Książka Waltera Isaacsona o życiu Jobs stała się hitem sprzedaży już w pierwszych dniach po pojawieniu się na sklepowych półkach. Jeśli zastanawiacie się czy warto zabrać się za tą lekturę to serdecznie polecam poniższą recenzję, której autorem jest Jacek Artymiak tworzący serwis texy.co.

Zapraszam do lektury:

Jestem po lekturze biografii Steve’a Jobsa. Tej oficjalnej biografii, którą napisał Walter Isaacson. Przez ostatnie dwa tygodnie nie raz zastanawiałem się czego mi w niej brakuje i czy to w jakikolwiek sposób powinno to zmienić moją opinię o tej książce? Ten tekst jest o tym czy warto ją czytać i dla kogo została napisana.

Już sama historia jej powstania jest typowa dla wszystkiego co robił Jobs. To on, już po zdiagnozowaniu raka trzustki wybrał Isaacsona na autora oficjalnej biografii, ale nie chciał mu powiedzieć dlaczego uważa, że warto o nim pisać i dlaczego praca nad nią powinna rozpocząć się właśnie wtedy. Dopiero żona Steve’a dała Isaacsonowi do zrozumienia, że jeśli chce mieć dobry materiał to trzeba zająć się tą sprawą jak najszybciej.

Isaacson miał przed sobą trudne zadanie, trafiła mu się rzadka okazja do napisania książki, która sprzedaje się sama, ale też chciał uniknąć posądzeń o to, że jest chcącym szybko zarobić hagiografem jej bohatera, doskonale przecież znanego z tego jak dobrze kontroluje swój wizerunek. I wywiązał się z tego zadania znakomicie.

Nie jest to biografia pisana na kolanach. Steve Jobs dał autorowi i wydawcy wolną rękę i nie chciał jej czytać przed wydaniem. Wtrącił się tylko raz, kiedy zobaczył okładkę i kazał ją natychmiast zmienić na tą, którą sam wymyślił. Z korzyścią dla książki. Tak jak robił to wiele razy przedtem przy okazji poprawek do projektów i kampanii reklamowych.

To typowe dla Jobsa zachowanie jest jednym z wielu opisanych w książce, ale nie jest to spis pochwalnych opowiastek. Isaacson nie znęca się nad swoim bohaterem, ale też go nie oszczędza.

Życie prywatne

Moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu tej książki to zdziwienie, jak niewiele szkieletów było w szafie Jobsa. To raczej ludzie, którzy często byli przedstawiani jako jego ofiary nie prezentują się w szczególnie dobrym świetle pomimo tego, że Isaacson bardzo stara się być obiektywny a nawet życzliwy opisując ich zachowania.

Chociaż Jobs przed trzydziestką zachowywał się często nieodpowiedzialnie, nie mogę powiedzieć, że jakoś specjalnie mi żal niektórych „ofiar” jego postępowania. Nawet sprawa relacji z pierwszą córką i jej matką nie jest tak czarno-biała jak chcą tego ludzie mu nieżyczliwi. Ani znajomi Jobsa ani sam Isaacson nie chcą rozwodzić się na ten temat, ale materiał, który znajdziemy w książce wystarcza do wyrobienia sobie opinii o Jobsie i bliskich mu ludziach. Tak, Jobs był bardzo trudny, ale też często miał prawo czuć się zdradzony i oszukany w życiu osobistym i zawodowym więc nie miał powodów by być szczególnie miłym dla ludzi. Nie oznacza to wcale, że był kompletnym draniem. Wielokrotnie szukał porozumienia, ale nie zabiegał o nie nieustannie błagając o przebaczenie.

Jego dawna kochanka, Joan Baez dziwi się do tej pory, że obdarowywał kobiety o które zabiegał komputerami a nie bukietami kwiatów czy sukienkami. A ja wcale mu się nie dziwię, bo kwiaty może kupić każdy gamoń a komputer, który miał zmienić świat mógł podarować tylko Jobs. To, że ludzie tego nie rozumieli i uważali go za dziwaka to tylko dowód na to, że nie potrafili nadążyć za nim. Albo, jak pewnie powiedziałby Jobs, to dowód na to jak głęboko mieli wetknięte głowy we własne tyłki. Ostatecznie jego żoną została mocno stąpająca kobieta, która potrafiła zarządzać rodziną i zarabiać pieniądze. Potrafiła o niego dbać i walczyć kiedy przeciwnikiem był rak.

Po przeczytaniu książki wcale się nie dziwię, że Jobs był jaki był. Może i był trudnym klientem restauracji, może przesadzał z dietą wegetariańską, ale nie wybudował sobie ostentacyjnej posiadłości jak Gates, nie trzymał moczu w słojach jak Hughes i nie sadzał gości na stołkach barowych pokrywanych skórą z napletka wieloryba jak Onassis. Pieniądze nie przewróciły mu w głowie, chociaż wymieniał co 6 miesięcy swojego Mercedesa żeby móc jeździć bez tablic rejestracyjnych. Ale nie kupował tylko brał w leasing, więc nawet pozwalając sobie na to jedno szaleństwo nie rozrzucał gotówki na prawo i lewo.

Tyran?

Książka Isaacsona pełna jest opisów brutalnego stylu zarządzania Jobsa. Jednak po jej lekturze nie potrafię postawić go w jednym szeregu z szefami-sadystami. Perfekcja, której wymagał od siebie i od innych miała konkretny cel. To nie było wyżywanie się na ludziach dla sportu, ale sposób na wydobycie z nich maksimum kreatywnego potencjału.

To, że nie potrafił motywować ludzi inaczej niż mówiąc im w niewybrednych słowach, że nie są graczami pierwszej klasy było jedną z jego wielu wad, których nie potrafił i pewnie nie chciał zwalczyć. Bo i dlaczego miałby to robić skoro w taki sposób doszedł do majątku o wartości ok. 250 milionów dolarów? To kwota olbrzymia dziś, a on osiągnął to w latach osiemdziesiątych.

Z takimi wynikami miał w ręku dobre argumenty na to, że jego styl zarządzania był skuteczny. Książka pełna jest też przykładów tego jak można było sobie z nim poradzić. Bo potrafił słuchać i doceniał tych, którzy z nim walczyli mając w ręku konkretne argumenty. Najlepszym podsumowaniem narzekań na jego sposób postępowania z ludźmi jest końcówka książki, w której autor wspomina słowa samych „gnębionych”. Warto ją przeczytać.

Martwię się trochę o to, że opis zachowań Steve’a Jobsa jako szefa będzie usprawiedliwieniem dla setek tysięcy miernot odreagowujących swoje lęki na podległych im pracownikach. Bo to nie mówienie wszystkim, że ich praca jest „gówno warta” było sekretem jego sukcesu, ale to, że zauważał te sektory rynku, które pewne były „gównianych produktów”. Kiedy je dostrzegał, chciał aby wszyscy byli równie oddani sprawie i zmuszali się do równie wielkiego wysiłku fizycznego i intelektualnego co on sam.

Ten „tyran” nie oszczędzał przede wszystkim samego siebie. Mając wystarczająco dużo pieniędzy pracował na dwóch etatach, dzieląc czas między Apple i Pixar. Jak sam się przyznał Isaacsonowi, kiedy w 1997 wracał do domu dzieci już dawno spały a on sam nie miał siły jeść. To styl życia właściwy do dwudziestoletnich startupowiczów, ale nie dla miliarderów.

Dlatego menedżerom-sadystom polecam lekturę artykułu What I learned from Steve Jobs, który napisał Guy Kawasaki, autor książki The Macintosh Way.

Łowca talentów

Z książki Isaacsona dowiemy się też, że poza wieloma innymi, Jobs miał też dar wyszukiwania talentów. Nawet po odejściu z firmy pozostawił po sobie w firmie ludzi, którzy potrafili tak dobrać współpracowników, że Apple przez wiele lat potrafiło robić rzeczy nowatorskie, często ryzykowne i kończyć je sukcesem. Do takich należy np. przeniesienie systemu operacyjnego Mac OS z procesorów Motorola na PowerPC co było w tamtym czasie karkołomnym przedsięwzięciem i mogło doprowadzić firmę do bankructwa, cyfrowy asystent osobisty Newton czy aparaty QuickTake.

To Apple wydało pierwsze wskazówki dotyczące produkcji multimediów na płytach CD-ROM. To Macintosh Quadra 840av był pierwszym komputerem biurowym, który był wystarczająco szybki by przesyłać dane do pierwszych wypalarek płyt CD-ROM (szybkość 1x), wcześniej były do tego potrzebne drogie stacje robocze z systemem Unix. Zapytajcie kogokolwiek kto przygotowywał CD-ROM-y w tych czasach a dowiecie się, że to była prawdziwa rewolucja.

Podobnie było w przypadku systemu operacjnego NeXTSTEP, w którym zastosowano nowoczesne rozwiązanie oparte na mikrojądrze Mach. Jobs potrafił rozpoznać wartość pracy Avie Tevaniana w czasie gdy wielcy świata uniksowego prężyli muskuły i twierdzili, że to oni mają rację. Dziś żyjemy w świecie, w którym ludzie noszą ze sobą 250 milionów uniksowych stacji roboczych bo czymże innym jest iPhone, iPod Touch czy iPad kontrolowany przez system iOS, potomka systemów NeXTSTEP i BSD (Berkeley Software Distribution). A o uniksowych gigantach słuch zaginął.

Nawet gdyby Jobs był kompletnym głąbem, potrafił dobrać ludzi, którzy tworzyli razem z nim przyszłość. Isaacson nie podkreśla tego w jakiś szczególny sposób, ale to po prostu widać.

Aktorzy drugiego planu

Jak każda biografia i ta nie może nie stać się przy okazji przynajmniej szczątkową biografią osób, które odegrały ważną rolę w życiu głównego bohatera. Tak jak Isaacson zdejmuje z piedestału Jobsa, tak też robi to z wieloma krytykami, rzekomymi przyjaciółmi Steve’a oraz „świętymi za życia, skrzywdzonymi przez Jobsa ofiarami”. Okazuje się, że budowane w opozycji do „złego” Jobsa lukrowane obrazki nie zawsze pasują do rzeczywistości.

Największym zaskoczeniem dla ludzi gloryfikujących Steve’a Wozniaka i skupiających się na złym traktowaniu go przez Jobsa będzie mało znana rola jaką odegrał w wypromowaniu Microsoftu kosztem Apple. Isaacson nie ocenia dlaczego Woz zachował się tak a nie inaczej, ale fakty, które przedstawia to prawdziwa bomba. Bo oto ten święty, pokrzywdzony Woz czy to z lenistwa czy też z braku talentu nie potrafił dodać zmiennoprzecinkowych funkcji arytmetycznych do swojego interpretera języka BASIC przez co Apple musiało licencjonować interpreter od Microsoftu rozpoczynając długą i burzliwą historię współpracy obu firm.

Miłośnicy historii alternatywnych mogą mieć niezły ubaw snując domysły o tym, co by się stało gdyby Wozniakowi chciało się przysiąść fałdów. Może Microsoft nigdy nie stałby się tak wielką firmą? To, że Jobs nie posłał go do diabła i pozostał z nim w przyjaźni przez większość swojego życia to jeden z dowodów na to, że czasami potrafił wybaczać i nie pamiętać.

Podobnie ważna jest historia powstania Macintosha, którego pierwowzór wymyślił Jeff Raskin. Wielu krytyków zarzuca Jobsowi, że ukradł on pomysł Raskinowi i „tylko” go nieznacznie ulepszył. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale cała ta historia wygląda zupełnie inaczej niż chcą fani Raskina i kończy się w dość ciekawy sposób. Chociaż z dzisiejszej perspektywy jest ona mało ważna, to dobrze, że Isaacson poświęca jej miejsce w swojej książce. Czytając ją odnalazłem brakujące fragment historii powstania Macintosha.

Jak zwykle kiepsko wypada Bill Gates i to nawet nie wtedy, gdy krytykuje go Jobs zarzucającu mu brak dobrego smaku. Jego komentarze na temat systemów NeXT, Mac OS X i Unix są po prostu żenujące. Często przytaczany jako przykład geniusza, któremu brak ukończonych studiów nie przeszkodził w zgromadzeniu olbrzymiego majątku w świetle swoich wypowiedzi wychodzi na studenta, który przespał większość podstawowych wykładów.

Co prawda potrafił napisać interpreter języka BASIC na pierwsze komputery, ale nigdy nie zrozumiał czym jest Unix. Pasuje do niego jak ulał powiedzenie „ci, którzy nie znają Unixa są po wsze czasy skazani na wymyślanie go na nowo.” Gates, nawet kiedy miał własną wersję Unix-a (Xenix) nie doceniał jego znaczenia i przydatności. Wolał wymyślić swój system i co z tego wynikło wiedzą najlepiej użytkownicy Windowsa.

Z kolei Jobs, który żadnych studiów nie skończył i nie był zdolnym programistą, potrafił docenić znaczenie graficznego interfejsu użytkownika, myszki, programowania zorientowanego obiektowo oraz systemów z rodziny Unix bazujących na mikrojądrze. Potrafił też wymyślić sposób na sprzedaż muzyki w czasach masowego udostępniania jej za darmo w internecie oraz wymyślił na nowo telefon i tabliczki, które Gates może i wymyślił, ale nie potrafił tego pomysłu dopracować i sprzedać.

Apple

Najtrudniejszym zadaniem jakie stało przed Isaacsonem było oddzielenie historii życia Jobsa od historii Apple, Inc. I jest to dla wielu krytyków książki sprawa trudna do zaakceptowania, bo w świadomości milionów ludzi Jobs i Apple to jedno ciało. A książka jest o Jobsie i dlatego kiedy Isaacson poświęca czas Apple robi to tylko wtedy kiedy wymaga tego historia człowieka a nie wtedy kiedy fani chcieliby przeczytać historię prototypów iPada. I muszę przyznać, że robi to bardzo zręcznie.

Na ksiażkę o Apple, Inc. musimy jeszcze poczekać, bo to historia trudniejsza do napisania niż biografia Jobsa.

Czego brakuje?

W książce Isaacsona brakuje mi dwóch wątków. Po pierwsze, chciałbym wiedzieć więcej o historii firm, które tworzył. Po drugie, chętnie poznałbym okoliczności odejścia z Apple kilku ludzi, którzy współpracowali z Jobsem. Dobrym tego przykładem jest wątek Jona Rubinsteina, który jest przez Isaacsona przedstawiony w bardzo dobrym świetle, ale sam powód jego odejcia z Apple został pominięty. Może stało się tak dlatego, że Isaacson nie chciał sprawić Rubinsteinowi przykrości? Pisał przecież historię człowieka, któremu nie raz dokopano kiedy leżał więc chyba zadziałała zwykła ludzka empatia.

Nie brakuje mi natomiast już nic na temat życia prywatnego. Nie byłem nim szczególnie zainteresowany, ale to czego się dowiedziałem w zupełności mi wystarcza.

Czy warto?

Trudno było napisać biografię Jobsa, bo to człowiek, który Pozostawił po sobie olbrzymią spuściznę. Za każdym razem gdy piszemy jakikolwiek tekst używając procesora tekstów pozwalającego na zmianę fontów możemy dziękować za to Jobsowi, który upierając się przy wbudowaniu możliwości korzystania z proporcjonalnych fontów do pierwszej wersji systemu operacyjnego komputerów Macintosh zapoczątkował rewolucję DTP.

Przerzucając się dziś PDF-ami, oglądając etykietki majonezów czy nawet wybierając koszulki z nadrukiem patrzymy zwykle na coś co powstało na komputerach Apple lub chociaż przy zastosowaniu fontów lub języka PostScript, który wylansował właśnie Jobs wprowadzając na rynek pierwszą drukarkę laserową z interpreterem tego języka.

Nawet teraz, czytając ten tekst patrzysz na coś, co powstało przy pomocy narzędzi, które stworzyły zespoły pod kierownictwem Jobsa, bo pierwszy serwer WWW i przeglądarka graficzna powstały na stacji roboczej NeXT.

Każdy kto po sięgnie po tę książkę ma swoje wyobrażenie o Jobsie i trudno będzie zadowolić wszystkich. Dla ludzi, którzy skończyli 40 lat i śledzili rozwój rynku komputerów osobistych a nawet po części sami go współtworzyli może to być biografia mało odkrywcza, ale i oni zdziwią się jak wiele z tego co nas otacza wymyślili ludzie pod kierownictwem Jobsa i jak mało kto o tym pamięta.

Jest to jednocześnie biografia bardzo atrakcyjna dla odbiorcy masowego, bo do niego jest skierowana. I chyba dobrze, że tak się stało, bo też produkty, które wprowadzał na rynek były kierowane do masowego odbiorcy.

Warto przeczytać książkę Isaacsona. Wbrew temu co piszą krytycy jest to bardzo dobra biografia człowieka, który zmienił świat. I wbrew nieżyczliwym, jest tam mnóstwo informacji o tym kto naprawdę był autorem wielu wynalazków.

To dobra książka o dobrym życiu. Polecam.

Jacek Artymiak tworzy serwis texy.co

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • m

    Jak widać po tym wpisie, efekt został osiągnięty. Autor tekstu nawet nie zdaje sobie sprawy, jak został oczarowany i zmanipulowany. Pisze o tym, jak to Isacsson nie narzuca punktu widzenia, a po tekście wyraźnie widać jak hagiograficzny efekt osiągnęło- każda wada Jobsa ma swoje uzasadnienie, każde złe potraktowanie jest spowodowana głupotą innego człowieka, większość osiągnięć ‘informatyki’ to ludzie Jobsa, on sam i jego wizja (bez niego kto inny by na to nie wpadł?), Gates to kretyn epatujący bogactwem, i tak możnaby wyliczać dalej. Autor, co wyaźnie widać w tej recenzji, dał się temu omamić, a podziw dla Jobsa (choć oczywiście wielkim człowiekiem był, to nie ulega wątpliwości- podziwiam go bardzo) i usprawiedliwianie jego najbardziej niemoralnych działań bije z każdego zdania.

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    m: Autor, co wyaźnie widać w tej recenzji, dał się temu omamić, a podziw dla Jobsa (choć oczywiście wielkim człowiekiem był, to nie ulega wątpliwości- podziwiam go bardzo) i usprawiedliwianie jego najbardziej niemoralnych działań bije z każdego zdania.

    Rozumiem, że czytałeś książkę i się nie zgadzasz z tą recenzją? Bo przykro mi ale w twojej krytyce nie widzę argumentów. Zresztą recenzje to chyba najbardziej subiektywne artykuły jakie mogą się pojawiać.

    • Błażej

      Niezupełnie. Przykładowo techniczna indolencja pokazująca, że Isaacson nie miał zielonego pojęcia o technologii, co więcej, nie włożył żadnego wysiłku by jakieś pojęcie zdobyć, jest czymś, co każda porządna recenzja powinna wyłapać niezależnie od jej „subiektywności”.

      Przecież ta książka, to sterta bredni i faktograficznych błędów (kretynizmy o latencji dysków optycznych, do tego przypisywane jako cytaty Gatesa, bzury o relacji między NextStep a Mac OS X, idiotyzmy o interfejsie pierwszego maca – że niby KAŻDE okno miało roziwjane menu).

    • m

      Dobrze rozumiesz. Jeszcze nie skończyłem, ale jestem w trakcie.
      Książka, moim zdaniem oczywiście, jest napisana właśnie w taki subtelny sposób- nie jest nachalna, nie narzuca wprost sposobu myślenia, nie wybiela wszystkiego co robił Jobs, ale jednak jest relacją spisaną na podstawie długich rozmów z nim, przedstawia jego punkt widzenia na pewne sprawy, daje szanse wytłumaczenia się z niektórych decyzji.
      Na podstawie tych rozmów powstała z pozoru obiektywna lektura, ale jednak wywołująca u czytelnika efekt zrozumienia poczynań Jobsa.
      I właśnie to, jaki efekt osiągnęła książka widać po tym tekście (mimo wszystko nie jest to dla mnie recenzja, a tekst ‘czego pozytywnego dowiedziałem się o Jobsie). Przecież autor wielokrotnie przyznaje się, że myślał bardziej negatywnie, a Jobs tak ładnie wytłumaczył mu, że większość było winą innych- podwładnych, wspólników, konkurentów, itp.

      PS Autor ‘recenzji’ oczywiście ma prawo wyciągać z książki takie a nie inne wnioski. To, w przypadku Jacka Artymiaka jest zrozumiałe, bo nieraz dało się poznać, że jest wszystkim co tworzy apple bardzo zachłyśnięty, ale też czytelnik ma prawo wytknąć, że notka zabrzmiała bardzo hagiograficznie oraz że autor dał się, moim zdaniem, zmanipulować.
      PPS To nie jest tak, że gdyby nie Jobs, to do tej pory korzystalibyśmy z trybu tekstowego, mielibyśmy etykiety na majonezie wypisane długopisem i nie mieli graficznych przeglądarek. Przyznawanie takich zasług Jobsowi jest trochę niepoważne.

  • http://windows7design.com/ Piotr

    No, nawet na chilli zet o Antywebie i recenzji (a niecały miesiąc temu na MTS też coś o AW wspomnieli) :) Już nie mogę doczekać się samej ksiązki.

  • Mariusz

    ” Wbrew temu co piszą krytycy jest to bardzo dobra biografia człowieka, który zmienił świat”

    pytanie czy na lepsze? ja jakoś nie widzę wyższości notatnika w telefonie nad kartką papieru w kieszeni.

  • Mateusz

    Sądząc po tej recenzji, w książce nie będzie niczego nowego ponad te setki artykułów w internecie i prasie, które pojawiły się po śmierci Jobsa. A szkoda.

  • http://logographos.com/ Jan Kłosowski

    Recenzent – dziennikarz, który dostaje najwięcej negatywnych opinii czytelników ;) Ale tekst na poziomie.

  • Pawel Nowak

    Przecież powód odejścia Rubinsteina jest jasno opisany w książce:

    Rubinstein’s case was a little more contentious. He was upset by Cook’s ascendency and frazzled after working for nine years under Jobs. Their shouting matches became more frequent. There was also a substantive issue: Rubinstein was repeatedly clashing with Jony Ive, who used to work for him and now reported directly to Jobs. Ive was always pushing the envelope with designs that dazzled but were difficult to engineer. It was Rubinstein’s job to get the hardware built in a practical way, so he often balked. He was by nature cautious. “In the end, Ruby’s from HP,” said Jobs. “And he never delved deep, he wasn’t aggressive

    Poza tym nie widzę w niej za wiele usprawiedliwienia Jobsa. Wręcz przeciwnie. Wady są jasne i nie ma słodzenia.

  • Lol

    Dla rownowagi warto przeczytac biografie Steve’a Wozniaka. Ja jestem w trakcie czytania dziela Isaacsona i mam wrazenie ze powiela on wiele historii zaslyszanych o Jobsie.

    Pewnych rzeczy jednak nie mogl chyba pominac i opisal chamskie, zimne zachowanie Jobsa (np. to jak potraktowal „przyjaciela” w sprawie akcji firmy przed wejsciem na gielde).

    Z ksiazki wylania sie tez inny obraz Jobsa – cwaniaka, ktory potrafil sie zakrecic wokol prawdziwych geniuszy: Steve Wozniaka i Jonatana Ive’a (to na ich dzielach sie praktycznie „wylansowal”).

    Ksiazka takze pokazuje poczatki Apple – kiedy to Jobs zachowywal sie jak idiota, mial problemy z higiena osobista, a rosadne decyzje byly podejmowane przez wszystkich oprocz niego.

    Rozsmieszyla mnie sytuacja z identyfikatorami: Wozniak dostal numer 1, a Jobs nr 2. Wiec Jobs wsciekl sie i nadal sam sobie numer 0:))))

    Wiele jest tam ciekawych sytuacji – i tak jak pisalem wyzej – warto skonfrontowac czesc o poczatkach Apple z wersja Wozniaka (ktora przeczytalem tydzien wczesniej).

    Tak czy siak – ciekawa lektura!

    • http://birstall.pl/ Piotr Borowski

      miałem podobne wrażenia, prawdziwym geniuszem był Woźniak (jestem na jeszcze na początku książki), a Jobs umiał to po prostu sprzedać

  • http://fry.li Łukasz Farysej

    Nie ufam biografiom. Po „Microsoft Story” Daniela Ichbiacha (wydana jeszcze przed wydaniem Windows 95) byłem zachwycony Gatesem. Potem Jobesem. Każdy z nich ma talent. I unikałbym tutaj wydawania sądów typu „Gates to monopolista”, „Jobs spowodował że Unix to powszechny system” bo żadne z nich nie jest prawdą.

  • El Padre

    Autor recenzji popełnia podstawowy błąd

  • El Padre

    Autor recenzji popełnia podstawowy błąd związany z odbiorem książki – ślepo wierzy w to, co jest w niej zawarte. Prowadzi to do sytuacji, w której buduje on opinię (często negatywną i krzywdzącą) o innych osobach (m.in. Gatesie czy Wozniaku) li tylko na podstawie rozmów Isaacsona z Jobsem. Należy pamiętać, że zapoznając się z książką, a już zwłaszcza w sytuacji, gdy zabiera się do jej recenzowania i wydawania publicznie opinii na temat jej treści, należałoby z pewną dozą krytyki do niej podejść i starać się skonfrontować jej treść z innymi źródłami. Biografia Jobsa w żaden sposób nie jest jedynym źródłem wiedzy, a już tym bardziej osobiste wypowiedzi Jobsa nie są obiektywnym spojrzeniem na rynek IT czy też osoby z nim związane.

  • http://maniek@wp.pl maniek

    @El Padre

    Amen…!

  • http://www.motivationals.org Uncle Demotivator

    To może polecę IMHO lepszy artykuł odnoszący się do książki Isaacsona (uwaga po angielsku):

    http://www.newyorker.com/reporting/2011/11/14/111114fa_fact_gladwell?currentPage=all

    Podam tylko jeden przykład dlaczego uważam tamten artykuł za lepszy:

    Antyweb:

    Z kolei Jobs, który żadnych studiów nie skończył i nie był zdolnym programistą, potrafił docenić znaczenie graficznego interfejsu użytkownika (…)

    Newyorker:

    He borrowed the characteristic features of the Macintosh—the mouse and the icons on the screen—from the engineers at Xerox PARC, after his famous visit there, in 1979.

    Owszem, docenił jego wartość, ale nie wahał się skopiować nie swoje rozwiązania. Gdy Bill Gates zrobił to samo Steve Jobs wpadł we wściekłość, na co Gates zareagował IMHO w świetny sposób:

    Gates looked back at Jobs calmly. Everyone knew where the windows and the icons came from. “Well, Steve,” Gates responded. “I think there’s more than one way of looking at it. I think it’s more like we both had this rich neighbor named Xerox and I broke into his house to steal the TV set and found out that you had already stolen it.”

    Książka Isaacsona jednak nie wybiela Jobsa, tak jak sugeruje zamieszczona tutaj recenzja. Sprawdźcie sami.

    • http://texy.co Jacek Artymiak

      Zacytuję z własnej recenzji „Isaacson nie znęca się nad swoim bohaterem, ale też go nie oszczędza.” Nigdzie nie twierdzę, że Isaacson go wybiela. Recenzowałem książkę a nie człowieka.

      Problem z linią obrony jest taki, że Jobs zapłacił Xeroxowi za kilka wizyt w PARC. Mówiąc inaczej, zapłącił za naukę, a Gates i jego programiści ciągle podpytywali „jak to jest zrobione” (cytat z Hertzfelda, który sam mówił, że poszedł Jobsowi zwrócić uwagę na to, że koledzy z Microsoftu zadają pytania nie na temat). Microsoft dowiedział się o GUI od Apple a potem dorobił fajną historyjkę.

      Dla mnie jest to bardzo prosta historia, Jobs poszedł na płatny kurs do Xerox PARC a Gates skopiował notatki. OK, sądy go wybroniły, ale potem znów coś tam kopiował z QuickTime bo w pewnym momencie Windows Media Player znacząco przyśpieszył i znów sprawa trafiła do sądu (tego nie ma w książce). Polecam lekturę http://www.roughlydrafted.com/RD/RDM.Tech.Q1.07/592FE887-5CA1-4F30-BD62-407362B533B9.html

    • http://couragewolfmeme.com Uncle Demotivator

      Widzisz, nie dojdzie między nami nigdy do porozumienia, ponieważ zupełnie inaczej postrzegamy to co Jobs zrobił po wizycie w Xerox :) Z mojej strony EOT

  • http://texy.co Jacek Artymiak

    @Błażej

    To o czym piszesz, to błędy spowodowane tym, że wydawca miał mało czasu na sprawdzenie faktów. Poza tym jest ich kilka i masowy odbiorca nawet ich nie zauważy. To na pewno nie jest „sterta bredni i faktograficznych błędów”.

    @Mateusz

    To zależy. Ja śledzę historię Jobsa od 1986 roku i znalazłem w biografii niejedną ciekawą informację.

    @Paweł Nowak

    Miałem na myśli wyjaśnieine czy prawdą jest to, że Rubinstein odszedł bo Jobs zdecydował o wyborze Mac OS X zamiast Linuxa do telefonów. Ale to pewnie według Isaacsona należały do historii Apple a nie Jobsa.

    @Lol

    Zgadzam, się z tym, że warto przeczytać też inne książki. Ale ta jest dla czytelnika masowego i broni się jako biografia Jobsa. Isaacson wielokrotnie przedstawia alternatywne wersje i pisze, że ktoś pamiętał coś inaczej niż Jobs.

    Woz nie jest geniuszem. Potrafił połączyć ze sobą układy w prostszy, taszy sposób, ale nie miał wizji produktu masowego. Potrafił zaprojektować komputer tani i lepszy niż inne, ale dla hobbystów. Jobs dodał drugą połowę czyli design i marketing. To też jest ważne. Dla mnie Woz miał jeden dobry pomysł i na tym skończyła się jego kariera. Chodzenie z płachtą niepociętych dolarów albo zegarkiem z lampami czy telefonem komórkowym ze słuchawką z ebonitu może jest cooł na jakimś zjeździe geeków ale nie jest to propozycja dla mas.

    Najlepszy jest papa Woza, który najpierw chciał Jobsa przepędzić a potem nie odmówił akcji.

    Ja cały czas mam wrażenie, że Jobs zrobił Wozowi krzywdę zabierając go z HP. Tam by sobie siedział i wciągał opary cyny będąc najszczęśliwszym safandułą na świecie.

    @Łukasz Farysej

    Nie napisałem, że „Jobs spowodował że Unix to powszechny system”. Ale to Jobs sprawił, że Unix w ubraniu Mac OS X jest najczęściej spotykanym Unixem na desktopach, laptopach i urządzeniach mobilnych. Oczywiście do czasu gdy przegoni go lub już przegonił Linux vel. Android. Nie napisałem też, że „Gates to monopolista”, ale że zabrakło mu intuicji oraz wiedzy w sprawie Uniksa.

    @El Padre

    Książka kończy się długą listą źródeł i rozmówców. Isaacson rozmawiał nie tylko z Jobsem.

    • El Padre

      Może i Isaacson rozmawiał z więcej niż jedną osobą, może korzystał z zewnętrznych źródeł, ale to wciąż jest opracowanie jednej osoby. Trochę za mało by na podstawie jego książki wyrabiać sobie opinię o branży.

  • http://texy.co Jacek Artymiak

    El Padre: Może i Isaacson rozmawiał z więcej niż jedną osobą, może korzystał z zewnętrznych źródeł, ale to wciąż jest opracowanie jednej osoby. Trochę za mało by na podstawie jego książki wyrabiać sobie opinię o branży.

    Na pewno za mało, ale to kolejne dobre źródło.

  • 4D3K

    Mam wrażenie ze recenzja napisana przez fanboya Apple. Z opisu wynika ze Jobs jednak gonił za forsa, mimo ze stwierdził ze nie chce być najbogatszym na cmentarzu… Odpal ze zmiana samochodu co pól roku to nie jest normalna rzecz. Wszystkie jego wady obracane są w zalety… Winni inni, a nie On – zarzucane coś Wozowi, a juz mało kto pamięta jak Jobs go oszukał na samym początku (sprzedaż ich pierwszego komputera)

    • Tomek Sułkowski

      Zaryzykowałbym stwierdzenie, że każdy człowiek, który zmienia dość znacząco świat, jest nienormalny.

    • Łukasz

      Ostatnio czytałem w mediach, że jakaś gwiazda przyznała się do zażywania narkotyków. Nagłówek był zatytułowany „xxx ma słabość do narkotyków”. Jakby to była zwykła szara osoba to tytuł brzmiałby „xxx to ćpun i narkoman”. Dokładnie tak samo jest z biografią takich ludzi jak Jobs. Wszystko się im wybacza bo to „wizjonerzy”.

  • Tomek Sułkowski

    @Jacek Artymiak: Generalnie bardzo fajna recenzja, ale ten fragment może warto by doszlifować:

    Apple przez wiele lat potrafiło robić rzeczy nowatorskie, często ryzykowne i kończyć je sukcesem. Do takich należy np. przeniesienie systemu operacyjnego Mac OS z procesorów Motorola na PowerPC co było w tamtym czasie karkołomnym przedsięwzięciem i mogło doprowadzić firmę do bankructwa, cyfrowy asystent osobisty Newton czy aparaty QuickTake.

    1. Jeśli się nie mylę, to było przerzucenie się właśnie z procesorów PowerPC (m.in Motoroli) na Intela.
    2. Newton i QuickTake chyba nie jest najlepszym przykładem rzeczy, które Apple skończyło z sukcesem;)

  • http://texy.co Jacek Artymiak

    @Tomek Sułkowski

    1. Mylisz się. Najpierw przeszli w Motoroli na PowerPC z Mac OS a potem przenieśli Mac OS X z PowerPC na Intela. http://en.wikipedia.org/wiki/System_7_%28Macintosh%29

    2. Prawda, ale były to produkty nowatorskie jak na swoje czasy. Dziś się z nich śmiejemy, wtedy sprzedalibyśmy za nie grubą ciotkę.

  • mos

    Jacek Artymiak: @Tomek Sułkowski1. Mylisz się. Najpierw przeszli w Motoroli na PowerPC z Mac OS a potem przenieśli Mac OS X z PowerPC na Intela. http://en.wikipedia.org/wiki/System_7_%28Macintosh%29

    Mała uwaga – wikipedia, jakkolwiek nie byłaby chwalona, w większości przypadków tworzona jest przez userów. Dlatego to, co jest w niej opisane może ale nie musi być w 100% zgodne z prawdą.

  • saaa

    Apple ma swoje zaslugi i MS ma swoje. Apple robil raczej specjalistyczne, modne komputery. MS postawil na masy i dzieki temu komputery zagoscily w domach.

  • Maciej

    Apple to sami wizjonerzy – nowy macbook pro ma czytnik kart SD:-P

  • Krzysiek Troszczyński

    „Gates, nawet kiedy miał własną wersję Unix-a (Xenix) nie doceniał jego znaczenia i przydatności. Wolał wymyślić swój system i co z tego wynikło wiedzą najlepiej użytkownicy Windowsa.”

    GENIALNE!!!

    Nie dalej jak wczoraj zastanawiałem się że najpopularniejszym Unixem jest w rzeczy samej iOS, choć rzadko kto ma tą świadomość. Nie zgodzę się jednak że reszta unixów odeszła w zapomnienie. W swoich niszach – serwery, stacje do zastosowań specjalistycznych, telekomunikacja, bankowość – mają się bardzo dobrze.

  • Anonim

    El Padre: Autor recenzji popełnia podstawowy błąd

    Wiecie, to jest tak jak z Lonem Jenonem i OkoYono… hmmmm… (nie pamiętam co miałem na mysli)

  • MDW

    Ja czytam (a raczej słucham audiobooka z Audioteki) i jestem zachwycony książką. Uwielbiam opowiastki z pionierskich czasów w każdej dziedzinie, a w informatyce zwłaszcza. I niezależnie od tego czy bohaterem książki jest: Apple/Jobs, Atari/Bushnell, Amiga/Miner, Gates/Microsoft czy ktokolwiek inny. Po prostu pochłaniam takie historyjki jak szalony. O Jobsie i Apple wiedziałem całlkiem sporo ale książka pokazała mi kilka rzeczy o których pojęcia nie miałem. I wcale nie wybiela Jobsa. Przeciwnie nawet – w trakcie czytania mam coraz gorsze zdanie o Jobsie. W pewnym momencie poczułem nawet, że używając na codzień namiętnie iOS i MacOSX jestem trochę manipulowany/oszukiwany. Ale jak wczoraj instalowałem żonie na laptopie Lenovo pod Windows7 sterowniki do kamery intrnetowej, a potem ściągałem fotki z SonyEricssona, to przekonanie o słuszności swojego wyboru do mnie wróciła. :) Ja po prostu trawię filozofię Apple nawet jeżeli została stworzona przez chorego manipulanta w celu zawładnięcia moim umysłem. Ja tak chcę i mam w nosie „ewangelistów”, którzy na każdym kroku próbują mnie od tego odciągnąć tak jakby mieli za to płacone. Czasem czytając fora zastanawiam się czy większą chorobą jest miłość do Apple czy nienawiść do Apple. :)