zdjęcie kobiety
195

Bloger, czyli szarlatan. Przypadek Moniki Czaplickiej udowadnia przykry trend

Słyszysz: "bloger". Co sobie myślisz? Przed oczyma masz te wszystkie wyjazdy, drinki i promki sponsorowane przez agencje PR? Uważasz, że to człowiek, który zna się tylko na "względnie poprawnym pisaniu", niekoniecznie mając pojęcie o podejmowanym temacie? Nie jesteś sam. Tak niestety uważa wielu innych ludzi i doprowadziło to do powstania niezwykle śmiesznej według mnie i smutnej sytuacji w polskich mediach społecznościowych.

Moniki Czaplickiej większości z Was przedstawiać nie muszę. Zrobię to jednak po to, by mniej zorientowani czytelnicy wiedzieli, z kim mają do czynienia. Otóż, Pani Monika to uznany w branży ekspert ds. marketingu w mediach społecznościowych. To dodatkowo autorka świetnych publikacji dotyczących hejtu w sieci oraz zarządzania kryzysem, który w czasach mediów społecznościowych i błyskawicznego obiegu informacji może mieć poważne skutki dla marki. Profesjonalizmu Pani Moniki udowadniać nie trzeba, ta osobistość właściwie sama się broni.

Zaangażowani politycznie „piewcy prawdy” przyjrzeli się wydatkom warszawskiego ratusza. Zirytowało ich, że urząd posiłkuje się usługami konsultingowymi „blogerki”

Specjalnie pominąłem w poprzednim akapicie fakt, iż Monika Czaplicka prowadzi również swojego bloga, gdzie dzieli się przydatną wiedzą z użytkownikami internetu. Jej publikacje często rzucają nowe światło na powstałe wcześniej kryzysy w mediach społecznościowych, wzbogacane są o obszerne i trafne analizy. Zwracają uwagę na to, co się udało, co nie i co można było zrobić nieco lepiej. Czyli jest blogerką. Z pewnością jednak nie szarlatanem.

Ktoś, kto jest odpowiedzialny za obywatelskie rozliczenia warszawskiego ratusza jednak albo ma bardzo wąskie horyzonty, albo po prostu zapomniał o odpowiednim researchu. Owszem, Pani Monika wpisuje się w definicję blogera, ale to nie jest jej jedyna profesja. Jako, że w krytycznych wpisach w mediach społecznościowych wspomniano tylko o tej jednej sferze działalności Pani Moniki, rozpętała się malutka „burza”, albo jak kto woli – „minikryzys”, śmieszny skądinąd. Bo ratuszowi doradzała blogerka. Jakaś tam „Monika Czaplicka”. Może podróżniczka, może szafiarka znająca się z Kasią Tusk, albo ktoś pokroju Sexmasterki. Bloger – to nie brzmi przecież dumnie.

Pal licho jednak fakt, że Monika Czaplicka to jedna z niewielu kompetentnych osób, by doradzać w kwestii dobrego rozgrywania kryzysów, a tych w ratuszu nie brakuje. Dobrze wiadomo, że obecna prezydent Warszawy nie ma obecnie dobrej passy, jeżeli chodzi o jej wizerunek i dobrze by było przynajmniej zminimalizować skutki powstałego kryzysu. Co ciekawe, w wydatkach ratusza widnieje „jak wół”, że Monika Czaplicka, a dokładniej firma WOBUZZ otrzymała w zamian za konsulting 7 000 PLN. Dużo? Niedużo? Według mnie nie jest to najwyższa kwota, jaką można by było „zaśpiewać” za tego typu usługi. Ponadto, nie jest to też suma, o którą należy kruszyć kopie.

Lemingopedii i innym grupom niosącym nadzieję dla „lemingów” przeszkadzało jednak to, że ktoś w ogóle prosi blogera o pomoc

Bo bloger jest „be”. To taki sobie człowieczek, który siedzi sobie w Starbucksie, pisze o tym, że go noga boli, albo że pies mu narobił do kapcia. Ewentualnie fajnie się ubierze, wrzuci kilka fotek na bloga oraz SM i dostaje za to miliony monet. Czasami, jak się nieco „zważy”, albo i blanta przysmaży, to wywoła jakiś dziwny kryzys, bo w odważnym wpisie sprowokuje swoich odbiorców. Ewentualnie obrazi innego blogera w materiale wideo i nastaje drama, która rozgrzewa branżę przez kilka następnych dni.

Oczywiście, są blogerzy i… blogerzy. W tej grupie znajdują się osoby, które są znane tylko z tego, że w jakiś szczególny dla ich odbiorców sposób po prostu istnieją. Mam styczność z takimi twórcami (nazywającymi się blogerami), którzy żyją z ładnego ubierania się do zdjęć, ale także z tymi, którzy codziennie harują w pocie czoła nad innowacyjnymi projektami, które następnie w ich branżach stają się tworami wręcz kanonicznymi. Czy mam coś do tych pierwszych, „mniej pożytecznych”? Absolutnie nie. Ich odbiorcy ich potrzebują. A oni mają z tego korzyści. To się po prostu dzisiaj sprzedaje.

Ale należy sobie wyjaśnić – nie każdy bloger to leń, śmierdziel i darmozjad. Uwaga, zlecą się zaraz złośliwi, którzy będą próbowali powiedzieć mi, że należy trzepnąć w stół, żeby odezwały się nożyce i chyba to ja jestem owym biurowym przyborem. Nie, wcale mnie nie boli to, że i niektórzy z Was zapewne uważają mnie za lenia, śmierdziela i darmozjada. W sumie, moja szczerość nakazuje mi powiedzieć Wam: „Poniekąd macie rację”. Bo przecież jedyne, co Wam daję, to teksty o technologiach i opinie na ich temat. Taka sobie ze mnie „technologiczna szafiarka”. Doskonale to rozumiem i uwierzcie mi, że staram się być aktywny (także zawodowo) również poza blogosferą – niektórzy czytelnicy się o tym przekonali, szczególnie ci rzeszowscy. (teraz ja uderzam w stół ;) )

bloger pracujący na ławce

Piewcom prawdy życzę dobrych researchów. Wam wielowymiarowego myślenia. To naprawdę się przydaje

To oczywiście jest trudne, bo dzisiaj wymaga się od nas opinii na każdy temat. Najlepiej takiej jednoznacznej, która stawia nas po którejś ze stron barykady. Warto jednak wiedzieć, że poza światem, w którym standardem jest przerzucanie między sobą gorącego ziemniaka (Bo tak trzeba. A dlaczego trzeba? Bo tak!) jest jeszcze inny, nieco ciekawszy. Taki Paweł Tkaczyk, od którego z książek sporo się nauczyłem też jest blogerem. A jednak nazwać go darmozjadem nie sposób. Swojego bloga ma także Michał Sadowski, który dla wszelkich wannabe-startuper powinien być absolutnym wzorem. Sporo innych wartościowych osób ma swojego bloga, który stanowi dla nich przedłużenie ich działalności.

I musicie wiedzieć jedno – nie ma lepszego miejsca na rozmowę ze swoimi odbiorcami niż blog. Bloger, taki z potrzeby spełnienia jakiejś misji nie traktuje takiego miejsca jak halę produkcyjną, lecz wartościowe kółko dyskusyjne, gdzie twórca jest odpowiedzialny za stworzenie odpowiedniego pola do rozmowy, a społeczność ma w tym swój przeogromny udział. Między innymi dlatego Grzesiek stworzył kiedyś Antyweba, a my dzisiaj możemy się poszczycić wartościowymi dla nas treściami czytelników.

Dzięki Wam bardzo i proszę – pamiętajcie o myśli z ostatniego nagłówka. Miłego weekendu!

  • Bartłomiej

    Środowisko łącznie z wami zapracowało na taki a nie inny wizerunek. To tak jakbym uslyszal ze udzielacie uslugi w kwestii doradztwa przy zamowieniu sprzetu komputerowego.

    • Udzielam. A czemu by nie. Skoro się na tym znam.

    • Moj nick

      Wielu pomyśli, ze wciśniesz to za co dostałeś akurat hajs a nie to co jest akurat najlepsze. Smutne to i krzywdzące, jednak wiele artów pisanych jest „pod sprzedaż” (nie mam na myśli ani Ciebie, ani tego bloga, piszę generalnie).

    • Marian Koniuszko

      No cos Ty, doradzi kupno glosnikow z Biedronki do filharmonii, bo przeciez graja swietnie i sa za niewielkie pieniadze. Ale pisanie, ze Antyweb dostal kase za reklame, ktorej w zaden sposob nie oznaczyl jest krzywdzace, bo zadnej kasy nie bylo, a produkt byl zrecenzowany bo jest popularny!

    • raptor72

      Jak byś się znał to nawet nie miałbyś czasu ani ochoty na takie chałtury jak to pismakowanie.

    • to inna inszość ;)

    • raptor72

      No rozumiem; takie hobby też mam słabość do „nagan” i „pouczeń”

    • Konrad

      Naprawdę uważasz, że za doradztwo wyboru sprzętu komputerowego płacą więcej niż za pisanie? Ile dziennie komputerów kupują Twoi znajomi? Ile byś zapłacił za doradztwo? Kupujesz kompa za 4k i zapłacisz dodatkowe 1k za doradztwo? :)

    • raptor72

      Za cztery kafle to nawet szafy z upsem nie kupisz a ty chcesz za to mieć komputer?

    • raptor72

      Profesjonalny system do zadań „PROFESJONALNYCH” to często kilkaset tysięcy euro.

    • Bartłomiej

      Może tak, może nie, lecz niestety nie znam z cię…

    • Niestety, ale w tych pretensjach jest za dużo niedopowiedzeń. Ale fakt, to wina blogosfery.

    • zebba

      Biednym i smutnym jesteś człowieczkiem. Takim typowym dzisiejszym „polaczkiem”.

    • Bartłomiej

      Dlaczego? :) Bo wysnuwam konstruktywną krytykę?
      Wypadało by też uzasadnić używanie tego obraźliwego i nieprzystającemu Polakowi określenia. Ja Ci na to także odpowiem.
      Spieprzaj Dziadu!

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      To nie jest konstruktywna krytyka. To krytyka. Konstruktywna krytyka wymaga tego, byś zaproponował konkretne zmiany i sposoby rozwiązania problemu.

  • Cichy eM

    W całym tym „oburzeniu” chodzi raczej o to, że ratusz HGW w ogóle skorzystał z tego typu konsultacji, i wydał na to taką a nie inną kwotę, z PUBLICZNYCH środków. Nikt nie miałby pretensji, gdyby środki pochodziły od osoby prywatnej, ale kiedy sięga się do kieszeni podatników, to należy na to zwracać uwagę. I bardzo dobrze, że zwraca się uwagę, bo 7k na ulicy nie leży, i można by te pieniądze wykorzystać na jakiś szczytny cel, a nie na konsultacje, które mają ukryć nieudolność rządzących Wawą. To czy pani „konsultantka” jest blogerem, czy kimkolwiek innym, nie ma tu wiele do rzeczy.

    • Nie sądzę po sposobie prowadzenia retoryki w tej sprawie. :)

    • Alot

      Mnie dziwi, że ona ich szkoliła, szkoliła, wzięła nawet za to pieniądze, a nie potrafiła się tak przedstawić, żeby zapamiętali kim jest i prawidłowo napisali jej profesję.

      To świadczy o jakości tych szkoleń.

    • Przemek

      przecież tego wpisu nie napisał ratusz.

    • Alot

      Określenia ‚blogerka’, w dokumentach użyło Biuro Marketingu warszawskiego magistratu – czyli ludzie, którzy zapłacili za szkolenie i, jak sądzę, uczestniczyli w nim.

    • Skąd pomysł, że ludzie zajmujący się SM i ci z Biura Marketingu to te same osoby? Cały art dotyczy właśnie wyciągania wniosków na podstawie tego co się wydaje lub sądzi…

    • Alot

      A skąd pomysł, by iść na szkolenie i przedstawiać się jako blogerka?

    • Usher

      A skąd, a skąd? A kto, a co, a jak?
      1. Jaki właściwie charakter miała współpraca? Konsultacje to dialog, dyskusja, przeszkolenie to raczej wykład.
      2. Kto wybierał osoby do współpracy? Czy doradczyni sprawdzała sensowność tego wyboru?
      3. Czy doradczyni dostosowała swoje działanie do zastanej sytuacji, czy wzorem Kim Ir Sena udzieliła standardowego instruktażu na miejscu?
      4. Jeśli to taki uznany w branży ekspert ds. marketingu, to dlaczego nie zatroszczyła się o dotarcie z właściwymi poradami do całego Biura Marketingu?
      Itd. itp.
      Wygląda na to, że pani została skrytykowana, bo występując jako ekspert zachowała się nie jak ekspert, a właśnie jak blogerka, czyli pomyliła zawód z hobby.

    • Skoro prowadzi bloga, to jest blogerką. Wypadałoby o tym wspomnieć na szkoleniu po pierwsze w celu promowania swojego bloga (tego nigdy za wiele), po drugie, żeby słuchacze wiedzieli gdzie szukać wartościowych treści z danej dziedziny. To jakiś wstyd, że się prowadzi bloga? Kompletnie nie rozumiem z czym masz problem.

    • Rafał Samborski

      Też mi się nie wydaje – raczej reakcje mają na celu zdyskredytować Monikę Czaplicką, ponieważ jest blogerką, a nikt się nie pokusi o wygooglowanie kim właściwie jest. Nie spotkałem się jeszcze w tych reakcjach z komentarzem „specjalista od kryzysów zatrudniona przez ratusz za PUBLICZNE pieniądze” tylko prędzej „Ratusz ZATRUDNIŁ BLOGERKĘ do konsultacji” ;)

    • Alot

      Może dlatego, że specjaliści wysokiej klasy nie określają siebie mianem blogerów nigdy i nigdzie?

    • Tom

      Może mogą być i specjalistą w swej dziedzinie i jednocześnie prowadzić bloga? Bo czemu nie?

    • tyle

      Bo „jedynie prawdziwi Polacy, patrioci i katolicy” to przeważnie analfabeci. Zbyt dużo wymagasz od tego elektoratu. On ma jeden jedyny cel. Zniszczyć wszystko i wszystkich, którzy nie są nimi. Destrukcja. To jedyna rzecz którą w swoim życiu doskonalą.

    • Ale z tego typu usług korzysta większość państwowych organów. Z pewnością Prezydent, Sejm, Policja, każda partia polityczna, samorządy.

  • To świetny case, na którym można zobaczyć różnicę pomiędzy dwoma „modnymi“ ostatnio wyrażeniami. Podobnymi, a jednak innymi. I rzadko rozrożnianymi: „fake news“ i „post prawda“.
    Niektórzy chcą nazywać post prawdę kłamstwem, twierdząc, że to synonimy. Tymczasem to nie to samo, a ten przypadek pokazuje jakimi prawami rządzi się post prawdą.

    Blogerzy od dłuższego już czasu tracą reputację. Jest to efektem działania nieetycznych osób, które odkryły sposób „jak szybko zarobić“ i niszczą renomę całego środowiska. Blogosfera staje się niewiarygodna i fatalnie oceniana.

    Wykorzystano to w tym wypadku. Monika Czaplicka jest wyśmienitym fachowcem i blogerem. Czy autor newsa napisał nieprawdę, że zleceniobiorca jest blogerem? Oczywiście, że nie. Tyle, że jest to prawda nie mająca znaczenia w sprawie. I tym właśnie jest post prawda. Takie dobieranie faktów, by obok siebie kreowały urojoną rzeczywistość.
    Ratusz w istocie bowiem usługi zlecał ekspertowi, jakim niewątpliwie jest Pani Czaplicka. To, że przy okazji prowadzi blog, nie miało zapewne dla Ratusza żadnego znaczenia.

    Ale przecież nikt nie zwrocilby uwagi gdyby napisano „Ratusz skorzystał z usługi specjalisty ds kryzysów w mediach społecznościowych.“

    Czasami nieistotna prawda tworzy fałszywe newsy.

    • szysiek83

      Hmm… Serio?
      Jestem ignorantem to fakt ponieważ nazwisko Czaplicka kojarzy mi się tylko i wyłącznie z gatunkiem ptaka jakim jest Czapla :) ale czuję się zmieszany faktem, że w ogóle ktoś zatrudnia i płaci za „usługi specjalisty ds kryzysów w mediach społecznościowych”.
      Jak dla mnie w mediach społecznościowych mogłyby się wypowiadać same małpy, bo de facto życie dzieje się poza tymi mediami i uważam że każdy ratusz powinien się właśnie na tej rzeczywistej a nie wirtualnej strefie życia skupić.

    • To chyba nie słyszałeś o kryzysie energetyka Tiger w social mediach właśnie :) Kryzysy w SM mają realne konsekwencje w życiu realnym, jak pokazuje to wiele kryzysów marek.

    • Kamil Ro. Dzióbek

      A wystarczyło żeby Tiger nic nie pisał w socjal media, nic nie publikował i tak dalej. kryzys wywoła tiger za pomocą socjalmediow, ale raczej to nie był kryzys socjal mediowy. Z tego co pamiętam rozwiązali go likwidując konto na instagramie.

      Hania nie ma chyba kryzysu w socjalmedia. Na czym on mógłby polegać? Że na facebookowej stronie ratusza ludzi piszą ile Hania „sprywatyzowała”?
      Oczywiście zagrywki z socjalmedia sprawdzają się też w wystąpieniach przed kamera. Np. odwracanie kota ogonem. Takie jak twierdzenie, że „Hanna gronkiewicz waltz jest ofiara reprywatyzacji”, ludziom się myli kto jest przestępcą, a kto ofiara od takich zagrywek.
      http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,posel-po-o-aferze-reprywatyzacyjnej-hanna-gronkiewicz-waltz-jest-ofiara,209661.html

    • I wpłacając kasę na powstańców, ale kryzys wizerunkowy nadal trwa. HGW tego konkretnie kryzysu nie ma, ale nikt nie mówi, żeby czekać na kryzysy: powinno się im zapobiegać i może to chciała osiągnąć. Monika pisała gdzieś, że to będą konsultacje ogólne. No i pamiętajmy, że będą one trwały od początku sierpnia aż do 30 września, to ponad miesiąc, moim zdaniem cena adekwatna za konsultacje w sprawie SM. Szkoda tylko, że napisali stricte „bloger”, sprowadzając ją do tylko tej jednej profesji, gdyby nazwali ją ekseprtem/specjalistą to sprawa przeszłaby pewnie bez echa :)

    • szysiek83

      Oj słyszałem, ale nie bądźmy naiwni, ten idiotyzm zrobił swoje bowiem o tym produkcie będzie się mówiło przez jakiś czas jeszcze (a sami dobrze wiecie że czarny PR to też PiaR) :) wiec dla mnie to żaden kryzys ale zamierzone działanie…

    • No nie wiem, też tak myślałam, ale zaczęłam wątpić i obawiam się, że się nie dowiemy. Agencji się obrywa, Tigera wycofują ze sprzedaży m.in. na stacjach benzynowych – pewnie, że to mogło być zamierzone działanie i mogli nie przypuszczać, ile problemów im to narobi, ale faktycznie agencja mogła się zagalopować. Problem jest taki, że się nie dowiemy i możemy tylko gdybać. Przy czym Tiger jak Tiger, miał podobną koncepcję w SM, ale agencję już niestety mogą dosięgnąć większe i poważniejsze konsekwencje, nie wiem czy by zaryzykowali.

    • Alot

      Tigera wycofują dwie konkretne firmy, państwowe zresztą.

      Zatem nie:
      „wycofują ze sprzedaży na stacjach benzynowych”
      ale:
      „dwie firmy państwowe zdecydowały się na wycofanie Tigera ze swojej oferty”

    • Konkretniej dwie większe stacje benzynowe, Lotos i Orlen.

    • Tigr

      Albo im się źle sprzedawał, albo strzelają sobie w kolano :)

    • Krzysztof Tukiendorf

      Dlaczego strzelają? Jest spore grono ludzi, których taka postawa może „zmotywować” do tankowania i drobnych zakupów właśnie na stacjach tych marek.

    • elemele

      Tak, jesteś ignorantem. Wpis polityka na Twitterze może doprowadzić do poważnego kryzysu. Więc tak, ktoś musi tych ludzi nauczyć jak radzić sobie z soc.mediami. A 7 tys. to grosze za taką usługę.

    • szysiek83

      Ech… Twitter sriter 😁
      Ja tylko chce zaznaczyć że właśnie problemem są social media, życie w tym wirtualnym świecie… Zamiast używać ich do rozrywki – bo są niczym innym jak zabawką – to stają się wyrocznią realnego świata…

    • Krzysztof Tukiendorf

      Są zabawką, ale ludzie przenieśli dialog ze świata realnego do urojonego. Teraz przeczytaj sobie parę postów i zadaj sobie pytanie czy chciałbyś z połową zacząć dialog w realnym świecie? Pewnie, nie bo po drugim słowie zwyzywaliby cię od wszystkich możliwych :)

    • szysiek83

      Trafna uwaga… :)

    • Alot

      Taki ktoś:
      po pierwsze bierze znacznie więcej niż kilka tysi,
      po drugie, jest mniej medialny a przez to mniej podatny na ataki i kryzysy,
      po trzecie, działa ZANIM się zadzieje, rzadko post factum.

      Czaplicka lubi być medialna a brylowanie w mediach sprawia jej radość.
      To są dwa elementy które raczej uniemożliwiają bycie dobrym w rozwiązywaniu kryzysów.

    • rr

      Że zdecydowana większość współczesnych polityków to durnie (przepraszam normalnych ;) durni za to porównanie) , widać między innymi po ich zamiłowaniu do Twittera i innych social mediów.
      Pyskówki na twitterze czy innym facezboku pomyliły im się z realną działalnością.

    • Anonim

      A ja głupi myślałem, że jak ktoś dotarł na drabinie awansu zawodowego wyżej niż sprzątaczka, to sam ma na tyle rozumu, by wiedzieć gdzie i co można powiedzieć czy napisać. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że znalazłbym sprzątaczkę, która jest bardziej rozgarnięta niż niektóre wysoko podstawione osobistości.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Wystarczy mieć mózg, nie pisać postów pod wpływem emocji i sukces gwarantowany. Proszę o 7 tyś zł na konto…

    • Ktoś, kto nie interesuje się tematem nie musi znać specjalistów w danej branży. Z tego co Pan pisze wynika, że właśnie tak jest w Pana przypadku.
      Ludzie mają różne zainteresowania i nie sposób znać wszystkich ani nawet o wszystkich słyszeć.

      Nie ulega wątpliwości, że media społecznościowe są medium odpowiedzialnym za znaczną część komunikacji. Politycy, instytucje i organizacje wykorzystują SM do komunikacji z obywatelami. Czasami maja miejsce sytuacje kryzysowe. Nie zawsze winnym jest organ. Bywa, że kryzys jest wynikiem nieuzasadnionej krytyki, czarnego PR, itp.
      Nie da się dzisiaj pominąć SM w komunikacji. Olbrzymia liczba odbiorców informacji z SM korzysta jako głównego źródła.

      Ten przykład pokazuje, że kryzysy bywają sztucznie tworzone. Ratusz nie współpracował z blogerem, jak napisano, ale ze specjalistą od mediów społecznościowych.

      Tacy specjaliści to norma. Prowadzą profile prezydenta, rządu, ministerstw, partii politycznych, samorządów, instytucji i innych na Facebooku, Twitterze, itp.

      Może się to nie podobać, ale nie jest to niczym nadzwyczajnym w przypadku miasta Warszawy.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Pytanie tylko po co? Każdy bardziej ogarnięty pracownik UM potrafiłby poprowadzić profil na Twitterze czy Facebooku. Osobiście uważam, że zatrudnianie takich „specjalistów”, to wyrzucanie pieniędzy podatników w błoto i przykład niegospodarności samorządowców…

    • Co do niegospodarności wypowiadał się nie będę, bo to temat przynajmniej na całą książkę. To raczej pytanie czy ta forma komunikacji jest potrzebna.
      Co do umiejętności, to jest to nie jest to takie oczywiste. Każdy organ ma swoje zadania, a urzędnicy muszą je wykonywać.
      Trudno mi sobie np. wyobrazić by Prezydent miał osobiście prowadzić profile w mediach społecznościowych.
      Poza tym tu nie chodzi o samo prowadzenie profilu, ale radzenie sobie z kryzysami, np. wywoływanymi przez fake newsy czy post prawdę. A tego w sieci jest cała masa.
      Urzędnicy, w tym samorządowi, nie uczyli się tego w szkołach. I pewnie stąd potrzebne szkolenia.
      Nie wszyscy chcą wydawać pieniądze na stałą obsługę Social media. Niektórzy, jak w tym wypadku, wolą jednorazowo przedszkolic kilku pracowników by potem robić to we własnym zakresie.

      Zastanawiać się można czy Prezydent, Sejm, premier, rząd, poszczególne ministerstwa, policja, wszystkie służby specjalne, PO, PiS, Kukiz’15, Nowoczesna, PSL, pozostałe partie polityczne, samorządy, politycy i inne instytucje państwowe w ogóle powinny być obecne na Facebooku czy Twitterze, skoro do komunikacji mają ustawowy BIP.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Zacznijmy od tego, że urzędy dysponują odpowiednimi wydziałami, które zajmują się przekazywaniem informacji na zewnątrz. Do tego mają też odpowiednie media, czyli BIP plus oficjalne strony poświęcone miastu. Wszystkie te narzędzia maja na celu promocję miasta, a nie prezydenta, czy konkretnego ugrupowania. Dodatkowe profile w profilach społecznościowych, to nie obowiązek prawny, a jedynie „dobra wola” danego wydziału. Nie wiem jaki trzeba być nie ogarem by nie potrafić opublikować posta na Facebooku, dlatego też takie szkolenia uważam za zbyteczne. Jeżeli zaś tyczy się radzenia sobie z hejtem, to przepraszam, ale nikt tych profili nie prowadzi z imienia i nazwiska, także o czy my mówimy? Jeżeli ktoś nie potrafi rozgraniczyć życia osobistego od pracy, to bardziej skorzysta na wizycie u psychologa, niż na tych szkoleniach.

    • Na temat słuszności prowadzenia social media nie będę się wypowiadał. Jak wyżej już wspomniałem to temat na osobne i obszerne opracowanie.
      Faktem jednak jest, że takie kanały są prowadzone i trudno bez debaty i prawnych uregulowań takie działania skutecznie kwestionować.

    • Alot

      Tak ją OPISALI ludzuie, których Czaplicka SZKOLIŁA.

      Do kogo mieć pretensje?

    • Kamil Ro. Dzióbek

      Czaplicka po prostu źle się przedstawiła. ;)

    • Nie wiem kto Panią Czaplicką tak określił. I chyba nie jest to istotne. Ludzie przyjmują wiele ról w swoim życiu.
      Proszę sobie wyobrazić taką sytuację. Ksiądz prowadzi blog. Jednocześnie jest katechetą.
      Jeśli w szkole prowadzi lekcje religii to dlatego, że jest katechetą, a nie dlatego, że jest blogerem.

      Czy zasadnym byłby news w stylu „biskup powierzył prowadzenie katechezy w szkole podstawowej blogerowi“?

      Według mnie absolutnie nie.

      Tego typu informacja to przedstawienie faktów w taki sposób by wywołały one skrzywiony obraz rzeczywistości.

    • Alot

      Zasadnym byłoby tak swoje role odgrywać, by nikt nie miał wątpliwości z kim ma do czynienia.

      Gdy trzeba zmierzyć się z prawem prasowym (i np. obowiązkiem zachowania rzetelności) lepiej być blogerem. gdy przychodzi do akredycacji, wszyscy są dziennikarzami.

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      Nie, tak opisali ją ludzie, którzy uzupełniają BIP, to nie są Ci sami ludzie, których Monika szkoliła.

  • Wally_Bishop

    Bloger w końcu pisze to co przynosi mu zyski i korzyści – niech nikt mi nie powie, że bloger robi to z uczciwości – w końcu to nie dziennikarz, który (przynajmniej teoretycznie) ma pisać prawdę i przedstawiać prawdę. Bloger w końcu sam siebie sam sobie nie zapłaci wyjazdu na IFA (prócz Kuby Klawitera) – zapłaci za to któryś z wiodących producentów sprzętu o którym trzeba będzie ładnie pisać. Telefonu też nie dadzą zwykłemu ludzikowi, tylko takiemu który napisze to co dział marketingu chce usłyszeć. Smutne ale niestety blogerzy kreują w internecie nie realną rzeczywistość

    • Usher

      Bloger w końcu pisze to co przynosi mu zyski i korzyść.

      To jest tylko jedna kategoria blogerów, wcale nie pierwotna i niekoniecznie najbardziej rozpowszechniona czy znacząca. Może tego nie rozumiesz, ale blog to przede wszystkim hobby, a nie zawód.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Jeżeli sklejam modele samolotów i ustawiam na półkę, to jest to hobby. Jeżeli sklejam modele samolotów, ustawiam na półkę i pokazuję znajomym, to jest to hobby. Jeżeli sklejam modele samolotów, ustawiam na półkę, pokazuję znajomym i nieznajomym, to jest to hobby. Jeżeli sklejam modele samolotów, ustawiam na półkę, pokazuję znajomym i nieznajomym, a później sprzedaję model znajomemu lub nieznajomemu, to jest to praca.

      Życie, to nie film… nie można w dzień pracować, a w nocy ścigać złodziej. Tak samo jest z „blogerami”, którzy prowadzą blogi stricto związane z wykonywanym przez siebie zawodem. Kiedyś o fachowości przesądzały dyplomy ukończonych szkół i referencje od pracodawców, teraz „specjalistą” może być każdy kto ma bloga, a na nim parę artykułów.

    • Usher

      Naprawdę nie masz się o czym rozpisywać. Hobby może stać się zawodem i vice versa, hobby może też pomagać w działalności zawodowej i vice versa. Może, ale nie musi. Działo się tak jeszcze w czasach, kiedy nie było na świecie ani blogów, ani Internetu, ani nas, ani wiedzy o elektromagnetyzmie.

    • Pani Czaplicka ma dyplomy. Jest także wykładowcą na AGH i kilku innych uczelniach wyższych.
      Blog prowadzi bo taki sposób komunikacji wybrała.

    • Nie wszyscy blogerzy tacy są. Serio. :)

    • rr

      A świstak siedzi i zawija sreberka :D
      Takie bajki to opowiadaj dzieciom na dobranoc.

    • Anonim

      Typowy brak wiedzy. Może jeszcze dodaj teorię, że Poszukiwacz dorobił się swojego X6 na wrzucaniu „3 hitów, które podbijają internet”.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Nie wszyscy, ale zdecydowana większość z chęcią przytuli nowy sprzęt czy kolejny przelew za reklamę jakiegoś badziewia…

    • Usher

      Nie sądź innych podług siebie.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Jeżeli ktoś zaczyna odpowiadać cytatem i robi to jeszcze z błędem ( – „Nie sądź innych podług siebie.” – ), to znak, że ma mało do powiedzenia w tej dyskusji.

    • Usher
    • Krzysztof Tukiendorf

      Mój błąd… zwracam honor.

  • Ogau

    Sami sobie zapracowaliście. Nawet w waszej redakcji jest gość, który nie potrafi pisać i myśleć o czym właściwie pisze, a nazwał się blogerem, więc nie płaczcie, że ktoś w kupie gówna złotej igły nie znalazł…

    • dacans

      tylko jeden? Bo określiłeś cały ten cyrkowy zespół od A do Z

    • Ogau

      Któryś ma coś typu „z zawodu bloger, z zamiłowania piwosz, z wykształcenia rosjoznawca”. Przeczytałem to i padłem :D

  • szysiek83

    Hmm… Przyznam że jestem lekko zdezorientowany…
    Rozumiem że za niedługo dojdzie do sytuacji że lekarz też będzie korzystał z usług blogera bo sobie nie będzie radził z problemem?
    Innymi słowy, za co urzędnicy biorą pieniądze skoro muszą posiłkować się usługami blogerów, kołczów, trenerów i może jeszcze Wikipedii :P

    • O ile bloger będzie mega lekarzem, to czemu nie. ;)

    • szysiek83

      Zgadza się! Chociażby taki Doogie Howser M.D. – pisał bloga codziennie :P

    • Krzysztof Tukiendorf

      To nie był blog, tylko pamiętnik…

    • nieprzyjazny

      Bo już tak jest ten świat złożony że zwykły człowiek nie ma pojęcia o wszystkim (sprawdzić czy nie szysiek83). I wtedy taki ktoś, jeśli jest rozsądny – występuje o opinię biegłego czy konsultuje się ze specjalistą.

    • szysiek83

      Haha 😁 dobre dobre 😁
      Czuje się zgaszony 😁 chociaz…
      mam wrażenie że odbiegamy od istoty sprawy. Mianowicie musimy sobie zadać pytanie czy w urzędach (bo urzędu dotyczył artykuł), pracują zwykli ludzie 😁 nie sądzę, bowiem zwykli ludzie chodzą do urzędów a nie w nich pracują (a przynajmniej takie odebrałem wrażenie po spotkaniu się z kilkoma urzędnikami w swoim życiu :) )

    • Krzysztof Tukiendorf

      Zazwyczaj pracują ludzie „z polecenia”… reszty chyba nie muszę tłumaczyć. Odsetek tych, którzy faktycznie się tam dostali „bez pomocy” jest bardzo niewielki.

    • rr

      Za to taki bloger to dopiero jest specjalista ;) Albo jakiś taki trener (nie)dorozwoju osobistego, czy inny kołcz :>
      A jeszcze całkiem niedawno takich „specjalistów” określało się słowem szarlatan :)

    • nieprzyjazny

      Znowu to samo. Nie znam postaci ale na pierwszy rzut oka wygląda że bloga to ona prowadzi niejako „przy okazji” i prowadzi bloga bo jest specjalistą a nie jest specjalistą bo prowadzi bloga… Ktoś tu dał przykład księdza katechety prowadzącego blog i to bardzo dobry przykład był.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Urzędnik „nie z polecenia” sobie poradzi. Jestem nawet przekonany, że 99% z tych „szkolonych” miała później niezły „wkurw”, że wydaje się tyle kasy na nie wiadomo co i jeszcze zabiera im czas, który mogli dużo lepiej spożytkować, a tak będą musieli nadrabiać swoja robotę.

  • YY

    czyli żeby być pro nie wolno pisać bloga :P

    • Alot

      Ależ wolno. A nawet trzeba.
      Z tym jednak zastrzeżeniem, żeby swoją profesję podkreślać pisaniem a nie dewaluować.

  • „Otóż, Pani Monika to uznany w branży ekspert ds. marketingu w mediach społecznościowych. ”

    Czyli na ludzkie – sprzedawczyni powietrza.

    • Alot

      Co ciekawsze, oni sami siebie we własnym gronie uznają za ekspertów.
      A poza tym gronem są zwykle nierozpoznawalnymi anonimami.

    • Ale wiesz, że tak jest ze wszystkimi specjalistami i ekspertami :)?

      Poza swoim gronem, wybitny dentysta, rewelacyjny budowniczy mostów, czy super analityk finansowy też są tylko nierozpoznawalnymi anonimami.

    • Alot

      Dobry dentysta jest znany przede wszystkim pośród klientów, którzy szukają sposobu, by się zapisać na wizytę.

    • Tak jak dobry specjalista od social mediów czy zarządzania kryzysami :)

    • Alot

      Jak widać Czaplicka wśród klientów nosi miano blogerki, nie esperta od czegokolwiek.

    • Klient znać się nie musi. Zresztą to tylko jeden jej klient, dodatkowo urzędnik. Też nie wiem jaką specjalizację ma mój dentysta.

    • A który z klientów postrzega ja tylko jako blogera?
      Pani Czaplicka wykłada także na uczelniach wyższych. Ich rektorzy też zatrudnili „blogerkę“?

      Sądzę, że warto by zapytać osoby, które z jej usług korzystają, w jakiej roli ją widzą. Profil na Facebooku, który tak ją określił, raczej nie można uważać za jej klientelę.

      Ba, mam pełne przekonanie, że w tej informacji w ogóle nie chodziło o to kim jest Pani Czaplicka, ale o dezawuowanie działań miasta Warszawy.

      Osoba, o której rozmawiamy została potraktowana jako narzędzie by ten cel osiągnąć.

    • Dobry spec od Social media też jest znany wśród swoich klientów. Różnica polega na tym, że z usług dentysty korzystamy wszyscy, z usług specialistow od SM tylko ci, którzy korzystają z tej formy komunikacji. :)

    • Krzysztof Tukiendorf

      Znaczy się jak mam profil na FB, to mam od razu zatrudnić specjalistę od tej formy komunikacji? Proszę Cię, ta obrona zaczyna być już śmieszna :)

    • Nic pan nie musi. Tyle, że nie o panu rozmawiamy. Urzędy wielu rzeczy nie robią same.
      Ot, choćby np. ostatnio prezydent zlecił wykonanie ekspertyzy prawnej pomimo, że sam jest prawnikiem, a w kancelarii prezydenta dodatkowo zatrudnionych jest kilku prawników.
      Nie wszystko opłaca się urzędowi robić. Czasem taniej zlecić. Po co np. na stałe zatrudniać speca od social media, kiedy taniej jednorazowo przeszkolić kilku urzędników by potem robić to we własnym zakresie?

    • Krzysztof Tukiendorf

      Oczywiście taniej zlecić część pracy na zewnątrz, np. taniej zamówić ekspertyzę raz do roku niż utrzymywać odpowiedniego pracownika. W tym jednak konkretnym przypadku uważam, że szkolenie to pic na wodę, albo wydział zamawiający takie szkolenie kompletnie oderwany od rzeczywistości.

    • A ja w tym wypadku nic uważać nie mogę. Żeby wyrazić opinię trzeba znać fakty. Pojęcia nie mam z jakimi problemami na płaszczyźnie komunikacji spotyka się warszawski Ratusz.

    • Sprężonego. ;)

    • rr

      Dobre :D

    • Anonim

      Niestety takie czasy, że jak ktoś ma odrobinę rozumu, by wiedzieć co wypada (a czego nie wypada) napisać do kilku milionów ludzi, to już staje się „ekspertem”.
      Rośnie pokolenie idiotów na wysokich stanowiskach po znajomości. A zasada jest prosta jak budowa cepa.
      Jak siedzisz wysoko, to nie wkręcaj się lewe interesy i nie rób podejrzanych ruchów. A jak noga ci się powinie, to albo zaprzeczaj do oporu, albo ładnie przeproś. Tymczasem „eksperci od socjal media” polecają 3 opcją: udawaj że nic się nie stało i uśmiechaj się na twiterku do ludzi odwiedzając jakiś szpital. A że takie rozwiązanie działa najlepiej na zdecydowaną większość zwykłych ludzi to już inna sprawa. I bardzo smutna.

  • Alot

    Czaplicką znam z dwóch konkretnych sytuacji.
    Gdy zorganizowała sobie rekrutację i okazało się, że nie tylko nie umie jej ogarnąć ale też nie jest lepsza od krytykowanych przez nią firm jeśli chodzi o warunki „zatrudnienia”.

    Gdy okazało się, że kilkoro jej znajomych blogerów postępuje nieetycznie umieszczając na swoch blogach nieoznaczone reklamy, a ona po prostu nabrała wody w usta i udawała, że to sprawa niewymagająca zajęcia stanowiska.

    Śliska. Jest tam, gdzie widzi swój interes, niekoniecznie jest tam, gdzie z racji ‚przekonania o sobie’ winna być.

    • nieprzyjazny

      Prowadzi swoją działalność gospodarczą? No to prowadzi ją po to żeby zarabiać. Czyli „Jest tam, gdzie widzi swój interes”. Kropka. Biznes = zarabianie pieniędzy. Wszystko inne ma tylko temu służyć. Blog też.

    • Alot

      Czyli wg Twojej definicji jest ekspertem kiedy się to opłaca, a kiedy nie, to jest blogerką?

    • nieprzyjazny

      Nie. Odniosłem się tylko do zarzutu jakoby „jest tam, gdzie widzi swój interes”. Skoro prowadzi biznes to logiczne że jest tam gdzie może zarobić.
      Obstawiam też że blogerką sensu stricte nie jest. Prowadzi bloga bo to jest jakaś forma a) dotarcia do potencjalnej klienteli, b) reklamy c) budowania wizerunku. I tyle.

    • Alot

      Jednakowoż nabieranie wody w usta w sytuacjach, ekhmm, wątpliwych, zdecydowanie działa na szkodę. Jej reputacji.

    • Anonim

      Uczy się od najlepszych.

    • Mylisz się. Biznes ma spełniać jakieś potrzeby klientów. Zarabianie pieniędzy jest tylko opcjonalną pochodną.

  • 7000 to wg was nie jest duża kwota? No to teraz pojechaliście po bandzie, naprawdę. Większość ludzi na tę niby „drobną” kwotę musi pracować ok.pół roku. Co do blogerów, to niestety z przykrością muszę stwierdzić, że spora część z nich nie pisze z pasji, a wyłącznie dla kasy. Zdania nie sklecą, jeśli nikt im za to nie zapłaci. Prowadzi jeden z drugim (czy jedna z drugą) blog raptem od kilku dni lub tygodni i już kombinują, czy tutaj mogą zarobić na reklamach, czy tam gdzieś nawiążą współpracę itp. No cóż, nic dziwnego, że w społeczeństwie blogerzy nie mają najlepszej opinii.

    • Cena za ponad miesiąc konsultacji jest moim zdaniem ok i pierwszy lepszy pozycjoner SEO zarobi tyle w półtora miesiąca akurat :)
      Co do blogerów w większości się zgadzam.

    • Robert M

      No przecież nie jest.

    • Robert M

      Zakładam, że pisałaś o mininalnej pensji. Wtedy 7000 zarobią po 4 miesiącach a nie 6.

    • _____

      „Większość ludzi na tę niby „drobną” kwotę musi pracować ok.pół roku.”
      może 10 lat?

      jak jesteś kretynką bez zawodu i bez żadnych umiejętnosci, to nawet jako sprzątaczka więcej zarobisz. chyba, że narzekasz z kanapy?

    • A tak ogólnie to o co ci chodzi?

    • ____

      nie rozumiesz tego co czytasz? nic dziwnego, ze 7 tys. to dla ciebie kosmos.

    • Nie rozumiem wyzywania ludzi bez powodu i wywyższania się.

    • ____

      no właśnie. dlaczego obrażasz ludzi zarabiających uczciwie marne 7K za miesiąc pracy?

    • To nie ja wyzywam ludzi od kretynów.

    • ____

      sprawdź kontekst.

    • Sprawdziłam.

    • Od kiedy „większość ludzi“ zarabia tysiąc złotych miesięcznie?
      Od kiedy zapłatę za usługę świadczoną przez firmę można porównać z zarobkami jednego człowieka?

      Może warto zacząć dociekać prawdy, a nie wierzyć we wszystko co napiszą w „internetach“?
      Może warto wiedzieć, że z tej kwoty trzeba zapłacić podatki, wynagrodzenia pracownikom, itd.
      Czy, droga introwertyczko, przeliczysz ile zarobili pracownicy Wobuzz zaangażowani w tę umowę? Czy, droga Introwertyczko, w ogóle wiesz ilu ich było?

      Miłego dnia. :)

    • Większość ludzi zarabia niewiele ponas minimalną albo nawet nie ponad. wystarczy trochę popracować, pochodzić na rozmowy i posłuchać, co oferują pracodawcy. Gdy pracowałam na zlecenie, to nawet o minimalnej mogłam tylko pomarzyć. I zawsze w tego rodzaju dyskusjach pojawia się ten magiczny argument o biednych pracodawcach i ich kosztach. Jeżeli kogoś nie stać, niech nie zatrudnia pracowników – proste. Zatrudnianie pracowników, a nawet zakładanie firmy nie jest obligatoryjne – po co więc biadolić nad losem „biednych przedsiębiorców”? A wynagrodzenie dla tej pani, te 7000, poszło z NASZYCH, publicznych pieniędzy. Tak tylko nieśmiało przypomnę, że to z naszych pieniędzy zapłacono za te pierdoły, a nie z prywatnych.

    • Paweł

      Większość ludzi w Polsce zarabia ok. 3000 złotych netto miesięcznie. Sprawdź obecne statystyki.

      A z pracodawcami się negocjuje, to oczywiste, że na początku będę chcieli dać jak najmniej.

      7000 zł za kampanię to nie są duże pieniądze. Tym bardziej, że tak jak napisał @Dariusz Wroński, pewnie tak naprawdę trzeba z tych pieniędzy zapłacić więcej, niż jednej osobie.

    • ja

      No to pokaż te statystyki. Bardzo jestem ich ciekaw.
      Ale jeśli masz przytoczyć dane GUS-u, to sobie daruj.

    • nieprzyjazny

      LOL. Czyli żądasz statystyk ale z góry zakładasz że je zanegujesz. Faktycznie zachęcasz do dyskusji…

    • mój nick

      Nie raczej po prostu zna założenia statystyk GUS, które nie przystają całkowicie do rzeczywistości (nie wlicza się do nich umów śmieciowych, firm zatrudniających poniżej 10 osób, i dodatkowo podaje się średnią zamiast mediany). Te statystyki są jak „niezależne testy blogerów” – można przeczytać, ale nijak się mają do rzeczywistości.

    • Z tego co Pan pisze wynika, że znane są Panu tylko i wyłącznie dane statystyczne GUS dot. średniego wynagrodzenia w przedsiębiorstwach zatrudniających pow. 9 osób.

      Owszem, to najczęściej pokazywane i komentowane statystyki, ale poza nimi istnieje szereg innych.

      Istnieją np. badania dot. struktury wynagrodzeń. Tylko jak widać w nich już za dużo cyferek, żeby komuś chciało się je analizować.
      A przecież to właśnie one pokazują ile zarabiają Polacy, w tym jaki proc. pracowników mieści się w poszczególnych widelkach. :)

    • Krzysztof Tukiendorf

      Statystyki statystykami, a życie życiem… proponuję wybrać się poza Warszawę i zobaczyć jak ludzie pracują, i za ile. 7 tyś zł to nadal dla niektórych dochód, którego nie osiągną nawet we dwoje z 500+. Zresztą najlepiej pokazują to właśnie urzędy, w których średnia jest wysoka, a jak się przyjrzy zarobkom, to okazuje się, że tę średnią generuje znikomy procent kadry (dyrektorzy, kierownicy).

    • Ale przecież tak jest wszędzie, nie tylko w urzędach. Specjaliści zarabiają więcej od niewykształconego personelu.
      Technicy zarabiają więcej od robotników, a kierownicy więcej od techników.
      Powiem więcej, różnice zarobków są widoczne pomiędzy branżami czy województwami.

      Specjaliści w IT i nowych technologiach zarabiają 8 tys, w przemyśle 5 tys. Średni personel w sluzbie zdrowia 3 tys, a sprzątaczka 2 tys.
      To nic odkrywczego, GUS — poza znanym wszystkim średnim wynagrodzeniem — publikuje także strukturę wynagrodzeń w Polsce, z uwzględnieniem wykształcenia, branży, województwa, płci…

      A ja mam wrażenie, że pan oczekuje, że wykształcony specjalista, w najlepiej opłacanej branży, może zarabiać nie więcej niż sprzątaczka. Bo średnia jest be.

    • Krzysztof Tukiendorf

      Nie oczekuję, że człowiek z 20 letnim stażem będzie zarabiał tyle co początkujący, bez zbędnych papierków. Odnoszę się jednak do samej kwoty i przedmiotu szkolenia, który moim zdaniem jest co najmniej śmieszny. Gdyby to była prywatna firma, a nie UM, to bym powiedział, że ktoś wyprowadza kasę. „Sorry, taki mamy klimat…” – cytując klasyka gatunku :).

    • A to ciekawe, bo oferta p. Czaplickiej była najkorzystniejsza spośród złożonych w organizowanym przetargu.
      Tyłu specjalistów tutaj, dla których 7 tys. to kosmiczna kwota, a żaden nie złożył „lepszej“ oferty.

      Trzeba było składać. :)

    • Statystyki GUS zadają kłam temu, co Pani wypisuje. Proszę się z nimi zapoznać.

      Porównywanie dochodów firmy z dochodami pracownika na etacie jest kompletnym nieporozumieniem i świadczy o populizmie. W tych 7 tys. z pewnością są przecież koszty przygotowania konsultacji, w tym także wynagrodzenia na pracowników.

      Tak zupełnie na marginesie, mały offtopic. Zauważyłem, że najbardziej nad cudzymi dochodami rozprawiają ci, którzy sami przyznają, że zarabiają niewiele. Jednocześnie wykazują całkowity brak wiedzy. Np., jak w tym wypadku, cenę usługi porównują z zarobkami.
      Może to jest powodem, że nie potrafią zarobić? Bo jeśli przy ustaleniu ceny przedmiotu zlecenia pomijają koszty, to w efekcie zarobki zostają poniżej minimalnej? Bo nagle okazuje się, że z tego trzeba zapłacić podatek, wynagrodzenia pracownikom, ponieść dodatkowe koszty, np. zakup materiałów.

      I nagle okazuje się, że z 7000 w kieszeni zostaje niewiele. ;)
      No, ale wielu zrobiłoby za 1/10, nie myśląc, że pracownikom też trzeba zapłacić i w efekcie samemu tworząc te, na które tutaj tak narzekają.

    • ja

      No bo statystyki GUS same kłamią! Dlaczego? Nie chce mi się pisać. Poczytaj pierwszy komentarz nad swoim wpisem.
      A jeszcze lepiej przeczytaj sobie to http://businessinsider.com.pl/finanse/praca/srednia-placa-w-polsce-dane-gus-u-wprowadzaja-ludzi-w-blad/xrny3tc

    • Problemem nie jest to, że statystyki kłamią, ale to, że wiele osób nie potrafi z nich korzystać.
      Jeśli chciałby Pan dowiedzieć się ilu Polaków zarabia najniższą krajową, to rzeczywiście informacja o średnich zarobkach Panu nie pomoże.
      Jeśli jednak spojrzy Pan na strukturę wynagrodzeń w Polsce to dotrze Pan do odpowiednich danych.

      Wprost mówiąc, żeby poznać jakieś dane trzeba wiedzieć czego szukać. Średnie wynagrodzenie mówi tylko o średnim wynagrodzeniu i niczym więcej. Nic dziwnego, że nic innego nie da się z niej odczytać. ;)

    • Anonim

      Nie zmienia to faktu, że stwierdzenie „Większość ludzi w Polsce zarabia ok. 3000 złotych netto miesięcznie.” jest bzdurą.
      Bezrobotni to 7.2% (czerwiec 2017), ludzie z najniższa krajową 8,2% (dane 2012 – wzrost tej kwoty raczej uniemożliwia szybkiego spadku odsetek ludzi z takim dochodem). Od najniższej krajowej do 3000 netto jest bardzo daleko i tyle zapewne zarabia większość ludzi. A gdzie ludzie na zleceniach i umowach śmieciowych (na 1/2, 1/4 i 1/8 etatu)? Gdzie ludzie robiący na czarno?

    • Krzysztof Tukiendorf

      I tu się temat zamyka, bo to niewygodne fakty, z którymi ciężko dyskutować :)

    • Tu się temat zamyka, bo ciężko w komentarzu cytować kilkusetstronnicowy dokument GUS dotyczący struktury wynagrodzenia w Polsce.
      Tu się temat zamyka, bo ciężko dyskutować z kimś, kto nic poza średnim wynagrodzeniem nie zna i zamiast twardych danych zgaduje, cyt. „tyle ZAPEWNE zarabia większość ludzi“.

      A przecież GUS w raporcie wszystko napisał i zgadywać nie trzeba :)

    • Krzysztof Tukiendorf

      Wszystkiego nie napisał, i od tego trzeba zacząć. Danych o pracujących „na czarno” nie znajdzie. O tych którzy mają najniższą krajową, a resztę pod stołem też. Także do tego „wszystko napisał” jeszcze sporo brakuje…

    • Tymi, którzy pracują na czarno powinna zająć się prokuratura a nie GUS :)

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      No nie wiem, jak robiłem zlecenie dla Prokuratury Generalnej, to dostałem jakieś 16 tysięcy na rękę za 4 wizyty po 8 godzin każda + jakieś 20 godzin pracy wcześniej. Wychodzi 300zł za godzinę, z naszych publicznych pieniędzy. Zlecenie specjalistyczne, związane z bezpieczeństwem informacji.

      PS
      Jestem też blogerem, i co teraz?

    • Krzysztof Tukiendorf

      Proponuje powołanie komisji śledczej, która zbada dlaczego prokuratura zatrudniła „recydywistę”…

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      Polecam poczytać o zatarciu skazania ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • Nic, a co ma być? Oczekujesz podziwu czy szoku? Bo nie wiem, jaki zestaw reakcji przygotować.

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      No skoro w moim wypadku nic, to czemu w wypadku Moniki Czaplickiej wyrażasz takie duże oburzenie?

    • Pewnie dlatego, ze to jest oburzające, iż władza wydaje kasę na takie pierdoły. Bawią się za nasze pieniądze zatrudniając kogo popadnie dla rozrywki. Może klauna jeszcze zatrudnią, żeby ich porozśmieszał.

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      Dla rozrywki?

    • Prawo obywateli do informacji jest prawem zapisanym w Konstytucji. Ze względu na fakt, że gros obywateli korzysta z social media organy państwowe w ten sposób realizują swój obowiązek.
      Oburza Panią wydanie 7 tys.. Jednorazowo na przeszkolenie.

      No to pobawmy się w „zgaduj i bądź konsekwentny“. Ile pieniędzy płaci polski rząd za obsługę kanałów social media (miesięcznie!) wliczając w to obsługę kanałów premiera, pod nazwą Beata Szydlo, KPRM i wszystkich ministerstw?

      Czy ta kwota, wieeeeeelokrotnie większa, w dodatku z miesiąca na miesiąc powiększając się już Pani nie oburza?

      A może to wcale nie chodzi o kwotę, o jej sens, tylko o to kto ją wydał?

  • Kamil

    Widzę, że „towarzystwo wzajemnej adoracji” zawsze obroni siebie nawzajem. Wyzywanie przeciwników od lemingów i panegiryk na cześć pani Czaplickiej… to takie w waszym stylu.

    • Możesz jej nie lubić, ale lepszego specjalisty od kryzysów nie znam. :/

    • Alot

      Poczytaj może o jej własnym kryzysie, którego nie umiała wygasić.

      Ostatecznie aplikację wypełniło ponad 700 osób i jak możemy się domyślić – okazało się to za dużym obciążeniem.
      Specjalistka, która zawodowo walczy z kryzysami w social mediach, teraz sama się z nim mierzy. Rekruterka nie wywiązała się z terminów już dwukrotnie, a są nawet takie osoby, które do dzisiaj nie otrzymały żadnej odpowiedzi.

      Najbardziej zawiodło mnie to, że pani Monika nie dotrzymała słowa – mówi Łukasz, który aplikował do agencji Wobuzz. – Obiecała, że każdy otrzyma odpowiedź czy przeszedł do następnego etapu czy też nie do 27 marca. Tak się nie stało.

  • Rincewind

    „Uważasz, że to człowiek, który zna się tylko na „względnie poprawnym pisaniu”, ” Nie, w większości przypadków nawet tego nie uważam.

  • Eddcsa

    Jeśli ktoś sam się prezentuje jako bloger to uważnie się przyglądam jego kompetencjom, a brakom tych kompetencji. Dla mnie bloger to taki kundel pseudodziennikarz słowem ścierwo.

  • osolemijo

    Adwokat diabła tylko nie wiem po co, za chwile polowa z nich na czele z hgw bedzie pierdziec w pasiaki za wał z kamienicami

    • Ile wziąłeś?

    • osolemijo

      Ich zapytaj ile brali

    • _____

      kamienicę (mały procent kamienicy) zwrócił HGW Kaczyński. kto pójdzie siedzieć?

    • osolemijo

      Ty

    • _____

      tak, wiem. „podła zmiana” najchętniej powsadzałaby wszystkich, którzy sa niezależni i wolni. jak każdy reżim.

    • Osolemijo

      Miejsce złodziei jest w wiezieniu. Trzeba miec tupet, zeby ich bronic. Wstyd

    • _____

      No to dlaczego ich bronisz?

    • Osolemijo

      Kogo

    • _____

      zdrajców i złodziei.

  • Mm

    Ale kto powiedział, że piewcy prawdy poszukują prawdy?
    Najczęściej jest tak, że używane przymiotniki i przysłówki mają zaprzeczać największym słabościom. Zmniejszać dysonas poznawczy, zaprzeczać wątpliwej jakości naturze autora. Dla innych te wartości to absolutny standard i norma , nie muszą się tym afiszować.
    Miałem takiego szefa który słowa „uczciwość i zasady” wymawiał codziennie z dużych liter i prawie przyklękał. Wszystko o nim mógłbym powiedzieć oprócz tych dwóch okresleń ☺.
    Stąd później takie oksymorony jak „Trybuna Ludu”, Żołnierz Wolności „, (takie czasopismo z czasów komuny”), „gazeta polska”, „Prawo i Sprawiedliwość ” itd.

  • Alot

    Grzesiek stworzył kiedyś Antyweba, a my dzisiaj możemy się poszczycić wartościowymi dla nas treściami czytelników.

    Gwoli ścisłości – największą wartością AW są komentarze. Teksty są małoznaczącym dodatkiem a właściwie pretekstem do dyskusji.

    • Anonim

      Smutne, ale prawdziwe. Jak raz na tydzień przeczytam tekst na AW, to już jest święto. Zwykle tytuł lub jeden akapit czy dwa.
      Natomiast codziennie odwiedzam sekcję komentarzy, gdzie zwykle jest uzupełnienie informacji z tekstu, wytknięcie błędów lub nawet rzeczowa dyskusja.

    • Krzysztof Tukiendorf

      No nie ma się co dziwić, jak większość „tekstów” to parę powtarzających się nie przemian akapitów… naprawdę ciężko się to czyta i człowiekowi po 2-3 już się odechciewa. Najgorsze jest jednak to, że po przeczytaniu człek zastanawia się o czym to w ogóle było…

  • Jot

    Irytuje mnie to, że komunikacja w social media wciąż przez wielu jest postrzegana jako nieistotna i nie wymagająca specjalistycznej wiedzy. To, że każdy ma profil na FB nie oznacza, że każdy potrafiłby profesjonalnie prowadzić komunikację marek czy (a nawet tym bardziej!) instytucji publicznych. Dla tych drugich szczególnie ważna jest sprawna komunikacja, bieżąca informacja, dialog, zwłaszcza podczas sytuacji kryzysowych… Media społecznościowe stały się tu potężnym narzędziem komunikacji – często ważniejszym niż www czy informacje prasowe. Profil w social media to w dzisiejszych czasach praktycznie biuro prasowe. Dlaczego dziwi, że na poprawę takiej komunikacji wydawane są publiczne pieniądze? A dla kogo ta komunikacja jest? Cieszycie się, kiedy możecie przez FB załatwić jakąś sprawę albo uzyskać bieżącą informację? Piszecie wiadomości do profili licząc na szybką odpowiedź (którą zwykle dostajecie)? Sprawnie działający profil instytucji publicznej to nie „sprzedawanie powietrza” tylko realna korzyść, przede wszystkim dla samych mieszkańców. Nie rozumiem, dlaczego fakt, że miasto w to inwestuje, budzi jakiekolwiek kontrowersje. Rozumiem oburzenie, gdyby pieniądze za takie działania zgarnął ktoś totalnie bez doświadczenia, ale w tym wypadku? Cieszy, że urzędnicy są świadomi potęgi sprawnej komunikacji w social media.

    • Alot

      Jest istotna i wymaga wiedzy.
      W pierwszej kolejności wiedzy o tym, jak przedstawić się, by uczestnicy szkolenia zapamiętali właściwe informacje o Tobie.

    • ja

      Oho, odezwał się jakiś „specjalista” od social mediów :D
      Skąd wiem? Bo wygłasza jedyne słuszne opinie nie podlegające żadnej dyskusji. A że pisze głupoty? No to co? Przecież to social media :>
      KAŻDY ma profil na FB? Serio? Iloma użytkownikami chwali się Marek Cukiereczek, a ilu ludzi liczy ludność świata? Jeśli nie wiesz, zapytaj na FB :>
      Może nie uwierzysz, ale jednak większość ludzi jeszcze nie zidiociała i nie korzysta z tego gówna :>

    • mój nick

      Komunikacja przez SM to głównie pchanie reklamy, świadczą o tym portale nawet bardzo dużych firm, które właśnie się tak zachowują. Przykład? weźmy np. duże firmy telekomunikacyjne. Na narzekania na fejsie, często konkretne, bądź wytykające nieprawidłowe działanie samego operatora najczęstsza odpowiedź to „prosimy o kontakt z naszym działem obsługi klienta pod numerem ….. lub zgłoszenie reklamacji przez stronę ……” – czyli jest fajnie jak jest fajnie, ale jak coś się sypie to załatwimy to po cichutku.
      „Cieszycie się, kiedy możecie przez FB załatwić jakąś sprawę albo uzyskać bieżącą informację” – spraw urzędowych przez SM załatwić się nie da z uwagi na uwarunkowania prawne. „Nie rozumiem, dlaczego fakt, że miasto w to inwestuje, budzi jakiekolwiek kontrowersje.” – miasto powinno przede wszystkim prowadzić na bieżąco BIP, który ma jakieś umocowanie prawne i zostały już na niego wydane pieniądze.

    • Anonim

      Nie bądź śmieszny. Wystarczy mieć odrobinę rozumu, nie kłamać, nie obiecywać gruszek na wierzbie i każdy może odnaleźć się w socjal mediach.

      Jednocześnie uważam, że obecność wszelkich instytucji czy partii na FB, TW itp „portalach” dowodem niepoważności tych instytucji. Instytucje powinny mieć stronę informacyjną, infolinię telefoniczną i BIP oraz skrzynkę lub skrzynki mailowe. To są sposoby kontaktu uznawane przez poważnych ludzi. Używanie FB to zwykła reklama i próba wkupienia w najgłupsza i jednocześnie (niestety) najliczniejszą grupę społeczeństwa. Strona na FB jest bezużyteczna, bo i tak przez FB nie można nic załatwić, nie jest to oficjalna droga urzędowa dla nikogo.

      Sprawna komunikacja w socjal media nie istnieje. Jeśli ktoś zostanie obsmarowany lub przyłapany w tv lub na portalu kalibru Onet czy WP, to jego wytłumaczenie czy przeprosiny na jakimś FB czy TW nie będą zauważone i są nic nie warte.

  • Dzięki za wspomnienie. Podlinkowalibyście do blogu a nie do artykułu na AW ;)

    Ad meritum. To temat na dłuższą rozmowę. IMO definicja „blogera” ewoluowała przez ostatnich kilkanaście lat. W 2002-2003 kiedy zaczynałem blogować, blogerem był „każdy, kto ma blog”. Dziś już bym się tym nie zgodził – dziś, według mnie – blogerem można nazwać kogoś, kto zawodowo zajmuje się blogowaniem, zarabia na tym, jest to jego główne źródło utrzymania. Przecież gościa, który na co dzień sprzedaje w sklepie a tylko okazjonalnie naprawia kran nie nazywamy „hydraulikiem”.

    W tym kontekście większość ekspertów blogerami – moim zdaniem – nie jest. Monika Czaplicka, Natalia Hatalska czy wspomniany przez Was Michał Sadowski traktują blog jako jedno z wielu narzędzi do promowania tego, na czym naprawdę zarabiają pieniądze. I to jest chyba problem tego „wąskiego myślenia”.

    • Źle myślisz. Blogerem jest każdy, kto ma bloga. Osobę, która na nim zarabia, możesz nazwać blogerem zawodowym. Abstrahując już od tego, że nikt inteligentny nie będzie traktował tego przez wiele lat jako źródło utrzymania.

    • A jeszcze wcześniej blogerem był ten, kto publikował linki do „fajnych“ treści w sieci. Czasami dodając pod linkiem krótki komentarz o czym traktuje linkowana treść. ;)

    • Krzysztof Tukiendorf

      Jeszcze wcześniej? Jeszcze wcześniej, czyli przed rokiem 2002 dostęp do sieci był bardzo ograniczony… i nie piszę tu z perspektywy osoby mieszkającej w wielkiej aglomeracji, a z perspektywy osoby zamieszkującej peryferia. Konia z grzędą temu kto w latach 90. miał swobodny dostęp do sieci i wykorzystywał ją do publikacji „fajnych“ treści.

    • Myślę, że jeszcze 10 lat wcześniej. :)
      W 2002 to już Onet platformę blogową uruchomił.

    • Krzysztof Tukiendorf

      W 1992, to sieć w Polsce leżała i kwiczała, bo przez dwa lata od uruchomienia pierwszej sieci w kraju za dużo nie dało się zrobić.

    • Konkretnie to mam na myśli rok 1993 i niekoniecznie Polskę. Pierwsze blogi w Polsce zaczęły powstawać w 1997 roku, w 2001/2002 pojawił się wpis na polskiej Wikipedii.

      Chciałbym doprecyzować temat dyskusji, bo odnoszę wrażenie, że rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach.
      Ja odniosłem się do tego kim był bloger zanim powstały platformy blogowe, tj. właśnie przed 2000 rokiem.
      Jeżeli chodzi o niewielką skalę tego zjawiska w ub. stuleciu to ja w pełni się z Panem zgadzam.
      Katalog amerykańskich blogów (strony z linkami do ciekawych stron i krótkim komentarzem) stworzony przez Kottkego zawierał kilkadziesiąt pozycji (bez pamiętników, bo one wówczas określane były jako online diary i nikt nie myślał by nazywać je blogami).

      Ja chciałem zwrócić tylko i wyłącznie uwagę, że w ub. stuleciu blogami określano osobiste strony z linkami, a nie, że miało być ich dużo.

      Jorn Barger, któremu przypisuje się stworzenie pierwowzoru terminu, najpierw określał swoją stronę jako „log of the web“, nawiązując do codziennych zapiskow odwiedzonych stron. Trochę później nazwał ją weblogiem.

    • Jack Morgan
  • tayfun

    Cały problem z blogerami jest zazwyczaj tali że porostu nie są szczerzy a czytelnika traktują jak barana na grzbiecie którego przejdą na wyższy poziom w zarabianiu kasy i zdobywaniu popularności.

    • niestety tak wyewoluowały , kiedyś blogi były robione z pasja i nie dla pieniędzy w przeciwieństwie do portali. Teraz jedno i drugie się zlało a prawdziwe blogi to nisza

  • rr

    „Moniki Czaplickiej większości z Was przedstawiać nie muszę.”

    Naprawdę? A może jednak wypadałoby? O ile się orientuję, nie ma obowiązku znania jakichś tam blogerów. Ja na przykład dopiero teraz dowiedziałem się, że ta pani istnieje. Najwyraźniej jestem w mniejszości :>
    W związku z tym mam proste pytanie. Czy autor jest w stanie w jakikolwiek sposób uzasadnić tezę, że większości z Nas nie musi przedstawiać tej pani? Może autor prowadził jakąś ankietę? Chętnie poznałbym wyniki.

    Na tej samej zasadzie, gdybym wpadł na durny pomysł prowadzenia bloga, mógłbym napisać np. „Heńka z mojego osiedla większości z Was przedstawiać nie muszę” :D

    • Anonim

      Amen.

  • A ja mam takie zabawne uczucie, ze to dlatego, że kwota była… za małą.

    Kto to widział! Urząd za konsultacje wydał TYLKO 7000 zł?! Powinni zrobić przetarg i przelać do wujka szagra zięcia co najmniej 200k.

    • Krzysztof Lancaster Kotkowicz

      Był przetarg, Monika go wygrała.

  • Maciej Janoszko

    Kiedyś widziałem w sieci podśmiechujki, kiedy ktoś piszący artykuły na jakąś stronę określił siebie „dziennikarzem”. Posypały się gromy – bo jak to, bez skonczonych studiów w kierunku, bo jak to jesteś dziennikarzem, skoro nie utrzymujesz się z pisania. I coś w tym jest. Hobby to nie zawód, zawodowo jesteś tym, czemu poświęcasz najwięcej czasu i z czego jesteś najbardziej znany.

    Weźmy np. Ludwika Stommę. Jest profesorem, pisze artykuły do „Polityki” i również swojego bloga. Postrzegam go właśnie w tej kolejności. To profesor, który m.in. prowadzi bloga, a nie bloger, który pomiędzy kolejnymi postami wykłada na Sorbonie.

    I jak dla mnie, mamy 2 kategorie blogerów: właśnie ci, którzy coś robią i wykorzystują blogowanie do dzielenia się z innymi swoimi przemyśleniami, oraz ci, którzy robią praktycznie tylko to i w ten sposób zarabiają na życie. Niestety, brak jakiejkolwiek kontroli i – przede wszystkim – publiczne zachwyty nad tymi, którzy całą ideę blogowania sprowadzili na dno, powoduje że podobnie jak z „Public Relations”, które jest traktowane przez przeciętnego Janusza jako synonim krętactwa, ściemy i manipulacji, tak przez przeciętnego Polaka „bloger” jest postrzegany jako ktoś zajmujący się czymś na styku Daniela Magical i Macademian Girl/Kominka, czyli jakimś żenującym rodzajem publicystyki, do poczytania na sedesie lub plażowym kocyku. Nie dziwi mnie zatem oburzenie, bo jeśli p. Czaplicka jest przedstawiana z taką samą etykietką jak piszcząca nastolatka, opisująca swoje przemyślenia na temat cyrkonii na paznokciach, to news o współpracy z Ratuszem brzmi jak info o przewalaniu sporych kwot na cukierki. Może to wina czyjegoś skrótu myślowego, a może nieudolność samej zainteresowanej, że przedstawia się jako blogerka, a nie specjalistka ds. czegoś tam.

  • Alicja

    Piszę blog od 4 lat i nie ma tam żadnych reklam, bo się o to nie starałam. Choć powinnam coś na tym zarabiać, bo to też praca i wcale niełatwa. Wymaga jakiejś wiedzy, umiejętności poprawnego i interesującego pisania, dyscypliny i czasu. Nie za bardzo mam czas, ale i niewiele potrafię by lepiej rozpropagować mój blog. Mam stałe grono odbiorców, czasami ktoś nowy się pojawia, trochę komentarzy, ale przede wszystkim lubię pisać, lubię ludzi którzy tam zaglądają i lubię swój blog. Nie czuję się „Szarlatanką”, ale to super określenie jest ok. Pozdrawiam wszystkich tutaj i zapraszam na mój blog http://www.mozgojazda.wordpress.com

    • Anonim

      Estetycznie bardzo słabo.

    • Alicja

      Co jest słabe i dlaczego?

    • Anonim

      Tło strony nie porywa i średnio pasuje, ale to najmniejszy problem.
      Na stronie głównej powinny być najnowsze wpisy, a nie powitanie napisane tekstem z wymieszanymi kolorami i stylami.
      Czcionka na stronie jest zbyt jasna i trochę mała – zapewne na ekranach FHD w laptopie bez skalowania nie ma możliwości jej przeczytania.
      Czcionka różowo-łososiowa (czy co to jest za kolor) jest zdecydowanie za jasna i słabo widoczna.
      Nazwy pozycji w górnej belce nie są po polsku „FOTO, SZUKAJ W KATEGORIE”, a klikanie w nie otwiera nowe okno, zaś otwarte okno nie ma żadnych wpisów.
      Zygzaki na pasku bocznym nie pasują stylistycznie do strony, a szare tło jeszcze bardziej zmniejsza czytelność czcionek na nim.
      Układ kategorii jest nieprzemyślany.
      Informacje kontaktowe powinny być na oddzielnej stronie.
      Informacje, ile osób lubi ten blog powinny być na pasku bocznym.
      Informacja o ciasteczkach jest po angielsku.

  • Alicja

    Chciałam jeszcze dodać, że w internecie czasami korzystam z wiedzy p. Moniki Czaplickiej – znam jej dokonania i uważam, że jest znakomitą Osobą. Warto zaglądać na jej stronę można się wiele nauczyć, dowiedzieć.

  • Marian Paździoch syn Józefa

    Dzisiaj blogerzy to jedynie tuba reklamowa.

  • Szymon Stolarek

    Dostajesz serduszko za nawiązanie do „Niedźwiedzia Jamusza” <3

  • Cześć :)
    Moje oświadczenie w sprawie konsultacji i kwestii blogerów:
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10156038302203488&set=a.96253128487.113049.767508487&type=3