3

Kable schowałem do szuflady. Test bezprzewodowej klawiatury mechanicznej Corsair K63 Wireless

Nie wierzę w to, że sprzęt pozycjonowany jako gamingowy magicznym sposobem sprawi, że fragi same będą wpadać jak szalone, a ja wskoczę na samą górę rankingów moich ulubionych sieciowych gier. W wielu przypadkach gamingowe peryferia, takie jak klawiatury i myszki, to po prostu bardzo dobrze zrobione, komfortowe w użytkowaniu sprzęty, którym warto poświęcić uwagę, szczególnie jeśli sporo gracie. Ja ostatnio spędzam dużo czasu przy gamingowym laptopie podłączonym do dużego zewnętrznego monitora i staram się znaleźć idealny zestaw na swoje małe biurko. Jak mi idzie? Naprawdę dobrze.

Pech chciał, że moje stanowisko z komputerem jest rozmiarowo dość skromne. Małe biurko oznacza, że muszę iść na kompromisy i szukać niedużych akcesoriów peryferyjnych. Idealnym rozwiązaniem była dla mnie konfiguracja przy MacBooku – mała i zgrabna Apple Wireless Keyboard i bezprzewodowa mysz Logitech MX Master. Kiedy jednak w domu pojawił się gamingowy laptop, we mnie odżyła miłość do grania na PC. Oznaczało to jednocześnie, że muszę zaopatrzyć się w mechaniczną klawiaturę i dobrą mysz. Nie jestem pro-graczem i nie sądzę, by przewodowe podłączenie cokolwiek mi dało. Mechaniczna klawiatura to dla mnie jednak najlepsze rozwiązanie i nie wyobrażam już sobie grania na jakiejkolwiek innej konstrukcji. Pełnowymiarowa „klawa”, której dotychczas używałem była jednak za duża i bardzo mocno ograniczała przestrzeń przeznaczoną na ruch myszy. Zacząłem więc szukać mniejszego, zgrabniejszego rozwiązania, a nie chciałem rezygnować z mechanicznych przełączników. Bezprzewodowość była dodatkowym atutem pozwalającym zachować porządek na biurku. I tu niejako wybawieniem okazała się klawiatura Corsair K63 Wireless. Po kilku tygodniach mogę śmiało powiedzieć, że dla mojego małego biurka jest to wręcz idealne rozwiązanie, ale po kolei.

Corsair K63 Wireless

Corsair K63 Wireless to tak naprawdę bezprzewodowa wersja kablowej konstrukcji Corsair K63. Zanim jednak przejdę do wrażeń z użytkowania klawiatury, kilka suchych faktów. Sprzęt podłączymy do komputera bezprzewodowo (Bluetooth oraz 2,4 GHz), klawiaturę wyposażono w przełączniki Cherry MX Red, które mają podobno wytrzymać aż 50 milionów wciśnięć – maksymalny skok klawiszy to natomiast 4 mm, aktywacja następuje na wysokości 2 mm. Każdy z przełączników posiada niezależne, niebieskie podświetlenie, a ich czas reakcji to 1 ms. Klawiatura waży około 1,1 kilograma i na jednym ładowaniu powinna wytrzymać przynajmniej 15 godzin. Każdą kolejną godzinę zyskuje się zmieniając natężenie podświetlenia (25 przy zmniejszonej jasności, 75 godzin przy wyłączonym podświetleniu). Prawda jest jednak taka, że kabla szukałem dość często i przyzwyczajony do przewodowych konstrukcji oraz bardzo dobrze korzystającej z dwóch paluszków Apple Wireless Keyboard, czas pracy na jednym ładowaniu był dla mnie trochę rozczarowujący. Na maksymalnym podświetleniu było to bowiem właśnie 15 godzin.

Corsair K63 Wireless

To solidna, ładna konstrukcja do której użyto matowego, lekko chropowatego plastiku – dzięki temu klawiatura praktycznie się nie brudzi, a jedynie kurzy. Zastosowano tu sztywną metalową płytę, dzięki czemu sprzęt jest podobno bardzo solidny. Wierzę na słowo i raczej nie chciałbym testować jej wytrzymałości. Spasowanie elementów jest wzorowe, podczas gdy przyczepiłem się do tego aspektu testując zestaw Hykker z Biedronki, tu należą się same pochwały. Zadbano nawet o taki drobiazg jak faktura na klawiszu spacji, dzięki czemu kciuki się na nim nie ślizgają. Nie ślizga się też sama klawiatura, dzięki czterem gumowym stopkom zamontowanym od spodu.

Corsair K63 Wireless

Zastosowane w klawiaturze przełączniki Cherry MX Red najlepiej sprawdzają się w grach, jednak szybko przyzwyczaiłem się do nich rówineż podczas pisania. Są odpowiednio miękkie, co dla mnie jest dużym plusem, ciężko wyczuć też punkt w którym przycisk jest aktywany – dzięki temu pisanie na tym sprzęcie jest naprawdę przyjemne. Przede wszystkim jednak dla mnie, szczególnie jak mam na głowie słuchawki – klawiatura, jak to mechanik, jest dość głośna, szczególnie jeśli ktoś szybko pisze. Ale od zawsze powtarzam, że mechaniki się lubi albo nie, mimo pisania na K63 Wireless w biurze nikt nie kazał mi zabrać sprzętu pod pachę i opuścić lokalu.
Klawiatura nie posiada bloku numerycznego, co bardzo pozytywnie odbija się na jej szerokości – w przypadku mojego małego biurka okazało się to bardzo istotne i cały czas uznaję to za jeden z największych atutów tego urządzenia. Bardzo przypadło mi również do gustu siedem przycisków multimedialnych oraz dwa dodatkowe odpowiedzialne za blokadę klawisza Windows i wyłączenia podświetlenia (trzy pozycje – wyłączony, średnia intensywność i pełna intensywność). Z tyłu klawiatury znajdziecie również przełącznik on/off. Klawiatura dysponuje ponadto czterema diodami – power/battery/capslock i scroll lock oraz wifi/bluetooth. W zestawie znajdziecie ponadto wpinaną plastikową podkładkę pod nadgarstki. Nie wiem jak sprawdzi się w przypadku innych dłoni, dla mnie była za krótka i za twarda. Od miękkiej, niezwykle przyjemnej podkładką z Razer BlackChroma V2 dzielą ją lata świetlne.

Corsair K63 Wireless Lapboard

Klawiaturę można też umieścić na specjalnej podkładce nazwanej Corsair K63 Wireless Gaming Lapboard. To nic innego jak duża, bo mierząca 670 x 277 x 63 milimetra podstawka pod klawiaturę i myszkę. Jest kompatybilna wyłącznie z K63 Wireless, w którą sprzęt wpasowuje się idealnie – myszki możecie oczywiście użyć jakiej tylko chcecie. Sama podstawka waży około 2 kilogramów, wraz z peryferiami robi się już 4 kg i przy dłuższym posiedzeniu na kanapie taki ciężar niestety czuć. Wszystko inne w zakresie komfortu jednak sprawdza się bardzo dobrze. Podstawka ma oczywiście podkładki pod nadgarstki, szkoda tylko że podobne do tej załączonej do klawiatury. Komfort użytkowania jest jednak zadowalający.

Corsair K63 Wireless

Lapboard nie jest częścią zestawu – trzeba go dokupić oddzielnie i to koszt około 270 złotych. Komu się przyda? Na pewno osobom grającym na kanapie z PC-tem podłączonym do telewizora. Nie jest to może rozwiązanie tak wygodne jak biurko i fotel, jednak testy przebiegły bardzo przyjemnie i tak naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Jeśli planujecie w ogóle granie lub pracę w ten sposób, będziecie z tego rozwiązania zadowoleni.

Aplikacja Corsair

Nie przypadł mi do gustu Corsair Utility Engine i cały czas nie mogę się do tej aplikacji przekonać. Pierwszy zgrzyt pojawił się zaraz po instalacji. Klawiatura podłączona przez Bluetooth działała świetnie i ani razu się nie rozłączyła – natomiast nie widziałem jej w aplikacji Corsair. Pojawiła się tam dopiero po podłączeniu jej do komputera za pomocą przewodu micro USB (na szczęście jest w zestawie). Oznacza to, że jeśli będziecie chcieli dokonać jakichkolwiek zmian w ustawieniach urządzenia, będziecie musieli podłączać przewód.

 Corsair Utility Engine i

Na szczęście (lub nieszczęście) nie będziecie tam jednak zaglądać zbyt często. Klawiatura posiada tylko jeden kolor podświetlenia (niebieski), da się natomiast regulować jego odcień i intensywność oraz ustawić kilka efektów graficznych – takich, jak krople deszczu, falowanie czy pulsowanie. Bardzo dobry, czytelny i dobrze działający jest natomiast kreator makr, który na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym skonfigurować tego typu ustawienia pod siebie. Jest też zakładka performance, w której ustawicie blokadę określonych klawiszy podczas rozgrywki. Jest bardzo czytelnie, ale skromnie jeśli chodzi o możliwości konfiguracji. Dobrze to czy źle, oceńcie sami.

 Corsair Utility Engine i

Słuchawki Corsair VOID PRO RGB Wireless

Wraz z klawiaturą K63 Wireless trafiły do mnie na testy słuchawki Corsair VOID PRO RGB Wireless. Przyzwyczajony do swoich raczej niespecjalnie chciałem się przesiadać z całą konfiguracją, natomiast skusiła mnie bezprzewodowość. Jestem przyzwyczajony do bezprzewodowych słuchawek PS4 i konieczność ściągania z głowy przewodowego zestawy – na przykład kiedy muszę na sekundę odejść od komputera – w którymś momencie irytuje. Mogąc więc ułatwić sobie życie, zawsze wybieram rozwiązanie bez kabli.

Corsair VOID PRO RGB Wireless

Konstrukcja jest dość masywna, takie przynajmniej sprawia wrażenie wizualne. Podobno przy projektowaniu słuchawek współpracował zespół BMW DesignWorks – i szczerze? Wyglądają świetnie, Mają bardzo fajny, futurystyczny kszstałt oraz bardzo ładnie spasowany ruchomy mikrofon. Idealnie udało się również dopasować przyciski włączania urządzenia i wyciszania mikrofonu. Trochę za lekko chodzi natomiast umieszczony na dolnej części lewej muszli przełącznik głośności. Zdarzało mi się go niechcący dotknąć i na przykład przyciszyć dźwięk podczas poprawiania słuchawek na głowie. Słuchawki są podświetlone, na szczęście to tylko skromne, nieinwazyjne logosy Corsair na obu muszlach.

Corsair VOID PRO RGB Wireless

50-milimetrowe przetworniki wykorzystane w tych słuchawkach radzą sobie naprawdę nieźle i byłem miło zaskoczony jakością odtwarzanych dźwięków. Jest na tyle dobrze, że nie czuję potrzeby przepinania zestawu kiedy chcę posłuchać muzyki. Warto jednak pamiętać, że w aplikacji Corsair przewidziano nie tylko zmianę podświetlenia słuchawek, ale również klasyczny korektor i tak naprawdę dopiero kiedy chwilę przy nim przysiadłem, osiągnąłem to, czego szukałem. Oczywiście zachęcam do samodzielnej zabawy suwakami – każdy lubi inne brzmienie i fajnie, że VOID PRO RGB Wireless dobrze reaguje na takie zmiany. Bas był wyraźny, ale nienachalny, góra dobrze słyszalna, środek natomiast dobrze wyważony.

Corsair VOID PRO RGB Wireless

Co ciekawe, umieszczony również na lewej muszli port micro USB służy wyłącznie do ładowania słuchawek, nie ma opcji podłączenia ich do komputera przewodowo. Dostajemy natomiast totalnie niepasującego wizualnie dogla. Na szczęście taki zestaw działa bardzo dobrze i podczas testów nie miałem z nim żadnych problemów.

Corsair VOID PRO RGB Wireless

Słuchawki dobrze leżą też na głowie i choć cały czas je czułem, nie sprawiały wrażenia za ciężkich, nawet po kilku godzinach grania. Na plus na pewno mechanizm ruchomego mikrofonu – można go wyciszyć podnosząc pałkę do góry. Bardzo ciepły i miły głos w słuchawce powie wtedy „mic off”. Generalnie komunikaty głosowe są bardzo fajnie nagrane, wydają się nieinwazyjne, a głos naprawdę przyjemny. Jakości mikrofonu też trudno coś zarzucić, o ile będziecie z niego korzystać tylko do komunikacji głosowej podczas grania – dobrze radzi też sobie z filtrowaniem niechcianych dźwięków otoczenia. Do nagrań się nie nadaje, głos jest płaski i przytłumiony. Słuchawki to koszt około 450 złotych.

Corsair VOID PRO RGB Wireless

Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolony z tego, jak Corsair K63 Wireless sprawdza się zarówno podczas moich wieczornych sesji growych (przede wszystkim w PlayerUnknown’s Battlegrounds) jak również podczas pisania. Dla osoby, która spędza dużo czasu stukając w klawisze, pierwsze chwile z „mechanikiem” są zawsze bardzo przykre, później jednak idzie docenić przyjemność z pisania, oczywiście jeśli uda Wam się przyzwyczaić do głośnego stukania klawiszy. Przez kilka wcześniejszych miesięcy używałem Razer BlackWidow Chroma V2 i przesiadka na Corsair K63 była bardzo przyjemna. Przyciski są minimalnie bardziej miękkie, a co za tym idzie przyjemniejsze własnie podczas pisania, dźwięk jest też trochę inny, jakby delikatniejszy – przytłumiony. Kompletnie nie brakuje mi bloku numerycznego, z którego i tak nie korzystałem. Jedyne za czym tęsknię, to miękka podkładka pod nadgarstki, którą dodawano do wspomnianej wyżej klawiatury Razera. Ta od K63 daje radę, jest jednak twarda i odczucia dla dłoni są zupełnie inne, gorsze. Bardzo doceniam natomiast klawisze multimedialne, które przydają się podczas korzystania chociażby ze Spotify. Dzięki nim pracując nie muszę odrywać się od okna edytora tekstu by zmienić utwór.

Trochę boli krótki czas pracy na jednym ładowaniu i konieczność pamiętania o tym, by mieć gdzieś niedaleko przewód micro USB. Jednocześnie nie wyobrażam już sobie przesiadki na większą konstrukcję – nie po odczuciu ile miejsca zyskałem dzięki brakowi bloku numerycznego.

Corsair K63 Wireless kosztuje około 550-600 złotych i to niestety dużo. Warto jednak pamiętać, że mechaniczne klawiatury innych producentów wcale nie są tańsze, a mówię również o przewodowych konstrukcjach. Jeśli jednak podobnie jak ja macie mało miejsca na biurku, szukacie bardzo dobrej mechanicznej, bezprzewodowej klawiatury, K63 będzie świetnym wyborem.