18

Buoy obniży rachunki za wodę. Skorzystałbym, ale nie za takie pieniądze

Czy mój dom jest inteligentny? Raczej nie - trudno znaleźć w nim smart rozwiązania, ale prawda jest taka, że wiele z nich uznaję za niepotrzebne: to przerost formy nad treścią. Czasem zdarza się jednak, że jakiś produkt przykuwa moją uwagę - tak jest z Buoy. To urządzenie i aplikacja, które mają pomóc ograniczyć zużycie wody w domu, a w efekcie ściąć rachunki. Kolejnym atutem jest monitorowanie wycieków i zamykanie instalacji, gdy pojawi się groźba zalania. Brzmi nieźle. Tyle, że to droga impreza.

Buoy na razie sprzedaje produkt głównie przez swoją stronę internetową. Znajdziemy tam cenę, która może zniechęcić nie tylko klientów z Polski: 799 dolarów. Ktoś powie: jest drogo, ale ten wydatek może się szybko zwrócić. Może. Tego niestety nie wiem, odpowiednich danych nie posiada też startup stojący za pomysłem, a to mnie już trochę zraża do gadżetu. Ale nie do samej idei.

Mamy do czynienia z urządzeniem dodawanym do instalacji wodnej. Mierzy ono zużycie wody przez domowników: dotyczy to zarówno kąpieli czy korzystania z kranu, jak i pracy poszczególnych urządzeń. Informacje przysyłane są na aplikację, z której klient dowie się, ile średnio miesięcznie zużywa surowca na kąpiele/prysznice, ile pochłania zmywarka, jak duże jest zużycie w toalecie. Sprzęt ma też informować, gdy wykryje jakiś wyciek i uzmysłowić użytkownikowi, ile wody marnuje się przez niewinne z pozoru kapanie z kranu. A gdy pojawi się duża awaria, np. pęknie rura, a domownicy będą daleko od zaworu, sprzęt umożliwi zdalne zamknięcie dopływu wody. Ma sens?

Moim zdaniem ma. I nie ukrywam, że sam chętnie zobaczyłbym coś takiego u siebie. Jasne, mogę robić notatki siedząc przy wodomierzu i po kilku miesiącu badań wyciągnąć wnioski, ale łatwiej byłoby skorzystać z sensownej aplikacji, która pokazywałaby na bieżąco, gdzie mogę wprowadzić oszczędności, które pozwolą ściąć rachunki. To samo przetestowałbym dla instalacji elektrycznej i gazowej – to są pomysły, które przekonują mnie, że smart home ma sens i nie jest zwykłym skokiem na kasę.

Niestety dla twórców, nie dam się namówić na zakup sprzętu za kilka tysięcy złotych, jeśli brakuje danych dotyczących ewentualnych oszczędności. Może się przecież okazać, że to po prostu bardzo droga zabawka. Co prawda producent zapewnia, że sprzęt powinien służyć przez co najmniej dekadę (jednocześnie daje tylko roczną gwarancję) i w tym czasie można się spodziewać, że niższe rachunki faktycznie pozwolą odzyskać pieniądze, a przy okazji pomoże się środowisku, lecz to tylko spekulacje.

Ciekawym zagraniem startupu jest stosowanie porównania do Nest. Buoy przywołuje biznes, który narobił szumu na polu smart home i ostatecznie został kupiony za kilka miliardów dolarów przez Google – to ma pewnie przyciągnąć uwagę inwestorów i pomóc sprzedać kolejne przedsiębiorstwo. Problem polega na tym, że o Nest zaczęliśmy powoli zapominać, trudno stwierdzić, czy korporacja z Mountain View zrobiła na tym dobry interes i nie żałuje swojej decyzji. A w ostatnich miesiącach mieliśmy akcje, które osłabiły ideę smart home – wystarczy wspomnieć Juicero. Pisałem niedawno, że wyciskarka do soków skłoniła inwestorów do przyjrzenia się takim cudom, co doprowadziło m.in. do zamknięcia biznesu oferującego inteligentne zaparzacze do herbaty Teforia.

Nie zdziwię się, jeśli Buoy podzieli los przywołanych przed momentem projektów. Jednocześnie jednak wierzę w to, że takich inicjatyw będzie przybywać. A im większa konkurencja, tym lepsze działanie i niższe ceny. Przynajmniej w teorii. Pomocny może się okazać… wzrost cen wody – jej zasoby się kurczą, a popyt rośnie. Wypada zatem założyć, że prędzej czy później będę śledził na smartfonie zużycie wody w domu. Ciekawe, do jakich wniosków mnie to doprowadzi?

  • Mariusz Ostrowski

    Jak niby to urządzenie zakładane na rurę wodociągową zaraz za licznikiem wody rozpoznaje ile jej zużyto do pralki, ile do spłukania toalety, ile dla poszczególnych kranów??? Przecież każdy z tych punktów musiał by mieć założony przepływomierz, a do tego nie jest potrzebne to coś za $700.

    • Daniel Stawicki

      Dzięki analizie BigData i AI takie rzeczy można ustalić. Każde z tych urządzeń ma inny schemat pobierania wody i da się to pomapowac. Jednak nie za takie pieniądze. Za 100 USD ma to jak najbardziej sens, szczególnie ze wykrywa przeciek i jest w stanie odciac wode.

    • Tak, w rozsądnej cenie to brzmi naprawdę fajnie. Ale ta nie jest rozsądna.

    • mleczaj wełnianka

      na tej samej zasadzie jak google ustala czy poruszam sie rowerem, autem czy na piechotę?

      No niby działa ale…

    • czyli najpierw musisz podać wszystkie swoje urządzenia – nie dziwię się, że google mógłby to zakupić – im nie chodziłoby o projekt, ale o dane twojego sprzętu, aby jeszcze lepiej mogli „targetować” reklamy, no chyba, że wierzysz, że na podstawie zużywanej wody są w stanie wykryć czy masz franię czy wiatkę?

    • coś za coś ;)

    • MrVik

      Taaa, a jeśli biorę prysznic podczas pracy zmywarki, a w tym czasie dodatkowo jest odkręcony kran w kuchni, to niby jak to urządzenie ustali na co poszła woda? Dzięki BigData i AI można ustalać takie rzeczy w przybliżeniu, a niestety przybliżenie to za mało by wykazywać oszczędności. Zresztą samo określenie co zużywa ile wody, nie daje jeszcze oszczędności. Dopiero zmiana naszego korzystania z wody może coś dać. Zatem wywalanie takiej kasy na inteligenty wodomierz to bezsens.

    • Firma tego nie tłumaczy, ale odpowiedź Daniela brzmi rozsądnie – dzisiaj można takie rzeczy ustalić korzystając z tego jednego urządzenia.

    • przez „ustalić” rozumiesz „zgadnąć”
      ja rozumiem, że toaleta średnio zużywa podobną ilość wody, ale:
      jak wyliczysz spłukanie wody w czasie gdy pralka pobiera wodę?
      jak wyliczysz ile pobiera pralka i zmywarka uruchomione w tym samym czasie?
      jak ten system odróżni pęknięcie rury od podlewania ogródka?

    • Cóż, w jakimś stopniu faktycznie jest to zgadywanie. I nie twierdzę, że to jest idealne rozwiązanie – nawet nie miałem okazji go sprawdzić. Ale kierunek rozwoju uznaję za sensowny.

    • Bękart Mroku

      „jak ten system odróżni pęknięcie rury od podlewania ogródka?”
      To akurat proste. Wyśle Ci alert na smartfona, że masz wyciek i zaraz odetnie chyba, że zablokujesz odcięcie. Jak zablokujesz podlewasz ogródek jak nie to wyciek :D

      A co do reszty to może są jakieś różnice w przepływie pozwalające to zmierzyć? Mogliby się pochwalić jak to działa. Ale pomysł ciekawy. Najciekawsza jest detekcja wycieku. Ale to można za parę złotych mieć czujnikami wilgoci ;-) No ale smart nie będzie :P
      A co w sytuacji kiedy są dwa lub więcej pionów wodnych? Aplikacja umie zebrać dane z więcej niż jednego urządzenia?

  • doogopis

    Są tańsze.
    https://techcrunch.com/2016/01/06/effectively-monitor-water-use-in-your-home-with-calliope/
    Pic na wode fotomontaż troche. Bajer po czasie jaki pobierana jest woda bo kibel i pralka pobierają ją z cyklicznie według programu. Prysznic długo trwa więc może tak. No ale chyba nikt nie wierzy że bajer wie że woda płynie do kibla czy do kranu. Choć może mierzy siłe jaką trzeba by dostarczyć wode do danego punktu w domu,bo dłuższa rura wymaga więcej siły! I co za tyle siana za taki szajs!

  • normalny

    Po kiego mam wiedzieć ile wody idzie w kibel a ile do zmywarki czy pralki? Przecież nie wymienię tych urządzeń jak się okaże że jest o 5 litrów więcej niż mówi instrukcja. Po co mi informacja że dzieci zużywają więcej wody w sobotę, a ja w niedzielę? Po co mi maile, tabelki, wykresy i raporty wysyłane na maila?

    Wystarczy wodomierz i tyle.

  • PN27

    Płacę ok. 70 zł za trzy miesiące. Po ilu miesiącach zwróci mi się to urządzenie? Po 40 miesiącach osiągnę cenę tego sprzętu.

    • Driggooziz

      Nawet nie. Po 40 miesiącach zapłacisz około 1000, ale zł, a cena tego sprzętu jest podana w dolarach :)

  • Morski Morświn

    Ja to spuszczam wodę w kiblu bez żadnego wzoru bo raz dużo raz mało, raz sram w nocy raz nad ranem… a czasami to w ogóle nie spuszczam. Wszystko zależy co i ile zjem a i to nie daje 100% pewności. Raz po orzeszkach siedzę poł nocy na tronie a innym razem posucha przez dwa dni. Ta maszynka by mnie nie rozgryzła.

  • Driggooziz

    Bzdura. I gdzie wprowadzisz oszczędności? Prysznic ze stoperem będziesz brać? Herbatę robić w mniejszych kubkach? Już lepiej te pieniądze przeznaczyć na bardziej oszczędną pralkę lub zmywarkę.

  • demola

    Jezzzuuu…kolejny „smart” gadżet nic nie wnoszący do życia. Tak jak już tutaj wielu przedmówców zauważyło, wiedza że zmywarka zużywa tyle a tyle wody, czy że w toalecie zużyliśmy tyle, nie wnosi zupełnie nic. Jeżeli ktoś naprawdę szuka oszczędności to wystarczy chwila zastanowienia się nad tym czy może nie marnujemy niepotrzebnie wody np. odkręcając kran na full podczas mycia rąk, bądź zmywając w zmywarce naczynia zapełnionej tylko do 1/4, czy np stojąc pod prysznicem 2 godziny z wodą odkręcona na full. Ale do tego nie potrzeba gadgetu za gruby hajs, tylko chwilę pomyślunku i odrobinę samozaparcia żeby chcieć zmienić złe nawyki. Dodatkowo oszczędności idące za takimi zmianami to raczej „groszowe” sprawy, no chyba że ktoś faktycznie przegina z zużyciem wody. To tak samo jak te wszystkie sprzęty w najwyższych klasach energetycznych, typu zmywarki, lodówki itp. Często okazuje się że dopłacanie do klasy AAA względem pojedynczego A jest po prostu nieekonomiczne i nie ma szans żeby miało nam się zwrócić.