logo valve counter strike
27

Ciężki próg wejścia dla nowych graczy CS:GO

Produkcja firmy Valve — Counter-Strike: Global Offensive — z roku na rok zdobywa nowych fanów. Setki tysięcy, jak nie miliony, obserwują poczynania ulubionych drużyn esportowych. Największe imprezy typu ESL ONE, Dreamhack czy Intel Extreme Masters odwiedzają naprawdę duże liczby osób. To wszystko jest skupione na jednej grze, która przez lata walczyła o wejście do mainstreamu. Nic więc dziwnego, że znajdują się chętni, którzy chcieliby spróbować swoich sił w walce terrorystów z antyterrorystami. Problem w tym, że próg wejścia przez nowicjuszy jest całkiem spory i łatwo się zniechęcić do wspomnianej produkcji. To, że jedni bez problemu się w niej odnajdują, wcale nie znaczy, że każdy od ręki osiągnie rangę “global”.

Counter Strike Global Offensive - zabity antyterrorysta

Dawno, dawno temu… przed CSGO

Dawno temu, gdy jeszcze CS 1.6 był na fali, nie do końca rozumiałem cały fenomen tego FPS-a. Grafika mocno odstawała od innych tytułów, jak ktoś zginął, to musiał czekać, aż runda dobiegnie końca, a samo strzelanie było dziwne i zupełnie inne. Znajomi mocno zagrywali się w ten tytuł, a ja do końca nie byłem przekonany, czy w ogóle warto się nim interesować. Po pierwszej imprezie w Warszawie, gdzie odbył się turniej Counter-Strike, postanowiłem jeszcze tego samego dnia, zakupić uwielbianą przez kolegów produkcję. Początki były naprawdę męczące, kompletnie nic nie rozumiałem i ginąłem na każdym kroku. Poświęciłem wiele godzin i musiałem prosić innych, aby dokładnie mi wyjaśnili, o co w ogóle chodzi w 1.6, bo kompletnie sobie nie radzę.

Minęło trochę czasu i w końcu załapałem podstawy,a nawet pojawiły się pierwsze osobiste sukcesy. Mogłem w końcu konkurować z innymi. Niestety, po wejściu Source nieco odpuściłem i raczej mało grywałem w CS-a. Dopiero zapowiedź Global Offensive przywróciła wspomnienia i znowu miałem ochotę wrócić do tej serii. Nie musiałem już nikogo prosić o pomoc, bo internet był pełen informacji, ale i tak trzeba było poświęcić wiele godzin, abym ponownie czuł się swobodnie na mapach. Dla mnie CS:GO nie skrywa już tyle tajemnic, co kiedyś, ale ludzie, którzy nigdy z dziełem Valve nie mieli styczności, będą mieli mocno pod górkę.

Poradniki to nie wszystko

Do tej pory na łamach Antyweb pojawiły się cztery części mojego poradnika, dzięki którym o wiele łatwiej można wejść do świata Counter-Strike: Global Offensive. To tylko teoria, którą i tak należy przetestować w praktyce, aby cokolwiek w pełni zrozumieć. Na szczęście, część rzeczy można obejrzeć także na YouTube, albo podglądać najlepszych graczy, jak oni się zachowują i działają na mapach. Każdy jest w stanie zebrać trochę wiedzy, zanim zaopatrzy się we wspomnianą produkcję i zacznie swoją zabawę. Doskonale jednak wiem, że mało kto tak robi, a potem jest wielkie rozczarowanie, bo CS jest zupełnie inny niż Call of Duty, Battlefield, Halo, Killzone czy Titanfall.

Wymieniam FPS-y, ale te produkcje są o wiele prostsze dla nowicjuszy. Poruszanie się jest przyjemne, po śmierci wracamy na mapę, najczęściej kilka kul nikogo nie powala na ziemię, a uzbrojenia nie trzeba kupować co rundę. Nic więc dziwnego, że to właśnie te gry są częściej wybierane przez “niedzielnych graczy” niżeli popularny tytuł esportowy. Valve postarało się w miarę możliwości pomóc tym, którzy zdecydowali się na ich dzieło, ale i tak te wszystkie różnice względem “prostszych marek” są dość znaczące. Tryb deathmatch, możliwość treningu z botami, poziomy stworzone przez fanów, specjalne mapy do ćwiczeń i tak dalej. Trochę tego jest, ale nadal pozostaje wiele aspektów, których nowicjusze po prostu muszą się nauczyć.

Counter Strike Global Offensive - antyterrorysta w powietrzu

CSGO jest specyficzny

W CS:GO każda broń zachowuje się inaczej, mają różny rozrzut, ilość naboi, konkretny zasięg, a także swoją cenę. Samo poruszanie się postacią jest inne, nasz zawodnik nie będzie ciągle biegał sprintem, skakał w taki sam sposób czy wspinał się po ścianach. Kilka kul zabija, trzeba czekać, aż reszta skończy walkę lub uda się zdetonować bombę. Do tego dochodzą granaty, ich działanie, możliwości i odpowiednie rzuty. Dobre poznanie map, wszystkich miejsc, skąd się wychylać, jak wysoko trzymać celownik i tak dalej. Wymieniłem sporo elementów, które tyczą się trybu rankingowego, ale jeżeli ktoś planuje z dłuższą zabawę z CS-em, tak czy inaczej, skończy w pojedynkach 5 na 5. To one stanowią esencję i największą zaletę omawianej produkcji, a jednocześnie są najbardziej wymagające. Tytuł ten wymaga sporo treningu, mnóstwo planowania, dobrej komunikacji, opanowania ekonomii i wiele więcej. Nie trzeba oczywiście tego wszystkiego znać od razu, ale po pewnym czasie będzie to wymagane do awansu na wyższą rangę.

Sam przez to przechodziłem i o mało się nie poddałem. Dzisiaj nie żałuję podjętej decyzji, ale doskonale rozumiem, dlaczego inni tak szybko rezygnują. Mając do wyboru tyle innych gier, które równie mocno potrafią wciągnąć człowieka, dlaczego warto się zdecydować na CS-a? Nie raz już mówiłem, że to koniec, że usuwam i nigdy nie wrócę, ale to jest trochę jak narkotyk. Szczególnie, jak ma się czworo wspaniałych ludzi w drużynie, z którymi żadna przegrana nie jest straszna, a każde zwycięstwo jest szalenie satysfakcjonujące. Zanim jednak ktoś się zdecyduje, to powinien dobrze poznać środowisko, samą grę i wszystkie zasady z nią związane. To nie jest tytuł, gdzie wchodzimy i wszystko nam wychodzi. Elementów do opanowania jest sporo, a sam po tylu latach uczę się nowych rzeczy, co także cieszy, bo udowadnia, jak bardzo rozbudowany jest Global Offensive.

Można kochać lub nienawidzić

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch grupach, które dość mocno niszczą całą społeczność CS:GO. Mowa oczywiście o cheaterach i smurfach. O ile pierwszych na pewno kojarzycie, tak drudzy to gracze, którzy najczęściej osiągnęli już najwyższą rangę i z różnych powodów kupuli kolejne konto do gnębienia innych. Nie wszyscy oczywiście, ale dużo takich ludzi gra na niższych szczeblach rankingu, tylko po to, aby pokazać, jacy to oni są dobrzy i wspaniali. Stawiam ich na równi z wszystkimi oszustami, bo tak samo psują całą radość z zabawy. To tak, jakby Cristiano Ronaldo poszedł do 2-3 ligi i cieszył się, że ciągle strzela bramki. Fani niedozwolonych „wspomagaczy” to plaga i problem każdego większego tytułu. Ciężką się ich pozbyć, więc albo zaakceptujemy ich istnienie i obecność podczas meczów, albo będą nas ciągle niepotrzebnie denerwować. Byli, są i najprawdopodobniej będą. Nikt jeszcze skutecznej metody na nich niestety nie znalazł.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się proste, ale to właśnie te małe rzeczy mają tak wielkie znaczenie. Jeżeli nie graliście nigdy w żadnego CS-a albo chociaż ARMA czy Operation Flashpoint to od razu mówię, że czeka na was dużo pracy. Czy czas, jaki należy poświęcić, będzie wart zachodu? Ja uważam, że tak, ale to tylko jedna opinia. Omawiany tytuł nie jest drogi, więc można zaryzykować, ale zanim zaczniecie się denerwować, to dokładnie zbadajcie temat. Zacznijcie od poradników, filmików, prostszych trybów, a dopiero na samym końcu meczów rankingowych. Global Offensive potrafi być wspaniały, ale potrafi również podnieść ciśnienie i wzbudzić chęć złamania klawiatury.