1

ChameleonMask: wynajmij człowieka z tabletem na głowie i… puść go w świat

To musiało powstać w Japonii. Wiem, stereotypowe podejście, ale ilekroć trafiam na dziwne pomysły, w głowie wybrzmiewa hasło "pewnie z Japonii" i nierzadko okazuje się, że mam rację. W Polsce chyba nikt nie wpadł na pomysł, by wysyłać na koncert, spotkanie ze znajomymi czy randkę sobowtóra z tabletem na głowie. Tak, właśnie na tym polega ChameleonMask - to rozwiązanie dla ludzi, którzy nie chcą wychodzić z domu, ale jednocześnie chętnie by się gdzieś pokazali. Najśmieszniejsze jest to, że ludzie mogą być tym zainteresowani. Chociaż, czy to jest śmieszne?

ChameleonMask na razie jest w fazie projektu – nie ma gotowego produktu, przygotowanej usługi. Stojący za pomysłem Jun Rekimoto opowiedział o tym ne konferencji w Singapurze, pokazał w czym rzecz. Po świecie i Sieci rozniosło się to jako „ludzki Uber”, ale to określenie jakoś nie przypadło mi do gustu – to coś więcej, niż użyczanie swojej własności, mamy do czynienia z oddawaniem siebie i praktycznie wymazaniem osobowości na jakiś czas. Dużo bardziej pokręcone niż podwiezienie innego człowieka z miejsca A do B.

Projekt zakłada, że osoba, która nie chce lub nie może pojawić się w jakimś miejscu, wyśle tam swoją podobiznę. Wielka nowość? Nie do końca – już kilka lat temu podczas targów CES moja twarz trafiła na ekran zamontowany na robocie i jeździła po stoisku producenta. Cel? Wspominano głównie o telekonferencjach: szef czy pracownik, który nie może brać udziału w spotkaniu pojawia się na wyświetlaczu, ale nie jest statyczny – może się przemieszczać po sali czy nawet budynku. Prezes, który lubi się przechadzać za plecami pracowników mógłby za nimi jeździć robotem. A raczej jako robot. Może dziwne, ale do przyjęcia.

W przypadku ChameleonMask twórca doszedł do wniosku, że patrząc na tego robota z ekranem nasz mózg stwierdza, że coś jest nie tak – to nie człowiek. I tu pojawia się osoba do wynajęcia, surogat, który zakłada na głowę kask z ekranem: jego twarz znika, pojawia się oblicze klienta. Najlepiej, gdy wynajmowany człowiek przypomina płacącego posturą – wówczas może się ubrać podobnie i… Kto wie – może pracownicy pomyślą, że za ich plecami naprawdę chodzi szef? Ciało podobne, ubranie dobrze znane, twarz i głos prezesa. Znajomym w barze też przestanie przeszkadzać zastępstwo przy piwku, kobiecie na spacerze może się wydawać, że idzie z nią koleżanka, a nie wynajęta osoba.

Niemożliwe, by to się przyjęło? Cóż, o wielu rzeczach pewnie tak mówiono, a potem… Nie brakuje ludzi, którzy nie chcą/nie lubią wychodzić. Sam znam człowieka (z Polski), który panicznie boi się kontaktu z innymi ludźmi – w grupie zaczyna się pocić, gdy ma się odezwać, głos się łamie. Kto wie, może świadomość, że jest bezpieczny w domu, lecz jednocześnie może coś przeżyć, sprawiłaby mu radość? Byłby zachwycony faktem, że jego twarz pojawiła się na koncercie czy w muzeum (nawet na ekranie tableta), a on nie musiał przebywać wśród ludzi.

Na pierwszy, ale też drugi rzut oka ChameleonMask jest pomysłem pokręconym. Co więcej, na razie ma bariery techniczne, bo osoba w kasku z tabletem na czole/twarzy pewnie niewiele widzi. Ale to zacznie się zmieniać. A z czasem pojawią się roboty, np. te od Boston Dynamics i będą mogły wiernie oddawać nasz wygląd – także twarzy. Może stanąć na tym, że część osób zostanie w domu, by… sterować robotem, który przeżyje za nich przygodę. Niemożliwe? Pożyjemy, zobaczymy…