BusinessWeek opisuje dzisiaj dość ciekawe zjawisko jakiego właśnie jesteśmy świadkiem w Stanach Zjednoczonych. Emigranci (szczególnie ci dobrze wykształceni) zaczynają opuszczać US, w poszukiwaniu lepszego miejsca pracy (często w macierzystym kraju). Jeszcze w 2006 roku w kolejkach po 120 tysięcy wiz czekało blisko 1 milion wykwalifikowanych specjalistów (inżynierów, naukowców, lekarzy, naukowców).
Dlaczego “odpływ” dobrze wykwalifikowanych pracowników jest problemem chyba nie trzeba tłumaczyć. Dlaczego dotyczy to również Silicon Valley pokazują statystyki. Otóż 52% firm technologicznych w SV było stworzonych przez emigrantów, zagraniczni specjaliści w US stanowią aż 24% (naukowców i inżynierów). Warto wspomnieć iż to obcokrajowcy założyli w stanach firmy takie jak Google, Intel, eBay czy Yahoo.
Warto zauważyć iż jednym z ważniejszych czynników wpływających na powrót emigracji do domu jest rozwój ich macierzystych krajów i zwiększenie popytu na ich umiejętności. Oczywiście głównie chodzi tutaj o Chiny i Indie, które rozwijają swoje specjalizacje w świadczeniu usług outsourcingowych w IT. Co ciekawe okazuje się, że w przekonaniu Chińczyków i mieszkańców Indii pracujących w US ich kraje dają im teraz lepsze perspektywy rozwoju zawodowego oraz zdobywania nowych doświadczeń.
W Silicon Valley może więc dochodzić do bardzo ciekawych sytuacji w których mimo ogólnego kryzysu pracodawcy będą musieli zdwoić wysiłki aby utrzymać swoich pracowników (tych których jeszcze nie zwolnili). Istnieje również innych scenariusz postępowania w tych czasach, podobno Microsoft zaczął ponownie zatrudniać zwolnionych pracowników. Z tym, że zatrudnia ich do pracy w Chinach czy Indiach.
O rosnących w tych krajach centrach R&D (Research and Development) wszyscy wiedzą, aczkolwiek niewiele o nich słychać ponieważ splendor i chwała za pracę spływa nadal do central firm znajdujących się w EU czy US. Pracodawcy dostrzegają coraz większe korzyści z outsourcowania do Indii coraz bardziej istotnych “fragmentów” swojej działalności. Zaraz za R&D podążają też sponsorzy i podobno właśnie te regiony świata są teraz coraz częściej miejsce gdzie swoje pieniądze zostawiają duże firmy inwestycyjne.
Ciekawe więc kiedy w Chinach i Indiach zaczną powstawać “doliny krzemowe?
Swoją drogą, patrząc na oferty developerów z Indii (jeszcze przed tym zanim nasza waluta oszalała) można było wybrać dobry zespół dla naszych projektów i to w zdecydowanie lepszych cenach niż od naszych agencji marketingowych. Niestety w chwili obecnej opcja ta stała się bardzo nieopłacalna ze względu na wysoki kurs dolara czy euro.






Witaj, nazywam się Grzegorz Marczak i jestem autorem tego bloga. Piszę tutaj o serwisach społecznościowych, nowych technologiach i nowych trendach w internecie.

Ja proponuję, żeby dolinę przenieść do nas, pod Lublin;) Powstał tam nawet ostatnio park technologiczny.
@Pawełm kto by chciał inwestować w taki “zabiedzony” kraj jak Polska takie miliardy jak w USA ;)
już jakiś czas temu Luic z seesmic pisał, że jak chcesz otworzyć startupa w Europie, to… …przenieś się do SV ;-)
Kod hinduski to majstersztyk – tak źle napisanego kodu nawet ja nie pisze
Jeszcze pół roku – rok takich wieści, i dolina krzemowa sama wyemigruje z US:
http://edition.cnn.com/2009/BUSINESS/03/02/markets/index.html
Gospodarka tego kraju stała sie śmietniskiem!
Pamietasz Greg, stary wpis z pazdzienika? To zaczyna przypominać czarną dziurę. Oby zatrzymało się to jak najszybciej… bo skutki będą opłakane.
@Jacek – oj nie przesadzaj. USA przechodzily wiele razy kryzys, czasami nawet gorszy.
Wszystko to wyglada jak zacieranie rak – a niech USA padnie na ryj, a my bedziemy sie smiac i skakac z radosci. Zalosne.
Lepiej popatrzmy na swoje podworko – ilu swietnych specjalistow opuszcza nasz kraj. U nas czarna dziura pochlonela juz konie z kopytami;)
@Tomasz Sandecki – tak, bo miales do czynienia z wszystkim programistami w Indiach. To tak jak kazdy Polak to zlodziej, prawda?
@dc1:
nikt tu się z niczego nie cieszy – ale też jakoś specjalnie powodów do płaczu nie widzę. Dla mnie gdziekolwiek będzie ta tak zwana “dolina krzemowa” ma niewielkie znaczenie – natomiast dla krajów które przeżywają teraz rozkwit nadchodzą czasy “szansy”
dc1: tym razem jest różnica, że sprawa jest globalna, na wieksza niz w latach 30tych skalę.
Nikt nie zaciera rąk i nie cieszy sie… wręcz wprost przeciwnie, jest oczekiwanie że dadzą sobie radę. Gdy gospodarki są ze soba tak mocno powiazane.
Żywić tylko trzeba nadzieje, że ta wielka depresja bedzia nauką z której wyciagniemy wnioski na przyszłość, by była to szansa dla innych krajów, silnych umysłów i rąk by zbudować w innych miejscach doliny krzemowe. Na miare 21 wieku ;)
gdzie ja czytalem niedawno ze Indie potrzebuja specjalistow w wielu dziedzinach bo ich wewnetrzni ludzie sobie nieradza ….
@dc1
broń cie panie boże ja tylko się ustosunkowałem do:
“..Swoją drogą, patrząc na oferty developerów z Indii (jeszcze przed tym zanim nasza waluta oszalała) można było wybrać dobry zespół dla naszych projektów i to w zdecydowanie lepszych cenach niż od naszych agencji marketingowych…”
cena to nie wszystko!
wszędzie są dobrzy programiści i źli (tak jak wszędzie są złodzieje)
@grzegorzu: ależ w Indiach jest już dolina krzemowa – miasto Bangalore , bardzo dynamicznie sie rozwija, Yahoo oraz wiele innych firm z sektora IT juz przeniosło albo (niestety) przenosi tam swoje działy…
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bangalore
@Jacek, @Grzegorz – OK
@Tomasz – napisales to dosc ogolnie – “kod hinduski” , wiec mozna odniesc wrazenie, ze twierdzisz, ze hindusi to partacze i kodowac nie potrafia;)
“inżynierów, naukowców, lekarzy, naukowców”
:)
Zastanawiam się skąd ta antyamerykańska propaganda bierze się w Europie. Może kompleks “małego”?
A ekosystemu Krzemowej Doliny nie da się powtórzyć. Krzemową Dolinę zbudowana na potrzeby przemysłu militarnego i kosmicznego Stanów Zjednoczonych. Nadal są to też główni odbiorcy zaawansowanej technologii i produktów stamtąd pochodzących. Jak komuś się wydaje że wszystko co produkuje Krzemowa Dolina to “śmieszny kod” do jeszcze “śmieśniejszych serwisów” Web 2.0 to powinien dorosnąć. Im szybciej tym lepiej.
@skok22
Sorry ale z tobą nie da się dyskutować – już na wstępie walisz ślepakami po czym jeszcze udajesz, że nie wiesz w jakim kontekście używane było wyrażenie “dolina krzemowa”
Nie wiem czy zauważyliście, jak beztrosko przechodzimy obok rewolucji i dopiero jak nas kopnie w twarz ją zauważymy. SV było potrzebne w czasie kiedy wymiana pomysłów na pieniądze, potrzebowała jakiegoś rzeczywistego adresu. Dziś wymiana informacji powoduje że możemy przenieść SV do sieci i to już się dzieje. Każdy z nas posiada trochę doliny krzemowej na swoim komputerze, profilu w sieci. Rok 2008 naprawdę jest początkiem rewolucji http://whatmatters.mckinseydigital.com/internet/get-ready-for-a-new-economic-era, pytanie jest tylko jedno. Dlaczego nie zacząć wszystkiego właśnie w Polce. Wymagało by to trochę pracy i niestety tego co najtrudniejsze, spuszczenia powietrza z wielu Ego, bo okazuje się że pieniądze już nie są wymaganym zasobem do tworzenia, jeśli dziś przeanalizujemy ile pieniędzy potrzebował startup 10 lat temu, okazuje się że pewnie dzisiaj 95% mniej. Dlaczego? Wirtualizacja, Framework’i, Open Source, Cloud computing, Linkedin, CrowdSource, Open Innovation, GitHub, SaaS, SOA
Może Bieszczady? ;-)
Grzegorz, a czy to co napisałeś to nie jest zwykła propaganda? Odpowiedz proszę na następujące pytanie – dlaczego ci ludzie założyli i zbudowali te wielkie firmy właśnie w USA zamiast w krajach gdzie się urodzili? Tylko bez wykrętów i szczerze :)
@skok22:
Jaka propaganda ? A odpowiedz jest banalna – bo były tam lepsze możliwości i bardziej sprzyjające warunki do tego typu biznesu. Teraz kiedy sytuacja się zmienia zmieniają się i warunki.
W każdej branży, dla firmy z SV opuszczenie SV oznacza przyznanie się do znacznego pogorszenia interesów. Tak było np. z Autodeskiem, który przeniósł się do Irlandii… bo taniej. Prawda była mniej związana z optymalizacją kosztów – po prostu stracili część lukratywnych amerykańskich kontraktów na rzecz konkurencji. Masa firm plajtuje, albo znacząco obniża loty – dlatego ludzie odpływają do miejsc, gdzie przeżycie jest relatywnie tańsze. Jeśli uzbiera się ich odpowiednio wiele, “ucieczka od kosztów” przybierze na skali i skłoni dużych graczy do outsorcowania własnej produkcji. Bo przecież nie wszystkim chodzi o jakość kodu – tylko o produkt w kolorowym pudełku…