„Don’t be evil” – nieformalne hasło Google’a kolejny raz zostało podważone. Tym razem firmę z Mountain View oskarżono o śledzenie użytkowników iPhone’ów, a także obchodzenie ustawień prywatnych w mobilnych przeglądarkach milionów użytkowników urządzeń Apple’a.

Czy Google naprawdę oszukiwał w sprawie plików cookie, które mu nie przysługiwały? Sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana…

Wszystko zaczęło się od reportażu gazety „The Wall Street Journal”. Dziennikarze oskarżyli Google’a, a także kilka innych agencji reklamowych, o wykorzystywanie luk w przeglądarce Safari firmy Apple. Dziura występująca w wersji aplikacji dla iOS ma umożliwiać firmie z Mountain View omijanie ustawień bezpieczeństwa, które blokują przekazywanie plików cookie.

Oszustwo Google’a ma wyglądać następująco. Po kliknięciu +1 przy reklamie użytkownik bezwiednie zmienia ustawienia w Safari, pozwalając firmie z Mountain View na instalację pliku cookie na urządzeniu. Jest on obecny jedynie czasowo – od 12 do 24 godzin. Problem w tym, twierdzą dziennikarze WSJ, że takie ciasteczko umożliwia śledzenie użytkownika i dzielenie się informacjami na jego temat z innymi firmami.

Czy Google rzeczywiście śledzi użytkowników iPhone’ów? Firma zaprzeczyła doniesieniom WSJ na ten temat. Jednocześnie w oświadczeniu stwierdziła, że jedynie wykorzystuje ogólnodostępne funkcje z Safari „aby dostarczyć rozwiązania, na które zgodzili się użytkownicy Google”. Podkreśla się zarazem, że reklamowe pliki cookie nie zbierają prywatnych danych internautów. Moim zdaniem oznacza to jednak przyznanie się do łamania zasad gry fair play przez Google’a.

Wszystko wskazuje na to, że Google rzeczywiście nie śledził użytkowników iPhone’ów, jak to twierdziły osoby, które wykryły i opisały lukę w Safari. Firma z Mountain View „zaledwie” próbowała obejść domyślne dla przeglądarki Apple’a ustawienia, które umożliwiają blokowane pliki cookies firm trzecich.

Co więcej, luka w WebKicie już została załatana (przez pracowników Google’a), zaś Apple zapowiedział odpowiednią aktualizację dla Safari. Rzecznik firmy dodał, że jest zaniepokojony praktykami firm trzecich, które próbują obchodzić funkcje prywatności w Safari. Problem rozwiązany?

Nie do końca. Praktyka Google’a, który próbował po cichu dobrać się do ciasteczek, budzi niesmak. Moim zdaniem nie jest to jawnie niezgodne z prawem zachowanie, za które firma powinna zostać ukarana. To po prostu odrzucanie zasad gry fair play, praktyki niespecjalnie etyczne. W dodatku Google oszukiwał własnych użytkowników, którzy najczęściej nie mają pojęcia ani o plikach cookie, ani ich wykorzystywaniu przez firmy trzecie.

I jak to się ma do hasła „Don’t be evil?”

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://ustawy24.pl Michał Jezierski

    „rozwiązania, na które zgodzili się użytkownicy Google”

    Ciekawe na ile użytkownicy są świadomi rozwiązań wynikających z nowej polityki prywatności, co de facto w sposób bezpośredni wiąże się z ciasteczkami googlowymi. Tak jak pisałem u siebie – nowa polityka przekracza granice wyznaczone nawet przez ACTA.

    • spamerman

      Hasło „Don’t be evil” to od dawna śpiew przeszłości. Teraz obowiązuję „don’t be evil unless it’s profitable”. BTW. Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale w narzędziach webmasterów jest już od jakiegoś czasu „Usługa umożliwiająca przesyłanie danych o produktach do Google, a następnie udostępnianie ich w serwisie Zakupy Google i innych usługach Google.” Myślałem, że poczekają chociaż ze trzy miesiące po akcji z porównywarkami.

    • http://snk.jogger.pl/ Eduarten

      A według mnie „Kto z jabłekiem chodzi, ten sam sobie szkodzi”. Google IMHO jest w pełni usprawiedliwione, bo jest to sposób na bezpośrenie, nieinwazyjne nadrobienie strat które firma ponosi w związku z zakazem sprzedaży telefonów Motoroli (obecnie marki G) w Niemczech na skutek naruszenia rzekomo słusznie przyznanego Apple patentu na „Slide to Unlock”.

      Śmierć Frajerom

  • http://motionfreaks.pl/ MF

    Może i tak, ale własnie w tym problem: Ile osób pokwapiło się i wczytało sie w nową politykę, a ile bezmyślnie zatwierdziło zmiany.

    • http://ustawy24.pl Michał Jezierski

      Tylko w gruncie rzeczy nie ma możliwości odrzucenia nowej pp. Jeśli jesteś webmasterem – korzystasz pewnie z analytics. I nagle zrezygnujesz? Jeśli masz pocztę na google, to będziesz chciał zmieniać adres? Zrezygnujesz z konta na youtubie? Oczywiście – można to zrobić. Ale komu się będzie chciało :)

  • http://motionfreaks.pl/ MF

    Michał Jezierski: Tylko w gruncie rzeczy nie ma możliwości odrzucenia nowej pp. Jeśli jesteś webmasterem – korzystasz pewnie z analytics. I nagle zrezygnujesz? Jeśli masz pocztę na google, to będziesz chciał zmieniać adres? Zrezygnujesz z konta na youtubie? Oczywiście – można to zrobić. Ale komu się będzie chciało :)

    I to się własnie nazywa świadoma polityka firmy… tylko tym razem jest to polityka uzależniania usera od siebie.:)

  • Marcin

    Dokładnie – przy takim udziale w rynku jakie ma Google to prawdę mówiąc nie wiem jak można by nie zaakceptować tej nowej „polityki”.

    Jedyne co pozostaje to blokować co się da i jak się da – stosować dodatki do przeglądarek jak „Do not track”, „Ghostery”. Korzystać z sieci Tor.

    Dopóki…. jest to legalne ;-)

    To jest jedyna różnica między ACTA a polityką Google. ACTA delegalizuje zabezpieczanie się przed inwigilacją. Polityka Google jeszcze nie – ale i tak zapewne tylko pod warunkiem korzystania z innych przegladarek niż Chrome.

  • Michał Majchrzycki

    spamerman: Hasło “Don’t be evil” to od dawna śpiew przeszłości. Teraz obowiązuję “don’t be evil unless it’s profitable”.

    Też widziałem to rozwinięcie hasła Google’a. Mam wrażenie, że coraz częściej okazuje się ono niestety prawdziwe.

  • Pingback: Google rzuca słowa na wiatr? | SeoPortal.pl: pozycjonowanie, web marketing