Bezgłośnikowy system audio - grafika
37

Bezgłośnikowy system audio w samochodzie firmy Continental. Sprawdziliśmy jak to działa

Wysokiej klasy car audio zajmuje dużo miejsca i jest ciężkie. Bezgłośnikowy system nagłośnienia ma przy porównywalnej jakości zajmować znacznie mniej miejsca, być lżejsze, a także zużywać mniej energii. Czy to ma sens? Jak to w ogóle działa bez membrany? Miałem okazję to sprawdzić w specjalnym prototypie wyposażonym w takie właśnie rozwiązanie.

Bezgłośnikowy system audio w samochodzie? Jest nam to w ogóle potrzebne? To jest w sumie najważniejsze pytanie, na które trzeba odpowiedzieć. Jak się okazuje, dobrej klasy systemy nagłośnienia samochodowego zajmują mnóstwo miejsca – ekwiwalent 10 do nawet 30 litrów. Najwięcej przestrzeni przeznaczone jest na sam głośnik, którego membrana musi być odpowiednio duża do wytworzenia średnich i niskich tonów. Łatwo się o tym przekonać, gdy spojrzy się na wielkość głośnika w przednich drzwiach, nie mówiąc już o przestrzeni zajmowanej przez subwoofer. Zapytacie: ale czy to jest jakiś problem?

Sposób działania bezgłośnikowego systemu audio

Jest, gdyż subwoofer zajmuje często miejsce koła zapasowego, głośnik w przednich drzwiach ogranicza umieszczony tuż obok schowek, zaś zabudowanie głośników wysokotonowych to zawsze walka między departamentem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo z ludźmi projektującymi audio właśnie. Słupek A – ten, który w razie nawet poważnej kolizji ma pozostać nienaruszony, byśmy mogli swobodnie otworzyć drzwi – musi się cechować odpowiednią sztywnością, którą może naruszyć głośnik w nim zamontowany. Drugim powodem, dla którego Continental podjął prace nad bezgłośnikowym systemem audio jest oczywiście waga całego systemu. Rzecz w tym, że producenci starają się możliwie odchudzać swoje samochody, by poprawić dynamikę, a także ograniczyć zużycie paliwa (mniejsza bezwładność). Różnice między kolejnymi modelami samochodów to często kilkanaście – kilkadziesiąt kilogramów. Przykładowo nowe Audi A5 jest lżejsze od poprzednika o 60 kg. Jeśli zestawimy tą liczbę z potencjalnym zyskiem jaki może dać bezgłośnikowy system audio, to szybko można dość do wniosku, że ta oszczędność masy stanowiłaby istotny udział w ogólnej redukcji ciężaru samochodu.

Bezgłośnikowy system audio w wykonaniu Continentala zajmuje również znacznie mniej miejsca. Producent twierdzi, że w najmniejszej opcji zajęta przestrzeń będzie odpowiadała 1 litrowi. To zasadnicza różnica względem tradycyjnego rozwiązania.

Przetwornik zamontowany w drzwiach

Jak działa bezgłośnikowy system audio?

Działanie bezgłośnikowego systemu audio opiera się na tej samej zasadzie jak ma to miejsce w przypadku instrumentów smyczkowych, gdzie rezonują elementy nieruchome. Przetwornik – bliski temu, który znajdziemy w tradycyjnym głośniku, przytwierdzony jest bezpośrednio do np. słupka A bądź dachu samochodu. Jego magnes i cewka generują mikrowibracje, które przy odpowiedniej częstotliwości odbierane są przez nasze uszy jako dźwięk. My siedzimy niejako w środku tego pudła rezonansowego, którym jest kabina samochodu. Wciąż więc auto musi być wyposażony we wzmacniacz i przewody doprowadzające prąd do wszystkich elementów, ale oszczędza się przede wszystkim na miejscu, które zajmują tradycyjne głośniki.

Bezgłośnikowy system audio - prezentacja

Lokalizacja elementów rezonujących jest z grubsza podobna do tradycyjnego systemu audio. Za wysokie tony odpowiadają słupki A, średnie tony odtwarzane są głównie przez drzwi, zaś niskie tony generowane są przez tylną przegrodę lub dach. Co ciekawe, do odtworzenia dźwięku mogą zostać również użyte np. przednie fotele i tak właśnie było w przypadku samochodu demo, którym był przeprojektowany Mercedes-Benz Klasy E.

Praktyka systemu bezgłośnikowego firmy Continental

Na wstępie polecam obejrzeć film, który nagrałem w samochodzie demo. Zaznaczam przy tym, że kamera nie była wyposażona w specjalny mikrofon, a więc to co usłyszycie z własnych głośników nie jest reprezentatywne względem tego, co można usłyszeć w samochodzie.

Moja opinia

Na wstępie zaznaczę, że żadnym specjalistą od audio nie jestem, ale też słoń nie nadepnął mi na ucho. Utwory, które miałem okazję posłuchać nie należały do grupy świetnie mi znanych, a przez to trudno mi ocenić jakość przekazu. Niemniej: dźwięk był czysty i dynamiczny, nawet przy wyższej głośności. Nie usłyszałem żadnych niepokojącego trzeszczenia, które mogłoby pochodzić z trzęsących się elementów wyposażenia samochodu (coś, co ma miejsce w zbyt mocno zestrojonym systemie audio, szczególnie w starszym i zaniedbanym aucie). Odniosłem tylko wrażenie, że niektóre tony były nieco zbyt podbite dla pozornej poprawy odbioru – utwory wolę słuchać w oryginale.

Interesująco ma się sprawa w związku z generowaniem dźwięku przez przednie siedzenia – używane głównie do wzmocnienia basu. Pasażer tam siedzący odczuwa wibracje bezpośrednio na ciele. Z pewnością poprawia to odbiór cięższej muzyki, gdy chce się nie tylko słyszeć, ale także czuć niskie tony. Z drugiej jednak strony na dłuższą metę wydaje mi się, że może to być denerwujące, że fotel będzie wibrował przy każdym uderzeniu basu, co może zostać źle odebrane przez kierującego jako np. uślizg którejś osi. Mam więc nadzieję, że producent zaoferuje możliwość np. włączenia/wyłączenia pewnych kanałów.

Samochód demo: Mercedes-Benz Klasy E

Na koniec

Bezgłośnikowy system audio ma o wiele większe możliwości niż tylko odtwarzanie muzyki. Przez to, że dźwięk może wydobywać się z konkretnego miejsca w samochodzie łatwo jest w ten sposób ostrzegać kierowcę np. o potencjalnych zagrożeniach. Wystarczy, że próbie wjechania na sąsiedni pas ruchu, na którym znajduje się inny pojazd, będzie towarzyszył mocny dźwięk wraz z wibracjami z lewej strony pojazdu i już to będzie znacznie bardziej czytelny i skuteczny alert względem standardowego, wydobywającego się gdzieś z okolic deski rozdzielczej.

Możliwości to jedno, ale na tym etapie jeszcze zbyt trudno ocenić czy taki bezgłośnikowy system audio będzie w stanie wyprzeć tradycyjne zestawy z samochodów. Jednak pierwsze zapoznanie się z tym rozwiązaniem sprawiło, że mocno mu kibicuję, bo przy zachowaniu porównywalnej jakości dźwięku udałoby się znacząco zmniejszyć przestrzeń zajmowaną przez urządzenia audio, a to poprawiłoby nie tylko kwestie funkcjonalności, ale i bezpieczeństwo, a na tych kwestiach zależy nam chyba najbardziej.