmiastowe i czasami słuszne sprzeciwy. Nikomu do tej pory nie udało się takimi parametrami opisać dobrej treści nie mówiąc już o autorytecie. Z drugiej strony mając takie dane jakie mamy, czy nie powinniśmy wyciągać z nich wniosków? Wszyscy wiedzą, że wyniki idealne nie będą i każda metoda już w samych założeniach obarczona jest błędami – ale czy są lepsze propozycje?

Ostatnio na antywebie poruszyłem sprawę tak zwanych „medialnych snobów” i większość głosów w komentarzach (i na innych blogach, gdzie rozeszła się ta dyskusja) była krytyczna co do pobudek jakimi mielibyśmy się kierować dodając kogoś do naszych znajomych, czy też śledząc kogoś na flakerze czy blipie. Wszyscy komentujący praktycznie jednogłośnie uznali, że obserwują tylko te osoby, które mają coś ciekawego do powiedzenia, czy przekazania i nie odwzajemniają się w ten sposób za to, że ktoś ich zaczął obserwować.

Absurdalne są niektóre wypowiedzi. Obserwujesz ludzi, którzy Twoim zdaniem mają coś ciekawego do powiedzenia. IMHO koniec tematu.

Jeśli by więc przyjąć powyższe za fakt dotyczący większości osób to można by powiedzieć, że mamy jakiś element, który mówi nam o autorytecie? Przyznam, że kiedy szukam w internecie jakiejś osoby zwracam uwagę na jej zainteresowania, znajomych oraz między innymi na to jak inni postrzegają jej poczynania w sieci poprzez liczby obserwujących, znajomych, czytających blog itp. Tak więc w moim przypadku patrzę na liczby – jednak, czy budują one w mojej świadomości autorytet danej osoby – raczej nie.

Zawsze dążę do tego, aby oceniać ludzi nie po pierwszym kontakcie (aczkolwiek to również mi się zdarza) czy też po dyplomach, wyróżnieniach czy nagrodach jakie zdobyły, ale po tym, kim są i co tak naprawdę sobą reprezentują. Jednak liczby, o których pisałem powyżej są dla mnie pewną informacją, nie czytam ich wprost ale staram się wyciągać z nich wnioski (bo gdyby interpretować tylko suche dane to okazało by się, że Doda jest najbardziej wpływową osobą w internecie na przykład:) ).

Podsumowując, moim zdaniem liczby mają znaczenie, mogą dać nam dużo ciekawych informacji, które jednak trzeba odpowiednio interpretować uwzględniając rzeczy, których do tej pory żaden informatyczny mechanizm skutecznie nie zaimplementował do żadnego znanego mi rozwiązania IT (a chodzi mi tutaj o wiedzę, wnioski oraz interpretacje informacji).

Jestem natomiast daleki od oburzania się na tych, którzy w liczbach znajomych czy też „śledzących” widzą wartość. Dla mnie to jeden z elementów oceny, ale w czasach kiedy nie ma innych (lub trudno je zdefiniować) może on być podstawą do dalszego wartościowania (bo nikt chyba nie chce wprost oceniać ludzi i ich autorytetu na podstawie liczb).

Obrazek pochodzi z blog.ryanashton.org

Ps. Sprawdzania pisowni dokonała Gosia (Żonka) i w razie wpadek wszystkie uwagi przekieruję do niej:)

» «

20 odpowiedzi na „“Czy można mierzyć autorytet poprzez ilości (obserwujących lub czytających)?””

  1. Przede wszystkim gratuluję działającej korekty :) tylko jak długo Gosia wytrzyma? ;)

    Liczba obserwujących czy podążających na pewno ma znaczenie, ale nie nazwał bym tego autorytetem. Czasem jest to po prostu moda czy stadne obserwowanie kogoś bo inni tez go obserwują, a poza tym można polansować się w gronie jego obserwatorów. To wcale nie rzadkie na twitterze czy blipie, a na pewno częste na flakerze.
    Taką Dodę czy inną Britni też obserwują miliony, a czy to oznacza autorytet?

  2. @Tomek – na twitterze czy friendfeed gdzie są setki tysięcy czy miliony osób na pewno zachowania stadne są bardziej powszechne ale u nas ? W społeczności bardziej racjonalnej może to te liczby pokazują coś całkiem sensownego – oczywiście zdrowy rozsądek musi być wszędzie.

    Ps. Przekażę Gosi, aczkolwiek na korektę w ciągu dnia niestety nie mogę liczyć :(

  3. lavinka pisze:

    Pytanie czy w dzisiejszych czasach autorytety są naprawdę potrzebne? Od tego człowiek ma rozum, by go używać. Jeśli za bardzo opieramy się w życiu na autorytetach to pomału przestajemy samodzielnie myśleć. A przecież to właśnie samodzielne myślenie jest siłą blogosfery.

  4. @Lavinka – no taka postawa mnie trochę przeraża, albo też mylnie rozumiesz słowo autorytet.

  5. No, ja obserwuję takie stadne zachowania w naszych warunkach, oczywiście na znacznie mniejszą skalę, ale myślę, że też spokojnie dające się wytłumaczyć „modą” czy „wzbudzaniem emocji”
    I wydaje mi się, że każda otwarta społeczność prędzej czy później przestaje być racjonalna jako całość.

  6. Krzysztof Lis pisze:

    Do względnego oceniania autorytetów (porównywania autorytetu osoby X z autorytetem osoby Y) mogą służyć takie parametry jak liczba obserwujących na tej samej zasadzie, jak Google w oparciu o liczbę linków ocenia (-ło?) jakość stron internetowych.

  7. Tom pisze:

    Już dzisiaj miałem okazję narzekać na topblogger.pl jak daleko jesteśmy w tyle za innymi blogosferami. Problem polega na tym, że oprócz blogów potrzebna jest cała infastruktura. Tak samo jak do zbudowania kolei potrzebne są oprócz pociągów tory, dworce, mosty, tunele i sygnalizacja. Za granicą taką sygnalizacją jest np. Technorati. Wielki, rozbudowany, dynamiczny serwis poświęcony blogosferze, ale też kilkanaście innych.

    A u nas? Blogowisko? Blogfrog? Nie bardzo jest w czym wybierać. Oprócz stron promujących hostowane u siebie blogi jest wielkie morze dryfujących bez niczyjej pomocy blogów.

    Według mnie blogosfera jest tak rozproszona, że trudno mówić w ogóle o czymś takim jak skupienie autorytetu. Każda osoba ma swój wkład w całość. Widać to np. obserwując wydobywanie się na światło dzienne niektórych wiadomości. Są przekazywane pokątnymi drogami przez miniblogi, mejle, komentarze, aż w końcu ktoś taką wiadomość wyławia i nagłe wszyscy o tym mówią i piszą.

    Według mnie ciekawą osobą, która potrafi z szumu internetowego wydobyć ważny głos i zwrócić na niego uwagę. Tylko trzeba przy okazji zastanowić się jaka jest definicja autorytetu. Bo jeżeli chcemy stosować to pojęcie w Internecie, to definicja tego słowa mocno się zmieni.

  8. Tom pisze:

    Oprócz tego oprócz autorytetu można przecież mówić o sile albo mocy danej osoby. To tak nawiązując do wypowiedzi mojego imiennika. Britney ma siłę, albo moc oddziaływania. Gdyby wykorzystała tą moc oddziaływania do robienia czegoś powszechnie uznawanego za dobre, to by była autorytetem.

  9. dc1 pisze:

    Wg mnie – nie mozna mierzyc. Popularnosc a autorytet, to dwie zupelnie inne sprawy.

  10. Liczby – ok, jako dodatkowy element oceny wpływowości. Ale patrzmy na nie z ostroznością. W jednym segmencie 100.000 osób bedzie mało,a w innym 100 osob – to bedzie bardzo dużo. Dody, Marcinkiweicza, Kominka i Hazana do jednego mianownika nie da się sprowadzić :)

    Z ta wpływowościa/autorytetami polskiej blogosfery jeszcze przyjdzie nam troche poczekać. Ale z czasem, gdy media papierowe zaczną tracić grunt pod nogami i spora część dziennikarzy/ekspertow, zacznie szukać miejsca w nowej rzeczywistosci, zmiana nastapi bardzo szybko. Mysle,że to też kwestia postrzegania blogosfery, gdy „zwykły zjadacz chleba” zacznie do niej codziennie zagladać. Oraz podejscia/szacunku wobec siebie samych blogerów do siebie nawzajem.

    Autorytet? Jesli mnie dana osoba ciekawi, ma niekoniecznie takie same jak ja poglady – ale sa one wyraziste, wie co robi mówi/pisze i co przekazuje, ma stałe poglądy, cos w zyciu osiagnęla i soba cos reprezentuje. Tego nie zmierzy i nie zważy zadna ilosc followers/znajomych/kontaktów w GL, Linked, twiterze, blipie czy flakerze. Ani tez ilosc subskrybujacych RSS’y.
    Jeśli już – to warto zobaczyć, czy dana osoba jest cytowana, pojawia się gościnnie, komentuje, czy mowi sie o niej także poza siecia. To jest prawdziwy wyznacznik – jesli nie autorytetu, to „wpływowości”. Nie mylny tego z popularnoscia – bo to już zupełnie inna para kaloszy.

  11. Marcin Rosada pisze:

    W życiu codziennym – niekoniecznie internetowym – najczęściej zdarza się, że za autorytety uznawane są osoby, które w ogóle nie zabiegają o poklask, kolorowe gazety czy „bywanie” tu i ówdzie. Stoją z boku całego celebryckiego światka i mają się dobrze. Po prostu mają coś do powiedzenia, pokazania, zagrania i uwaga na nich skupia się niezależnie od tego czy „bywają” czy nie.

    Myślę, że istnieje wiele analogii do świata internetu. Zabieganie o listę kontaktów, wydłużanie jej wszelkimi sposobami nie ma nic wspólnego z autorytetem. Ale liczby pokazujące popularnośc bloga czy tekstów publikowanych w innych miejscach może być pomocna do oceny tego jak osoba jest postrzegana przez innych. Jeśli kogoś cenię za poglądy to czytam jego wypowiedzi regularnie. Samo dodanie do jakiejś listy jest zbyt proste i zbyt jednorazowe.

  12. Pongo pisze:

    1) Pytanie: kim jest autorytet? Odpowiedź: osoba o dużej (często specjalistycznej) wiedzy, z której poglądami się zgadzamy.

    2) Jak rozpoznajemy autorytet? Odp: Po przeanalizowaniu twórczości (zazwyczaj pisemnej publicystyki np. w formie bloga) tej osoby.

    Wniosek: Autorytet to nie jest synonim popularności.

    Przykład: A. Lepper też mógłby pisać bloga i jestem pewien że czytelników jego bloga byłoby więcej niż było wyborców Samoobrony za czasów największej świetności tej partii.

    Znacznie lepszym więc algorytmem mierzenia autorytetu danej osoby (zamiast liczenia obserwujących go osób) byłoby liczenie odwołań do danej osoby w innych źródłach, tych które już wcześniej zostały uznane za autorytet. W końcu osoby, które są często cytowane przez autorytety też przecież muszą być autorytetami. Podobny mechanizm stosuje Google (PageRank), tylko że Google jest wyszukiwarką uniwersalną a nie społecznościową (a więc uwzględnia nie tylko serwisy społecznościowe ale też np. pudelek.pl). Gdyby jednak algorytm Google zaadoptować tylko do blogosfery, wówczas moglibyśmy stworzyć ranking autorytetów. Oczywiście to wszystko przy założeniu, że ludzie w swoich tekstach częściej odwołują się do tych ludzi, których podziwiają niż do tych, których krytykują.

  13. Krzysztof Lis pisze:

    @Pongo: autorytet nie jest synonimem popularności, bo nie każdy kto jest popularny może być autorytetem. Ale z drugiej strony każdy autorytet jest popularny, przynajmniej w swojej własnej działce.

    @Jacek Gadzinowski: dlatego wspomniałem o tym, że dowolne liczby mogą służyć do porównywania autorytetów czy mocy oddziaływania osób. Tak jak liczba cytowań określa jakość pracy naukowej wśród innych z tej samej tematyki.

  14. Dawid Pacha pisze:

    Przy okazji czytania jednego z ostatnich wpisów na blogu Roberta Scoble, z którym doskonale się zgadzam, przypomniała mi się sytuacja, której byłem świadkiem w moim byłym miejscu pracy (duży gracz internetowy na „a”;). Jeden z dyrektorów przyjmował na rozmowę negocjacyjną zagranicznych gości, właścicieli pewnej firmy internetowej, która chciała zrobi „deal” z firmą „A”.

    W ten o to sposób z pełną powagą przedstawił pana X, negocjatora po swojej stronie firmy „A”. „Oto Pan X – internetowy guru naszej firmy, bo Pan X jest 2 osobą nr 2 na blipie”.

    Nie mówię tego z zazdrości, nigdy nie aspirowałem do bycia kimkolwiek na blipie;) Ta sytuacja pokazuje tylko jak niektóre środowiska postrzegają rzeczywistośc. Blip>blog.

  15. Mi się wydaje, że duże liczby nie mają nic wspólnego z autorytetem. Wręcz przeciwnie, sądzę, iż łatwiej o autorytety w mniejszych grupach czy społecznościach (i nie ma to znaczenia czy mówimy o sieci, czy o „realu”).

    Poza tym sądzę, że autor bloga, który miałby tylko jednego czytelnika, wiernego jak pies, stanowił by dla niego taki sam autorytet, jak blog, prowadzony przez autora, który miałby tysiąc czytelników.

    Autorytet w sieci nie zmienił swojej definicji. No i jest jeszcze jedna sprawa.. co to w ogóle byłby za autorytet, który swoją miarę wyznaczałby liczbami?
    To nie zawsze jest tak, że liczby mówią same za siebie ;)

  16. Pongo pisze:

    Krzysztof Lis –> Skoro każdy autorytet jest popularny, ale nie każdy popularny jest autorytetem, to w takim razie nie należy mierzyć autorytetu w ten sam sposób co popularności. Jeśli chcesz odnaleźć w zbiorze wielokątów kwadraty, to nie możesz szukac tylko po liczbie boków, bo inaczej otrzymasz nie tylko kwadraty ale także prostokąty, romby i inne czworokąty.

    Dlatego algorytm Google byłby lepszy w tworzeniu rankingu autorytetów.

  17. mantrid pisze:

    były kiedyś badania nad uczestnikami forów dyskusyjnych. nie przytoczę niestety linka :( chodziło o to, aby wyodrębnić typy forumowiczów i wskazać, która z nich jest najbardziej rzeczowa i wpływowa. okazało się, że najbardziej wpływowi byli mało aktywni indywidualiści – pisali rzadko, nie prowadzili konwersacji, rzeczowo odpowiadali na problem zwykle jednym (!) postem, nigdy nie uczestniczyli w flamewarach i offtopach, zazwyczaj odpowiadali w wątku który się zdążył już zestarzeć, jakby odkopując go. czyli były to osoby, które mało uczestniczą w dyskusjach, lecz ich odpowiedzi zazwyczaj kończyły temat.

    takie osoby można znalezc np na forach zwiazanych z oprogramowaniem czy sprzetem – ich posty są rozbudowane i treściwe, ale ukryte wśród gwaru.

    jaki z tego może być wniosek? pytanie więc, co to jest autorytet: czy to osoba która ma wpływ na innych, czy osoba która się zna? bo osoba rzeczowa, która jednak nie uczestniczy w dyskusjach może mieć mały posłuch. czy zależy nam zatem na wyszukaniu osób wpływowych, czy ekspertów?

  18. [...] Antywebie uderzono jeszcze dwa razy martwego konia, jakim jest pomysł “wyszukiwarki informacji na Twitterze, ale tak, żeby Ci z autorytetem nie byli zasłaniani [...]

  19. MP - teksty pisze:

    [...] na Antywebie (http://antyweb.pl/czy-mozna-mierzyc-autorytet-poprzez-ilosci-obserwujacych-lub-czytajacych/) ciekawą dyskusję na temat postrzegania autorytetu w środowisku polskiej technologicznej [...]

  20. [...] ludzi na podstawie tego ilu mają “followersów”. Temat podchwycił Grzegorz Marczak pisząc o mierzeniu autorytetu poprzez ilość czytelników na polskich miniblogach (blip, pinger), czy ilości znajomych na [...]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kreatywna wpadka Eskadry z logiem Białegostoku

Na powyższym obrazku mamy przedstawione nowe logo miasta Białystok (to po lewej) przygotowane przez grupę Eskadra oraz starszą wersję loga...

Zamknij