72

Do polskich miast w dużej liczbie mają trafiać elektryczne autobusy

Władze na szczeblach centralnym i lokalnym wzięły się za zwalczanie problemu smogu. Przynajmniej tak twierdzą. Sprawa prosta nie jest, pozbycie się kłopotu w postaci zanieczyszczonego powietrza potrwa lata, gdyż nie wynika on z jednego czynnika. Jednym z pól, na których zamierzają działać decydenci, jest motoryzacja i transport, zwłaszcza ten zbiorowy. Coraz więcej mówi się o zielonej komunikacji miejskiej. A słowom mają towarzyszyć konkretne działania, na co wskazuje jeden z programów NCBiR.

Autobusy elektryczne już jeżdżą po ulicach polskich miast, niebawem ma być ich jeszcze więcej. W połowie listopada ubiegłego roku pisałem, że takie maszyny trafią do Warszawy:

Ursus podaje w swym komunikacie, że podpisał umowę na dostawę autobusów elektrycznych dla Warszawy. Wartość kontraktu to blisko 25 mln złotych. Dostawy będą realizowane partiami do połowy 2017 roku.[źródło]

Z kolei na początku tego roku w Sieci pojawiły się zdjęcia ładowarek dla pojazdów bezemisyjnych. Widać wyraźnie, że coś ruszyło, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. Wystarczy wspomnieć, że elektryki w komunikacji miejskiej, to rzadkość – niczym wśród osobówek:

Jest źle dlatego, że w 2015 r. tylko 2 proc. zakupów w miastach przez spółki miejskie transportowe, które kupowały tabory (…) autobusowe, to były autobusy elektryczne” – powiedziała wiceminister w Ministerstwie Rozwoju Jadwiga Emilewicz w środę na briefingu prasowym. Podkreśliła, że kupowano znacznie więcej diesli, czy autobusów hybrydowych. Emilewicz tłumaczyła, że jest źle dlatego, że Polska jest „europejską potęgą produkcji transportu publicznego, a nasz polski autobus elektryczny uzyskał nagrody na prestiżowych targach transportowych w Hanowerze.[źródło]

To ma się jednak zmienić, a przyczynią się do tego działania władz centralnych. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło program Bezemisyjny transport miejski, który w założeniach przewiduje m.in. współpracę z samorządami, promowanie innowacyjnych projektów i wejście państwa w rolę „inteligentnego zamawiającego”. Co to właściwie oznacza?

Celem programu, realizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), jest wdrożenie innowacyjnych rozwiązań dotyczących elektromobilności w ramach partnerstwa innowacyjnego. To nowy, niestosowany dotychczas tryb w ustawie o zamówieniach publicznych, w którym państwo występuje w roli inteligentnego zamawiającego, kreującego nowy rynek dla nowatorskich produktów w oparciu o potrzeby zgłaszane przez polskie miasta. A potrzeby są znaczne – deklarację wstępnego udziału w programie złożyło 21 miast oraz Górnośląski Okręg Przemysłowy zrzeszający 29 gmin.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, czyli agencja wykonawcza MNiSW, podejmie współpracę z samorządami i określi możliwości oraz potrzeby miast. Potem strony wystąpią w roli zamawiającego w postępowaniu publicznym i wyłonieni zostaną wykonawcy projektów. Te ostatnie mają być realizowane etapowo, a NCBiR będzie stopniowo ograniczał liczbę wykonawców. W efekcie na finiszu mają zostać maksymalnie dwa najlepsze pomysły.

Konsorcja, wśród których mogą znaleźć się zarówno instytucje naukowe, jak i producenci z sektora prywatnego, mogą liczyć nawet na 100 mln zł na realizację projektów. W późniejszym etapie zaś – również na rynek zbytu, który zapewnią samorządy, czyli partnerzy programu. Dodatkowe wsparcie finansowe zapewnić może Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, z którym NCBR prowadzi obecnie rozmowy. Szacuje się, że transakcje zrealizowane w ramach programu Bezemisyjny transport publiczny osiągną nawet 1 mld złotych – a do 50 samorządów może trafić nawet 1000 pojazdów.[źródło]

Należy podkreślić, że ten program ma być realizowany jeszcze w tej dekadzie – autobusy elektryczne powinny masowo pojawić się na polskich drogach za kilka lat. Czy w liczbie tysiąca? Przekonamy się. Można zakładać, że bezemisyjne pojazdy będą nabywane przez samorząd nie tylko w ramach wspomnianego działania. Wypada jednak dodać, że projektowanie maszyn i zakup taborów nie rozwiąże problemu – potrzebna jest jeszcze odpowiednia infrastruktura. To także spore koszty i duże wyzwanie: co komu po elektrykach, jeśli nie będzie ich można szybko i sprawnie naładować?