Co geek wie o startupach?

stupid-comment

Gościnny wpis autora ProductLabs.pl
Co jakiś czas czytam na blogach technologicznych recenzje o nowych serwisach internetowych, często tworzonych przez geek’ów (wnioskując w bio twórców). I co jakiś czas czytam komentarze do tych startupów również pisane przez geek’ów (łatwo wywnioskować z treści wpisów). Powstaje spirala, gdzie jedni stawiają coraz „wyższe” wymagania, a twórcy wierzą w te poprzeczki i robią krzywdę przeciętnemu użytkownikowi.

Sam przez długi czas wierzyłem w takie konfrontacje na forum prezentując swój produkt. Oczywiście w dyskusji dostawałem odpowiedzi  ”sprawdzam jako zwykły użytkownik”. G… prawda. Użytkownik konkretnego serwisu zawsze przychodzi w kontekście konkretnej potrzeby… „Sprawdzanie” startupu przez czytelników blogowych recenzji nie wnosi prawie niczego dla twórcy. Poza tym geek nie zawsze wie co to jest startup.

Wyjątkiem są produkty dla geek’ów typu agregator tego i owego lub automatyzowanie i kolejkowanie śmakich i owakich zadań, itd. Tyle, że biznes najczęściej robi się nie na early adopterach (którymi często są geek’i), ale na masach, które będą za płacić za proste, stabilne i przydatne usługi online.

Ale o co chodzi?

Do czego zmierzam? Czy twórca startup’u powienien sugerować się recenzjami i komentarzami. Ktoś powiedział „lepiej mieć jakikolwiek feedback niż żaden”. Racja, ale jeśli ktoś nie rozmawia ze swoimi klientami to nic mu nie pomoże. Jeśli natomiast rozmawiasz z użytkownikami to odpuść sobie opinie „znawców”, chyba, że chcesz promocji… Prawdziwymi znawcami są tylko Twoi klienci.  ”Znawcy” najczęściej nie mają nic wartościowego do powiedzenia w kontekście biznesowym poza wpisami typu „mniej różowego… już jest taki serwis… ale to się nie uda…”.

Z drugiej strony czy warto pisać recenzje startupów? Jeśli blog na tym zarabia to wiadomo. A jeśli oprócz kasy chce sensownie o nich pisać? Sensownie znaczy, że recenzja + komentarze wnoszą prawdziwą wartość dla ocenianego startupowca. Jak to zrobić? Po pierwsze nie próbować na siłę wchodzić w buty docelowego użytkownika (chyba że nim jestem). Po drugie skupić się na liczbach, trendach lub statystykach jeśli twórca takowe udostępnia. Tylko one przedstawiają faktyczną kondycję przedsięwzięcia.

Wina też trochę leży po stronie startupowców. Łatwiej jest wkleić link do apki na forum, na którym bywam codziennie, niż określić grupę docelową i próbować nawiązać z nią kontakt. Kończy się na publicznej chłoście, albo na towarzystwie wzajemnej adoracji. Strata czasu.

M… w kubeł?

Oczywiście nikomu nie zabraniam pisać subiektywne komentarze o startupach, jednak równowaga pomiędzy subiektywizmem a rzetelnością jest według mnie mocno zachwiana. Na pewno apeluję do twórców aby omijali opisany feedback szerokim łukiem. Nic nie wnosi, kosztuje nerwy i robi tylko zły PR, przez osoby, które nawet nie są odbiorcą Twojego produktu. Użyłem słowa geek, jest wiele innych odpowiedników, w każdym razie nie chodzi o lamera w szeroko pojętym internecie :) Dodam, że dobra recenzja to ocena czy np. startup jest rentowny, stabilny w dochodach lub czy ma na to szansę taki być na podstawie dotychczasowych wyników. Rentowność najlepiej weryfikuje czy produkt jest potrzebny. To ważny warunek dla powyższych tez.

Nie wykluczam potrzeby recenzowania rozwiązań dla geek’ów. To one stymulują powstawanie i upowszechnianie się innowacji, które za ileś lat będą używane masowo. W takich przypadkach analizy finansowe są mniej konieczne, ale traktowanie „z buta”, mniej ciekawego a dochodowego interesu jest pomyłką. Jest też wiele narzekań, że Polskie fundusze nie inwestują w odjechane pomysły, jak inwestorzy z Silicon Valley. Tylko polskie fundusze często skupiają się na jak najszybszym ROI i to determinuje działania młodych przedsiębiorców. Krytyka takiego podejścia funduszy to inna sprawa, ale nie każdy chce zmieniać świat tylko chce zarabiać robiąc to co lubi.

Długo i empirycznie dochodziłem do właściwej oceny tych prostych zjawisk. Ale chyba sam jestem geek’iem, który robi startupy internetowe :D

Gościnny wpis autora ProductLabs.pl

Maciej Oleksy

» «
  • Er

    Pierwszy raz ktoś publicznie poruszył ważny problem. Gdzie właśnie owi startupowcy chcąc być fajni wprowadzają zmiany sugerowane przez znawców a nie tego co chce szary użytkownik. 

  • joogle

    Ja stworzyłem joogle.pl – mam ok 10 000 000 uu/msc, a słuchałem się wyłącznie własnego sumienia:)

    • http://www.facebook.com/maciekoleksy Maciej Oleksy

      10M MAU – jasne :)

  • http://glogg.pl Michał Górecki

    geeków, startupu. Bez apostrofów. Wiem że Greg nie lubi jak się wytyka literówki, ale apostrofy to mój konik :P http://netgeeks.pl/index.php/2011/12/apostrofy-w-zlych-miejscach/

    • http://www.facebook.com/maciekoleksy Maciej Oleksy

      dzięki, za link, od zawsze miałem z tym problem

  • Gosc

    Serwisów i blogów o startupach w ostatnim czasie tyle się namnożyło, że chcąc nie chcąc, trzeba sobie taką formułę komunikacji z TG odpuścić jako… nieefektywną.

    Czy można takie recenzje traktować jako PR? Niekoniecznie.
    Raz, sceptycyzm recenzenta,
    dwa, nieprzychylne komentarze, zwykle anonimowe,
    trzy, ogrom miejsce które trzeba byłoby śledzić i odpowiadać na pytania tudzież prostować wypisywane głupoty.
    cztery, całkowity brak kontroli nad tym kto pisze, po co pisze. A Polacy zwykle piszą z zawiści.

  • Jan

    Nie zgadam sie z autorem. Chce by mierzyc serwisy tylko popularnoscia, a nie funkcjonalnoscia, jakoscia. Jesli nie bedziemy liczyc sie z krytyka znawcow (blogerow), to serwisy beda coraz bardziej tandetne (nawet mimo ze beda popularne wsrod gawiedzi). To nie „geecy” maja znizac poziom do „newbies”, tylko ci drudzy powinni coraz bardziej swiadomie poruszac sie w Internecie. Tak samo jest chocby z muzyka – jesli olewa sie zdania krytykow, to jest coraz wiecej „popowej” szmiry, ktora moze i sie sprzedaje, ale nie rozwija. A ludzie powinni sie rozwijac, to oczywiste.
    Nie mozna stawiac pieniedzy ponad jakosc! Projeky powinny byc innowacyjne, produktywne i nie byc nastawione w pierwszej kolejnosci na zysk. A wtedy swiadomi uzytkownicy chetnie beda z nich korzystac. Przyklady: caly ruch open source (ktory robi bezcenna, bardzo uzyteczna robote za bezcen), Flickr, Picnik, Picasa, YouTube, Evernote, Diigo, czy nawet zabawki jak Pinterest i Instagram.

    • http://www.facebook.com/maciekoleksy Maciej Oleksy

      obserwuję, że rentowność bardzo często równa się popularność, nawet jeśli rentowność oznacza jedynie zainteresowanie inwestorów

      określenie „popowa szmira” określa pewien poziom szacunku do internetowego proletariatu, ja nie uważam że internet to galeria sztuki, za niemal każdym projektem stoją ludzie którzy chcą zarabiać

      nie zgadzam się ze zrównaniem wymienionych serwisów z ruchem open source, poza tym są najlepszymi przykładami popowej prostoty :)

    • Jan

      Nie pisalem, ze jestem przeciwko zarabianiu, ale przeciwko stawianiu kasy na pierwszym miejscu. A popowa szmira to np. mnostwo kwejkopodobnych badziewi przesyconych reklamami, bez zadnej uzytecznosci.
      Wymienione przyklady to projekty uzyteczne, ktore daja jakies funkcjonalnosci uzytkownikowi – czy to hosting zdjec, czy edycje dokumentow, czy notatki, czy inspiracje dla designerow. Podobnie jak projekty open source, nie sa przeladowane reklamami, sa darmowe (przynajmniej w podst. wersji) i sie utrzymuja, co wiecej sa bardzo popularne.
      Internet powinien pomagac, uczyc, bawic, rozwijac ludzi, aby byli lepsi, bardziej sprawni, kreatywni, produktywni, madrzejsi. Nie na odwrot!

  • http://www.facebook.com/lanooz Lan Pham

    Jak dla mnie tech blogi slużą tylko i wyłącznie do rozgłosu startupów. Ludzie, którzy przez to się o nim dowiedzą / dostaną zaproszenia i będą dalej rozprzestrzeniać je między innymi early adopterami – to oni będą najcenniejszym nabytkiem. Bo szczerze mówiąc, nie doceniam za bardzo merytorycznej treści na techblogoidach, które najczęściej prześcigają się w publikowaniu newsów więc i tzw ‚recenzja’ startupu danej jednostki rzadko wychodzi.

  • http://www.facebook.com/people/Maciej-Sikora/100001448170431 Maciej Sikora

    Witam, uważam, że autor poruszył ważną kwestię. Chodzi to głównie o mentalność ludzi z branży, którzy zwracają uwagę na wiele mało istotnych spraw, chodzi głównie o techniczne aspekty. Niektóre komentarze i sugestie są pomocne, ale większość to nic nie warta krytyka ludzi którzy najczęściej nie mają swojego projektu i starają się zepsuć humor osobie, która takie coś stworzyła. Mam serwis internetowy, który według tego bloga nie jest nawet startupem, ale ma swoje grono odbiorców i widać, że się ludziom podoba. Mam na niego plany biznesowe i nie będę się pytał „znawców” bo jak znam życie otrzymam kilka opinii, które niepotrzebnie popsują mój entuzjazm. Konkludując jeśli twój projekt „ratuje świat”,jest innowacyjny lub przeznaczony dla ludzi z branży to szukaj poklasku u specjalistów, w innym wypadku przygotuj się na krytykę w stylu – to jest w złym miejscu, to jest takie, a nie takie itd. oraz typowy „komu to potrzebne” oznaczający tak naprawdę „mi to nie potrzebne”. 

  • http://www.facebook.com/quique2100 Filip Bartłomiej Misiewicz

    Problem leży chyba gdzie indziej, a opisywane zjawisko jest jego skutkiem. Chodzi o to, że za pisanie o startupach biorą się… startupowcy bez sukcesów. Chętnie posłucham kogoś, kto podbił świat produktem, skomercjalizował go i pozostawił trwałym przez lata. Pozostałym – z całym szacunkiem, dziękuję za consulting.

    Poza tym recenzenci startupów ciągle oceniają przez pryzmat: szukamy cudownych dwóch, góra 3 programistów, którzy napisali drugiego Facebooka. Startup sprowadzają do kodu, bo są programistami.
    Mój najbardziej dochodowy projekt i najbardziej angażujący społeczność promowaliśmy roznosząc ulotki po domach, latając z apraratem po parkach, wykonując setki telefonów i ciesząc się z wizyty w telewizji. I mam niby „garsktę” po 20 UU, a reklamodawców, którzy wierzą w wizerunek, określoną grupę docelową i realne budowanie marki w kolejce na najbliższe 3 miesiące. Za kwoty, jakie w modelach per Click i per Lodzik nie śnią się żadnemu „blogerowi”. Ale zwyciężyła treść, konsekwencja, pracowitość.
    A że „internetowe” – tak, przypadek, programiści pod ręką przydatni, ale to tylko „zwykły” WordPress.
    Bo programiści i kod to dopiero początek i wierzchołek góry lodowej. Recenzenci startupów kończących z 5 użytkownikami logującymi się miesięcznie tego nie zrozumieją.
    Nawet Facebooka podejrzewają, że 99% wydają na cudownych programistów. Myślę, że programiści to nawet nie procent budżetu Fejsa… Chociaż od kodu się zaczęło, ale tylko zaczęło. Jest on niezbędnym elementem i jego jakość jest warunkiem absolutnie koniecznym. Ale i absolutnie niewystarczającym.

    • http://www.facebook.com/maciekoleksy Maciej Oleksy

      wiesz co, nawet jak przeczytam kilka regularnych wpisów o startup w modelu freemium który ma od roku 10K MAU i konwersję płatności 3% i 3 ludzi żyje z tego na przyzwoitym poziomie to nauczę się z tego więcej niż z fantastycznych historii i założycielach największych światowych serwisów. one mają bardziej zadanie motywacyjne niż merytoryczno-edukacyjne.

  • http://www.facebook.com/maciek.jewminski Maciek Jewmiński

    Dzięki za interesujący i ważny tekst.
    Muszę dokładnie go przeanalizować.

  • iks

    Owszem, wśród „geeków” jest spora grupa ludzi, która ma sporą dysproporcję między wiedzą a inteligencją, i do nich nie dociera, że serwis ma być prosty, ale czy tak trudno odpowiadać im krótko, że nie im to ma się podobać?
    Według mnie o niebo więcej pożytku jest z kilku konstruktywnych rad z branży, niż z jakiegoś gadania ludzi o dziwnym ego.   

    • http://www.facebook.com/maciekoleksy Maciej Oleksy

      racja, ale jednocześnie sam siebie pytam czy w przypadku takich serwisów warto recenzować startup w tak „nieodpowiednim” gronie? może po prostu szkoda klawiatury? ja bardzo łaknę miejsca gdzie można pogadać po polsku z zainteresowanymi o szansach biznesowych ale na racjonalnych przesłankach a nie o widzimisię. widzimisiowych opiniowań mamy juz pod dostatkiem, nie chce likwidować, ale może jakaś nowa jakośc gdzieś i wartość dodana edukacja, zamiast orka w inkubatorach tylko

  • Tlen

    no i co to zmienia? bo nie rozumiem

  • Bobka

    słuchać swoich użytkowników, resztę olać!

  • http://www.facebook.com/people/Kinga-Smerecka/621127392 Kinga Smerecka

    dobry artykuł który wywołał ciekawą dyskusję i nakłonił do komentowania nie tylko geeków :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
Czy Netizine to koniec monopolu App Store na czasopisma?

Nie wiem, czy pamiętacie niedawną wojenkę między firmą Apple a wydawcami? Część z nich zbuntowała się na opłaty nakładane przez właściciela App...

Zamknij