18

W 24 godziny zrobili aplikację do… zamawiania piwa. Teraz bank wyśle ich do Doliny Krzemowej

Hackathony nie są nową ideą, nawet na polskim rynku zdążyły się upowszechnić - takich imprez przybywa, rośnie ich ranga, rozszerza się zakres tematyczny, ale też zainteresowanie ze strony potencjalnych uczestników. Ci ostatni nie pochodzą jedynie z Polski, maratony kodowania w naszym kraju stają się przedsięwzięciami międzynarodowymi. Przykładem 24H-CodING, czyli impreza zorganizowana przez Grupę ING. Udowodniła ona, że sektor bankowy nie zamierza poddawać się bez walki i nie składa broni przed startupami oraz gigantami tech.

Bank ma problem – takich głosów nie brakowało podczas imprezy, w której wziąłem udział w ubiegły weekend. I nie chodziło tu o konkretną instytucję, lecz o całą branżę. Z jednej strony ma ona wiązane ręce przez regulatorów i jednocześnie nie chce się narazić klientom, z drugiej, jest coraz mocniej naciskana przez branżę technologiczną. Ta ostatnia nie jest jednorodna: to zarówno młode, głodne sukcesu startupy, które chcą namieszać na skostniałym rynku, jak i wielcy gracze pokroju Facebooka, Google czy Apple, którzy ostrzą sobie zęby na sektor finansowy. Ponoć ta druga grupa jest znacznie groźniejsza. Sposobem na zmaganie się tymi przeciwnikami ma być poszukiwani nowych rozwiązań, zmiana mechanizmów działania, otwarcie się na innowacje. Wszystko jednak musi być serwowane w odpowiednich dawkach, zgodnie z prawem i zasadami bezpieczeństwa…

Walcownia znowu działa

24H-CodING to impreza zorganizowana przez Grupę ING w Katowicach, konkretnie w zabytkowym budynku Walcowni. Miejsce dobrze mi znane, miałem okazję zwiedzić je już przed rokiem i ucieszyłem się, gdy poznałem lokalizację wydarzenia – warto stawiać na takie obiekty, przypominać o nich, dawać im drugie życie. To dziedzictwo, z którego nie można rezygnować, tym trzeba się po prostu chwalić. Zderzenie starego (sam obiekt, ulokowane w nim maszyny, zabytkowe pojazdy) z nowym (światłowody, setki programistów z laptopami) robiło wrażenie. Może nie na tyle, bym zaraz miał mówić o polskiej Dolinie Krzemowej, ale z pewnością jest to krok we właściwym kierunku, dowód na zmiany, które powinny przynieść coś dobrego nie tylko firmie, lecz także miastu i regionowi.

24H-CodING to szansa dla obu stron

Chętni mogli zgłaszać chęć udziału w imprezie do końca marca, z tego grona wybrano ludzi, których zaproszono do Katowic. Uczestników było blisko 400, tworzyli ponad 50 zespołów, reprezentowali kilkanaście państw – nie tylko z Europy. Zespoły można podzielić zasadniczo na dwie grupy: pierwszą stanowili pracownicy ING, drugą ludzie z zewnątrz, startupy lub osoby, które noszą się zamiarem utworzenia własnego biznesu. Dobrze byłoby z nim wystartować wygrywając taki hackathon, przyciągając uwagę dużej korporacji, która może kupić pomysł lub pomóc go rozwinąć. Zdecydowanie jest o co walczyć.

Zwycięzcy konkursu wybiorą się do Doliny Krzemowej, by tam podpatrywać rozwój biznesu technologicznego – nagroda, która może mieć większą wartość, niż walizka pieniędzy. Bank miał natomiast okazję rzucić okiem na pomysły, które niekoniecznie pojawiłyby się na jego korytarzach, w jego gabinetach i laboratoriach. Przedstawiciele ING podkreślali, że zmieniają mechanizmy funkcjonowania firmy, że chcą ograniczyć wpływ korporacyjnej hierarchii na podejmowanie decyzji, że dostosowują się do zmian w biznesie, bo czują presję ze strony innych graczy – niekoniecznie banków. I te działania rzeczywiście widać, przykładem uruchomienie Innovation Lab, któremu kiedyś poświęcę pewnie więcej uwagi.

Speednet z Polski, czyli… apka do zamawiania piwa

Hackathon miał doprowadzić do powstania usługi, narzędzia, które ułatwią życie klientom ING, ale też pomogą organizatorowi – bank nie będzie przecież wspierał produktu stanowiącego dla niego zagrożenie. Czy uczestnicy przyjechali do Polski z ciekawymi projektami? Zacznę od tego, że część z nich rzeczywiście pojawiła się w stolicy Śląska z gotowym pomysłem: gdy hackathon wystartował, nie dyskutowali o tym co chcą zrobić, lecz zabierali się do realizacji apki. Dobę później prezentowali przez kilka minut efekty prac jury, a to wybrało pięć zespołów, które mogły wystąpić przed publicznością. Było innowacyjnie?

Spotkałem się z opiniami, że część zespołów przedobrzyła, zepsuła całkiem niezłe pomysły. Nie brakowało też projektów wtórnych i dało się to odczuć podczas finałowej prezentacji – słuchając jej odnosiłem wrażenie, że gdzieś już się z tym spotkałem. Jeśli nie z całym projektem, to chociażby z samą ideą. Jedni będą rozczarowani, inni stwierdzą, że wszystko już wymyślono, ale niekoniecznie zrobiono to dobrze: może da się uprościć pewne mechanizmy, skrócić procesy, zwiększyć ich bezpieczeństwo i wygodę klienta, zmniejszyć wydatki banku? Zmagania wygrała ekipa Speednet z Polski. Tak przedstawia się krótki opis pomysłu:

Our mobile application changes the way customers of pubs or restaurants place their orders. Thanks to our app you can go through the entire process of order and payment via your mobile device. No need to wait for the waiter to place the order, receive the bill or pay for the meal. You can do all these independently on your phone. Did you forget your card? No problem. No need for a card either. You can make a secure payment with your mobile phone.

Sprawa jest raczej prosta: nie trzeba stać w kolejce do baru, nie trzeba czekać na kelnera, który przyjmie zamówienie – skorzystaj ze smartfona i zamów jedzenie czy picie, które powinno szybko pojawić się na stoliku. Ma sens (innego zdania mogą być kelnerzy, na których zapotrzebowanie może spadać), chociaż wymagałoby nie tylko zaangażowania banku czy zainteresowania klientów – w to musiałyby się włączyć bary i restauracje. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że zadamawiam piwo w telefonie i wszystko jest sprawnie realizowane.

Pozostałe zespoły, które trafiły do finału, skupiły się na skanowaniu kodów QR w sklepach (rzekome przyspieszenie procesu zakupowego), platformie do przeprowadzania transakcji jednym kliknięciem, był pomysł wykorzystania asystentów głosowych w bankowości czy platforma, dzięki której ludzie mogliby sobie pożyczać pieniądze (bank chyba nie byłby tym zachwycony). Gdzieś już o tym słyszeliście? Ja tak. I jak zwykle pojawiają się pytania o bezpieczeństwo, możliwości wdrożenia takich rozwiązań, ich wartość dla klientów czy dla organizatora imprezy…

Przy okazji prezentacji wrócił temat, o którym pisałem po zeszłorocznym smogathonie: drużyny mają problem z prezentacjami. Pomysł może być świetny, ale nie przebije się, jeśli zostanie „wydukany”, oprawiony w jakieś dziwne scenki, jeśli twórcy nie skupią się na tym, co ważne, nie będą w stanie odpowiedzieć na pytania jurorów czy publiczności. Co z tego, że to rewolucyjna idea, skoro nie potrafi się jej sprzedać? Dlaczego Apple ma na kontach 250 mld dolarówjest najdroższą firmą w historii? Bo potrafi się sprzedać.

Bank ING dał radę

Obserwowałem już kilka hackathonów i muszę napisać, że 24H-CodING to impreza z rozmachem. Ktoś stwierdzi: stać ich – to wielki bank z olbrzymimi zyskami, łatwiej przygotować takie wydarzenie jemu, niż grupie studentów. Sporo w tym prawdy. Ale z drugiej strony, mogliby rozłożyć pomysł lub… w ogóle się za to nie zabierać. Widać, że faktycznie są zainteresowani nowymi ścieżkami rozwoju, innowacjami, a te poszukiwania są w stanie fajnie opakować. Uczestnicy mieli do dyspozycji naprawdę wszystko: miejsce do drzemki, wypoczynku, kąpieli i rozrywki, nie brakowało jedzenia, gadżetów, a nawet masażystów. Wszystko zrobione z rozmachem. No i to miejsce…

Oby więcej takich imprez – nie tylko w wykonaniu ING, nie tylko w Katowicach.

  • takitam

    Fajny, „świeży” pomysł. Testowaliśmy dokładnie to samo w 2012 roku w pewnej restauracji (nie PL). Kompletnie się nie sprawdził.

    Ale życzę powodzenia, może w ciągu tych 5 lat klienci stali się inteligentniejsi.

    • Jak już pisałem: rewolucji nie było. A co wtedy zawiodło?

    • takitam

      W skrócie, tłumaczenie klientom co, jak i dlaczego zajmowało więcej czasu, niż „normalne” zamówienie. Co gorsza, nawet przy kolejnych wizytach goście po prostu woleli pogadać z kelnerem. Przy czym powtarzam, testy zleciła restauracja, nie bar.

      Tak w ogóle, fajnie, że odpisujesz w komentarzach!

    • Na większość staramy się odpisywać (na wszystkie nie ma niestety szans) ;)

      Co do apki – może po kilku latach ludzie stali się bardziej otwarci na takie rzeczy? I rzeczywiście może mieć znaczenie miejsce – piwo to nie obiad (zazwyczaj)…

    • Marhw #speednetTeam

      Oczywiście że dla jednej restauracji się nie sprawdzi… Aby taki system miał w ogóle szanse zaistnieć (komukolwiek chciało by się zainstalować apke i jej użyć) musiałby być powszechnie dostępny, a przynajmniej w lokalnej społeczności która mogła by dalej się rozwijać. To zmiana sposobu myślenia. Wchodzisz do knajpy ze znajomymi siadasz zamawiasz w 10 sekund/20 sekund za 2 min przychodzi kelner z piwem bez zbędnych pytań i obrządków.

    • takitam

      Jeśli zdobędziecie spore środki na marketing, to moooże coś teraz z tego będzie, nie wiem.
      Jak pisałem, życzę powodzenia!

    • krzysiek

      jak nie chcesz „zbędnych pytań i obrządków” to moze lepiej w domu się napić a ze znajomymi na skypie pogadać? to dopiero rewolucja, w końcu zakupy do domu tez możesz zrobić ;)
      IMHO wychodząc ze znajomymi zwykle mam czas i nie za bardzo przeszkadza mi czy kelner przyjdzie za 10s czy za 5 minut, zresztą jeśli idziesz do miejsca gdzie jest kupa ludzi to apka nic nie zmieni, no chyba, że drony będą rozdzielać zamówienia (ale tu też apka tego nie załatwi tylko liczba dronów, podobnie jak liczba ludzi w obsłudze)

  • mirekk

    Dobrze, że nie liczyłem na żaden przełom w bankowości :P

    • Ta branża się zmienia i ten proces powinien przyspieszać – czy tego chcemy czy nie…

  • doogopis

    Banki poprostu szukają nowych źródeł zarobku. Im tam tylko srebrniki w głowie.
    Nie ma co sie dziwić coraz więcej będziemy robić smartfonem przez aplikacje. Ale czy to chwyci?
    Swoją drogą jeśli wygrała apka do zamawiania żarcia to chyba nie było tam zbyt wiele inowacji.
    Jakby tak bandziory zrobiły apke Skop mu dupe,zamawiasz komuś wpierd..l! To by był czad! By se można zakreślić czy mają go przekopać itp. W końcu uber wykorzystywano do dilerki to świat przestępczy też nie próżnuje.

    • .
    • doogopis

      acet ściemnia na maxa i wykorzystuje ludzkie braki wiedzy, ponieważ nie każdy posiada bardziej detaliczną wiedzę na temat Photoshopu i na tym gość nieuczciwie bazuje.

      1. Ziemia kula – tzw, niebieski marmur. Autor sugeruje, ze skopiowane fragmenty takich samych chmur czy fal na morzu to naturalne zjawisko filmowania przez satelity ziemi ‚na okrągło’.

      Czyli ten typ sugeruje, że IDENTYCZNE miejsca na oceanach znalazły się po kilku godzinach lotu satelity!?

      Zupełny nonsens. Zgadza się, ze NASA przyznaje na swojej witrynie – ale trzeba dobrze przeszukać – że zdjęcia Ziemi są obrazami kompozytami i w tym właśnie tkwi problem!!!

      Tyle lat lotów na Księżyc, Marsa czy jeszcze dalej i… nikt nie zrobił ani jednego dobrego zdjęcia naszej Ziemi!?

      Ta analiza jest więc niepoważna i najwyraźniej kłamliwa.

      2. Ujawnienie przez Roberta Skibę (Żyd polskiego pochodzenia – kontaktowałem się z nim) który rzekomo oszukuje ujawniając wklejanie w Photoshopie ziemię w zdjęcie NASA.

      Zupełny nonsens oraz wielkie kłamstwo.

      Przede wszystkim jest to kłamliwe wyjaśnienie ponieważ takie zniekształcenia nigdy nie powstają przy takich manipulacjach.

      Kompresja nie robi nigdy prostokątów… ‚przypadkowo!

      Drugi, jeszcze większy problem.

      Na witrynie NASA można zassać rzekome AUTENTYCZNE skany w bardzo wysokiej rozdzielczości, wielkości kilkunastu MB w zupełnie innym formacie. Osobiście to sprawdzałem jak tylko otrzymałem Internet.
      Zdjęć manipulowanych przez NASA jest bardzo wiele i one są głównym dowodem na oszustwa NASA.

      Opiszę ściemę ze zdjęciami i resztę pozostawiam z braku czasu.

      Badałem te sprawy, zanim mnie się śniła witryna zbawienie. Siedziałem w temacie przez kilkanaście miesięcy i widziałem wiele filmów i argumentów.

      Problem ze zdjęciami jest prosty do wyjaśnienia.

      W okresie udostępniania zdjęć przez NASA nie posiadano wysokiej jakości Photoshopu ani szybkich komputerów i dlatego takie oczywiste byki. NASA nie była w stanie tego zrobić lepiej w tamtych czasach.

      Robiłem kilka lat zdjęcia zawodowo robiąc je na weselach, chrzcinach itp. Sam wywoływałem filmy i robiłem sam całą obróbkę więc temat poniekąd nieźle rozumiem.

      1. problem. Używano aparaty Hasselblad które były przymocowane na stałe do skafandra kosmicznego. W takiej sytuacji ‚kosmonauta’ nie był w stanie spojrzeć przez hełm we wziernik aparatu i musiał ‚strzelać’ na oślep.

      Robiłem właśnie zdjęcia bez mierzenia na różnych imprezach w celu uchwycenia ciekawych min czy zdarzeń, kiedy ludzie nie spodziewają się zdjęcia. Dlatego moja reputacja stale rosła i wołano mnie coraz częściej. Ale z takim robieniem zdjęć są spore problemy. Kadrowanie jest niemal niemożliwe.

      Przy aparacie na piersi także kadrowanie jest bardzo utrudnione i na 36 zdjęć zaledwie 1 lub dwa mogą być dobrze skadrowane tzn. dobrze ustawione. Na zdjęciach NASA WSZYSTKIE zdjęcia są skadrowane tak, jakby były zrobione w dobrze ustawionym studio.

      2. Aparat nie był przystosowany do zdjęć w takich ekstremalnych warunkach i przedstawiciel Hasselblada to potwierdził na filmie.

      Nawet dzisiaj filmy błonowe nie są wstanie zrobić zdjęcia poniżej -10 C. Na księżycu podawano minus 200!

      3. Największy problem. Jak widziałem film to się uśmiałem po pachy. Odważni poszukiwacze prawdy udali się do NASA muzeum aby obejrzeć kapsułę, która wylądowała na księżycu. Okazuje się że dwóch ludzi z kamerami na piersiach nie jest w stanie się do niej dostać.

      Kiedy o tym zaczęto rozmawiać prze kamerą, wyrzucono tych ludzi z muzeum niemal siłą.

      Tyle o zdjęciach czyli stek kłamstw i bzdur. Jestem na 1:46 minucie filmu i na więcej nie mam czasu! A film ma 33 minuty… kłamstw.

      Ale zaryzykuję bardzo niewiele i powiem bez oglądania reszty, że… nie ma na filmie ani jednego dowodu na kulistość ziemi oraz na jakikolwiek jej ruch.

      Aha… i jeszcze jedno. Krąży ponad ziemią według różnych źródeł od 20 tyś do 40 tyś satelitów.

      Jakim cudem nie mamy setek tysięcy zdjęć ziemi z żadnego z tych satelitów?

      Mam wyzwanie dla takich ‚naócofcuf’ jak ten typek.

      Czy może ktoś wypożyczyć prymitywną lunetę z czasów Kopernika i zademonstrować w jaki sposób Kopernik zrobił z płaskiej ziemi ziemie kulę!?

      To rozbiłoby wszelkie wątpliwości co do kształtu ziemi, ale zdjęcia NASA nadal były, są i będą oszustwami! Osobiście sprawdziłem kilka najbardziej sfuszerowanych zdjęć i przy wysokiej rozdzielczości i braku kompresji było to tak samo widoczne.

      Dlaczego takie kwadraciki nie pojawiają się na przeciętnych zdjęciach z kamer?

      Gdzie na zbawienie.com są (chyba) niektóre moje posty i dyskusje na innych forach.

      Resztę sobie daruję ponieważ byłaby to czysta strata czasu.

      Bez dowodu na ruch ziemi i bez dowodów naukowych jej kulistości wszelkie dyskusje praktycznie nie mają sensu.

      To nie my musimy pokazywać dowody. To oni muszą pokazać niezbite dowody, na których oparli swoje bajki o ziemi kuli.

      Owszem, są filmy obecnie, na których są jawne oszustwa tych, którzy zaczynają robotę dywersyjną aby ruch płaskiej ziemi ośmieszyć.

      Ale to nie obala niezbitych dowodów naukowych na płaskość powierzchni ziemi.

    • Morski Morświn

      🗺😲

    • cypis_didesign

      Co ty ćpiesz?

  • Artur Kaczmarek

    Jest już taka apka i dość mocno wdrażana od paru miesięcy – „Cheefo” ;)

  • cypis_didesign

    Na hackatonie były znacznie ciekawsze pomysły które nie miały szansy dostać się do finału. W finale 4 na 5 drużyn było z ING. Wiele to mówi o tej imprezie.

    • Podasz przykłady? Może te inne całkowicie rozłożyły prezentacje?

    • cypis_didesign

      Nie wiem czy rozłożyły prezentacje ale ona nie powinna być najważniejsza jeśli pomysł broni się sam. Na prezentację drużyny miały 3 minuty, razem z demo, z zegarkiem w ręku. Hackaton miał pokazać coś innowacyjnego, coś co dobrze wykorzysta PSD2, a wygrała apka do zamawiania piwa.