Command & Conquer
34

Najpierw Dungeon Keeper, teraz Command & Conquer. EA zabiło kolejną świetną serię gier

Są gry, które wspominam z łezką w oku. Jednocześnie na mojej twarzy maluje się uśmiech, bo to setki godzin fantastycznej zabawy i niesamowitych wspomnień. A potem ktoś je miażdży wielkim butem z napisem "anihilator wspomnień".

Nie ukrywam, że od wielu lat czekałem na nowe Command & Conquer. Nadzieja na kolejną odsłonę tej kultowej dla mnie serii strategii czasu rzeczywistego była bardzo wątła, w końcu cały gatunek gdzieś przepadł i szanse na jego powrót w glorii i chwale graniczyły z cudem. Oczywiście jest StarCraft II, którego Blizzard prowadzi naprawdę rozsądnie, ale jakiekolwiek inne ciekawe, klasyczne RTS-y to prawdziwa nisza. Ten trend mogło przełamać EA powrotem Command & Conquer. Seria faktycznie wraca, ale w formie, której nikt z nas nie chciał.

Tak, moi drodzy – Command & Conquer Rivals to gra na mobile. Dokładnie taka, jakiej można byłoby spodziewać się po EA, najeżona mikrotransakcjami. W dodatku wygląda – no cóż, może zamysłem był wizualny powrót do przeszłości, efekt jest jednak naprawdę słaby.

Zwróćcie uwagę na oceny filmów na YouTube – niezależnie od tego, czy chodzi o oficjalny zwiastun czy umieszczone już w sieci przez youtuberów materiały z rozgrywki – odbiór jest jasny. To jedno znaczące „NIE”.

Dla kogo oni to robią?

Nie ma się co oszukiwać, trend na darmowe, najeżone mikrotransakcjami gry mobilne nie przemija i nic nie wskazuje na to, by miał w najbliższych czasach umrzeć. Niby mamy w tej chwili modę na mobilne battle royale (Fortnite, PUBG), to jednak rynek gier na smartfony kompletnie się nie zmienia i rządzą tam te same mechanizmy. Na jakiej zasadzie miłośnicy gier mobilnych dobierają jednak swoje nowe produkcje? Na bazie ich popularności, cyfrowe sklepy wypychają konkretne gry do przodu, ludzie je pobierają, ktoś u kogoś coś podpatrzy – tak naprawdę tytuł nie ma najmniejszego znaczenia.

Przecież takie chociażby Clash of Clans nie miało za sobą silnej marki z imponującą historią ze świata dużych gier. Więc dlaczego EA ponownie (pamiętacie praktycznie niegrywalnego Dungeon Keepa?) sięga w ogóle po znaną markę, którą kochają tak zwani hardkorowcy? Czy naprawdę firma uważa, że starzy fani sięgną po mobilkę? Dla nich smartfonowa odsłona to jak pogardliwy plask prosto w twarz? To może nowi – tylko czemu oni mieliby w ogóle interesować się jakimś Command & Conquer, skoro nie znają historii gier i ta nazwa nic im nie mówi.

Ludzie piszą w sieci, że zamiast prawdziwego C&C, na którego czekali od lat, dostali brzydką mobilną wydmuszkę. Nie, to tak nie działa. Rivals nie pojawia się zamiast dużej odsłony gry – nikt nie zaprzągł do jej stworzenia ekipy, która mogła zrobić nową odsłonę kultowego RTS-a. To po prostu bezczelne żerowanie na marce i próba zarobienia na wspomnieniach graczy. Nie mam nic do wielkich powrotów w świecie gier, ale jeśli mają one wyglądać tak, jak w przypadku Command & Conquer czy Dungeon Keepera, to lepiej pogrzebać te marki na zawsze. Niech zostaną we wspomnieniach jako niesamowite gry, przy których spędzaliśmy za młodu czas słuchając jak rodzice sugerują nam zajęcie się czymś pożytecznym.