blood drive
13

Blood Drive – nowy serial gore, a w nim auta napędzane krwią

Postapokaliptyczny klimat, deficyt wody pitnej, baryłka ropy warta 2000 dolarów i walka o życie na ulicach. A pomiędzy tym wszystkim szalony wyścig, w którym do zdobycia jest góra kasy, a samochody napędzane są… krwią.

Gdy usłyszałem o Blood Drive, nowym serialu stacji SyFy (w Polsce pozostała nazwa Sci-Fi), na myśl przyszedł mi emitowany przed dziesięcioma laty inny serial: Drive. Choć niewiele na jego temat pozostało mi w głowie, to jednak bardzo szybko połączyłem obydwa tytuły. W Drive główny bohater wbrew swojej woli brał udział w wyścigu przez całe Stany Zjednoczone, miewając po drodze przeróżne dziwne przygody walcząc o przetrwanie. Ogólny zarys pokrywa się z tym, co oglądamy w Blood Drive, ale tym razem jest o niebo, niebo lepiej. No i ten klimat!

Blood Drive – gore, grindhouse

blood drive - zdjęcie 1

Blood Drive zapowiadało się na mało poukładany serial. Pierwszorzędną rolę miały odgrywać sceny akcji spychając fabułę na drugi plan. Na całe szczęście nic takiego nie ma miejsca. Opowieść śledzimy wraz z dwójką bohaterów, których losy łączą się dopiero w kluczowym momencie odcinka – rozpoczęciem wyścigu. Arthur to były-aktualny policjant – wszystko zależy od punktu widzenia – natomiast Grace młoda dziewczyna i kierowca jednego z potworów napędzanych ludzką krwią. Po sprywatyzowaniu policji Arthurowi nie przypada do gustu jej nowa odsłona – nie zgadza się z brutalnością z jaką zaprowadzają nowi oficerowie porządek na ulicach, ale musi się dostosować do nowych realiów. Grace ma bardzo jasny cel – potrzebuje gotówki, by pomóc siostrze. W wyniku kilku nie-zbiegów okoliczności obydwoje lądują w aucie na starcie wyścigu, w którym umierają pasażerowie ostatniego pojazdu docierającego do punktów kontrolnych.

Zabawa formą brutalnej, ale nie do przesady, produkcji bardzo mi się spodobała. Nie oglądamy zbyt wiele makabrycznych scen, a te których nie powinniśmy zobaczyć są w zgrabny sposób – za pomocą czarnego paska w wybranych miejscach na ekranie – wymazane. Krew leje się hektolitrami, ale wszystko utrzymane jest w raczej w atmosferze czarnego humoru, dlatego nikogo nie powinny zniesmaczyć sceny, gdy kierowcy karmią swoje samochody innymi ludźmi, a tryskająca krew pokrywa wszystko dookoła. A dzieje się to przy akompaniamencie rockowych kawałków nadających całości charakterystycznego nastroju.

blood drive - zdjęcie 2

Blood Drive – pierwszy odcinek staje na wysokości zadania

Pomysł na serial jest bardzo prosty, dlatego kluczową rolę odgrywa to, jak jest nakręcony. Choć stacja SyFy (Sci-Fi) ma w swoim dorobku wiele niesławnych tytułów, tak w przypadku Blood Drive trudno mówić o totalnym kiczu i niedopracowaniu. Pierwszy odcinek, zatytułowany The Fucking Cop, nie zawiódł zbyt niskim poziomem realizacji. To wciąż nie jest produkcja na miarę flagowych tytułów HBO, czy Netflixa, ale mnie – osobie uczulonej na niskiej jakości efekty specjalne – Blood Drive jeszcze nie zraził. Nie jest to z pewnością serial dla wszystkich, ale pierwszy epizod powinien rozjaśnić Wam sytuację.

Z przyjemnością zasiądę do kolejnych odcinków, które ShowMax pokazuje w Polsce zaledwie dzień po premierze w USA.