54

Kupuj bitcoina, sprzedaj bitcoina – fascynujące, ilu mamy teraz speców od kryptowalut

Korekta? Jak to korekta!? Pewnie nie brakuje osób, które reagowały w ten sposób, gdy widziały, że kurs najpopularniejszej obecnie kryptowaluty spada. Dopiero co weszli w tę inwestycję, liczyli na szybkie i duże pieniądze, a tu taka niemiła niespodzianka. Oczywiście nie brakuje głosów otuchy: spokojnie, to normalne, zaraz wracamy do wzrostów - kurs Północ! Nasilają się dyskusję, widać wyraźnie, że przybyło speców od finansów.

Bitcoin w końcu potaniał. Piszę „w końcu”, bo w ostatnich tygodniach jego wspinaczka była tak imponująca, że przykuł uwagę mediów, inwestorów oraz analityków na świecie. Wszędzie o nim mówiono, zdecydowanie wykroczyło to poza ramy biznesu i nowych technologii. Kilka dni wystarczyło, by zaobserwować jego „moc”: przebił granicę 2 tysięcy dolarów, potem było 2200, 2500, 2700. I gdy wydawało się, że zaraz przekroczy próg 2800, a potem pewnie 3 tysięcy dolarów za bitcoina, kurs się załamał. Spadł o kilkaset dolarów. Początek ostrych spadków? Może – nie jestem specjalistą (wróżem), by się wypowiadać. Na razie sytuacja się stabilizuje, bitcoin znowu rośnie.

Niedawno pisałem o tym rajdzie i przestrzegałem, by uważać z kryptowalutami. To może być fajna zabawa, sposób na inwestowanie, ale nie można do sprawy podchodzić na zasadzie „zarobię krocie w tydzień”. dobrze się stało, że w końcu kurs spadł, przydałby się nawet większa korekta, by uzmysłowić ludziom, że nie ma czegoś takiego, jak „pewny zysk”. Zwłaszcza tym, którzy myślą, że bitcoin będzie rósł w nieskończoność, że do końca roku zarobią 500%.

Nie wątpię, że w Polsce, także wśród naszych czytelników, znajdziemy speców od kryptowalut, ludzi, którzy wiedzą, jak to działa, dlaczego następują spadki/wzrosty, są w stanie przewidzieć niektóre wydarzenia. Odnoszę jednak wrażenie, że w krótkim czasie dorobiliśmy się masy „specjalistów”. Jedni krzyczą „bańka”, drudzy zapewniają, że trzeba inwestować, bo to pewniak, dochodzi do kłótni, ale jakoś brakuje w nich argumentów. Akademia ekonomiczna im. Facebooka i YouTube’a najwyraźniej zaliczona. Można urabiać kolegów w pracy, rodzinę i znajomych, wciskać im kit o znajomości tematu i wielkich możliwościach. Wczoraj słyszałem taką rozmowę na żywo. Bo ktoś przeczytał w Sieci, że to kokosy. Radzę uważać…