43

Czucie i wiara silniej mówi do mnie Niż mędrca szkiełko i oko.

Wszyscy znamy ten fragment (prawda?) i wiemy co autor miał na myśli i w jaki sposób w swoich balladach chciał pokazać swoją hierarchię ważności. Zastanawiające, że ten jeden krótki cytata jest stale aktualny nawet w tak przyziemnych sprawach jak technologia i startupy. Dyskutowałem dzisiaj na flakerze na temat tego czy tak naprawdę startupy tworzone z pasją i nie mające na początku jasnej wizji na zarabianie pieniędzy powinny być już […]

Wszyscy znamy ten fragment (prawda?) i wiemy co autor miał na myśli i w jaki sposób w swoich balladach chciał pokazać swoją hierarchię ważności. Zastanawiające, że ten jeden krótki cytata jest stale aktualny nawet w tak przyziemnych sprawach jak technologia i startupy.

Dyskutowałem dzisiaj na flakerze na temat tego czy tak naprawdę startupy tworzone z pasją i nie mające na początku jasnej wizji na zarabianie pieniędzy powinny być już na początku swojej drogi za właśnie brak modelu biznesowego tak mocno krytykowane. Zanim przejdę dalej jedna drobna uwaga – mając na myśli coś co tworzone jest z pasją nie mówię o cudach takich jak naszechoroby.pl i podobne z „templejtu cięte”

Od razu zaznaczę, że częściowo zgadzam się z Bartkiem Puckiem, że idealnie jest kiedy zapalony twórca startupu ma jasną wizję na to jak zarobić na tym pieniądze – należy jednak rozważyć i tą drugą grupę czyli ludzi którzy od pomysłu szybko przeszli do czynów coś stworzyli i okazało się, że nawet coś z tego wyszło.

Dowody na to, że powstające na „żywioł” serwis odnoszą sukcesy są wszędzie wokół nas i co ciekawe są to ci giganci o których teraz najgłośniej jest w internecie jak chociażby Youtube (zarabia? nie, miał od początku pomysł na biznes – nie), Facebook (do tej pory nie wie jak zarobić), Myspace (coś zarabia ale na prąd i serwery pewnie ledwo starcza), Bebo (pewnie tak samo jak reszta), istock (też nie, zaczynał od darmowego hostingu grafiki).

Jak więc widać czasami „czucie i wiara” są dobrym doradcą i nawet jeśli na początku nie mamy wizji na czym można zarobić to warto spróbować bo może (może) przy olbrzymimi sukcesie okaże się, że pieniądze wkrótce się pojawią (choć Facebook i Youtube nadal szukają aczkolwiek ich twórcy już na nich i tak sporo zarobili).

Oczywiście nie chcę negować bardziej pragmatycznego podejścia które mówi – nie wiesz to niestety biznesu nie zrobisz. W naszych Polskich warunkach gdzie tak spektakularnych sukcesów jak opisanych powyżej raczej nie ma podejście „mędrca ze szkiełkiem” jest z pewnością bardzo racjonalne.

Zgadzam się też z tym, że słowa „zarabianie na reklamie” źle się kojarzy kiedy pada z ust twórców startupu jago główny i podstawowy model biznesowy – wydaje mi się jednak, że czasami trzeba odejść nieco na chwilę od racjonalności i zdać się bardziej na „czucie i wiarę” bo z drugiej strony czy nie z reklam właśnie żyje cała branża internetowa?

Bardzo łatwo przychodzi wszystkim negowanie reklam jako sposobu zarabiania pieniędzy, ale jeśli młody startup jest przekonany że osiągnie odpowiedni zasięg w odpowiednim okresie czasu to czy nie jest to ten model na którym wyrosła i nadal rośnie znaczna część internetu? Przecież reklama nie zawsze musi oznaczać wielkie bilbordy na środku ekranu – może być wyrafinowana w swoich formach i skuteczniejsza od tego co jest do tej pory pod tym hasłem znane.

Nie chcę być źle zrozumiany – jeśli tylko była by możliwość to chciałbym słuchać i czytać jedynie o serwisach które wiedzą jak zarobić, mają doskonały biznes plan i zachwycającą strategię marketingową. Naprawdę było by cudownie – to co jednak jest fascynujące w internecie (przynajmniej dla mnie) to, to że od czasu do czasu realizacja szalonego pomysłu finansowana ze zbiórki u znajomych i rodziców tworzy legendy takie jak Youtube czy w Polsce Nasza Klasa. Oczywiście najłatwiej powoływać się na tak spektakularne sukcesy i z pewnością jest to argument bardzo prosty do podważenia w dyskusjach o modelach biznesowych.

Mimo wszystko nadal uważa, że czasami z pasji może powstać coś dużo większego i bardziej w przyszłości wartościowego niż z biznes planu z analizą odsetek i amortyzacji po trzech latach. Na koniec jeszcze jedna uwaga – porażka jest ważnym doświadczeniem w życiu (niektórzy gracze giełdowi mówią, że najważniejszym) – ważne aby na niej się czegoś nauczyć a nie robić wszystko aby jej unikać.

  1. K.! napisał(a):

    Hmm… a może byś kiedyś napisał jakiś „mini poradnik” pt. „Mam stronę, jak zarobić na jej utrzymanie”?
    Nie mówię tu o super mega hiper full wypasionych serwisach łebdwazero, ale o mniejszych stronach, portalach tematycznych, forach.

  2. Asen napisał(a):

    „Jak wzbudziłem pierwszy milion odsłon” ?

  3. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    Ja się na tym nie znam – a forum już jedno jakoś utrzymuję właśnie trochę z reklam, na początku ze składek i jakoś idzie.

  4. Mediafun napisał(a):

    Grzesiek, ja tam lubię pomysły z pasją, dlatego zainwestowałem w http://naszehoroby.pl :-)

  5. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    @Maciek – no i to jest niezłe – jeszcze tylko biznes plan i miejsce na reklamę (na przykład jakiś słownik czy coś) :)

  6. Marcin Rosada napisał(a):

    Serwisy robione „na żywioł i z pasją” mają bardzo często tą przewagę nad serwisami do bólu przeliczonymi i zamortyzowanymi jeszcze przed ich stworzeniem, że rodzą się w głowach niespokojnych i na dalekim planie stawiających pieniądze i stanowiska w przyszłym startupie. Dzięki temu ich twórcy mogą w pełni skupić się na swoim pomyśle i nie ograniczać kreatywności wskaźnikami, racjonalnością itp.

    Zaryzykuję może nawet stwierdzenie, że przyszłe Nasze-klasy, Facebooki czy Google będą stworzone wyłącznie przez takich właśnie zapaleńców. Oczywiście odsetek nieudanych przedsięwzięć będzie w tej grupie zdeeeecydowanie większy niż w grupie „z modelem biznesowym” ale taka jest właśnie specyfika tej szalonej grupy.

    Gdybym był inwestorem, który chce zainwestować i zarobić to inwestowałbym w tą drugą właśnie grupę (racjonalną). Ale gdybym był inwestorem wizjonerem i chciał stworzyć coś wielkiego i niesamowitego (zapewne tracąc pieniądze) to inwestowałbym w grupę wizjonerów i pasjonatów.

    Inwestycja w model biznesowy jest jak lokata bankowa.
    Inwestycja w szaleństwo jest jak kupowanie Alaski.

  7. Bartek Pucek napisał(a):

    adin: @hazan, @marcin – dla mnie popelniacie podstawowy blad – zakladacie ze to ludzie z wizja, pasja i idacy na zywiol i robiacy szybko/garazowo serwisy i aplikacja to inne osoby niz te ktora mysla o zarabianiu kasy – a to jest NIEPRAWDA, to wlasnie te osoby z wizja to sa te osoby ktore zarabiaja kase. To wlasnie Ci z wizja maja pomysly na monetyzacje.

    dwa: na drugim biegunie sa „zakladacze milionow” – czytam taki biznesplan na 40 stron (jak juz dostaje taki to na 99% wiem ze to bulshit serwis) – a tam napisane ze za 3 lata beda miec 5 mln przychodu – jak? niestety na 40 stronach oprocz slowa … zł x liczba odslon reklam = 5mln nie ma nic. Skad beda te odslony – tez sie nie zmiescilo w dokumencie. Za to jest : potrzeba 1 mln na start.

    tri: klucz do sukcesu kazdego startupu/serwisu jest grupa tworzacych go ludzi (Michal Branski, ragni, Maciek) – to tutaj wypracowuje sie pomysly, dziala, probuje mniej lub bardziej udanie monetyzowac serwisy (zaznaczam ze sa i takie ktorych sie monetyzowac na zasadzie „reklama” nie powinno vide mixer.pl) – i to wlasnie te zespoly, kierowane przez takich a nie innych ludzi odnosza finansowe sukcesy.
    Jezeli komus sie wydaje ze startupy i serwisy sie tworzy nie dla pieniedzy czy korzysci (np. niematerialnych) to proponuje filatelistyke :)
    Kluczem sukcesu przed powstaniem pomyslu i serwisu jest zawsze czlowiek/zaspol za nim stojacy. Dzieki temu cos sie staje nasza-klasa a co nasze-choroby.
    2 przyklady z brzegu (no offense chlopaki):
    szuku.pl – na goldenline jest klotnia czy 2 panow z 5 osobowego zespolu mieniacych sie CTO i CEO (5 osobowy zespol!!!) ktory ma wieksze uprawnienia, a juz od prawie roku kolo nosa przechodzi im biznes w postaci atutu technologii – bo to jedyny jaki ma ten serwis – ale robia sobie tak czarny PR, ze kto zechce wspolpracowac z zespolem gdzie kierujacy a) nie potrafia sie porozumiewac b) traktuja tytuly jako przedluzenie penisa. A technologia ktora jest atutem sie starzeje….
    timecamp.com – z drugiej strony jest chlopak (Kamil), ktory skrobie sobie przy swoim serwisie (gratulacje za dobry pomysl na zmiane systemu platnosci za uslugi), a jak jezdzi na spotkania to pyta, pyta, pyta i sie radzi co mozna zrobic lepiej, prosciej latwiej zamiast poklepywac sie po dupce w branzy i oblewac szampanem. Praca, praca, praca – to przyniesie efekty. Dla mnie z tych 2 przykladow jest oczywiste gdzie jest ten „wizjoner i czlowiek z pasja”.

    Z dedykacja dla startupowcow na koniec:
    „The best way to predict the future is to implement it” – wiec do dziela :)

    PS. raz do roku mi sie zdarza na antywebie skomentowac, limit wyczerpany :)

    1. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

      @Bartek – prawie się zgadzam, z tym że ja pasja nie oznacza braku chęci zarabiania. Po prostu czasami stawiaj się zarabianie kasy przez chwilę na drugim planie.

      Co do szuku mam podobną opinie, ale timecamp mimo iż naprawdę wygląda ciekawe to jeśli szybko coś się z nimi nie stanie i się nie rozpędzi to również będzie się technologicznie starzał.

      Ps. Twoje PS jest jakieś patetyczne – Obdarzyłeś mnie komentarzem jak proroctwem i mam bić pokłony? Sorry ale zabrzmiało to jakoś strasznie dziwnie i wyniośle.

  8. Dominik napisał(a):

    A ja stanę po drugiej stronie i zaproszę wszystkich na 25 minutową prezentację, którą ostatnio wrzuciłem na bloga, a w pełni dostępna jest na Omnisio:

    http://www.omnisio.com/startupschool08/david-heinemeier-hansson-at-startup-school-08

    Grzegorz, po co tworzyć kolejne YouTuby czy Facebooki gdzie szansa na stworzenie czegoś takiego jest bardzo mała? Gorąco polecam obejrzenie powyższej prezentacji bo wydaje mi się, że większość startupowców zapomniała o starej jak świat zasadzie: Jeśli masz produkt i chcesz na nim zarabiać to… bierz za to kasę – to podstawa każdego biznesu na świecie od tysięcy lat, a spece od internetu zamiast skupiać się na zarobieniu „zaledwie” milionów (2000 użytkowników płacących 40$ miesięcznie x 12 miesięcy to milion dolarów przychodów rocznie) próbują porywać się na bezwartościowe sajty, na których chcą zarabiać miliardy…

    Reklamy głównym modelem biznesowym?? Od kiedy? Jeżeli masz produkt, którego jakości i użyteczności jesteś pewien, co więcej – znajdą się osoby które zechcą tego używać to z pewnością znajdzie się też kilka tysięcy (co to jest w skali globalnej?) które zechcą za wysokiej klasy usługę/produkt zapłacić…

    Jeszcze raz polecam prezentację:
    http://www.omnisio.com/startupschool08/david-heinemeier-hansson-at-startup-school-08

    pzdr! :)

    1. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

      @Dominik
      „Reklamy głównym modelem biznesowym?” – od zawsze w internecie.

  9. Bartek Pucek napisał(a):

    To jednak drugi komentarz: po prostu statystycznie mi wychodzil(o) 1 komentarz na rok – a ze nowy rok sie zaczal kilka dni temu, to zdziwilo mnie ze tak szybko mnie ta statystyka dopadla, ot tyle, eot :)

    @dominik – to jest jedna z lepszych prezentacji ostatniego roku – swietny przyklad.

  10. Łukasz J. napisał(a):

    A mi się wydaje, że żeby zarobić na serwisie – musi on być po prostu wartościowy. Nie chodzi nawet o to, żeby dawał jakąś super-hiper usługę, ale o to żeby użytkownik odczuł (wyliczył), ile korzyści daje mu korzystanie z niego. NK odniosła sukces, bo odnalezienie znajomych ze szkoły to dla niektórych wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych (żeby zorganizować klasowe spotkanie trzeba obdzwonić tych z którymi ma się kontakt i zdobyć od nich kontakt do innych osób itd.). Fakt, że taka potrzeba jest raczej w ludziach „uśpiona”, ale skoro można było to zrobić za darmo – wszyscy się zarejestrowali ;-)
    Nie wiem ile korzyści (pieniężnych) dają inne serwisy społecznościowe swoim użytkownikom, bo chyba nie jestem w ich targecie, ale może w tym tkwi ich główny problem z monetyzacją?

  11. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    @Bartek – ok

    @Dominik – gdyby tylko każdy miał taki produkt za który może brać pieniądze było by pewnie cudownie – niestety łatwiej jest teraz zrobić coś co porwie tłum (Facebook, NK) niż stworzyć produkt za który ktoś będzie chciał płacić.

    Weźmy dla przykładu taki techmeme czy techcrunch – dobre popularne serwisy, mają swoją jakaś oglądalność – z czego mają się utrzymać? TC organizuje konferencje i ma serwis internetowy nazywany blogiem – niestety jeszcze w tych czasach za informacje ludzie nie chcą płacić. Pozostają więc niestety reklamy.

  12. Merlin napisał(a):

    Bartek – c’mon. Zaryzykuję stwierdzenie, że większość projektów z więcej niż jednym założycielem boryka się z podobnymi problemami do naszych. I większość projektów upada właśnie z przyczyn osobowych (vide art. ostatnio cytowany na Antywebie), ale pisze się o tym mało.

    Rozmawiamy często o biznes planach, o monetyzacjach, konkurencji, a rzadko na temat ludzkiego aspektu przedsięwzięć. Dlatego uznałem, że warto opublikować temat o konfliktach w zespole na GoldenLine.

    A kwestia tytułologii – „prezes” to stanowisko niezależne od wielkości zespołu, podobnie jak i CEO / CTO. A przy dowolnej ilości zespołów, kompetencje i JDs pomagają w płynnej pracy – wiadomo kto za co odpowiada i co ma robić.

  13. Dominik napisał(a):

    @Grzegorz,
    z tym Techcrunchem itp po części masz rację, że nie za wszystko da się wprowadzać opłaty, więc reklamy są jedyną możliwością tylko zauważ, że serwis typu Techcrunch to tak naprawdę przeniesiony do internetu magazyn prasowy, a jak wiadomo gazety utrzymują się tylko z reklam – to jest normalne. Dziwne natomiast, że podobnie myślą twórcy startupów, które portalami informacyjnymi nie są.

    „niestety łatwiej jest teraz zrobić coś co porwie tłum (Facebook, NK) niż stworzyć produkt za który ktoś będzie chciał płacić” – sorry ale bullshit…. prawdopodobieństwo stworzenia czegos takiego jak drugi Facebook czy NK jest bliskie zeru i zazwyczaj mamy do czynienia z JEDNYM ZWYCIĘZCĄ (albo max kilkoma). W przypadku aplikacji nastawionych na pozyskiwanie opłat od kilku tysięcy userów zwycięzców może być MNÓSTWO, bo każdy może zagospodarować swoją niszę lub po prostu być znanym w węższym gronie… W prezentacji David bardzo fajnie porównał to do włoskiej knajpy :)

  14. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    @Dominik – Facebook i NK miałby być przykładem na porwanie tłumu a nie na to że to łatwo zrobić …myślałem, że to oczywiste (no ale może źle się wyraziłem)

    Sam pisałem w prognozach na 2009, że będzie to czas małych niszowych aplikacji dających specjalistyczne usługi i z tym się zgadzam – tylko nie w Polsce.

  15. Dominik napisał(a):

    No niestety (albo stety).. każdy tego typu startup powinien się raczej targetować na rynek globalny, bo faktycznie w Polsce raczej ciężko będzie wydusić cokolwiek z internautów… tylko pytanie co nas blokuje? bo chyba już nie język (angielski), który większość tworzących startupy ma opanowany w stopniu wystarczającym?

  16. Merlin napisał(a):

    A tak on topic – z tego co nam mówiono: model biznesowy pre seed przydaje się, ale większość startupów i tak zmienia go gdy pojawiają się pierwsi użytkownicy, więc nie ma to aż tak dużego znaczenia.

    Inna sprawa to to, kto stoi za projektem. Grupka niedoświadczonych zapaleńców jakby się nie starała nie wymyśli dobrej metody monetyzacji przy pierwszym podejściu. Co innego ktoś, kto był managerem w korporacji i robił już podobne projekty, choć może pod skrzydłami kogoś innego.

  17. Merlin napisał(a):

    @Dominik: czy w Polsce, czy na zachodzie, aby się przebić, musisz znać odpowiednich ludzi. Gdy robisz startup globalny w krzemowej dolinie, to ludzi poznajesz na imprezie. Gdy robisz startup na Polskę w Polsce, to ludzi znasz z doświadczeń zawodowych i barcampów.

    Gdy robisz coś międzynarodowego z Polski – dobrze mieć międzynarodowe kontakty aby to wypromować. Mało osób takimi dysponuje.

  18. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    @Merlin – absolutnie się zgadzam, i mimo iż wszyscy uważają że internet przełamuje bariery geograficzne to jednak potem czytamy, że rosyjski startup ma siedzibę w NY i nie dla tego że lubi widoki ale dlatego że im bliżej miejsca gdzie robi się biznes tym lepiej.

  19. skok22 napisał(a):

    Dominik – co na blokuje? Niski poziom edukacji gdzie ilość nie przekłada się w jakość, 45 lat komuny, wybicie polskiej inteligencji i patriotów przez sowietów i hitlerowców. Tak z grubsza. A język angielski nie jest tu do niczego potrzebny – jak coś soba reprezentujesz dasz sobie radę (choć będzie trudniej).

  20. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    Moim zdaniem brak nam autorytetów w dziedzinie internetu, nie chcę nikogo urazić ale zrobienie udanego serwisu megapanelowego czy wypromowania usługi czy też praca przy 5 projektach internetowych go nie budują.

    Brak nam też wzorców i trochę pewnie odwagi i wiary że się uda. To jednak najłatwiej jest pokonać.

  21. Łukasz J. napisał(a):

    Do listy narodowych braków dodałbym jeszcze brak inteligencji społecznej/emocjonalnej, chęci rozwoju osobistego itp. – z tego chyba biorą się autorytety o których pisze Grzegorz.

    Niestety nam w szkołach kazali być dobrymi specjalistami (np. programistami), a to niestety za mało, żeby stworzyć dobry biznes – nie tylko w internecie.

  22. Bartek Pucek napisał(a):

    @merlin – kazdy startup boryka sie z roznymi problemami od zarzadzania, przez wizje, po drobne codzienne decyzje. Ale tym watkiem upublicznionym zrobiliscie sobie bardzo zly PR – po prostu lepiej bylo podpytac na spotkaniach, ludzi w 4 oczy niz isc z tym tak public. To imho zadzialalo na Wasza szkode (duza) – niestety. Ciagle licze ze sprzedacie technologie za grube $ :)
    W zespole decyduja predyspozycje i kompetencje – jasne ze fajnie jak ktos ma „Key Account manager” to z nim agencje inaczej rozmawiaja niz jak ma „Sprzedawca”, ale problem w 5 osobowym zespole CEO->CTO jest dla mnie abstrakcja. Sie siada, sie gada, sie ustala. Simple as that. Nie podejmowanie decyzji jest najgorszym rozwiazaniem.

    @dominik ma racje – myslenie o zrobieniu 2 facebooka, n-k, fotki jest skazane zna zrobienie zlego projektu – trzeba zrobic SWOJ projekt, jezeli on bedzie dobry – bedzie stawiany potem za wzor jak np n-k.
    @dominik co do jezyka to ja bym sie jednak sklanial do teorii, ze jest on glowna bariera, druga zaraz po tym jest brak checi do nauki i analizy (patrz ile osob czyta plytki TechCrunch – taki IT Fakt, a ile Bokardo czy ycombinator)

    @merlin – „model biznesowy” jest rzecza w wielu aspektach plynna, w jednych warunkach mozesz miec wiecej z reklam agencyjnych, w innych z adsense, a winnych z contentu premium, jeszcze inne to tylko platne uslugi – to jest kwestia elastycznosci i dopasowania do potrzeb „klienta”/usera.
    Bardzo sluszna uwaga/prawda – najczesciej dobre projekty powstaja jak juz sie wczesniej sparzysz (lub nie) na innym – doswiadczenie jest nie do przecenienia :)

  23. skok22 napisał(a):

    Merlin – robisz biznes w USA ponieważ kierujesz się określoną strategią. USA to:
    a) największy rynek konsumentów na świecie
    b) dobra i tania infrastruktura wraz z zapleczem informatycznym
    c) o wiele więcej możliwości finansowania projektów
    d) skuteczny i dobrze zorganizowany system administracji i sądownictwa
    Spotkania z ludzmi na jakiś imprezach? – bez „polecenia” nic nie uzyskasz.

  24. Merlin napisał(a):

    @Bartek – dzięki za feedback. wahałem się nad tym, czy wysłać ten wątek na GL. Może faktycznie to był błąd. CEO / CTO – jakby były jakieś mniej pompatyczne tytuły, to bym z chęcią wykorzystał :)

    Co do „modelu biznesowego” – wiadomo, że są trzy (reklamy, premium services, licencjonowanie technologii) i wszystko rozbija się o szczegóły (jakie reklamy? jakie usługi?). Case PayPala – ludzie chcieli oryginalnie robić technologię do szyfrowanych transmisji pieniędzy między Palmtopami.

    Cytat tygodnia: „If everything seems under control, you’re not going fast enough” :)

  25. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    @Merlin – o jakiej dyskusji na GL mówicie?

  26. Merlin napisał(a):

    @Grzegorz: o tej dyskusji: http://www.goldenline.pl/forum/business-it/645600/s/1 Pytanie, czy o takich tematach rozmawiać na forum publicznym, czy chować po kątach.. Wszak bardzo dużo projektów ma podobne problemy i chyba nie ma się czego wstydzić.

  27. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    @Merlin – moim zdaniem jak najbardziej, a zły PR z tego powodu do bzdura. Każdy ma wątpliwości i się waha.

    Za granicą ludzie mówią o nich głośno i wyraźnie u nas mamy rozmawiać w „cztery oczy” bo inaczej ktoś się dowie, że młody team szuka sposobu na zorganizowanie sobie pracy i ma wątpliwości?

  28. Merlin napisał(a):

    @Grzegorz: dokładnie :)

  29. Bartek Pucek napisał(a):

    @merlin, @grzesiek – problem istnieje wtedy kiedy taka dyskusja (jest roznica pomiedzy pytaniem o droge, procesy decyzyjne a ujawnianiem problemow o takiej skali) – swiadczy to problemach strategicznych w samej druzynie – ciezko mi wyobrazic sobie inwestycje w team, ktory sam ze soba sie nie potrafi dogadac (nie chodzi o roznice w wymianie pogladow, tylko o to wyobrazenie klotni jakie wywolane bylo). Pamietajcie ze inwestuje sie najpierw w ludzi, potem w projekt za jakim stoja. Nikt nie zainwestuje nawet w najciekawszy projekt jezeli ludzie ktorzy za tym stoja nie gwarantuja mu sprawnego dzialania/wspolpracy.

    PS. Cytat swietny, zapisane :)

  30. Merlin napisał(a):

    @Bartek: poruszyłeś inną ciekawą kwestię… jeśli w projekcie są wewnętrzne konflikty (a w każdym od czasu do czasu są), to wypadałoby poinformować o nich potencjalnego inwestora. Pytanie jak i kiedy :)

    (TSD – konflikty wewnątrzprojektowe rozwiązaliśmy już w dużej mierze :)

  31. Grzegorz Marczak Grzegorz Marczak napisał(a):

    @Bartek – „problemy strategicznej w samej drużynie” :c’mon ? Chłopaki mają po dwudziestce (no chyba, że źle założyłem) dla niektórych z nich to pewnie pierwszy wspólny projekt/ pierwsza praca a ty przykładasz do nich miarę jakby mieli iść do VC po 100 milionów dolarów (na to jeszcze mają czas) .

    Nie wiedzę też skali problemów o której piszesz, to że chcą podzielić się decyzjami po to aby sobie nie wchodzić w drogę jest dużo lepsze niż grupowe rozpatrywanie najmniejszych dupereli bo każdy boi się samodzielnie podjąć decyzji.

    Ostatnio CEO seesmic pytał się ludzi w która stronę rozwijać swój serwis – dostał super feedback, ale też można by powiedzieć że patrzący na to inwestor byłby zniesmaczony brakiem wizji.

    Ps. Cytat również zapisany :)

  32. Merlin napisał(a):

    Cytat należy do Mario Andretti :)

  33. Artur Kurasinski napisał(a):

    @ Skok22 –

    „Dominik – co na blokuje? Niski poziom edukacji gdzie ilość nie przekłada się w jakość, 45 lat komuny, wybicie polskiej inteligencji i patriotów przez sowietów i hitlerowców.”

    Mozesz wytlumaczyc zwiazek logiczny miedzy powstaniem Facbooka w a niemoca stworzenia czegos podobnego w Polsce? Problem zasobow ludzkich (inzynierow, specjalistow, menadzerow?) czy mentalnosc naszych rodakow?

    Z edukacja (wyzsza) to sie nie zgodze – twierdze, ze jest odwrotnie. Mamy za malo dobrze wyksztalconych specjalistow ale za to mamy b. dobre uczelnie techniczne konkurujace z wiekszoscia zachodnich (nie mowie o MIT). Poziom liceum i podstawowek zaczyna zjezdzac w dol ale nadal statystyczny mlody Polak jest lepiej wyksztalcony od mlodych kolegow Zucekerberga.

  34. Jacek Gadzinowski napisał(a):

    @macku: ja tez lubie pomysły z pasją. Dlatego kupiłem domene http://www.gadzinowski.pl Może uda mi sie w końcu postawić strone/bloga.

    Buuu.. ale nie moge na niej zarabiac, chyba ze zrobie z niej forum obrazkowe :)

  35. Bartek Pucek napisał(a):

    @merlin – to w ogole temat na calkiem nowa – inna dyskusje – zreszta temat przekuwania problemow w sukces/atut to jest chyba najwyzsza szkola wtajemniczenia i imho najciekawsza zabawa :)

    @grzesiek – ja uwazam odnosnie tej sprawy ze chlopaki po prostu powinni usiasc i pogadac ze soba, a nie upubliczniac to – taka rozmowa zakonczona decyzjami dalaby lepsze efekty niz szukanie porady na GL.

  36. skok22 napisał(a):

    Artur Kurasinski – przypadek Facebook (a najogólniej pomysłu na SN) to jeszcze inna kwestia. Takie serwisy można było wymysleć tylko w Stanach (przeogromna ilość stowarzyszeń, klubów, lig, lobbies działających w różnych środowiskach). I naturalne chęć integracji wokół pomysłów/liderów w tym społeczeństwie.
    Co do uczelni. Jeżeli mamy za mało specjalistów to znaczy że te uczelnie nie spełniaja swojej podstawowej roli :) Wystarczy zresztą popatrzeć na miejsca polskich uczelni w różnych rankingach oraz na wysokość nakładów budżetowych na badania i rozwój. Ale to temat rzeka :) Pozdrawiam

  37. Krzysztof Dróżdż napisał(a):

    @Grzegorz:
    Początkowo miałem zamiar nieco się z Tobą w tej kwestii pokłócić. Ochota na kłótnię zniknęła, w miarę zbliżania się do końca tekstu. Wydaje mi się jednak, że nie powinniśmy zapominać, że na 1 sukces wynikający z pasji przypada cała masa nieudolnych klonów, totalnie pozbawionych kreatywności (o pasji już nie wspominając).

    Z porażkami natomiast jest tak, że nie są one zbyt dobrze postrzegane w polskiej kulturze. W znacznej części świata człowiek, który założył własną firmę, która następnie upadła, nie jest niczym niezwykłym. Co więcej, pamięta się o tym, że ma on jakieś doświadczenie, itd. W Polsce do tego typu ludzi podchodzi się jak do nieudaczników…

    @skok22:
    Z rankingami uczelni jest różnie. Nie zapominaj, że potem na przykład odbywa się TopCoder, lub inne zawody programistyczne i studenci tych marnie wypadających w rankingach uczelni zajmują podium. Aczkolwiek oczywiście nie mam zamiaru twierdzić, że wszystko w tej kwestii jest w porządku.

  38. Marcin Deregowski napisał(a):

    Przyglądam się dyskusji i po za jednym wyjątkiem widzę jak nie uwzględniono w niej podstawowej sprawy. W dużej mierze porównywanie startupów amerykańskich i polskich nie ma sensu. W USA mamy większe tło (więcej konkurencji) więc trudniej wybić się z projektem – za to „wybicie się” gwarantuje w zasadzie sukces czy to przez monetyzację ruchu, czy też wzrost wartości samej marki. W Polsce jest inaczej – wbrew pozorom łatwo jest zbudować niszowy portal, zająć pozycję lidera w branży i nigdy nie wyjśc powyżej zera.

    Weźmy abstrakcyjny przykład (dane tez będą wyssane z palca – chodzi o zobrazowanie problemu). Janek w Polsce i John w USA są do siebie podobni: Będąc zapalonymi twórcami modeli kolejek, korzystają z Internetu do komunikacji ze społecznością kolejkowych modelarzy, ponieważ mają więcej niż podstawową wiedzę i umiejętności tworzą z czasem narzędzia ułatwiające im codzienną komunikację w sieci. Forum, galeria modeli, profile, modelarzy, informacje o wydarzeniach: spotkaniach, wystawach, zlotach.
    I na tym podobieństwo się kończy. Obaj w ciągu 3-4 lat niejako automatycznie i bez reklamy stają się właścicielami najsłynniejszy portali w swojej branży. Nawet udało im się podpisać umowę z największym sklepem w ich branży na na 5% dochodu ze sklepu podłączonego pod portal.
    I na tym podobieństwa się kończą.

    Społeczność aktywnych modelarzy w Internecie USA:PL to tak jak 18:1 (estymowane na podstawie aktywności w usenecie). Dodatkowo. Rożnice w dochodzie to mniej więcej 2,8:1. Co ostatecznie oznacza, że przy podobnej penetracji rynku możliwe teoretyczne przychody właścicieli portali mają się jak: 50:1. W praktyce, jeżeli reklamy, przychody ze sklepu partnerskiego itp dla człowieka z USA wynoszą 250 000 USD, z czego koszty serwerów, oraz pracy nie wykonywanej przez właściciela stanowią około 80K (W USA koszty pracy są spore :) to spokojnie możemy mówić o sukcesie – wartość projektu przekracza kilka mln USD i przy takich zyskach znajdzie się na to kupiec.

    Odpowiednik przychodu w Polsce to 1/50 tej kwoty czyli 14400 zł, przy czym zakładając, że tak jak w USA właściciel portalu korzysta z usług zewnętrznych, to nie ma najmniejszej szansy wyjść na zero.

    I tu nie chodzi o to, że jak portal w USA zarabia 1mln to w Polsce będzie zarabiał 1/50 czyli 55 tyś. zł – tak można porównać przychody ale nie zyski w przypadku Polski bilans zysków wyjdzie ujemny.

    Dlatego tez opieranie się na amerykańskiej teorii – rób z pasją a zarobisz – (skądinąd słusznej w tamtych realiach) to błąd u podstaw przyjmowanych założeń. Dowodzi to tego, że np.: taki pasjonat jak Steve Sanders (www.steves-digicams.com) testujący cyfrówki (który pewnie dziś jest milionerem) w Polsce Prawdopodobnie nie osiągnąłby punktu pozwalającego mu na utrzymanie rodziny.

    Pocieszające jest fakt, że Polska i tek jest w lepszej sytuacji niż Czechy, Litwa czy Słowenia. Na którym spotkaniu branżowym twórca największego serwisu erotycznego w Czechach wzbudził jęk zawody, gdy przyduszony podał obroty swojego „imperium” :(.

    Dlatego też poglądy mówiące rób swoje a zarobisz, nie sprawdzają się w naszym kraju – u nas trudniej jest przekroczyć finansowy Break-even a wielu przypadkach dla wielu tematów i branż jest to prawie niewykonalne, co z definicji skazuje nawet najlepsze przedsięwzięcie na finansową porażkę. Nie ma więc co boczyć się na ludzi dla których miarą sukcesu jest zaistnienie w top10 Megapanelu. Część z nich zderzyła się z twardymi realiami polskich biznesów.

    Podkreślę na koniec, że moje wywody to nie typowe tłumaczenie, ze w Polsce jest ble, społeczeństwo nie takie jak trzeba itd. Nasz kraj jest piękny a ludzie dobrzy :), ale mamy taką a nie inna wielkość i dochody, a wynikające z tego konsekwencje są już nie zależne od mentalności i pobożnych życzeń twórców portali.

    Szkoda, że tak mało ludzi i firm zdaje sobie z tego sprawę pompując miliony złotych w przedsięwzięcia nie mające prawa przynieść zysku. Pewnie jednej osobie na sto uda się pomimo tego co napisałem, ale i tak globalne proporcje pomiędzy wydatkami a zyskami będą znacznie gorsze niż w grze w totolotka.

  39. Radosław Herka napisał(a):

    Ja wciąż szukam kogoś, kto zawierzy mojemu przeczuciu… http://www.inwestorzy.ratlerek.pl – mam też szkiełko i oko;)

  40. Janek napisał(a):

    Panie Radku Proszę przeczytać uważnie uważnie komentarz poprzedzający Pański i wyrzucić szkiełko i oko do kosza.

  41. Radosław Herka napisał(a):

    Panie Janku, ano wszystko rozbija się o pieniądze. Głęboko wierzę, że mając ich odpowiedni, nie za duży moim zdaniem, zasób, mogę przygotować przyciągającą oko ofertę i wraz z nią rozpocząć całkiem nośną strategię marketingową co powinno pozwolić mi skrócić dystans do czołówki konkurencji a w efekcie dać mi stałe miejsce w niej. Ratlerek.pl przy odrobinie (dla niektórych – ja nie mam tyle pieniędzy) nakładów finansowych, stałaby się tym o czym mówię. Model biznesowy oparty na reklamie? Hmm… w dużej mierze tak;) Choć nie tylko – ale o tym wszystkim chciałbym porozmawiać z inwestorem. W sieci publicznej wolałbym się ze wszystkim nieobnosić;) I tak to robiłem – swego czasu zgłosiło się do mnie TVN z propozycją wzięcia udziału w programie „Kapitalna szansa” (Ostatecznie nadano mu tyt. „Kapitalny pomysł”) i przystąpiłem do akcji promocyjnej w internecie – chciałem… z pewnością nie tego. TVN zrezygnował z mojego udziału w programie. To zabawne, bo kiedy oglądałem 2 odcinki (więcej nie zdzierżyłem) w TV, to odniosłem wrażenie, że pozwolili przedstawić pomysły tak z d… wzięte, że trudno mi to porównać z pomysłem, który dzięki obecności w TV z pewnością odniósłby sukces! W okresie mojej największej agitki notowałem wzrosty odwiedzin strony – a nie było na niej serwisu wtedy, – rzędu kilku, kilkunastu tysięcy UU miesięcznie. Pierwszego miesiąca od postawienia tego, co teraz jest na ratlerek.pl było ic już tylko 3500, a obecnie liczba spadła do ok 1500, 1700 niepowtarzalnych adresów IP notowanych przez serwer miesięcznie… A wystarczyłby tylko ten pip* udział w programie, a wszystko by poszło jak zakładałem;) ech… znów pod górkę – ale nie poddaję się;) W końcu musi sie udać;) Pozdrawiam! Radosław Herka