Zapraszałem ostatnio wszystkich na Facebooku do śledzenia na żywo (stream) Startup Weekend. Wszystkie projekty były przedstawiane w języku angielskim co jest moim zdaniem dość naturalne w przypadku kiedy na imprezę zaprasza się zagranicznych gości. Nikt przecież nie chciałby być jurorem w konkursie, w którym ludzie mówią niezrozumiałym dla niego językiem.

Mimo to w komentarzach do streamu, w komentarzach do artykułów na AW itp. pojawiły się głosy, negujące konieczność mówienia po angielsku na tego typu imprezach. Argumenty jakie padały to podważanie sensu mówienia w innym język niż Polski na polskich spotkaniach i konferencjach. Zresztą nie chodzi tylko o prezentacje i o Startup Weekend, wystarczy że wrzucę na bloga większy cytat po angielsku.

Czytając tego typu wypowiedzi zastanawiam się czy ja nadal żyję w czasach gdzie w szkołach uczą rosyjskiego od podstawówki? Rozumiem ludzi z mojego rocznika (nas faktycznie aż do szkoły średniej uczono rosyjskiego), ale młodzi?

Młody człowiek, który dziś jest na poziomie szkoły średniej lub studiów i nie potrafi się komunikować w języku angielskim (chodzi o możliwość rozmowy) wyklucza się chyba na własną prośbę z międzynarodowej społeczności i to nie zależnie od branży czy też zainteresowań.

Tym bardziej nie wyobrażam sobie młodego biznesu (startup), którego twórcy w dzisiejszych czasach nie komunikują się po angielsku. Nie wspominam już tutaj nawet o rynku globalnym, ale o wiedzy jaką można posiąść uczestnicząc w różnego rodzaju imprezach międzynarodowych, o sieci z której można czerpać wiedzę biznesową.

Największym idiotyzmem jest natomiast śmianie się z ludzi, którzy mimo iż nie są biegli w innych językach to jednak próbują swoich sił, walczą ze strachem i stresem prezentując przed dużą publicznością swoje projekty w języku angielskim. Dziś pójdzie im słabo, ich prezentacja nie będzie perfekcyjna i możliwe że przez to nie wygrają jakiegoś konkursu. Zdobędą natomiast doświadczenie, zrobią pierwszy krok po to aby później było im łatwiej, w końcu też dojdą do poziomu może nie perfekcyjnego ale takiego który pozwoli im przestawiać na świecie swoje projekty.



Pamiętam jak podczas Startup Weekend w Poznaniu organizatorzy zdecydowali, że prezentacje będą jednak po Polsku. W kończącym panelu jeden z zaproszonych z za granicy gości zapytał całą salę ile z startupów mierzy w rynek globalny – prawie wszyscy podnieśli ręce do góry. Następnie zapytał ilu z nich prezentowało swój projekt w języku angielskim. Cisza i nieliczne podniesione ręce pokazały co tak naprawdę chciał im wszystkim przekazać.

I właśnie o to w tym wszystkim chodzi – nie możesz sprzedawać swojej historii o globalnym biznesie jeśli nie umiesz jej opowiedzieć tak aby globalna społeczność ją zrozumiała. Nie musisz być natomiast perfekcjonistą, ważne aby trenować i korzystać z każdej szansy na poprawianie swoich umiejętności.

Dlatego uważam, że właśnie to zmuszanie młodych do prezentacji po angielsku podczas Startup Weekendów jest jedną z zalet tego cyklu konkursów. I szczerze mówiąc akurat ten element powinien być powielany w przypadku innych imprez.

Ps. Zrobiłem aktualizację zdjęcia do wpisu, nie zdawałem sobie sprawy że poprzednie przedstawiało ludzi niepełnosprawnych.
Zdjęcie pochodzi z roflcorner.com

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://blog.2edu.pl Piotr

    W tym kontekście polecam następującą produkcję:
    Amerykański Trailer do Potopu: http://www.youtube.com/watch?v=PJqeczqJaag&feature=player_embedded

    Musimy się jeszcze dużo uczyć (języków też)!

    • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

      Widziałem go świetny jest – jakby nie ten film :)

    • http://blog.2edu.pl Piotr

      aż bym poszedł na niego

    • http://gplus.to/maurycy Maurycy Damian Wasilewski

      czy błąd w wyrazie „perfekcjonistom” jest tu celowy ? (: Bo w tym kontekście akurat doskonale pasuje do przekazu ;)

    • http://marcin.anglista.edu.pl Marcin Mały

      „po Polsku” – „polsku” z małej litery
      „nie zależnie” – „niezależnie”, razem.
      Polski też warto znać, jak się pisze blog w tym języku :-)

  • Maciej

    >wyklucza się chyba na własną prośbę z międzynarodowej społeczności

    A jesli ktos robi duzo bledow we wpisach na blogu to wyklucza sie z narodowej spolecznosci?;-)

    • http://marcin.anglista.edu.pl Marcin Mały

      Chyba tak.
      Grzegorz rzucił się na temat, który akurat nie jest jego dobrą stroną. :-)

  • Michał Wendrowski

    Nie wszyscy siedzą w temacie startupów, żeby robić biznes. Może tutaj należy szukać przyczyny.

    Swoją drogą ktoś, kto tworzy globalny startup, niekoniecznie musi się przejmować polskimi imprezami. Jeżeli te eventy jednak chciałyby osiągnąć międzynarodowy poziom i zasięg, to prowadzenie ich w j. angielskim powinno być podstawą.

  • podlasiak

    Grzegorz, dobry punkt widzenia.

    PS. Ale tutaj to Ci się żart udał: „Nie musisz być natomiast perfekcjonistom”. Tylko nie wiem czy to miał być żart ;)

  • http://www.slowikozofia.pl/ Szymon – www.slowikozofia.pl

    Nie chcę być złośliwy. Zgadzam się ze wszystkim, co autor miał do powiedzenia. Niemniej jednak zachęcam do równoczesnego dbania o język polski. Interpunkcja to pół biedy, ponieważ większość czytelników (o tempora o mores) nie zna jej zasad, więc nie widzi nic złego w braku przecinków tu i ówdzie. Na przykład:
    „…w końcu też dojdą do poziomu może nie perfekcyjnego [przecinek] ale takiego [przecinek] który pozwoli im przestawiać na świecie swoje projekty.”

    Za to zdanie „Nie musisz być natomiast perfekcjonistom…” mnie położyło na łopatki.

    Sam walę byki, ale komentatorowi wolno – autorowi nie wypada :)

    Pozdrawiam i przepraszam za uszczypliwość.

    • Tomek Sułkowski

      Dokładnie. Niektórzy też wstawiają przecinki „intuicyjnie” – tam, gdzie normalnie zrobiliby przerwę na nabranie powietrza ;)

    • http://marcin.anglista.edu.pl Marcin Mały

      Nie ma się co kajać za uszczypliwości. Grzegorz od zawsze nie dba w ogóle o to, jak pisze. Skoro ma z tym problemy, a nie widzi najmniejszej potrzeby prosić nikogo o pomoc w korekcie wpisu, zanim go opublikuje, nie ma się co dziwić naszej złośliwości, gdy komentujemy jego wpis o znajomości języka, jakiegokolwiek języka.

  • Martyna

    „nie musisz być natomiast perfekcjonistom” – błąd: perfekcjonistą.
    poza tym zgadzam się. trzeba popychać trochę do używania języka angielskiego, bo ciągle będziemy niedoskonali i nieśmiali. praktyka czyni mistrza. swoją drogą w szeroko pojętym biznesie internetowym, masa, jeśli nie większość, cennych materiałów, blogów, artykułów jest po angielsku .. to jak to jest – nie korzystamy z tego?
    pozdrawiam

  • http://www.slowikozofia.pl/ Szymon – www.slowikozofia.pl

    Widzę, że ktoś mnie uprzedził i też to zauważył :) A może rzeczywiście to taka delikatna, ironiczna prowokacja?

  • Kasia

    Prowokacja – ok, ale co z prawami autorskimi? Co z szacunkiem dla chorych ludzi?

    • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

      Nie, to nie była prowokacja – zaraz jak przeczytałem opis zdjęcia to je zmieniłem.

    • Karol Babiak

      Niestety pierwotne zdjęcie do artykuły poszło już świat.
      https://plus.google.com/111607935356509491656/posts/d8f5JC1RuJF
      Uprasza się autora o bardziej selektywny dobór zdjęć. Jaki był cel w tym zdjęciu? Że niby jak ktoś inaczej wygląda fizycznie, to jest debilem i neandertalczykiem? Tak to zrozumiałem.
      Bardzo smutne podejście, ale w sumie nie trzeba być we wszystkim perfekcjonistom.

  • sss

    „Nie musisz być natomiast perfekcjonistom” – boskie :) No chyba że to przypadek…

  • Mateusz Oktaba

    Dla mnie język angielki jest naturalnym narzędziem do komunikacji, bez niego, moje źródła informacji byłyby uboższe. Z drugiej strony, szkoła czy studia nie dają nam wiele szans na to, żeby używać języków obcych w realnych sytuacjach. Nawet w telewizji każdy film ma lektora (może chociaż napisy?), a od znajomych wiem, że mało kto „zaryzykuje” kupienie on-line programu, jeżeli nie ma polskiej wersji. Po prostu nie mamy okazji, żeby trenować język. Prawie na każdym stanowisku jest wymagany język angielski. Ciekawe tylko, ile tak naprawdę osób go używa w codziennej pracy?
    Także z jedenej strony mamy know-how, którego można nam pozazdrościć za granicą, ale nie wiemy jak to sprzedać. Dlatego prezetacje po angielsku (o ile są dla międzynarodowych gości, a nie pro forma) to świetny pomysł, pierwszy krok do otwarcia się na globalnych odbiorców. Na mnie taki „przymus” zadziałał najelpiej, dzisiaj nie mam problemu w pracy w firmie z osobami 4 narodowości.

    • A.

      To zależy od studiów i od chcenia. Studiuję informatykę i po pierwszym roku materiały dostępne po polsku( w internecie ) przestały mi wystarczać, a z czegoś trzeba było się uczyć. Dodatkowo takie małe rzeczy jak ustawienie w systemie czy używanych programach języka angielskiego. Poza tym oglądam seriale z napisami – czasem polskimi czasem angielskimi, lżejsze nawet bez. Zdarzało mi się też posiedzieć na międzynarodowych chatach – trochę się wstydziłam rozmawiając z osobami anglojęzycznymi, ale np. z dwoma osobami z ameryki południowej rozmawiało mi się całkiem dobrze – czasem ja popełniłam błąd, czasem mój rozmówca, ale się dogadywaliśmy i pisaliśmy dynamicznie. I to całe moje ” uczenie się ” angielskiego jest przy okazji… Ale jest dość skuteczne.
      Przymierzam się też do słuchania audiobooków po angielsku zamiast muzyki „w tle”…

  • Seba

    Z drugiej strony można powiedzieć, że goście zza granicy powinni uczyć się języka polskiego skoro już przyjeżdżają do naszego kraju i chcą się czegoś dowiedzieć. Kwestia kto jest sprite a kto jest pragnieniem.

    • Konrad Latkowski

      To troszkę jak zaproszenie kogoś do siebie do domu a później policzenie mu za nocleg i śniadanie.

  • Ghoran

    Powiedziałbym, że nic na siłę. Prezentowanie startupu po angielsku ma na pewno sens w chwili kiedy jury nie zna polskiego. W innych przypadkach to już różnie.

  • Kamil

    „Nie musisz być natomiast perfekcjonistom”, aż sobie to zapisze hehe… co do języków to proponuje nauczyć się polskiego, a dopiero później angielskiego bo tak jak i w polskim tak i w angielskim występuje „czasami” gramatyka. pozdrawiam

  • Michał Zwolu Zwoliński

    Ciekawy temat poruszyłeś. Muszę się przyznać, że w mowie angielskiej mam spory problem mimo, że codziennie czytam tony angielskich dokumentacji, które niestety mają to do siebie, że są bardzo proste, ale posiadają mnóstwo branżowych słówek. Z tym problemów nie mam absolutnie, ale jeśli mam coś przedstawić na forum publicznym jest dość ciężko. Pamiętam kiedy zostałem zaproszony na Pitch Rally do Warszawy gdzie język angielski był obowiązkowy. 3min prezentacja przed międzynarodowym gronem inwestorów. Spociłem się już przed wyjściem na „scenę”. Używałem prostych zwrotów do zaprezentowania generatora, który służył do symulowania pracy wału korbowego silników spalinowych w celach diagnostycznych innych podzespołów bez uruchamiania silnika :) Mój angielski był straszny, ale o dziwo zebrałem brawa i jako jeden z nielicznych wyrobiłem się przed czasem. Cóż nie chciałem rozwijać tematu ;) Tak czy inaczej w kuluarach podeszło do mnie kilku zagranicznych inwestorów, którzy wepchnęli mi w kieszeń marynarki swoje wizytówki i poprosili o kontakt zamieniając jeszcze parę zdań. Było to bardzo sympatyczne mimo tego, że czułem się jak kretyn i analfabeta.
    Język angielski to podstawa w biznesie ale problem jednak leży w szkolnictwie. Mam pretensje do systemu edukacji za to, że przez tyle lat nie posiadłem tegoż języka w stopniu, który umożliwia mi swobodną komunikację. Mimo chęci po prostu trafiłem pechowo na nauczycieli, którym wisiało to co umiemy, a największy problem leżał w samym programie. Idąc z podstawówki do liceum, a potem na studia ciągle uczyliśmy się od nowa. Za każdym razem zaczynaliśmy od pieska i kotka. Mam nadzieję, że teraz jest lepiej

  • sss

    A bardziej w temacie: w Polsce powinna być konferencja po polsku. Z tłumaczeniem na słuchawki dla zainteresowanych. Nie stawiajmy się na pozycji gorszej tylko dlatego, że akurat dziś angielski jest na świecie dość popularny.

    Myślę, że we Francji konferencje są najczęściej po francusku, w Niemczech – po niemiecku.

    Startup stronę w swoim czasie przetłumaczy, jak będzie konieczność, co nie znaczy, że jego twórcy muszą się uczyć jakichś barbarzyńskich języków. Polecajmy neutralne Esperanto (sobie i innym).

    • Kamil

      No tak, a w Mołdawi po Mołdawsku… trchę jednak do tych krajów nam brakuje. Trochę więcej osób na świecie uczy się jednak francuskiego, a nie polskiego. Prawda? Co nie zmienia faktu, że międzynarodowe konferencje we Francji również są po angielsku.

    • Konrad Latkowski

      Tyle, że na Francuskim czy Niemieckim rynku startup może zarobić dużo więcej będą tylko lokalnie, niżeli na naszym, krajowym. Nasz rynek jest wielki, ale jednocześnie mały.

      Druga sprawa, że z tego co wiem ostatnia konferencja e-commerce we Francji była całkowicie po angielsku.. hmm?

    • http://texy.co Jacek Artymiak

      „Belgijski” FOSDEM nie ma problemów z używaniem angielskiego. http://fosdem.org/2012/

      Też uważam, że warto uczyć się j. angielskiego. Nie przeszkadza to Niemcom, Holendrom, nawet Francuzom, o Skandynawach nie wspominając. Nie wiem dlaczego tak bardzo bronimy się przed mówieniem w j. angielskim.

    • Danbec

      „Barbarzyńskich”? Czy język, za pomocą którego porozumiesz się niemal na całym świecie (szczególnie tym cywilizowanym), zasługuje na miano barbarzyńskiego? A co do Esperanto – już chyba umiera, zamiast zdobywać popularność. Nie rozumiem podejścia w stylu: „ja nie umieć ich, to oni się uczyć mojego”. To tak, jakbyś dotknął gorącego czajnika i się oparzył. Ale to czajnik byłby zły, bo byłby gorący.

  • Marek

    Maciej: >wyklucza się chyba na własną prośbę z międzynarodowej społeczności
    A jesli ktos robi duzo bledow we wpisach na blogu to wyklucza sie z narodowej spolecznosci?;-)

    Autor pisze, komunikuj się po angielsku, nieważne, czy robisz błędy językowe. Nie o piękną angielszczyznę chodzi, tak jak nie o piękną polszczyznę. „Nie musisz być [...] perfekcjonistą, ważne aby trenować i korzystać z każdej szansy na poprawianie swoich umiejętności.”

    Jak idiotyzmem jest wyśmiewanie się z ludzi nie mówiących biegle po angielsku i to przeważnie przez osoby, które równie słabo władają tym językiem, tak idiotyzmem jest również wyśmiewanie i pouczanie ludzi piszących po polsku, słabo pisząc w tym języku.

  • Kasia

    Znalzałam skąd dokładnie pochodzi to zdjęcie – z wystawy „Smutek śmierci” Rogera Ballena: http://www.bwa.katowice.pl/p/100/roger_ballen__smutek_smierci__wystawa_w_ramach_v/

    przykre :(

    • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

      Kasiu – też znalazłem i dlatego je podmieniłem. Ok – nikt tu nie chce się naśmiewać z ludzi chorych i nie w pełni sprawnych

  • http://birstall.pl/ Piotr Borowski

    dobry tekst
    dużo się mówi o cyfrowym wykluczeniu, ale nieznajomość angielskiego to społeczne wykluczenie i skazywanie siebie na życie w zaścianku

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    sss: A bardziej w temacie: w Polsce powinna być konferencja po polsku. Z tłumaczeniem na słuchawki dla zainteresowanych. Nie stawiajmy się na pozycji gorszej tylko dlatego, że akurat dziś angielski jest na świecie dość popularny.

    No i właśnie o takim podejściu mówię? No a z „akurat dziś angielski jest na świecie dość popularny” zabiłeś mnie całkowicie :)

    • Łukasz

      a polish taki difikalt jazyk…

  • Arkadiusz Hajduk

    Grzegorz, małe sprostowanie: na SWPOZ nie było obowiązku robienia prezentacji po polsku, ale była możliwość. O ile pamiętam 4-5 zespołów na 17 zdecydowało się prezentować po angielsku i chwała im za to.
    Swoją drogą – skoro na SW w Japonii i Hong Kongu były prezentacje w ichnich językach, to też nie przesadzajmy w drugą stronę.

    • Konrad Latkowski

      Hmm.. odniosę się tylko do tej drugej części :)

      OK. Prezentowanie w HongKongu czy w Sheznzen w „języku lokalnym” jest tą drobną różnicą: 1 miliard 350 milionów… ludzi, którzy może korzystać potencjalnie ze startupu w danym języku ;)

      Co do Japonii. Owszem, napisałem o tym niżej. Jednak w JP powstają projekty, które mają u podstaw być uzupełnieniem działalności korporacji i dać twórcy możliwość zaistnienia w korpo-świecie. Na ostatnim SW Tokyo powstawały chyba 3 projekty po angielsku i tylko kilka projektów, które można traktować jako startupy (mikroprzedsiębiorczość).

    • Arkadiusz Hajduk

      Konrad,
      nie robmy z tego bialo-czarnej sytuacji. Nie postrzegam tego w kategorii angielski-zly, polski-dobry, albo odwrotnie. Z mojej perspektywy o wiele bardziej brakuje umiejetnosci robienia dobrej prezentacji niz prezentacji po angielsku.
      Moze zacznijmy od zalamywania rak nad tym pierwszym, a nie probujmy robic 2 rzeczy naraz?

    • Konrad Latkowski

      Z tym „umieniem” to niedługo też się coś zrobi :) Cierpliwości :)

  • Gruby

    Wszystko ok, ale angielskie cytaty na polskim blogu – po co? Wiadomo, że nie wszyscy czytelnicy to zrozumieją. Zwykle są to bardzo krótkie teksty, łatwo i szybko dające się przełożyć na nasz język. Trudno to porównywać do startupowych konferencji i konkursów…
    Nie mój blog, nie moje zasady, ale sam chętniej zobaczyłbym wszystko po polsku + link do źródeł.

    • Kamil

      Ładny nacjonalizm się kłania. Współczuje. Świat powinien się globalizować i wszyscy powinni porozumiewać się jednym językiem (np. angielskim). To, że w różynych zakątkach świata są różne języki to nic nie szkodzi. Możesz znać kilka języków, czy dialektów. Człowiek zaliczający się do inteligentych musi znać język angielski z stopniu komunikatywnym.

    • Gruby

      Proszę bardzo. Nie mam nic przeciwko, żeby Grzegorz prowadził bloga w całości po angielsku! Ale chyba najlepiej zdecydować się na jeden język, a jeśli dwa – to oddzielnie, dla różnego odbiorcy?

    • Tomasz

      Co ma nacjonalizm do rzeczy? Z językami to jest taka rzecz, że używający na co dzień angielskiego mają przewagę nad osobami, dla których jest to język obcy albo chociaż by i drugi. Na takim eksporcie wzorców i kultury Anglosasi zbili fortunę. Dlaczego na własnym podwórku mamy działać na cudzych zasadach?
      Blogów anglojęzycznych jest na kopy, na każdy temat. Skoro to jest blog polski, to czemu ma mieć obce wstawki? To świadczy o pewnym lenistwie Autora.

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    Arkadiusz Hajduk: Swoją drogą – skoro na SW w Japonii i Hong Kongu były prezentacje w ichnich językach, to też nie przesadzajmy w drugą stronę.

    To nie jest czepianie się do SWP – natomiast przyznasz, że jak się zaprasza gości z zagranicy to trochę później głupio jest kiedy nie rozumieją oni prezentacji?

    • Arkadiusz Hajduk

      Grzegorz,

      Osobiscie zapraszalem i wiedzialem o 3 zagranicznych gosciach na SWPOZ przed impreza. Kazdego z nich uprzedzilem, ze nie bedzie obowiazku prezentacji po angielsku. Z Natem (tym mega symaptycznym Holendrem z fajna prezentacja) dyskutowalismy nawet czy znajda sie ludzie chetni z nim do pracy po angielsku.
      W trakcie imprezy okazalo sie, ze zamiast 3, jest okolo 10 osob niepolskojezycznych (wliczajac tych, ktorzy przyszli tylko na prezentacje), ale dalej to bylo 10 ze 180 osob. Patrzac na aspekt praktyczny – wszyscy sedziowie i mentorzy znali jezyk polski, przygniatajaca wiekszosc uczestnikow byla polskojezyczna. I jeszcze raz: nie bylo obowiazku robienia prezentacji po polsku.
      I szczerze: mielismy sporo watpliwosci. Bartek Gola zreszta pytal na G+/FB o zdanie – nie bylo jednoznacznej odpowiedzi. Ale gdybym mial zdecydowac raz jeszcze – zrobilbym dokladnie to samo. Nie mialo to wplywu na jakosc imprezy, a na narzekanie na SWPOZ w kontekscie mnostwa imprez odbywajacych sie w ojczystych jezykach nic nie poradze.

  • Marcin

    Amen Grzegorz. Żeby wskoczyć na wózek światowej konkurencyjności, musimy mówić i myśleć po angielsku.

    Swoją drogą – czy ktoś zna polską agencję social marketing która dobrze sobie radzi w anglojęzycznym środowisku? Potrafi napisać dobre copy po angielsku, pomóc w komunikacji na Twitterze/FB?

    • http://texy.co Jacek Artymiak

      Nie ma takich. Do takich działań najlepiej wykorzystać ludzi żyjących za granicą. Lepiej czują te sprawy. Skąd np. polska agencja z np. Sosnowca ma wiedzieć co zadziała na odbiorców z San Francisco? Język to tylko jedna ze składowych tego fachu.

  • http://www.Qavtan.WordPress.com Qavtan

    Podobają mi się głosy Michał Zwolu Zwoliński i Mateusz Oktaba.

    Sam mam doświadczenie na co dzień ze studentami, gdy szukają materiałów i jest ich mało lub wcale w j. polskim pytam: „a może być w j.angielskim?”; niestety 99.9% odpowiedzi to „nie”.
    Pracując w szkole podstawowej próbowałem zagadywać po angielsku do dzieci, rzadko, które chciało odpowiedzieć w tym języku.

    Na studiach informowano mnie, że 80% naukowej literatury jest po angielski.

  • pijoter

    Z tym językiem angielskim to chyba jakiś kompleks niższości.

    Jeżeli impreza jest *skierowana* do *odbiorców* nie znających języka polskiego to ok. W przeciwnym razie powinna być po „naszemu” bo jest dla nas! Polaków. Nie ma się przecież czego wstydzić.

    Jak część jury nie zna polskiego to cała impreza musi być po angielsku? A gdy impreza będzie za granicą i część jury nie będzie znało angielskiego tylko polski, to co? Będzie po polsku?

    • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

      pijoter: Z tym językiem angielskim to chyba jakiś kompleks niższości.
      Jeżeli impreza jest *skierowana* do *odbiorców* nie znających języka polskiego to ok. W przeciwnym razie powinna być po “naszemu” bo jest dla nas! Polaków. Nie ma się przecież czego wstydzić.Jak część jury nie zna polskiego to cała impreza musi być po angielsku? A gdy impreza będzie za granicą i część jury nie będzie znało angielskiego tylko polski, to co? Będzie po polsku?

      Wyjaśnię ci bo to jest proste – zasady są takie, że jeśli na spotkaniach/konferencjach są ludzie mówiąc w różnych językach to niezależnie od kraju w jakim się jest używa się języka angielskiego. I tu się nie ma co obnosić z własną narodowością czy krajem pochodzenia – to nie o to tutaj chodzi.

    • http://glogg.pl Michal Gorecki

      Kompleks niższości to jest właśnie takie PO POLSKU KURNA! Czy my musimy na każdym kroku się we flagę owijać? Impreza międzynarodowa, gadamy po angielsku. Jak komuś się nie podoba to niech zmieni branże na np mięsną. Tam wszystko jest po polsku. W internetach raczej nie.

      I uczyć się, goddamned!

  • http://glogg.pl Michal Gorecki

    Brawo! Dokładnie tak jest. Choć i tak jest nieźle np na tle krajów frankofońskich, to ciągle z tym angielskim mamy problem. Ale myślę, że w dużej mierze psychiczny – w końcu w szkołach uczą tak, żeby nie mówić :(

  • http://sh4dow.pl Tomasz Sh4dow Budzyński

    czy ja wiem czy to taki problem. Jak to opowiadał „ktoś” (nie pamiętam jak pan od przemówień o startupach się nazywał), można do całej prezentacji wynająć kogoś kto lepiej się od nas prezentuje i dodatkowo zna język. Jest to jakieś rozwiązanie, w szczególności, że prezentacje na imprezach to przede wszystkim „Show”, a na drugim miejscu pomysł.
    Z drugiej strony, jeżeli na 200 osób na takiej imprezie przyjedzie 1 czy 2 gości, organizator nie wymaga angielskiego, to może wesprzeć tych gości słuchawkami z tłumaczem ? Co oczywiście nie zmienia faktu, że prezentacja w języku angielskim pozwala przedstawić projekt międzynarodowej publiczności (np. filmik z imprezy na YouTube).

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    Tomasz Sh4dow Budzyński: Z drugiej strony, jeżeli na 200 osób na takiej imprezie przyjedzie 1 czy 2 gości, organizator nie wymaga angielskiego, to może wesprzeć tych gości słuchawkami z tłumaczem ?

    Zgadzam się, ale mówię tutaj o imprezach gdzie tworzy się globalne startupy – globalne czyli takie aspirujące wyjść poza PL. Nie jestem jakimś radykalnym hardcorem który wymaga aby dla jednej osoby 200 innych męczyło się nie w swoim języku, ale jak już chce się iść dalej w EU to trzeba ćwiczyć przy każdej okazji.

  • art3c

    Moim zdaniem zabierasz się do sprawy od złej strony. Zanim Ci ludzie zaczną stosować język obcy, winni lepiej poznać nasz ojczysty. Bo ich niektóre wypowiedzi wołają o pomstę do nieba. Sam zresztą kaleczysz nasz język polski na tym blogu regularnie. Zauważ, że logika wypowiedzi odzwierciedla logikę myśli. Tak na marginesie – co to za słowo „Startup”? Na pewno znalazły by się polskie odpowiedniki dla tego słowa. Sam jestem przedsiębiorcą ale drażni mnie podejście do tematu biznesu internetowego. Wokół słowa „Startup” buduje się całą filozofię i zapełnia nią tego typu blogi. Z wieloma rzeczami się zgadzam i uważam je za słuszne uwagi, jednak w większości jest to „lanie wody” przez pseudo specjalistów (to stwierdzenie nie jest adresowana do Ciebie).

  • pijoter

    Grzegorz Marczak:
    Wyjaśnię ci bo to jest proste [...]

    Serio? Dla wygody jednego człowieka olewa się kilka setek innych?
    Jak dla mnie smutne, że jak ktoś przyjeżdża do Polski to my uczymy się jego języka a nie on naszego. Vide Niemcy dla których Bitelsi śpiewali po niemiecku.

  • http://www.kotyrasowe.org.pl Łukasz Kowalczyk

    Dla mnie naciskanie na używanie języka angielskiego podczas POLSKIEJ konferencji odbywającej się w POLSCE jest wyrazem kompleksów autora. Zagranicznym gościom można po prostu zapewnić słuchawki z tłumaczeniem. A jeżeli organizatora nie stać na tłumaczy… no to cóż, żadna doza obcego języka nie podniesie rangi takiej konferencji.

    Pomijam kwestię kiepskiej ortografii Grzegorza, co podnoszą niektórzy komentujący, bo fakt znany jest nie od dziś i najwyraźniej mało komu przeszkadza, skoro Grzegorz wciąż publikuje z pominięciem spell-checkera (to ukłon w kierunku anglofilów) i ludzie to czytają :)

    • Konrad Latkowski

      Wiesz jakbym miał zapewnić tłumacza niemieckiego, angielskiego, hiszpańskiego i francuskiego to Startup Weekend kosztował by 100 euro za bilet a nie 29/49. Jasne, można im dać jednego – angielskiego i cena i tak by poszła w górę.

      I tutaj małe wyprowadzenie z błędu. Ludzie nie biorą udziału w SW dla prestiżu. Tylko dla kontaktów i networkingu.

      Trzecia sprawa to np. konferencja E-nnovation. Odbywa się w Poznaniu, a organizatorzy zapewniają tłumaczenie z angielskiego na polski. A nie odwrotnie – od taki ukłon w stronę gości.

  • Konrad Latkowski

    Ha! Spotykam się z pytaniem „po co ta impreza jest po angielsku” dość często ;) Zawsze przedstawiam dwie te same odpowiedzi:

    Po pierwsze i najważniejsze nie po to ściągamy mentorów z różnych zakątków europy a czasem i świata, żeby siedzieli i gapili się w sufit. Są oni po to aby Wam pomóc, bo może się okazać, że plany projektu rozbiją się o prawo jakiegoś kraju lub obyczaje.

    Po drugie dlatego, że Polski rynek jest na tyle duży aby z niego wyżyć, ale na tyle mały aby tylko egzystować, więc naturalnym krokiem jest prowadzenie serwisu w uniwersalnym języku – angielskim.

    Drugi argument jest jednak do zbicia bo sam rozumiem, że nie wszystkie projekty muszą mieć wersję po angielsku. Dla niektórych ważniejszy może być rynek Hiszpańsko języczny czy Niemiecko języczny.

    Jako ciekawostkę dodam, że podczas SWWAW2 rozmawiałem troszkę z Markiem Kapturkiewiczem, którego córka akurat była na Startup Weekendzie w Tokyo (to dzięki niej mieliśmy Hi dla polski z Tokyo). I tam prawie nikt nie pitchuje i nie robi projektu po angielsku. Tam nastawienie jest na budowanie swojej pozycji w Korpo i projekty muszą być użyteczne dla korpo. Mała przedsiębiorczość mało ich interesuje (w ten konkretny weekend tylko 2 projekty powstawały po angielsku).

    Następnego dnia zgadałem się troszkę z Asierem z Hiszpanii (Google) który stwierdził, że „super, że impreza jest po angielsku, bo u nich ciągle bardzo wiele imprez startupowych jest tylko po hiszpańsku”.

    Więc jak widać nie tylko u nas język ojczysty króluje :)

  • http://www.kotyrasowe.org.pl Łukasz Kowalczyk

    Michal Gorecki:I uczyć się, goddamned!

    Już kolejny raz widzę automatycznie czynione założenie, że sceptycyzm wobec wszechobecnej angielszczyzny wynika z braku znajomości tego języka. Skąd to się bierze?

    • http://glogg.pl Michal Gorecki

      Sceptycyzm wobec wszechobecnej angielszczyzny ma tyle sensu co cceptycyzm wobec wszechobecnego powietrza. Można się na niego zżymać, ale po co? Dla zasady? Jak chcecie pracować w tej branży to się przyzwyczajcie i koniec, to nie jest wojna pozycyjna, tylko biznes.

      A moje ostatnie zdanie było skierowane raczej do tych którzy angielski traktują jak „kolejny przedmiot w szkole” a potem jakoś tam będzie. Angielski trzeba dzisiaj chłonąć wszystkimi członkami, jeśli chcecie cokolwiek w życiu zrobić. Niemalże w KAŻDEJ branży. To chyba oczywiste w erze globalizacji…

    • http://www.motivationals.org Uncle Demotivator

      A chińskiego (mandaryńskiego) się już uczysz? :>

  • Jeremy

    Przecież to jest proste jak budowa cepa i sam się dziwię, że nikt tego tematu tutaj nie poruszył. Język polski jest językiem Polaków, tak język czeski jest językiem Czechów, a mołdawski językiem obywateli Mołdawii. Natomiast język angielski jest obecnie nie tylko językiem obywateli krajów anglojęzycznych, ale też (a w tym przypadku może przede wszystkim) międzynarodowym językiem handlu, biznesu, nauki i wielu innych rzeczy, których dotyczą takie konferencje.

    Schowajmy te nasze narodowo-jakieśtam teksty w kieszeń. Mówimy o komunikacji w świecie specjalizacji i współpracy międzynarodowej. Odstawianie rejtanowskiego oburzenia nad „dyskryminacją” języka na polskich konferencjach jest bezsensowne.

  • neurito

    Wg. mnie powinno być tak :
    Polski konkurs – prezentacje po polsku – międzynarodowy konkurs prezentacje po angielsku.

    • Jeremy

      To może pójdźmy jeszcze dalej? Polski konkurs – kategoryczny zakaz uczestnictwa wszystkim, którzy nie mogą poszczycić się polskim obywatelstwem? Bo konkurs przecież polski.

    • neurito

      Chodzi mi o to że jak jest polski konkurs i jakiś ważniak (nie)uczony przyjedzie i on gada tylko po angielsku to zaraz wszyscy mają tam gadać po angielsku ? a nie pomyślałeś ze nie wszyscy ludzie umieją go, ze niektórzy nie potrafią się go nauczyć? Co ty przepraszam myślisz ze najlepsi spece i inwestorzy od startup-ów gadają tylko po angielsku? Zobacz sobie na nasz rynek? Masz kilka udanych startów, zapytaj się ich czy wszyscy gadają bezproblemowo po angielsku.

  • Tomek Sułkowski

    A może też jeśli piszemy aplikacje na rynek poski, powinniśmy zwracać uwagę, żeby nazwy zmiennych, klas itd pisać po polsku? Dlaczego mamy porzucać swój ojczysty język! :]

    • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

      prawie oplułem monitor :)

    • http://www.michalkubiak.eu/ Michal Kubiak

      Herezja ! :)

    • Królik

      A czemu nie? Tylko dorzućmy zasadę, że dla czytelności muszą być pisane poprawnie z ogonkami. Czasami już wolę patrzeć na zmienne po polsku niż jak ktoś kaleczy angielski.

  • art3c

    Tomek Sułkowski: A może też jeśli piszemy aplikacje na rynek poski, powinniśmy zwracać uwagę, żeby nazwy zmiennych, klas itd pisać po polsku? Dlaczego mamy porzucać swój ojczysty język! :]

    No jeśli nie rozróżniasz języka programowania od języka mówionego to czemu nie? Kod jest dla Ciebie i ew. dla współpracowników. Jeśli to miała być ironia to bardzo słaba.

  • art3c

    Jeremy: To może pójdźmy jeszcze dalej? Polski konkurs – kategoryczny zakaz uczestnictwa wszystkim, którzy nie mogą poszczycić się polskim obywatelstwem? Bo konkurs przecież polski.

    A możesz jakoś uzasadnić swój pomysł? Bo ten z językiem można dosyć prosto uargumentować.

  • Anonim

    Szymon – http://www.slowikozofia.pl:Interpunkcja to pół biedy, ponieważ większość czytelników (o tempora o mores) nie zna jej zasad, więc nie widzi nic złego w braku przecinków tu i ówdzie.

    – między „o tempora” a „o mores” to jest „tu” czy raczej „ówdzie”?

  • Monika Borycka

    Zgadzam się wieloma przedstawionymi tu tezami – na pewno szlifowanie prezentacji swoich pomysłów na rynek międzynarodowy w obcym języku, szczególne w tej branży, jest bardzo cenne, potrzebne itd. Jednak, ja też należę do osób, których po prostu irytuje fakt nadużywania języka angielskiego tylko dlatego, że teraz jest tak „modnie”, bo „wypada”, bo snobujemy się na super wylansowaną imprezę. Pierwszy przykład z brzegu – spotkania Ted x w Krakowie czy Warszawie. Wszystkie prezentacje po angielsku, mimo że i po stronie widowni i po stronie prelegentów – 98% uczestników to Polacy. Jeden wielki absurd – Polak do Polaka mówi w obcym języku mimo, ze nie ma takiej potrzeby. Dla mnie takie imprezy wykluczają po prostu ludzi, którzy mogliby zaprezentować/posłuchać ciekawych idei (np. tych po 50-tce, dla których angielski nie jest taką oczywistością.)
    Nie szłabym również w argumenty typu – to jest standard. Bo nie jest, nawet na ogromnych imprezach – chociażby festiwalach filmowych. Na Berlinale językiem podstawowym jest angielski , ale i tak ponad połowa konferencji prowadzonych jest w językach narodowych – do tego dokładane są tłumaczenia na słuchawkach. I dla wszystkich jest to zrozumiałe. A np. w Cannes – na najbardziej prestiżowym festiwalu filmowym świat – naprawdę można zaliczyć „zonka” kiedy okaże się, że obsługa sali/konferencji/punktów biletowych itd. nie mówi po angielsku. I wszyscy jakoś się dostosowują i nikt nie ma pretensji, że pierwszym językiem na tej międzynarodowej imprezie jest francuski.
    A po trzecie – jeśli już ktoś podaje argumenty kształcenia i dbałości o nasze umiejętności językowe, to oczekiwałabym mimo wszystko, żeby dołożył choć minimalnych starań, aby jego argumentacja w języku narodowym nie posiadała byków (a są nadal po poprawkach – np. „nie zależnie”, nie mówiąc o totalnym olaniu zasad interpunkcji) – uszczypliwie na koniec, ale inaczej się nie dało :)

  • sss

    Ależ tłumaczenie robi się tylko na JEDEN język – właśnie angielski, bo jest najpopularniejszy. Rozumieją go wszyscy przyjezdni z obcych krajów, którzy się na takiej konf. pojawią. Ale konferencja po polsku.

    Oczywiście nie ma problemu, jak ktoś chce potrenować język i wystąpienia i się szarpać po angielsku, jestem za. Ale żeby taki standard?

  • Sawalas

    sss: Ależ tłumaczenie robi się tylko na JEDEN język – właśnie angielski, bo jest najpopularniejszy. Rozumieją go wszyscy przyjezdni z obcych krajów, którzy się na takiej konf. pojawią.Ale konferencja po polsku.
    Oczywiście nie ma problemu, jak ktoś chce potrenować język i wystąpienia i się szarpać po angielsku, jestem za. Ale żeby taki standard?

    Nie jest najpopularniejszy. Jest dopiero trzeci. Pierwsze dwa na świecie to hiszpański i chiński.
    Ciekawe ile osób używa Windows bez lokalizacji – przecież to taki „globalny” system…

    A ileż łatwiej byłoby mieć w samochodzie nawigację w menu tylko angielskim. Jeden system na całą Europę. No i taniej jak napisał organizator…

    Ależ bzdura.

  • Arkadiusz Hajduk

    Konrad, nie robmy z tego bialo-czarnej sytuacji. Nie postrzegam tego w kategorii angielski-zly, polski-dobry, albo odwrotnie. Z mojej perspektywy o wiele bardziej brakuje umiejetnosci robienia dobrej prezentacji niz prezentacji po angielsku. Moze zacznijmy od zalamywania rak nad tym pierwszym, a nie probujmy robic 2 rzeczy naraz.

  • http://texy.co Jacek Artymiak

    Do tej pory dostaję co parę miesięcy mniej lub bardziej zawoalowane żądania przesłania polskich oryginałów moich angielskojęzycznych artykułów i książek (powstają od razu w j. angielskim). Kiedy odpowiadam, że nie istnieją, czasami dostaję w odpowiedzi „faka” za wymądrzanie się i odcinanie od rodaków i macierzy. Nie rozumiem tego. Po prostu nie rozumiem.

    Kto chce nawiązywać kontakty z inwestorami, programistami, przedsiębiorcami z zagranicy musi posługiwać się j. angielskim. Jeżeli są okazje do prezentowania w j. angielskim trzeba z nich korzystać. Trzeba się też uczyć sztuki prezentowania. To prawda, że nie jest to łatwe a robienie tego w j. obcym jest jeszcze trudniejsze, ale jest to możliwe. Przecież przedsiębiorcy mają rozwiązywać problemy pomimo narzucanych ograniczeń.

  • http://alexba.eu Alex

    Arkadiusz Hajduk: Z mojej perspektywy o wiele bardziej brakuje umiejetnosci robienia dobrej prezentacji niz prezentacji po angielsku.

    Arkadiusz
    W pełni się pod tym podpisuję! Jest to zresztą słabość nie tylko startupowców, ale tez wielu ludzi na poważnych stanowiskach. Co za wspaniała okazja, aby pozytywnie się wyróżnić!!

  • Danbec

    A może lenistwo tych, którzy pomimo setek darmowych źródeł, do tej pory nie opanowali nawet podstaw jakiegokolwiek języka obcego?
    Każdy kij ma dwa końce.

    Tomasz: Co ma nacjonalizm do rzeczy? Z językami to jest taka rzecz, że używający na co dzień angielskiego mają przewagę nad osobami, dla których jest to język obcy albo chociaż by i drugi. Na takim eksporcie wzorców i kultury Anglosasi zbili fortunę. Dlaczego na własnym podwórku mamy działać na cudzych zasadach?
    Blogów anglojęzycznych jest na kopy, na każdy temat. Skoro to jest blog polski, to czemu ma mieć obce wstawki? To świadczy o pewnym lenistwie Autora.

  • http://texy.pl Jacek Artymiak

    Tomasz: Co ma nacjonalizm do rzeczy? Z językami to jest taka rzecz, że używający na co dzień angielskiego mają przewagę nad osobami, dla których jest to język obcy albo chociaż by i drugi. Na takim eksporcie wzorców i kultury Anglosasi zbili fortunę. Dlaczego na własnym podwórku mamy działać na cudzych zasadach?
    Blogów anglojęzycznych jest na kopy, na każdy temat. Skoro to jest blog polski, to czemu ma mieć obce wstawki? To świadczy o pewnym lenistwie Autora.

    Niekoniecznie. Podejrzewam, że gdyby tłumaczył te fragmenty z j. angielskiego znalazłoby się wielu domorosłych filologów wytykających błędy w tłumaczeniu. Po co mu dodatkowy stres?

  • Łukasz

    Obojętnie ile tu było błędów – przekaz jest jasny.
    Jak chcesz obracać się w środowisku międzynarodowym, angielski jest obowiązkowy. A piszczenie, że jak w Polsce to po polsku mozna między … wsadzić :]

  • Pingback: Zamknięte społeczeństwo | blog.moridin.pl

  • Agata Goździk

    Niestety w szkołach z angielskim jest coraz gorzej. Nauka „mówienia”? Po co? Przecież najważniejsze żeby znać 15 czasów w języku angielskim i umieć gramatykę lepiej od Anglika…

    P.S. Chyba jest tu kilku chętnych do zatrudnienia się na antyweb.pl w roli „korektora-edytora” czy jak to się tam mówi na tych, co poprawiają przecinki i ortografię.

  • dvorak

    esperanto jest jedynym slusznym jezykiem uniwersalnym. a amerykanie sa jak muchy (chodzi o wspolne pozywienie)

  • http://www.tanie-latanie.net an

    Jezyki daja poczucie wolnosci, wiec chyba sprawa jasna.

  • Pingback: Różnica między polskojęzycznym a angielskojęzycznym internetem | texy.pl

  • http://NathanAdler.pl/ Marcin Czarkowski

    True true. SW trojmiasto był już po angielsku.