Barry Seal. Król przemytu grafika
5

Barry Seal. Król przemytu – recenzja. Tom Cruise w formie, idealne zakończenie wakacji

Ile w tym wszystkim prawdy, a ile fantazji scenarzystów? Gdyby produkcja nie była satysfakcjonująca, to moglibyśmy dociekać powodów i próbować zrozumieć, co poszło nie tak, jednak w przypadku Barry Seal. Król przemytu wcale tego robić nie musimy. To świetny film akcji na samą końcówkę wakacji.

Wyjaśnijmy sobie jednak na samym początku, że nie można potraktować najnowszej produkcji z Tomem Cruisem, jako filmu przedstawiającej prawdziwą historią Barry’ego Seala. Już zapoznanie się z jego skróconym bio wystarczy, by dostrzec spore różnice pomiędzy wydarzeniami z jego życia, a opowieścią przedstawioną na ekranie. Historia została potraktowana dość luźno, z przymrużeniem oka. To pozwoliło jednak na stworzenie utrzymującego wysokiego tempo fimu. Akcja nie zwalnia ani na chwilę, choć główny bohater musi mierzyć z wieloma przeciwnościami losu.

Barry Seal. Król przemytu - Tom Cruise

A wszystko zaczęło się od jego współpracy z CIA i kartelem Medellin. Tak, dokładnie tym samym, którym kierował Pablo Escobar i o którym opowiada serial od Netflix pt. Narcos. Barry wykazał się ogromnym sprytem pracując jednocześnie dla obydwu stron. Zaczynał sam, ale zbudował prawdziwe przedsiębiorstwo zatrudniając kolejnych pilotów. Prawie tak dobrych jak on. W efekcie udawało mi się przemycać przeogromne ilości narkotyków z Kolumbii do Stanów Zjednoczonych. Jego umiejętności uczyniły go wcześniej najmłodszym pilotem, który zasiadł za sterami dwóch modeli Boeinga: 707 i 747. W filmie to CIA wyciąga do niego rękę jako pierwsza, choć w rzeczywistości wyglądało to inaczej. Oglądamy, jak etatowy pilot linii lotniczych rezygnuje z pracy i rozpoczyna współpracę z agencją. Na jej zlecenie fotografuje obserwowane przez agencję obszary w Ameryce Południowej i dostarcza rebeliantom broń oraz inne wyposażenie mające pozwolić na przeprowadzenie rewolucji.  Przy okazji solidnie dorabia na przemycie.

Barry Seal. Król przemytu - kadr

Tom Cruise jako Barry Seal wypada znakomicie. Widać, że bawi go ta rola, niezależnie od tego w jakiej sytuacji się znajduje. Jako agent Monty Schafer wystąpił Domhnall Gleeson, znany z ostatniej części sagi Gwiezdnych Wojen, gdzie zagrał Generała Huxa. Obsadę uzupełniła Sarah Wright (żona Barry’ego). Przez cały czas mamy do czynienia z muzycznymi hitami w tle, które dodają klimatu akcji osadzonej w latach ’80. Punktem wyjścia do wielu istotnych zdarzeń są nagrania wideo, które pozostawił po sobie Seal występując samodzielnie przed kamerą w hotelowych pokojach. One również mogą się podobać.

Wszelkie służby czyhają na błąd Seala, ale ten ma sprzymierzeńców na wysokich stanowiskach. Wstawia się za nim między innymi ówczesny gubernator Bill C. Jego występki są ignorowane, a Barry’emu brakuje miejsca na gotówkę. Całość trwa około dwóch godzin, które mijają naprawdę szybko. Nie ma tu miejsca na dłużyzny, o czym świadczy dynamiczny początek niemal unikający szerszego przedstawienia głównego bohatera. Jako wadę można uznać spłycenie całości, ponieważ kilka wątków oraz postaci zasługiwałoby na choćby delikatne rozwinięcie.

Barry Seal. Król przemytu w okularach

Tom Cruise rehabilituje się za Mumię, a co istotne mógł wykazać się szerszym spektrum umiejętności aktorskich, czego nie wymaga od niego na przykład rola w Mission Impossibile. Barry Seal. Król przemytu, a w oryginale American Made, to udany akcyjniak, który z rozmachem opowiada ciekawą historię.

  • XXX

    Oglądne z przyjemnością bo to mega ciekawa historia ale Toma Cruisa nie trawie gościa nie lubie

    • Konrad Kozłowski

      Jakiś konkretny powód?

    • Carlin

      Każdy katol nie lubi Toma. Ot to ten powód. Jahwe’s dick is bigger ;)

    • Mailosz

      Nie ta religia :)

      Jesteś niczym religijny amerykanin, który wrzuca wszystkie niemainstreamowe religie/sekty do jednego worka. :)

  • Daniel Bąk

    Tom stworzył niesamowity klimat w filmie. Mocna rehabilitacja po mumii ☺️