Według Techcrunch, Chrome OS czyli system operacyjny tworzony przez Google ma objawić się w nadchodzących tygodniach. Świetna informacja szczególnie dla posiadaczy netbooków i podobnych małych niezbyt wydajnych komputerów. Wydaje się Chrome Os będzie celował głównie w tego typu sprzęt. Przy okazji Android 2.0 też objawił się internautom – Google wypuściło bowiem źródła tego systemu i podobno pojawiły już się pierwsze przeróbki pozwalające uruchomić go na HTC G1 (choć osobiście nie ryzykował bym chyba instalacji).

Nawet osoby, które raczej nie snują spiskowej teorii mogą zacząć się zastanawiać czy aby na pewno jest bezpiecznie powierzać tak dużo różnego rodzaju danych jednej firmie?

Zobaczmy jak wygląda sytuacja internauty, który zawierzył Google swoje dane. Zacznijmy od podstawowej usługi jaką jest wyszukiwarka. Raczej oczywiste, że w tym segmencie szczególnie osoba z europy nie ma racjonalnej alternatywy. Idąc za ciosem jeśli prowadzimy własny biznes czy też mamy własne „nieruchomości” w internecie to korzystamy z Adwords czy Adsense. Natychmiast też uruchamiamy statystyki Google ponieważ są świetne, powszechne i dość szczegółowe.

Dalej już jest z górki, Gmail w europie, na świecie Yahoo i Microsoft jeśli chodzi o usługę poczty elektronicznej. Raczej też trudno jest znaleźć lepsze rozwiązanie, odpowiednia pojemność skrzynki oraz możliwość dokupienia (tanio) odpowiedniej przestrzeni i Google łapie nas w kolejną usługę. Mając Gmail, nie można nie skorzystać z kalendarza a potem już tylko krok do pakietu biurowego. Wpadliśmy na całego? Moglibyśmy bardziej ponieważ część usług google jak chociażby Google Voice jest dla nas niedostępna (w chwili obecnej).

To jednak jeszcze nie koniec. Rozwijany system na telefony mobilne czyli Android z pewnością niedługo będzie walczył o pozycję lidera na tym rynku. Google nie odpuszcza, podpisując umowy z kolejnymi dostawcami urządzeń mobilnych. Lista już działających i zapowiedzianych urządzeń z Androidem sięgnęła już 50 egzemplarzy. Warto przy okazji wspomnieć, że nie mówimy tutaj o jakichś małych garażowych producentach lecz o firmach pokroju HTC czy Motorola.

Kropkę nad „i” postawi natomiast Chrome OS. System operacyjny na małe lekkie przenośne komputerki. Nie da nam on pewnie za dużego wyboru bo przecież wiadomo, że najlepiej będzie działał z Chrome (tak tak, zapomniałem o przeglądarce) który to pokaże nam jak szybko i ładnie integruje się z Gmail, kalendarzem, dokumentami i resztą usług.

Podsumowując, możemy „nie wychodzić” z Google i właściwie nawet tego nie zauważyć. Wprawdzie Google robi co może aby zapewnić naszym danym odpowiedni nadzór i przekazać nam jak największą kontrolę nad nimi to jednak umówmy się, że do tego typu zaawansowanych opcji zagląda pewnie co 100 internauta.

Zaczynam zastanawiać się też czy to błogosławione do tej pory wspólne logowanie do wielu usług nie jest tak naprawdę zagrożeniem. Wolałbym chyba jednak wiedzieć, że jeśli stracę z jakichś powodów dostęp do gmail-a to nadal będę mógł korzystać z innych usług na które jest odrębna umowa między mną a operatorem.

Nie chcę w tym momencie straszyć firmą Google do której mam nadal więcej zaufania niż do podwórkowych dostawców poczty. Łatwo jednak można wyobrazić sobie, że to osoba trzecia w jakiś sposób wykorzysta nasze dane a przez wszechobecność Google, rozmiar konsekwencji takiego zdarzenia będzie olbrzymi.

Zagrożenie jest moim zdaniem realne jeśli nie ze strony Google to ze strony tych którzy będą starali się wykorzystać każdy błąd tej firmy. Warto więc zastanowić się i jednak w pewien sposób dywersyfikować dostawców usług w internecie.

Ja za bardzo przyzwyczaiłem się do Gmaila i związanych z nim serwisów, natomiast dokumenty chyba niedługo przerzucę na platformę Microsoftu. Jeśli Google zrobi długo zapowiadany Gdrive czyli usługi hostowania plików to raczej też już nie będę pierwszy który skorzysta. Alternatywą będą znowu usługi Microsoftu (choć znajdzie się też sporo niszowych rozwiązań). Myślę, że takimi małymi krokami możemy wpłynąć na bezpieczeństwo naszych informacji w sieci.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://więcek.pl Łukasz Więcek

    Ja na szczęście jestem na tyle szarym człowiekiem, że nie mam w zasadzie nic do ukrycia. Nie robi mi więc różnicy, czy Google sprzeda komuś informacje o tym, czego szukałem w sieci, czy opublikuje gdzieś zdjęcia z naszej sesji ślubnej.

    Oczywiście w dużo gorszej sytuacji są wszelkie firmy i osoby z nimi związane. Tutaj jednak poufność danych ma większe znaczenie, a więc i przy wyborze usług, z których się korzysta, trzeba być dużo ostrożniejszym.

  • http://olgierd.bblog.pl Olgierd

    Ryzyko nie spoczywa raczej w miejscu „czy sprzeda” lecz „czy się wysypie”. Przypadki resetowania haseł bez możliwości ich odtworzenia czy w ogóle kasowania kont pocztowych były opisane, zaś jeśli takie hasło zapewnia nam dostęp do wszystkich usług z „G” w nazwie — to już faktycznie może być różnie.

    BTW runu na Google Docs w ogóle nie rozumiem. Co lokalnie to lokalnie IMHO.

  • Witek

    @Olgierd:

    BTW runu na Google Docs w ogóle nie rozumiem. Co lokalnie to lokalnie IMHO.

    LMAO AFAIK Co zdalnie to zdalnie IMHO, LOL

  • Anonim

    W przyszłości internet będzie się równał Google :)

    W sumie są jeszcze Google mapy, narzędzia dla webmasterów, komunikator Talk etc… Google wchłania nas w swój świat, aczkolwiek ja na razie darzę tę firmę dużym zaufaniem.

  • http://www.blog.gdaq.pl gdaq

    W przyszłości internet będzie się równał Google :)

    W sumie są jeszcze Google mapy, narzędzia dla webmasterów, komunikator Talk etc… Google wchłania nas w swój świat, aczkolwiek ja na razie darzę tę firmę dużym zaufaniem.

  • Pingback: popularne-strony: AntyWeb | » Chrome OS, Android, Gmai, Search – czas | flaker.pl

  • q

    jeśli chodzi o Gdrive, zawsze będzie można użyć szyfrowania wrzucanego pliku (choćby gpg). Na pewno pojawią się toole, które zapewnią przezroczyste korzystanie z zaszyfrowanych danych.

  • http://www.aviaservice.pl mbuklad

    Najważniejszą kwestią w przypadku użytkowania internetu jest odpowiednie zarządzanie swoimi danymi.
    Trzymając wyszystko na koncie google jesteśmy narażeni na wyciek danych poprzez nieuprawnione użycie naszego loginu i hasła. Sprawa jest o tyle niebezpieczna, że osoba włamująca się na nasze konto ma dostęp do wszystkich informacji; od zdjęć po dokumenty, kontakty itp.
    Jeśli mamy kilka kont u różnych usługodawców możemy rozrzucić nasze dokumenty, stosować różne hasła do usług i dzięki temu znacznie zmniejszamy prawdopodobieństwo kradzieży wszystkich informacji.

  • kogis

    Ale dla „poruszających się” w internecie integracja usług to rzecz kusząca i wielu wsiąka. Pod tym względem G rzeczywiście jest chyba najbardziej przyjazną firmą w całej sieci. I choć nie ma na razie podejrzewać G o złe intencje (fakt, zagrożeniem jest wysypanie danych) to i tak zaczynam zastanawiać się nad dywersyfikacją usług. Na razie chyba tylko dla psychicznej higieny:-)
    A co będzie jak wypali GWave?…

  • rafał.ronio

    Grzegorz, poruszyłeś DUŻY PROBLEM, jak wiemy zdarzały się już NIEUZASADNIONE blokady kont w Google, np. kiedy ktoś zainstalował GDrive, czyli nieautoryzowany przez google program robiący z poczty dysk sieciowy, Google za karę parę takich osób zbanowało.

    Co najgorsze, w takiej sytuacji poszkodowana osoba nie ma do kogo się zwrócić, bo Google to bardziej roboty niż ludzie, pisząc do ich centrum pomocy dostajemy dobrane przez robota szablonowe odpowiedzi wedle zawartych w pytaniu słów kluczowych => Dosłownie ŻYGAM JUŻ NA TĄKĄ OBSŁUGE GOOGLE! Stać ich na żywy support…

    Co tracimy z taką, często niezasadną blokadą konta w Google?

    - dokumenty, arkusze online
    - kontakty i emaile do znajomych
    - tysiące zdjęć i albumy z Picasa
    - historie statystyk swoich stron www z Analytics
    - tysiące zarchiwizowanych w GMail emaili, które są nieocenione (przynajmniej dla mnie)
    - wlasne dodane filmiki oraz ulubione filmy z YouTube (ten sam login z google)
    - notatki i wazne informacje z notatnika
    - historie spotkan i imprez z calendara
    - itp…

  • Mawek

    @hazan oczywiście podpisuje się rękoma i nogami pod Twoim wpisem, niestety na chwile obecna nie ma alternatywy, bo ku@:€a usługi Google działają bardzo dobrze i są wygodne.

    Fakt powoli robi nam się pewnego rodzaju matrix który na pewno w którejś chwili stanie się niebezpieczny. Zastanawiam się gdzie jest Yahoo/ms( ms -ok tutaj coś powolutku się kręci ale to mało).

    Ciekawie byłoby gdyby Apple się udzielalo, w sumie ostatnio było głośno o zastapieniu g maps przez applowy odpowiednik…

  • Kamil Trebunia (ffreak)

    Mam wrażenie, że Google robi to wszystko tak szybko, żeby nie dać konkurencji oraz rządowi USA (urzędom antymonopolowym itp.) czasu na reakcję – bo wiadomo, że wszystkie te instytucje działają ospale. Jeszcze bardziej moim zdaniem – Google stara się stać się wszystkim zanim jego podstawowy model biznesowy dopadnie kryzys. Jak to się może stać? Ano na wiele sposobów, bo Google źrodło utrzymania ma na tę chwilę zasadniczo jedno…

    Każdy pewnie czytał o tym, że Rupert Murdoch odgraża się odcięciem Googla od swoich stron (a przynajmniej Wall Street Jurnal) – chce mu zablokować możliwość indeksowania swoich treści – jak Google może na tym stracić? Ano tak, że TechCrunch sugeruje, by Murdoch dogadał się z Microsoftem/Bing i dał im wyłączność na indeksację jego treści, no i teraz pytanie – co jeśli Bing dogada się dodatkowo np. z New York Timesem i kilkoma innymi potentatami? Wiadomo przecież, że wydawcy prasy (podobnie np. firmy telekomunikacyjne) spluwają przez lewe ramię za każdym razem, gdy ktoś w okolicy wypowie słowo Google – nienawidzą go.

    Ale nie tylko to… Nie potrafię zweryfikować na szybko tej informacji, ale ktoś mi kiedyś powiedział, że Google dostaje 50% pieniędzy od wydawcy, które ten przeznacza na reklamy AdSense – JEŚLI TO JEST PRAWDA (poproszę, by ktoś to zweryfikował), to nawet jeśli będzie to logistycznie trudne, to NA PEWNO znajdzie się prędzej, czy później ktoś, kto te koszty zmniejszy wielokrotnie (może nawet powstanie jakiś zdecentralizowany system), a to zaboli Google bardzo, ale to bardzo mocno – kto wie, czy nie na tyle, że nie zacznie się załamywać pod własnym ciężarem – nie mogąc już udźwignąć tej gigantycznej liczby _darmowych_ usług, które świadczą. I co wtedy?

    To są oczywiście same spekulacje, ale wydają mi się ciekawe – do niedawna wydawało mi się, że Google będzie dominował przez następne stulecie przynajmniej, a jednak jak się zastanowić – nikt nie jest niezatapialny, a firmy takie jak Microsoft, Nokia, AT&T (i inni), czy nawet wydawcy (jak Murdoch) – mają takie zapasy gotówki, by jeszcze podjąć rękawicę i wygrywać. Całkiem możliwe jest też, że Google jest już ostatnim Gigantem w historii (tak jak Michael Jackson w muzyce pop), bo sieć być może ewoluowała na tylę (w dużej mierze dzięki G.), że wszystko nam się zdecentralizuje i zapanuje w końcu harmonia standardów :-)

  • Kamil Trebunia (ffreak)

    @rafał.ronio: Prawda, dlatego w którymś momencie trzeba będzie przesiąść się na Google Apps i zacząć płącić za Premier / Bussiness Edition, a przynajmniej tak by nakazywał rozsądek… Wtedy przynajmniej support jest i gwarantowany uptime i pieniądze wchodzą w grę, a wiadomo, że to wiele zmienia.

  • http://www.aviaservice.pl mbuklad

    Jedyne na co możemy liczyć to wiara w konkurencje. Tylko rozwój konkurencyjnych usług może się przyczynić do zwiększenia bezpieczeństwa naszych danych.

  • goldbug

    W google obecnie udział rządu amerykańskiego to bodajże blisko 50%. Nie jest to firma, której więc nadal można ot tak ufać tylko dlatego, że cały czas robi genialne aplikacje. W dobie realizującego się na naszych oczach systemu centralizacji władzy, gdzie otwarcie na spotkaniach G20, G7 itp. zaczyna się mówić o globalnym banku centralnym, globalnej walucie na razie funkcjonującej w postaci SDR oraz innych quasi ponadnarodowych regulacjach, Google naprawdę wyrasta do roli Wielkiego Brata, szczególnie przy zaangażowaniu agend rządowych.

    CIA szpieguje fanów Twittera i Facebooka
    http://vbeta.pl/2009/10/20/cia-szpieguje-fanow-twittera-i-facebooka/

  • http://www.ladnemiejsca.pl mastafu

    Za duże parcie Googli na opanowanie świata spowoduje tylko zbiorową nienawiść w niedługim czasie. To samo dzieje się z Microsoftem. Jest co prawda jedna różnica pomiędzy tymi firmami. Jedna wszystko ma drogie, druga wszystko daje za darmo.

    To może być czynnik opóźniający zniechęcenie do Googli. Ale upadek imperium jest nieunikniony.

  • Pingback: antyweb.pl: AntyWeb | » Chrome OS, Android, Gmai, Search – czas | flaker.pl

  • http://elpanda.blox.pl Elpanda

    wiara w konkurencje jest dobra, konkurencja jeszcze lepsza.
    problem polega na tym, ze google jest w stanie wykupic swoich malych, acz powaznych konkurentow – sytuacja sprowadzac bedzie sie wiec dalej do google/microsoft/(ew kilka innych firm), wszystkie male rozwiazania – jesli taka potrzeba zainstnieje moga zostac wykupione.

    ja osobiscie jestem wielkim fanem modularnosci rozwiazan i laczenia przez api/widgety serwisow – zeby docelowo miec rozwiazanie ‘best of the breed’ – niestety jednak wymaga to czasu – rozwiazanie googla bedzie rozwiazaniem z ‘pudelka’ i jesli nie bedzie wystarczajaco dobrej alternatywy – bedzie wymagalo naprawde mocnego zacisniecia zebow.

  • Pingback: popularne-strony: AntyWeb | » Chrome OS, Android, Gmai, Search – czas | flaker.pl

  • KenGogel

    Nikt nikogo nie zmusza do używania Google. Alternatyw jest wiele, począwszy od wyszukiwarek, a na usługach sieciowych skończywszy. Ja korzystam z Google dlatego, że daje mi przemyślany, prosty w obsłudze produkt. Jeśli mi się znudzi lub znajdę coś lepszego to go porzucę. To będzie taki mój mały rozwód z Google. Ale najpierw musi być lepsza partia. Bo kto się rozwodzi w ciemno :0

  • rafał.ronio

    to potwierdzony fakt że rząd USA ma aż 50% w Google ?! akurat nie ten rząd, władza kraju której szczerze nienawidzę za wieczne krętactwo i obłudę

  • Krzysiek

    Chłopcy, nie zapędzacie się nieco w tym antygooglizmie?
    Rząd USA nie ma żadnych 50% udziałów. Większość należy do Brinna i Page’a. Kolejnym największym udziałowcem bodajże pozostaje fundusz inwestycyjny, który pozwolił stanąć na nogi Google’om.

    Nie rozumie też krytyki blokowania kont GMail po użyciu narzędzi robiących z tego dysk sieciowy. Ktoś używa poczty niezgodnie z regulaminem, wręcz szkodzi usługodawcy w ten sposób – GMail nie powstał jako darmowy FTP.
    To, że stracimy dane w wyniku blokady konta to bardziej wina głupoty i lenistwa człowieka niż Google. Używam Picasa Web Albums jako backup zdjęć, ale w życiu nie skasowałbym tych zdjęć z dysku i zostawił Picasę jako jedyną kopię.
    E-maile można na bieżąco synchronizować z kopią na dysku poprzez wtyczkę Offline dostępną od dawna. Niemożliwe jest stracenie dostępu do konta YouTube, to cały czas są dwa oddzielne konta. Nawet jeśli jesteście zalogowani do Google’a a chcecie założyć konto YT, to zostaniecie wylogowani z konta googlowe’ogo. Jedynym usprawnieniem jest to, że można powiązać konta – YT sprawdza czy jesteście zalogowani w Google’u. Powiązanie kont można zawsze usunąć.

    Na alternatywy dla Google’a nie trzeba szukać. Jest ich masa. Zoho dla Google Apps, Flickr dla Picasy, MS i Yahoo dla poczty, i tak dalej, i tak dalej.

    Co do argumentu, że tylko 1 osoba na 100 chciałaby rzeczywiście zarządzać prywatnością konta Google’a – dowodzi to (jeśli to fakt), że zagraża nam WszechGoogle, czy raczej tego, że ludzi obchodzi wygoda, możliwości i cena usługi a kwestie prywatności są praktycznie pomijalne.
    Mi to wisi, lata i powiewa. Nie jestem przestępcą, niech sobie ktoś wyciąga moje dane. I tak są wybebeszone na Facebookach, forach. Dane firmowe są serwerze firmowym. Dlatego świetnym posunięciem Google’a jest umożliwienie stawianie własnych serwerów Wave – masz dostęp do całej technologii, ale dane są u ciebie. Wraz z postępami w rozwoju chmur ta tendencja może się nasilać – ci, którzy nie dbają o bezpieczeństwo będą trzymać dane u Google’a. Firmy swoje dane będą trzymać u siebie – bo faktycznie ważnych danych w chmurze, to zawsze zagrożenie i dyskomfort psychiczny ;]

    Dodatkową jasną stroną jest to, że Google nie zamyka danych w zastrzeżonych formatach. W razie utraty zaufania do nich całość danych można wycofać szybko i bez problemu. Firmy transportowe pewnie chciałyby mieć ten komfort możliwość zmiany jednej ciężarówki na inną (równie sprawną technicznie) ot tak :)

    Co do Wielkiego Brata. Raz, że dla agencji rządowych nie ma znaczenia z jakiego serwisu korzystasz, znając IP użyte do połączenia w jednej usłudze, z palcem w tyłku wytropią cię w innej.
    Druga rzecz: Google często samo dba bardziej o prywatność użytkowników niż oni sami. Świetnym przykładem jest Dashboard. Czy pozostawienie oddzielności kont Google i YT.

  • rafał.ronio

    @goldbug


    po co ludzie jak goldbug sieją tak żenująco niesprawdzone fakty jak ten z 50% udziałem rządu USA w Google ?! ehhh polska tradycja, teorie spiskowe

  • Pongo

    @goldbug

    Przestań straszyć niesprawdzonymi informacjami. Google jest jak najbardziej w rękach prywatnych. Owszem, firma jest notowana publicznie, ale jej inwestorzy są jak najbardziej prywatni. Zupełnie nie wiem skąd wziąłeś info o tym, że jakikolwiek rząd ma udziały w tej firmie. Warto zaznaczyć, że założyciele Google (dwie osoby fizyczne!) posiadają w tej chwili pakiet kontrolny tego przedsiębiorstwa.

    Nie ma sensu też bać się SDR – nie mają one bowiem żadnych atrybutów waluty światowej – są to tylko jednostki rozrachunkowe banków centralnych i normalny człowiek na oczy ich nigdy nie widział. Już bardziej światowy jest dolar amerykański czy euro.

    A jeśli chodzi o CIA – to przecież znana od pół wieku agencja wywiadowcza, nie ma nic dziwnego ani niepokojącego w jej działalności. Szpieguje ludzi od bardzo wielu lat i ani Facebook ani Twitter nic tu nie zmienia. Tyle, że CIA nie szpieguje ciebie ani mnie – na jej oku są ludzie i rządy, które stanowią zagrożenie. My ich nie interesujemy – no chyba, że masz bombę atomową w piwnicy to wtedy rozumiem.

  • Krzysztof

    Zgodzę się ze swoim imiennikiem Krzyśkiem natomiast autorowi bloga – Hazanowi – należą się podziękowania za kubeł zimnej wody. Myślę, że nie chodziło mu obrzydzenie nam usług Googla ale o to żebyśmy głowy mieli między ramionami. Przynajmniej ja tak to odebrałem. Zgodzę się, że nasze dane przez głupotę (najczęściej naszą) mogą wyciec a to faktycznie jest niebezpieczne lub co najmniej niekomfortowe. Natomiast… Google raczej nie obchodzą dane jednostki. My użytkownicy Googli tworzymy społeczności albo inaczej świadomość zbiorową (jak przesadziłem to przepraszam :) ) i te dane są dla działalności tej firmy baaardzo cenne. Wręcz strategiczne sugerując się ich obecnym sposobem pozyskiwania środków pieniężnych. Bez nas – użytkowników – firma finansowo nie istnieje tym bardziej, że alternatywnych usług nie brakuje (nie zastanawiam się tu nad ich jakością). Google nie dopuści to tego. Inna kwestia która mi po bańce chodzi to rola Wielkiego Brata. Pozostawiam tylko pod rozwagę drugi, alternatywny i skrajny scenariusz – co jeżeli Google udaremni zamach terrorystyczny, odnajdzie zaginioną osobę, odkryje nadciągającą pandemię? Czy w takim przypadku pasuje nam taki Wielki Brat. W sumie dlaczego Google miało by na nas ząbki pokazać? Może właśnie ta druga rola będzie celem Google. Ale to są moje rozważania tak samo realne lub nie jak teorie spisowe, które sugerowano wcześniej… Pozdrawiam.

  • http://pinklove.pl sklep

    G jest zagrożeniem, ale tylko dla osób prywatnych. Każdy kto korzysta za darmo z darmowych rozwiązań, jest na to narażony. Choć od G wymaga się więcej bo jest to Duże G. Jak poda Gmail to globalny internet siada ze względu na ruch wygenerowany tym faktem…. a kto używa Gmaila? Duże korporacje?

    Czy ktoś z was posiada tak ważne i wartościowe prywatne dane, które trzyma w GDocs czy też w Gmail, że wyciek ich dla przypadkowego „hackera” ma wartość? No może fakt, wycieku informacji, kiedy idę do „cioci na imieniny” jest ważki i wartościowy….

    Jeśli tak, to zapraszam: http://katalog.onet.pl/1026,bezpieczenstwo-sieci,k.html

    Dane są tak bezpieczne, jak bardzo o nie dbacie…. jeśli oddajecie swoje dane do darmowego dostawcy, bez gwarancji, umowy.. to wasz problem.

    Ktoś z was kupi coś w sklepie internetowym, jeśli nie ma tam podanego numeru telefonu i adresu a jedyną opcją kontaktu jest formularz na stronie?

  • JanSobieski

    @goldbug:

    W google obecnie udział rządu amerykańskiego to bodajże blisko 50%

    http://finance.yahoo.com/q/mh?s=GOOG

  • specnaz

    Boje sie grekow nawet gdy przynosza dary
    http://prawo.vagla.pl/node/8076

  • Pingback: antyweb.pl: AntyWeb | » Chrome OS, Android, Gmai, Search – czas | flaker.pl

  • Pingback: popularne-strony: AntyWeb | » Chrome OS, Android, Gmai, Search – czas | flaker.pl

  • tomek

    http://www.dataliberation.org/

    odpowiednik microsoftu? odpowiednik apple? odpowiednik yahoo? odpowiednik wszystkichconarzekaja?

    to apropos podejscia do wolnosci naszych danych. wystarczy teraz cisnac googla i niedlugo mam nadzieje nie bedzie problemu z przerzucaniem naszych danych z jednego serwisu na inny. ale i tak CIA to wszystko obserwuje wiec to wszystko na marne – pamietajmy, ze internet to wynalazek usa i oni panuja nad dns-ami :)

    generalonie porazka to nasza przyszlosc

    nie balbym sie googli w obecnej formie – bardziej obawialbym sie tego, ze faktycznie ich ktos przejmie, nazwijmy to wrogo. nie bardzo jednak lubie zajmowac sie problemami ktore nie istnieja.

    chcialem kiedys nie miec konta bankowego – zaden pracodawca teraz nie wyplaca kasy gotowka. jestesmy skazani na obserwowanie. chyba ze ktos chce funkcjonowac jak RST (szanuje go za osiagniecia, ale czasem ma paranoiczne pomysly)… ciagla walka z systemem :)

  • Coward Anonymous

    Nie mysle, zeby rzad US mial 50% w Google, ale kontrole nad spolkami prywatnymi w obecnej rzeczywistosci trzyma sie podobnymi metodami jak p. Bondaryk to robi w Polsce.

  • http://mm1234@vp.pl Anonim

    Nie boję się googlaków. Recepta jest prosta: naprawdę ważne rzeczy trzymamy na swoim hdd (najlepiej zduplikowane na innym nośniku np. flash), a mało ważne i np. jak chcemy pracować w różnych miejscach, to do googla.

    Z tymi prywatnymi serwerami vawe to dobra myśl: łączy zalety cloud computingu, z prywatnością normalnego computingu. Podobnie jak te narzędzia do offline’owej pracy z google (google gears). Dopóty, dopóki jest wybór, czy robimy offline, czy synchronizujemy, i kiedy, nie ma się czego bać.