46

Nie zauważam płatności za cyfrowe usługi. I trochę mnie to martwi

Gotówka jeszcze długo będzie dominować w naszym życiu, ale cyfrowy pieniądz coraz bardziej daje o sobie znać. Osobiście unikam pieniędzy w portfelu, korzystam z karty lub przelewów. Ma to swoje zalety, ale pojawiają się też wady. I nie chodzi jedynie o brak terminali płatniczych w niektórych miejscach - ostatnio większą uwagę przykuły cyfrowe usługi podpięte pod kartę. Regularnie obciążają portfel, a ja tego nie zauważam.

Cyfrowe usługi, podobnie jak pieniądze w tej postaci, są przyszłością. Coraz więcej sfer naszego życia, nie tylko z pola rozrywki, będzie przenosić się do wirtualnego świata. To z kolei oznacza, że coraz częściej będziemy korzystać z cyfrowego pieniądza, nierzadko ze stałych zleceń i opcji podpinania czegoś pod karty płatnicze. Rozwiązanie bardzo wygodne, niezauważalne wręcz, a przez to… niebezpieczne.

Jakiś czas temu pisałem o tym, jak jednym tytułem przelewu rozłożyłem analizę wydatków na swoim koncie internetowym. Wystarczyło jedno słowo, by zaburzyć obliczenia i wykresy przygotowane przez internetowego asystenta. Przy tej okazji przyjrzałem się bliżej wydatkom i zwróciłem uwagę na kwoty wypływające regularnie z konta. Co miesiąc. Bez mojej interwencji. Wszystko dzieje się z automatu. Jasne, zgodziłem się na to, ale po jakimś czasie człowiek zapomina o samej zgodzie, a czasem też i usłudze, a płatność zostaje.

Pod kartę mam podpięte kilka usług, jest Spotify, jest karta do kina czy Netflix, pieniądze znikają mniej więcej w tym samym czasie. I ja tego nie odnotowuję. A są przecież osoby, które takich usług mają kilkanaście, z czasem może się to stać standardem, wtedy ci bardziej zaangażowani klienci będą korzystać z kilkudziesięciu usług. Może się pojawić problem z ogarnianiem tego. Jednym będzie się chciało śledzić, na co wydają pieniądze w każdym miesiącu, inni machną ręką. Przez to „z automatu” mogą tracić co miesiąc solidną sumę.

Nie narzekam tu ani na cyfrowe usługi, ani na sposób, w jaki je opłacam – to jest bardzo wygodne i mnie pasuje. Ale dostrzegam pewną pułapkę w tym „cichym” systemie. Gdy dziesięć lat temu opłacałem rachunki na poczcie, widziałem odpływ pieniędzy, czułem, że mam kontrolę nad finansami. To było męczące, ale w każdym miesiącu widziałem ile pieniędzy wydałem na jaki cel. Teraz to się staje niewyraźne. Bo jeżeli szkoda mi czasu na stanie w kolejce do pocztowego okienka, tym bardziej może mi się nie chcieć sprawdzać, co robi automat, który ustawiłem tak, by mnie odciążył. A w wielu przypadkach on przecież sam się ustawia.

Paradoksalnie może być tak, że im mniej gotówki w naszym życiu, im lepsze narzędzia do zarządzania finansami, tym gorzej będziemy sobie radzić z księgowością. Cyfrowy pieniądz straci w naszych oczach wartość i będzie słabiej śledzony. Nie twierdzę, że tak będzie u wszystkich – myślę o sobie. Życie może i ułatwię, czas zaoszczędzę, ale finalnie złapię się na tym, że nie korzystam z kilku usług, za które realnie płacę. I nie będzie to jedynie siłowania…