18

Humble Capcom Rising Bundle – wiele świetnych gier za bardzo małe pieniądze

Humble Capcom Rising BundleHumble to 10 gier Capcom w bardzo atrakcyjnych cenach. Warto rzucić okiem, bo to fajna okazja by zapoznać się z ciekawymi produkcjami.

Co kupimy w Humble Capcom Rising Bundle?

Progi wpłat są trzy i wyglądają następująco:

1 dolar

Jeśli zdecydujecie się zapłacić 1 dolara, otrzymacie klucze do trzech gier – Strider, Umbrella Corps i DmC: Devil May Cry

średnia wpłata – na chwilę obecną około 7 dolarów

Jeśli zdecydujecie się zapłacić średnią (cały czas zmieniającą się) kwotę, czekają na Was klucze do: Strider, Umbrella Corps i DmC: Devil May Cry, Umbrella Corps Deluxe Edition Upgrade Pack, Dead Rising 2: Off the Record, Resident Evil HD, Resident Evil 0 HD i Resident Evil 6.

12 dolarów

Najwyższy próg to natomiast klucze do: Strider, Umbrella Corps i DmC: Devil May Cry, Umbrella Corps Deluxe Edition Upgrade Pack, Dead Rising 2: Off the Record, Resident Evil HD, Resident Evil 0 HD, Resident Evil 6, Dead Rising 2 i Dead Rising 3: Apocalypse Edition.

Jak sami więc widzicie, niezależnie od wpłaconej kwoty czeka Was sporo zabawy. Chciałem napisać, który z tych tytułów polecam, ale tak naprawdę polecam wszystkie – szczególnie jeśli spojrzeć na cenę, jaką trzeba za nie zapłacić. W zasadzie jedynym problemem może być czas, bo jego niestety w paczkach Humble Bundle nie dodaje, a w zasadzie każda z zaproponowanych gier to wiele godzin zabawy. Nie, no dobrze – Resident Evil 6/10 i nie bójmy się o tym mówić, ale za takie pieniądze głupio tej produkcji nie sprawdzić i nie ocenić samemu.

Oczywiście tak jak to zawsze w przypadku akcji Humble Budle, również tym razem możecie zdecydować o tym na jakie cele zostaną przeznaczone wpłacone przez Was środki. Możecie je na przykład w całości lub w części przeznaczyć na cele charytatywne, do czego oczywiście gorąco zachęcam. Akcja będzie trwać 2 tygodnie.

  • Artur Łukasz
    • Driggooziz

      Ty się śmiejesz z Januszowania, a G2A i Kinguin zrobiły z tego biznes ;)

    • Feniks06

      I teraz się zastanawiam, która z waszych wiadomości mnie bardziej zasmuca/bawi ;)

    • indy

      A je nie rozumiem czepiania się Januszów. Gość wykłada pieniądze, tyle ile życzył sobie twórca. Wykorzystuję niewiedzę innych, że coś można było kupić taniej, ale taką zasadę wykorzystują kupcy od tysiącleci. Ryzykuje też tym, że zostanie z niepotrzebnymi kodami. W czym problem?

    • Feniks06

      W sytuacji gdy mówimy o kodach czyli jakimś tam zasobie odnawialnym to pal licho. Jednak mało co mnie tak drażni jak właśnie przedsiębiorcze Janusze wystające na pół godziny albo godzinę przed otwarciem biedronki by tylko towar z promocji kupić i już za pół godzinki sprzedać na swoim kramiku na lokalnym bazarku.

    • indy

      Tu akurat jest wina dyskontów. Sam ze dwa razy chciałem coś kupić z gazetki, a obsługa mi mówi, że tylko 6 sztuk na sklep przyszło.

    • Feniks06

      Zatowarowanie to już inna bajka. Natomiast przyszło by 12 to by Janusze wykupiły 12. Ja pamiętam co się działo jak była promocja że cukier o 40 gr był tańszy. Janusze z całą rodziną biegali w tą i z powrotem z wózkami wypełnionym cukrem

    • indy

      To wciąż wina sklepu. Jeśli oferują towar w cenie poniżej jego wartości tylko po to, by mieć fajne zdjęcie w gazetce, to nie dziw się, że ktoś to wykorzysta. Czy na handel, czy dla siebie.

    • Feniks06

      Nie, zgodzę się że to sklepy wina ze ludzie Januszują. Mój punkt widzenia jest taki…. Sklepy te są nakierowane na konsumentów. Januszowaniem natomiast jest dla mnie gdy ktoś wykorzystuje promocje skierowane do konsumentów do prowadzenia swojej super ekstra działalności gospodarczej. Bo myślę sobie tak… Skoro jest jakaś promocja i jakiś randomowy człowiek może kupić sprzęt dla Siebie czy na prezent taniej bo może inaczej by go nie było stać to super. Natomiast niezależnie od tego czy sklep by rzucił 1 szt czy 100 to gwarantuje Ci ze będzie zlot Januszy biznesu którzy kupią wszystko co jest.

    • indy

      Nie. Gdyby zatowarowanie odpowiadało potrzebom, to nikt by na bazarkach nie kupował, tylko w biedronkach. Pomyśl tak: jeśli sklep wystawia przedmiot warty 200 zł (bo po tyle chodzą podobne) za 120 zł, to przyciąga klientów. Jeśli przedmiotów jest 6 na sklep, to to przyciągnięcie kosztuje sklep 480 zł, czyli grosze. I co z tego, że na sześciu szczęśliwców przypada kilkaset tych, którzy się nie załapali. Oni też coś tam kupią jak już przyszli, choćby spożywkę. I to jest forma oszustwa.
      Sam miałem sytuację jak w gazetcę widzę ciekawą zabawkę, opowiadam o tym dziecku i na drugi dzień jedziemy na zakupy (pod kątem tej informacji wybrałem sklep, gdzie zrobię tygodniowe). Zabawki już nie ma i ja muszę wyjść jakoś z twarzą, bo obiecałem, więc kupuję coś droższego i mniej fajnego, co akurat jest. Ja jestem niezadowolony, dziecko też, a sklep tak.

    • Feniks06

      A nie przyszło Ci do głowy że gdyby kie Janusze to nie musiałbyś stać pod sklepem 2 godziny przed otwarciem by móc kupić towar? Poza tym mówimy o promocji… Ona z definicji ma ograniczony czas, dostępność i wyjątkowy charakter. Promocja swoim zakresem w żadnym wypadku nie musi odpowiadać popytowi. Wiesz o tym dobrze.

    • indy

      Jeśli chętnych jest 300, a towarów 6, to co mi za różnica, czy wcześniej kupił Janusz na bazar, czy ktoś co chciał dla siebie? Nie jestem z tych, co stoją przed dyskontem 2h przed otwarciem, ale z drugiej strony jest to jakaś praca i jakieś poświęcenie. Czemu ktoś by nie miał na tym zarobić.
      Rozróżnijmy też promocję od oferty. Producent robi promocję obniżając znacznie cenę, by więcej ludzi się zapoznało z produktem i być może kupowało go po normalnej. Oferta to to, że w czwartek możesz kupić konkretny produkt. Nie oznacza to, że w piątek będzie droższy. I tak w moim przykładzie 6 osób kupi, a 294 w praktyce zostały oszukane.

    • Feniks06

      „Nie jestem z tych, co stoją przed dyskontem 2h przed otwarciem, ale z drugiej strony jest to jakaś praca i jakieś poświęcenie. Czemu ktoś by nie miał na tym zarobić.”

      No to zobacz inny przykład z tym samym mechanizem. Chcesz iść np na koncert. Bilety są dajmy na to po 200 zł. Chcesz bardzo pójść. No ale niestety 15 minut po starcie sprzedaży nie było już biletów. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to że 60% biletów można kupić na allegro i innych koników. Tyle że już nie za 200 a 700 zł. To są dla mnie Janusze biznesu na działalności których tracą Ci normalni klienci. Ktoś to nazwie przedsiebiorczoscia… W końcu o to chodzi. Taniej kupić, drożej sprzedać. Ja to jednak nazywam Januszowaniem.

      Moja definicja promocji też się różni od Twojej. Promocja może promować równie dobrze sam produkt jak i miejsce sprzedaży. I tego rodzaju promocje robi między innymi biedronka.

      We wcześniejszym komentarzu pisałeś że dla biedronki takie promocje to grosze. Czy aby na pewno? Weźmy Twój przykład. 480 zł na sklep. Na koniec 2016 roku biedronka miała 2722 sklepy. 2722 x 480 zł = 1 306 56 zł. Tylko na jedną akcję promocyjna z jednej gazetki. Ile takich akcji jest w miesiącu, roku? Załóżmy że na sklep będzie załóżmy 50 szt. Koszt akcji to już blisko 11 mln zł. A mówimy przecież tylko o maksymalnie uproszczonym modelu który nie uwzględnia miliona innych czynników. Cała logistyka, magazynowanie, dystrybucja, nie sprzedane sztuki itp itd.

    • indy

      Dyskonty na szczęście nie robią takich akcji nagminnie, ale czasem robią. Policz w dół, 480 zł na 300 nagonionych to poniżej 2 zł za sztukę klienta. Raczej zwróci się w zakupach. Fakt, że te 300 wziąłem z sufitu, ale wydaje mi się prawdopodobne.
      Co do koników to też nie przepadam, ale jest jeden protip: przychodzisz na koncert na czas, albo ciut po i zwykle masz oferty przed drzwiami nawet rzędu połowy oficjalnej ceny. Bo za dwie godziny ten papierek będzie warty 0.

  • Tomek Zaczyk

    Umbrella Corps też polecasz? No wiesz co? :/

  • Vir

    Kupione, dzięki :)

  • Snowsky

    Zadziałał na mnie szał zakupowy. Wziąłem środkową paczkę i tak na prawdę nic ciekawego w niej nie ma :(

    • Vir

      Residenty 1 i 0 HD są, no i 6 :) Za 7 dolców to prawie jak za darmochę.