W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że kiedy sięgam po nową grę, szukam albo dobrze znanej formuły, lecz w nowszej, bardziej doskonałej technicznie odsłonie albo zupełnie nowego doznania, nowatorskiego ujęcia. Czasami wybitne produkcje potrafią częściowo połączyć jedno z drugim. Ostatnimi czasy obserwuję, że teoretycznie prostsze rozwiązanie, polegające na zrobieniu jeszcze raz tego samego, tylko z uwzględnieniem zmian jakie zaszły w technologii, przynosi coraz więcej rozczarowań. O dziwo znacznie łatwiej trafić na niezależna produkcję, która da mnóstwo frajdy z gry swoimi niesztampowymi rozwiązaniami.

Wszyscy pamiętamy ze swojej przeszłości pewne gry, w które chcieli byśmy zagrać jeszcze raz.  Jednak bardzo rzadko tytuły sprzed kilkunastu lat będą dawały tyle samo frajdy, co w momencie swojej premiery. Zwykle doznania audiowizualne, które zostały w naszej pamięci, nie przystają do tego, co zobaczymy na monitorze. Swoją drogą jest to ciekawe zjawisko psychologiczne – pamięć nie jest zapisem przeszłości, tak jak zdjęcie czy film. To co pamiętamy ulega ciągłym zmianom i jest interpretowane na nowo, zależnie od kontekstu.

Niby zdajemy sobie sprawę, że gra sprzed ponad 10 lat nie może mieć dobrej grafiki, jednak wciąż nam się zdaje, że dziś bawilibyśmy się przy niej równie dobrze. Wiem po sobie, że często okazuje się to nieprawdą. Po uruchomieniu starocia, już po kilkunastu minutach gry mam dosyć i zastanawiam się, co mnie kiedyś aż tak urzekło. Są wyjątki od tej reguły, jednak jak to z wyjątkami bywa, nie są częste. Dla mnie takim wyjątkiem jest Planescape Torment, po części dlatego, że rozgrywka w dużej mierze polega na opisach i wyobraźni, trochę jak w przypadku książki, wiec umowność obrazów nie przeszkadza. Podobna sytuacja dotyczy pierwszych dwóch części Fallouta. Są również hardcorowcy, którzy po prostu lubią stare produkcje.

W wypadku, kiedy gra przez swój wiek straciła wiele, warto rozważyć stworzenie remake, czyli wykorzystania tego samego pomysłu, uwzględniając zmiany jakie zaszły w technologii. Przykład? Proszę bardzo.

Marzy mi się zobaczenie nowej edycji Carmageddon. Pomysł scharakteryzowałbym następująco: gra o wyścigach samochodowych, w których sam wyścig nie jest najważniejszym elementem a wygrać można na różne sposoby. Kluczem jest bardzo duża swoboda, zamknięte trasy nie mają racji bytu. Wszystko w sosie znanym z pierwowzoru, to znaczy: szalone konstrukcje samochodów, zwariowane power-upy, zaawansowany model zniszczeńi. W zasadzie wystarczy jedynkę ubrać w dzisiejszą szatę graficzną i wzbogacić o bardziej dopracowaną symulację fizyki.

Swoją drogą nowy Carmmagedon ma powstać. Jest już nawet działająca strona. W świetle tego co dalej zamierzam napisać, już się boję o efekt…

Okazuje się, że znając receptę na sukces, bardzo ciężko go powtórzyć. Udanych nowych dosłon starych produkcji jest jak na lekarstwo. Ja rozumiem, że nie zawsze nowe rozwiązania służą starym koncepcjom. Przeniesienie Worms w 3D to dla mnie totalna pomyłka i nigdy się nie sprawdzi, bo to po prostu zupełnie inna gra. Może warto takie eksperymenty przeprowadzać pod nową marką. Twórcy też to zrozumieli, wracając do korzeni w przypadku Worms Reloaded, ale wiele wskazuje na to, że przypływ rozsądku był chwilowy, bo już można kupić Worms Ultimate Mayhem… znowu w 3D.

Abstrahując jednak od tego rodzaju pomysłów, okazuje się, że czasem trudno zrobić dobrze coś, w czym jest się specjalistą. Za przykład niech posłuży żywa legenda, czyli John Carmack, twórca takich klasyków jak Wolfenstein 3D, Doom czy Quake. Od samego początku był związany z grami na pecety. Niedawno była światowa premiera jego najnowszej gry Rage, dziś ma miejsce premiera w Polsce. Zapowiedzi były świetne, grafika z filmików powalała na kolana. Carmack obiecywał, że współczesne komputery pozwolą zabłysnąć Rage. Wszyscy liczyli na dobrą „strzelankę” w starym stylu. I co się okazało?

Okazało się, że gra nie posiada menu ustawień graficznych, tak jak wersje konsolowe. Zapaleni miłośnicy dokonują modyfikacji ustawień przez edycję pliku konfiguracyjnego. Warto również zwrócić uwagę, że bez tych modyfikacji gra prezentuje się naprawdę nieciekawie pod względem graficznym, dlatego powstają specjalne wątki, co zrobić, żeby Rage na blaszakach wyglądał chociaż przyzwoicie. Oczywiście, sytuację poprawi patch albo dwa, jednak kiedy legenda gier PC, stwierdza, że tworzenie Rage na konsole to był błąd i przyszłe produkcje będą robione głównie z myślą o PC, to znaczy, że musi być coś na rzeczy. Tym bardziej, że większość graczy od blaszaków wiedziało o tym od dawna, podczas gdy ktoś taki jak Carmack przekonał się o tym, po ukończeniu 6 letniego projektu. Całości dopełnia poniższy filmik:

Coraz częściej można spotkać się z sytuacją, że duża produkcja za przeszło sto złotych jest totalną pomyłką. Często przyczyną jest właśnie konwersja z konsol. Słaba optymalizacja, przeciętna grafika, nieporęczne sterowanie. Okazuje się, że nawet najlepsi nie potrafią ustrzec się przed tymi błędami. Nie winię tu oczywiście ani graczy konsolowych, ani samych konsol. Konsola też służy do rozrywki i posiada całą gamę tytułów wartych grzechu. Winię deweloperów, że chcąc działać na skróty i zarobić łapiąc dwie sroki za ogon, dostarczają produkt zdecydowanie gorszej jakości. To jakbym miał kupować spodnie i buty o dwa rozmiary za duże, żebym mógł nosić na zmianę wraz ze starszym bratem. Totalna pomyłka.

Dla odmiany, gry deweloperów niezależnych oferują innego rodzaju doświadczenia. Nikt nie obiecuje gruszek na wierzbie. Grafika jest zwykle prosta, często dwuwymiarowa, mechanika na tyle nieskomplikowana, że nawet pomimo wydania gry na różne platformy, nie wpływa to negatywnie na „grywalność”. Cena zwykle jest ułamkiem tej spotykanej u dużych produkcji. Mimo wszystko zdarzają się perełki, które potrafią dostarczyć rozrywkę w hurtowych ilościach. Przykładami niech będą World of Goo i Machinarium. Oferują nietypową i może mało „efekciarską”, ale bardzo przyjemną dla oka grafikę. Całą resztę zapewnia rewelacyjny pomysł.

Oczywiście, rynek gier nie jest czarno-biały. Zdarzają się wybitne produkcje, często opierające się na rozgrywce sieciowej. To co zarysowałem, to raczej ogólna tendencja. Nie jest to temat nowy. Wiele razy widziałem artykuły poruszające podobne problemy w sieci. Myślę jednak, że w świetle przytoczonego wczoraj, przy innej okazji (Czy czas składanych, stacjonarnych komputerów przemija?) wykresu, co do wielkości rynku gier na PC, warto przypomnieć, że popularne blaszaki wymagają indywidualnego potraktowania. Zwłaszcza jeśli gra jest złożona. Tym bardziej, że na grach PC też można nieźle zarobić, zwłaszcza jeśli sumiennie wywiąże się ze swojej części umowy, dostarczając dobry produkt.

 

W ten weekend miałem sprawić sobie jakąś dużą, nową produkcję, jako, że nie robiłem tego od dawna, ale zamiast tego znowu skończy się chyba na dwóch grach Indie, których próżno szukać na półkach sklepowych. Jeszcze nie zdecydowałem jakich, ale całe szczęście jest w czym wybierać.

Ciekaw jestem zdania czytelników Antyweb. Czy wam również przeszkadza produkcja jednej gry na wszystkie możliwe platformy? Czy również coraz częściej wam się zdarza być rozczarowanym dużą produkcją? I przede wszystkim, czy kupujecie jakieś gry niezależne? Czekam na komentarze.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • Mariusz

    poczekaj na nowego batmana :)

    • Jan Rybczyński

      Czekam :)

  • http://terrazone.pl Krzysiek

    Terrazone <- największe Polskie Centrum gry Terraria :)

  • Anonim

    carmageddon to byly czasy :) ja zauwazylem, ze calkowicie odstawilem PC jako maszyne do grania. Czesciej sklaniam sie zakupic gre w android market. To chyba wina tego ze nie ma czasu siedziec przed monitorem, a na tel zawsze mozna pyknac, przeciez mam go caly czas przy sobie ;))

  • http://szuszucp.blip.pl/ Szymon Szymczyk

    Z indie polecam Ci na weekend Limbo http://www.youtube.com/watch?v=t1vexQzA9Vk
    Jeśli chcesz coś, co przywróci Twoją wiarę w „superprodukcje” to z kolei Deus Ex: HR.

    • Jan Rybczyński

      Limbo właśnie sobie sprawiłem i na razie jest bardzo fajnie. Zobaczymy czy łamigłówki utrzymają poziom. O Deusie też myślę, ale na razie chyba nie mam aż tyle czasu.

  • KAMIL

    Jeśli ktoś chce zrobić tzw. remake’a starej gry, to potrzebuje odpowiedniej licencji od wydawcy, a nie każdy wydawca jest chętny do udzielenia jej.

    • Jan Rybczyński

      Czasami remake robi ten sam wydawca, jeśli wciąż istnieje i ma się dobrze. Czasami chętnie licencji udziela, czasami rzeczywiście jest z tym problem. Tak czy siak to nie kwestie licencji powodują, że gry są słabe.

    • KAMIL

      Jeśli wydawca się nie zgodzi na udzielenie licencji, to zawsze można stworzyc podobna grę (klona) – jednak to już nie to samo.

  • http://www.hcgamer.pl/ Michał Król

    Po części zgadzam się z autorem, ale jak zawsze jest jakieś „ale”. Posiadam wszystkie konsole i oczywiście PCta i dzięki temu mam wybór. Dzisiejsze kombajny Sony czy Microsoftu, mimo swoich możliwości (i tak ograniczonych) służą przede wszystkim do grania. Co uwielbiam w konsolach to włożenie płytki, instalacja i gram – zero zmartwień posiadacza PC.

    Odnosząc się do bardzo przyjemnego tekstu Pana Jana. Odczuwam ten sam sentyment do tego co stare i także przekonałem się, że do pewnych gier nie wolno już wracać. Są oczywiście wyjątki (u mnie Super Frog, Moonstone…), ale w większości przypadków serce boli gdy porównuje się wspomnienia do stanu rzeczywistego w 2011 roku. Oczywiście zawsze znajdą się firmy, które zechcą po raz kolejny zarobić i zrobią to nieudolnie (wormsy) lub wpadają na dziwne pomysły (Syndicate z rzutu izometrycznego na FPP), ale i tu kij ma dwa końce. Kontynuacja rewelacyjnego Deus Ex okazała się strzałem w dziesiątkę i po strachu towarzyszącym pierwszym informacjom o planach zrobienia tej gry, teraz sypiam spokojnie gdyż Bunt Ludzkości jest po prostu bardzo dobry.

    Niestety wiele firm nastawia się na wypuszczanie kolejnych części sprawdzonych serii i mało kto stara się zaskoczyć czymś nowym i oryginalnym. W pierwszej dwudziestce najlepszych gier roku 2011 wg GameRankings przytłaczająca większość to właśnie gry z cyferkami 2, 3 w tytule. Trzeba do tego przywyknąć i pocieszać się, że nawet grając w n-te części znanych serii można się naprawdę dobrze bawić. Po skończeniu Gears of War 3 miałem zasiąść do Forza Motorsport 4, ale chyba włączę Orcs Must Die! :)

    Pamiętajmy: Nie ważne na czym grasz, ważne ile przyjemności ci to daje.

    Michał Król
    HCgamer

  • http://antygon.com antygon

    Minecraft liczy się jako produkcja Indie? ;-)

    • Jan Rybczyński

      W sumie chyba tak. Na pewno zaczynał jako Indie ;)

  • Pascal

    Ja kupuję to:

    http://www.humblebundle.com/

    Świetne gry niezależne, a pieniądze można przeznaczyć na cele charytatywne. Nowy Deus Ex faktycznie świetny :)

  • http://www.jacekjankowski.pl Jacek Jankowski

    a nikt nie wpadł na zapoznanie się z działką casual games na PC, prostych i przyjemnych jak na http://www.graszonline.pl/page/2/Gry-Instalowane.html

    Indie, konsole, duże produkcje to % graczy, tak jak mały % osób ogląda kino lepszej jakości – tak samo z grami – w masie sprzedaje się zupełni co innego niż wydaje się jeszcze specjalistą z polskiej branży gier.

    niekoniecznie są to produkcje na konsole i PC po 100-200 zł, a cała masa tanich gier za 10-20 zł

  • http://tomiga.wordpress.com tomiga

    „Coraz częściej można spotkać się z sytuacją, że duża produkcja za przeszło sto złotych jest totalną pomyłką. Często przyczyną jest właśnie konwersja z konsol. Słaba optymalizacja, przeciętna grafika, nieporęczne sterowanie.”

    Prosze mi wytlumaczy, skoro wszystkiem zlu sa winne konsole,
    jak mozna zle zoptymalizowac produkt ktory chodzi dobrze na slabszym sprzecie… naprawde nie rozumiem… przyklad podales sam.. Rage…

    • Jan Rybczyński

      Po pierwsze, nie napisałem, że konsole są winne, tylko robienie na szybko jednej gry na wszystkie platformy. Równie dobrze można powiedzieć, że PC są winne.

      Konsola i PC to zupełnie różne sprzęty. Nie da się tego tak w prost przenieść. Zły port może oznaczać bardzo wiele różnych rzeczy, od źle przeniesionego sterowania z pada na klawiaturę, aż po słabą grafikę, niskiej jakości tekstury itd.

      Jeżeli gra jest przeniesiona bez dokonania odpowiedniej optymalizacji, to ma też większe niż powinna wymagania.

  • http://www.jacekjankowski.pl Jacek Jankowski

    chodzi o zły porting inaczej się steruje na padzie, inaczej ma myszce i klawiaturze

    • http://tomiga.wordpress.com tomiga

      ale co to ma do jakosci gry jako takiej… czy ilosci bugow… dostosowanie sterowania to oczywista sprawa…

  • http://www.jacekjankowski.pl Jacek Jankowski

    tomiga: ale co to ma do jakosci gry jako takiej… czy ilosci bugow… dostosowanie sterowania to oczywista sprawa…

    no właśnie nie taka oczywista :)

    • http://tomiga.wordpress.com tomiga

      ale to nie wina konsol tylku ludzi zarzadzajcych projktami ktorzy ida po najmniejszej linii oporu bo pewnie stwierdzaja ze nie oplaca sie za duzo inwestowac w port pc bo i tak sie nie sprzeda w ilosciach konsolowych… i tutaj tkwi cala tajemnica… a nie ze wszystkiemu winne sa konsole ktore sa przestarzale…

  • https://plus.google.com/112266986726771316857/posts sieciobywatel

    Planescape
    Fallout
    Alpha Centauri

    te starocia nigdy mi się nie znudzą…
    oraz garśc przygodówek jak Broken Sword czy Gabriel Knight od czasu do czasu. Ostatnio ściągnąłem z GOG (za darmo!) BS, przymierzam się do odpalenia w ScummVM, ale troche boję się wypaść z meatworld na kilka dni…

  • ServerAdmin

    WTF:

    „rozgrywka w dużej mierze polega na opisach i wyobraźni, trochę jak w przypadku książki, wiec umowność obrazów nie przeszkadza. Podobna sytuacja dotyczy pierwszych dwóch części Fallouta.”

    Chryste.. Przecież mówiłem, żebyście zostali przy pisaniu niusków na temat SEO i sprzedaży bananów na Fejsbuce.. A Wy dalej się pogrążacie..

  • http://www.market-samurai.pl Domator

    Co to znaczy Indie? Czuje się taki stary jak słyszę nowe słowa których znaczenia nie znam ;) Minecraft jest Indie?

    • Jan Rybczyński

      To niezależne produkcje, odpowiednik kina offowego. Zamiast wielkiej Hollywoodzkiej produkcji, masz niezależnych deweloperów, jakiś mały zespół, czasem to tylko dwóch ludzi, albo nawet jeden człowiek, który zrobił sam co mu w głowie siedziało. Podczas gdy duże produkcje, to ogromny zespół ludzi i budżet czasem przekraczający 100 milinów dolarów.

  • lukas

    co zrobić, żeby Rage na blaszakach wyglądał chociaż przyzwoicie. Oczywiście, sytuację poprawi patch albo dwa

    Nie wiem co mi pobiera Steam, ale jak na 22GB, to musi to być aktualizacja do Rage. Ale aż 22GB ;D

    Screen
    http://imageshack.us/photo/my-images/195/rageuq.jpg/

    • Jan Rybczyński

      Właśnie o dziwo, w tych 22 GB są zaszyte lepsze tekstury, ale domyślnie gra z nich nie korzysta i nie da się ich włączyć z menu. Trzeba kombinować z plikami konfiguracyjnymi (link w tekście). Ja nie rozumiem takiej premiery na PC, że nawet nie chciało im się zmodyfikować opcji w menu, tylko dopiero jakiś patch wyjdzie za jakiś czas. To jest robienie z klientów idiotów. Niepoważne traktowanie. Jak nie pasowało, było wydawać tylko na jedną platformę, a na resztę się nie pchać.

    • lukas

      Myślę, ze jest tam coś jeszcze bo po co udostepnili lepsze tekstury do aktualizacji? Nie pobierałbym tego tylko po to, zeby lezalo mi na dysku. Wypowiem sie za kilka godzin. Ale liczę na poprawe, poniewaz czekam na nią od pierwszych zapowiedzi i kosztowalo mnie to już kilka tyś zł. Specjalnie przez te kilka lat czekalem z zakupem nowego PC. A dodam, że PS3 leży i się kurzy :]

    • Jan Rybczyński

      W takim razie czekam z niecierpliwością na relację. Jeśli będzie pozytywna, może sam się skuszę.

  • Paweł

    „Indie, których próżno szukać na półkach sklepowych. ” Akurat znajdujący się na obrazku niżej SuperMeatBoy właśnie wyszedł w pudełku, stoi nawet w marketach. ;)

    • Jan Rybczyński

      Jasne, część uznanych gier indie trafia na pułki, jak World of Goo czy Machinarium, ale raczej niewielki jest to procent całości i zwykle z dużym opóźnieniem.

  • Grzesiek

    Wyniki sprzedaży RAGE pokażą czy warto pisać gry na konsolę czy na PC.

    Jak wiadomo Call of Duty Black Ops sprzedał się w 24 milionach kopii na konsolach i 1.1 miliona kopii na PC. Dla producentów COD jest więc jasne kto jest dla tej produkcji bardziej dochodowy. Na jednego gracze PC przypada w końcu 24 graczy konsolowych.

    http://gamrreview.vgchartz.com/

    Biorąc pod uwagę koszty tworzenia gier można założyć że COD mógłby zupełnie opuścić platformę PC i deweloper może wyszedłby na tym na plus. Dlatego deweloper już dawno stwierdził że nie opłaca im się robić nowego ładniejszego silnika. Wersja PC nie generuje zysku a w wersji konsolowej nowy silnik i tak nic nowego by nie pokazał.

  • http://www.facebook.com/mateusz.kocz Mateusz

    Polecam Touhou. Typ gry, w której strzela się do nadlatujących z góry przeciwników. Wciąga jak diabli, a do tego indie jak diabli – tworzy ją jeden facet.

  • http://www.encore-games.com MDW

    Czemu? Bo nie ma dżemu!

    Wiem, jestem burakiem. Ale nie mogłem się powstrzymać, sorry. :)

  • Józek K

    Wydaje mi się, że tak naprawdę to jest bardzo obszerny temat.

    Tak jak kiedyś gry uruchamiały wyobraźnię, tak dzisiaj śmiem twierdzić, że nie jest z tym najlepiej. Coraz częściej łapię się na tym, że wolę obejrzeć film (nawet jakiś mainstreamowy), czy przeczytać kawałek książki niż grać w najnowszą, wysokobudzetową produkcję grową.

    Dlaczego ? Hmm może działa tutaj klasyczne zmęczenie materiału. Mój początek z grami to gdzieś tak wiek 7-8 lat. Dziś mam … 30 lat :) Grałem na automatach, grach telewizyjnych, ZX Spectrum, Atari, Commodore, Amiga, PC, jakieś konsole, gry, gierki. Można powiedzieć, że dorastałem razem z przemysłem gier komputerowych.

    Prawda jest taka, że dzisiejsze gry indie, to jedyne gry, w których autorzy są jeszcze w stanie zrobić coś dla jaj, czy dla idei. Moga się skrzyknąć w 4-5 i coś tam w rok wyskrobać. Gry „duże” z kolei to produkty stworzone w 100 % z myślą o tym, aby przynieść zysk. Największy jaki tylko możliwy. No a taki się osiąga poprzez … dotarcie do jak najszerszej grupy odbiorców. Kiedyś nie było casuali, nie było czegoś takiego jak szeroka grupa odbiorców – byli fascynaci i to dla nich się gry pisało. Byli oni i tylko oni. Nikt poza nimi nie miał komputera. Dzisiaj się pisze gry nie dla fascynatów, a dla … kogokolwiek, kto jest w stanie wydać 20-50 $ za grę.

    Gry się nieustannie trywializuje (aby dotrzeć do przeciętnego użytkownika). Dzisiaj przeciętnych użytkowników jest znacznie więcej niż fascynatów więc to dla nich produkuje się gry. Nie da się ukryć, że edukacja kuleje i nasza cywilizacja z każdą dekadą składa się z ludzi … coraz głupszych, coraz mniej wymagających, coraz bardziej wytresowanych przez media i nieustanne bombardowanie informacjami. Wystarczy poczytać opracowania poważnych instytucji na temat tego jak np. wyglądała matura kilkadziesiąt lat temu. Ano wyglądała tak, ze np. matematyka wykraczała zakresem znacznie (!) poza to co jest na dzisiejszej rozszerzonej.

    Kiedyś ludzie byli w stanie zatopić się w takie Baldur’s Gate. Kto by dzisiaj to kupił ? Ci sami zapaleńcy mający 10-15 lat więcej… i tylko oni.

    No ale żeby nie było, że piję do „głupiej młodziezy” to powiem tyle, że paradoksalnie pokolenie 30-latków, które zjadło zęby na grach też wymięka. Gdy w pracy dokonuje się ciężkich analiz, wiecznie coś wymyśla, robi cokolwiek twórczego to w domu … nie ma ochoty na główkowanie przy cywilizacji, hearts of iron czy jakiejkolwiek grze, ufo enemy unknown :) w którą się trzeba zagłębić, w której trzeba dokonywać wielu decyzji w skali mikro i makro. Po prostu jesteśmy na to zbyt zmęczeni więc … wybieramy gry proste. Indie. Ewentualnie jakieś lekkie konsolowe tytuły gdzie wrzucamy płyte do napędu, pogramy godzinkę i wyłaczamy bo wystarczy. A 10-15 lat temu można było tak 10 godzin, przy grze 10x bardziej zmuszającej nasze szare komórki do wysiłku :)

    Tak się tylko zastanawiam w co obecne pokolenie 10-15 latków będzie grało, jeśli te obecne gry nie są zbyt „głębokie”. Uwzględniając, że za 15-20 lat będą także zmęczeni pracą, uwzględniając tendencję do nieustannego upraszczania gier, to można zaryzykować stwierdzenie, że powrócimy do czasów … gier telewizyjnych i odbijania piłeczki kreskami ;) Czyli historia zatoczy koło ;)

  • Michal inny

    Pascal: Ja kupuję to:http://www.humblebundle.com/Świetne gry niezależne, a pieniądze można przeznaczyć na cele charytatywne. Nowy Deus Ex faktycznie świetny :)

    Shadowgrounds z tego pakietu jest tragiczne, nie umywa sie nawet do starego alien breed na amige 500…

    • Pascal

      Shadowgrounds faktycznie jest słabe, ale Frozen Synapse, SpaceChem (całkiem przyjemna i oryginalna gra logiczna) czy Trine już tak :)

    • Pascal

      Tzn. są warte polecenia (przydałaby się tutaj możliwość edycji komentarzy ;)).

  • Tomek

    „Winię deweloperów, że chcąc działać na skróty i zarobić łapiąc dwie sroki za ogon, dostarczają produkt zdecydowanie gorszej jakości.”

    A od kiedy to developerzy wydają gry?? To co robią producenci gier?

    Drogi autorze developerzy bardzo czesto znają konsekwencje chodzenia na skróty. Wiedzą żę nie jest to opłacalne z różnych względów. Tylko gdyby tak ktoś tych ludzi słuchał. Niestety liczy się kasa i czas. Wszystko ma być szybko i na teraz. W mojej opinii wiele produktów nie jest nawet odpowiednio przetestowanych stąd pojawiające sie w przyszłości patche z poprawkami. Dziś każdy program tworzy się na szybko licząc żę ewentualne „wady” uda sie załatwić szybkim patchem w miesiąc po premierze. Przy takim podejściu nie ma co liczyc aby gry były traktowane inaczej.

    Trendu tego nie widać tylko w oprogramowaniu open source oraz grach niezależnych gdyż tutaj bardziej liczy się jakoś produktu. W końcu rozsławiony produkt to chwała dla programisty który osiągnięciami może chwalić się przed kim zapragnie. Ewentualna cena takiego oprogramowania jest wyznaczana na podstawie kosztu wytworzenia z tym że niezależni programiści nie mają gwardii pośredników do wykarmienia.

    Podsumowując, z artykułem się zgadzam, ale jeśli autor uważa że za wszystko odpowiedzialni są leniwi programiści to niech się sam zatrudni jako jeden z nas i próbuje swoich sił w negocjacjach z prezesem :).

  • http://www.jacekjankowski.pl Jacek Jankowski

    piszecie niby tylko o niszach (indie) i masówce (wielkie produkcje, wielkich koncernów) – a zupełnie nie widzicie tego co się dzieje, i w którym kierunku idą gry (freemium, casual games dla kobiet, social games dla 45+ lat etc.)

    Jedynie słuszne uwagi wrzucają ludzie, którzy naprawdę znają biznes growy od strony wydawcy, developera – a reszta – taka dyskusja o niczym, tak jak kazdy w PL zna się na piłce nożnej, skokach narciarskich (za Małysza), F1 (za Kubicy) i medycynie

    eh

    • Jan Rybczyński

      Pozwolę przypomnieć sobie tytuł artykułu:
      „Czemu coraz rzadziej gram w duże produkcje, a coraz częściej w gry Indie”.

      Skoro nie gram w gry „freemium, casual games dla kobiet, social games dla 45+ lat etc.” to czemu miałbym napisać o nich w tym artykule?

      Jak będę robił analizę rynku gier, a nie pisał o tym co lubię i dlaczego, to z pewnością odwołam się do tego rodzaju gier, o których wspominasz.

      Tymczasem, naprawdę nie rozumiem Twoich zarzutów, że niby znam się jak każdy na piłce nożnej. Chyba sam najlepiej wiem w co lubię grać?

  • http://www.bystyle.pl/ rexty

    To prawda. Ja również coraz rzadziej sięgam po te wielkie reklamowane produkcje ponieważ niestety często nie trzymają poziomu. Nie chodzi tutaj tylko o grywalność ale również o grafikę. Najlepszy przykład to wspomniany RAGE. Produkcja, na którą czekałem bardzo i muszę powiedzieć, że przed premierą była dla mnie jednym z największych kandydatów na grę roku. Jak wyszło? Każdy widzi.

  • Piotr

    Ja też wole te za dolca na ipada ktorymi pobawie sie kilka godzin. Ostatnio wyszedl na ipada Another World z Amigi :) Na appdnia.pl ostatnio rozdją dużo kodow na iOS do ściągania gier za free.

  • Pingback: Botanicula – nowa gra twórców Machinarium pojawi się w pierwszym kwartale 2012