29

Byłem hejterem, ale teraz biję się w pierś – mobilne głośniki są super

Apple HomePod czy Google Home to głośniki, którymi sterujemy głosem i które zajmują jedno, konkretne miejsce w naszym domu. Na rynku znaleźć jednak można całe mnóstwo mobilnych głośników, za którymi stoją nie mniej znane i renomowane firmy. Zakup takowego nie wydawał mi się wcale uzasadniony, bo zazwyczaj jest to wydatek dość spory, a nie sądziłem, że tak dobrze mogą brzmieć te maleństwa.

W moje ręce trafiły dwa głośniki: JBL Go i JBL Flip 4. Dwa kompletnie różne urządzenia, ponieważ pierwszy z nich jest kanciasty i jest naprawdę niewielki, a drugi ma kształt cylindra, ale jego rozmiary nie pozwolą schować go do byle kieszeni kurtki, przez co jest mniej mobilny. Zazwyczaj jednak taki głośnik zabieramy w miejsce, gdzie wiemy, że będziemy potrzebować dodatkowego nagłośnienia – najczęściej okazuje się on dla mnie przydatny podczas wyjazdów i w celu zabicia ciszy w pokoju hotelowym. Inne scenariusze użycia to domek letniskowy (byle nie plaża!) lub własna działka.

Jeśli uwielbiacie muzykę, to wiecie o czym mówię. Zdarza się, że pracując nad tekstem lub po prostu korzystając z komputera chciałbym posłuchać ulubionej playlisty czy albumu – są wtedy tylko dwa wyjścia: słuchawki lub głośniki laptopa. Jeżeli nie podróżujecie z gamingowym laptopem z odpowiednim nagłośnieniem, to nie widzę powodów ku temu, by słuchać muzyki bezpośrednio z laptopa. Ze względu na specyfikę obowiązków zawsze towarzyszą mi komputery smukłe i raczej niewielkie, więc zdarza się, że niektóre smartfony brzmią dziś lepiej niż konkretny laptop. Ale gdy sięgnięcie nawet po JBL Go, to zrozumiecie, że gra jest warta świeczki.

Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, jak świetnie brzmią. W szczególności mniejszy JBL Go, po którym w życiu nie spodziewałbym się na tyle głębokiego dźwięku. Daleko mu oczywiście do klasycznych kolumn, a nawet tańszych głośników komputerowych, ale w większości sytuacji sprawdza się doskonale, nie zajmując zbyt wiele miejsca w bagażu.

Prawdę mówiąc, zdarza mi się także korzystać z takiego głośnika także w domu, gdy na iPadzie mam okazję zobaczyć kolejny odcinek jednego z sitcomów – wcześniejsze modele tabletów Apple nie posiadają głośników stereo, a pojedynczy głośnik mono sprawia, że oglądanie czegokolwiek przyjemnością nie jest. Być może głośność i brzmienie byłyby jeszcze do zniesienia w większości przegadanych scen, ale jedno, niewycentrowane źródło dźwięku jest dla mnie po prostu dziwne. Drugą sytuacją, w której przekonałem się do mobilnego głośnika, jest słuchanie podcastu na przykład w kuchni przy niektórych obowiązkach. Jeden czy drugi głośnik mogę postawić w dogodnym dla mnie miejscu, podłączyć do któregokolwiek z urządzeń – smartfon czy tablet – i włączyć kolejny odcinek.

Obydwa głośniki pracują bezprzewodowo – za pomocą Bluetooth – ale bez przeszkód możecie podłączyć do nich również zwykły przewód 3,5 mm jack dzięki wejściu aux. Niezbędne jest jednak zasilanie wewnętrzne, więc głośnik musi być włączony a bateria naładowana. Zrobimy to za pomocą przewodu microUSB, więc producent nie silił się na szczęście na żadne wymysły w tej kwestii.

Nic odkrywczego? Być może, ale musiałem to z siebie wyrzucić, bo tak jak powiedziałem na początku nigdy wcześniej nie byłem przekonany do takich gadżetów i jeśli ktokolwiek z Was się zastanawia nad zakupem lub wątpi w sens posiadania choćby niewielkiego głośnika mobilnego, to po prostu daję znać, że to może być bardziej sensowne, niż sądzicie.