53

Ile Polak jest gotów wydać na auto elektryczne?

Czy polski kierowca jest gotowy na elektryki? Wiele osób odpowie pewnie, że polski kierowca jest gotowy na wszystko, co mu się opłaci. A niektórzy stwierdzą, że ludzie mogą podchodzić do tematu z entuzjazmem, ale sprawa rozbije się o infrastrukturę. Konkretnie jej brak. Garść ciekawych danych w tej kwestii zaprezentował Kantar TNS, który przeprowadził badanie na zlecenie spółki ElectroMobility Poland.

Auto elektryczne dla Polaka ma być… tanie i dobre – taka myśl nasuwa się z automatu. Muszę jednak przyznać, że respondenci trochę mnie zaskoczyli swoimi odpowiedziami, dotyczy to np. ceny: miejski samochód elektryczny powinien, ich zdaniem, kosztować 60 tysięcy złotych. Nie ma zatem nierealnego podejścia w stylu „super auto za 30 tysięcy złotych”. Trzeba jednak zaznaczyć, że blisko 2/3 kierowców uważa, iż taki pojazd powinien… być tańszy od samochodu spalinowego tej samej klasy. I tu pojawia się problem, bo na razie jest to nieosiągalne. Pisałem niedawno o elektrykach dostępnych w Polsce u dilerów i z zestawienia jasno wynika, że ceny póki co nie kuszą.

auto elektryczne cena

Polacy chcą samochodu 4-osobowego, ponad połowa ankietowanych uznała, że zasięg 200 km im wystarczy. Trzeba jednak podkreślić, że blisko 40% respondentów życzyłoby sobie zasięgu powyżej 200 km. To oczywiście podnosi koszt, bo oznacza zastosowanie większych akumulatorów, które podbijają ceny elektryków. I tu sygnalizowana jest kwestia, którą trzeba w Polsce „przepracować”: jeśli kierowcy poruszają się głównie po mieście, nie pokonują każdego dnia długich tras, to czy potrzebny jest im pojazd o dużym zasięgu? Edukacja w tej kwestii musi towarzyszyć dyskusji na temat elektromobilności, ludzie powinni być uświadamiani, że ich przyzwyczajenia i wymagania często nijak mają się do rzeczywistości.

Z krótszym zasięgiem wiążą się oczywiście inne kwestie: czas ładowania akumulatora i rozbudowa infrastruktury, dzięki której będzie to możliwe. Prawie połowa badanych stwierdziła, że optymalna odległość między punktami ładowania to 50 km. Brzmi sensownie, chociaż to na razie myślenie życzeniowe w przypadku Polski: sieć ładowarek dopiero ma być rozwijana. Ponad połowa respondentów uważa, że auto elektryczne, jego akumulator, powinno być ładowane nie dłużej niż 2 godziny. Da się to osiągnąć, jeśli rozpowszechniane będą szybkie ładowarki. Gdzie nasi kierowcy najchętniej widzieliby możliwość ładowania pojazdów?

Większość kierowców (77%) chciałoby ładować swoje samochody elektryczne na parkingach (osiedlowych, miejskich lub typu P+R), a także na stacjach benzynowych (52%). Wskazano także na takie miejsca jak centra handlowe (40%), hipermarkety (25%), dom lub garaż (12%), centrum miasta (10%), biurowce i miejsca pracy (8%), instytucje publiczne (6%), ulice (6%), dworce (4%). Zaledwie 3% respondentów wskazało na specjalne stacje ładowania.[źródło]

auto elektryczne

Staje się jasne, że nie wystarczy rozbudowana sieć ładowarek wzdłuż popularnych tras czy przy węzłach komunikacyjnych – jeśli postrzegamy ten projekt w kontekście samochodu miejskiego, to miasta muszą się zmieniać. Przypomnę, że ciekawy ruch na tym polu wykonał ostatnio Gdańsk: hybrydyelektryki mają korzystać z darmowego ładowania i parkowania. Takie inicjatywy z pewnością będą przyciągać uwagę kierowców. Najważniejszym czynnikiem zachęcającym do zakupu elektryka jest właśnie ekonomia (blisko 60% wskazań). Ważne, że na drugim miejscu znajdziemy ekologię: społeczeństwo zaczyna rozumieć, że do problemu smogu samo przykłada rękę.

Ciekawe jest to, że według badania, auto elektryczne bierze pod uwagę ponad 70% kierowców. W tym przypadku mowa o zakupie, ale trzeba rozważać też inne rozwiązania – może elektromobilność powinna się wiązać z szerszą rewolucją i promować np. car sharing? Skoro już edukować społeczeństwo, to na kilku płaszczyznach. Spora część kierowców mogłaby się rozstać z własnym autem, gdyby zaoferowano im atrakcyjną alternatywę. Model współdzielenia przemawiałby też na korzyść rozwoju polskich elektryków. A przecież o to ma się starać firma, która zleciła badanie.

auto elektryczne

Przypomnę, że ElectroMobility Poland to spółka, która chce przy wsparciu polskich władz i firm stworzyć fundamenty rynku elektryków w Polsce. To ma być motor napędzający rodzime inicjatywy. Z badania Kantar TNS wynika, że blisko 2/3 kierowców przy okazji zakupu brałoby pod uwagę fakt, że auto elektryczne powstało w Polsce. Ale jak przełożyłoby się to na faktyczne zakupy? Czy kierowcy kierowaliby się krajem pochodzenia, a nie marką? Gdyby kupowali dla siebie, pewnie byłby z tym problem. Jednak przy założeniu, że sporą rolę odgrywałby car sharing, sytuacja mogłaby się zmienić: w tym przypadku klient nie będzie aż tak przywiązany do brandu, zwróci mniejszą uwagę na osiągi, cenę samego auta, serwisowanie itp. Szansą dla polskiej marki wydaje się być właśnie współdzielenie pojazdów.

Odpowiedzi ciekawe, czasem zaskakujące, ale to wciąż część „teoretyczna”. Trudno stwierdzić, kiedy przejdziemy do praktyki…

  • Pan Kleks

    Tylko czy Polak chce samochód elektryczny?

    • Jeżeli będzie to passat elektryczny

    • A potem przeróbka na gaz

    • Anonim

      Nie bardzo. Jedyny słuszny Passat to TDI. Passatów w benzynie jest malutko.

    • Grzegorz Krycki

      i koniecznie w kombi

    • scribe pl

      jedyny słuszny pasat taaa

    • To kwestia drugoplanowa – do 2025 trzeba wypełnić plan „milion elektryków na polskich drogach” ;)

    • YY

      Najpierw proponuję plan – stacja szybkiego ładowania w każdej gminie!

    • Mustachian

      Każdy chce tanie w zakupie, tanie w eksploatacji i bezawaryjne auto o sensownym zasięgu, a wkrótce elektryki mogą spełniać wszystkie te wymagania. Drugi i trzeci warunek już spełniają, a jak ktoś jeździ tylko po mieście, to i czwarty.

    • I naprawdę dużą rolę może tu odegrać edukacja, przekonanie ludzi, że do miasta potrzebne im niewielkie auto o zasięgu 150 km

    • Driggooziz

      Tylko, że to jest w takim wypadku kwestia dwóch samochodów. Ja wiem, że do miasta mi by wystarczył elektryk, ale dla mnie samochód to również wolność – jak mam ochotę to jadę na weekend do Warszawy lub jarmark świąteczny do Drezna. Pomimo dosyć dużej popularności małych samochodów w Polsce, są to raczej drugie samochody dla żony lub samochód na co dzień dla mniej majętnych osób.

    • Jeżeli dużo jeździsz poza swoim miejscem zamieszkania, to tak. Ale wiele osób nie rusza się z miasta.

    • Driggooziz

      Chcesz mi powiedzieć, że większość społeczeństwa posiadającego samochody przez ostatnie 3-5 lat nie ruszyła się ze swojego miasta? Nawet do babci, mamy, znajomych, na wycieczkę? Tutaj właśnie chodzi o to, że nawet jak jeżdżę raz na rok lub 2 po za miasto to ten samochód mam po to, żeby się nim przyjemnie dostać w wybrane miejsce i nie męczyć się z pociągami, pksami czy co tam wybiorę. Żeby nawet jak uciułam na wyjazd nad Bałtyk po 2 latach to chcę tam zabrać całą rodzinę bez targania się z bagażami. I właśnie dopóki nie będzie sieci stacji dla elektryków tak elektryki nie mają sensu, bo wbrew temu co Ci się wydaje, ludzie w większości nie kupują samochodów, żeby podjechać do Biedronki.

    • Nie bierzesz jednak pod uwagę szerszych zmian i nowego modelu użytkowania samochodu. Wspomniany car sharing czy chociażby zwykłe wypożyczalnie mają rozwiązywać ten problem, chodzi o to, żebyś mógł tanio wypożyczyć większe auto na te 2-3 wyjazdy w roku.

    • indy

      Ostatnio w Polsce jakieś Toledo wypożyczyłem na 10 dni za ok 500 zł. To już chyba akceptowalne sumy.

    • I nadal powinny spadać. Dzięki temu wachlarz rozwiązań jest coraz większy i nie jesteśmy skazani na kupowanie jednego dużego auta do wszystkiego.

    • Bękart Mroku

      Zagwarantujesz dostępność aut do wypożyczenia dla wszystkich chętnych w szczytach? Czyli tradycyjnie Wielkanoc, Boże Narodzenie, majówka, Wszystkich Świętych?

    • Tak, zagwarantuję też, że w sylwestra dodzwonisz się do wszystkich znajomych o północy, a w czasie wichury ani na chwilę nie stracisz zasilania…

    • Dariusz P.

      A jak masz swoje, sprawne auto to zagwarantujesz sobie mobilność zawsze.

    • Chyba, że… ktoś je ukradnie, utkniesz w gigantycznym korku, spadnie na nie drzewo, wystąpi usterka, która uziemi je na 10 dni i pociągnie za sobą spore koszty.

    • Bękart Mroku

      Ukradnie – no wypadek. Nie masz wpływu ale jak masz dobre AC to zastępcze dostaniesz.
      Korek – no bywają. Ale lepiej stać w korku swoim niż wypożyczonym na minuty :P
      Drzewo – jw. AC.
      Usterka też zależy od AC ale jak dbasz i masz w miarę nowe autko to minimalizujesz szanse na to.
      Generalnie własne to jesteś niezależny od innych.

    • Driggooziz

      Takie same argumenty możesz dopisać do elektryków na miasto lub car sharingu, rzucanie czymkolwiek, żeby rzucić to słaba argumentacja. O elektrykach i car sharingu będzie można na poważnie rozmawiać za 10 lat jak będą miejsca do ładowania, dobre plany wypożyczenia samochodu i ludzie nauczą się, że z niektórych rzeczy można i warto korzystać wspólnie (chociaż patrząc na Polską mentalność niszczenia wszystkiego „co niczyje” czyli publiczne, to może jeszcze i z 30 lat zejść).

    • „O elektrykach i car sharingu będzie można na poważnie rozmawiać za 10 lat jak będą miejsca do ładowania”

      A ja próbuję Was przekonać, że każdy powinien dzisiaj kupić elektryka za 120 tysięcy?

    • Bękart Mroku

      Jesteś huraoptymistą carsharingu i elektryków, nie doceniając minusów tych rozwiązań lub je bagatelizując.

    • Musisz prześledzić archiwum AW…

    • Bękart Mroku

      Dodzwonienie się w sylwestra to kwestia przepustowości nie braku urządzenia. Jak nie będę miał telefonu to i po szczycie się nie dodzwonię. W szczycie stanę w korku ale w końcu dojadę. Bez samochodu nie mam szans dojechać. Ot taka drobna różnica. Jeśli się zabezpieczę, własnym generatorem to mam duże szanse, że nie stracę zasilania.

    • Bękart Mroku

      Ale takie nowe autko to powinno kosztować max 20k pln.
      Tylko, że to by wygenerowało kolejne problemy z parkowaniem :(

    • YY

      Wszystko rozbija się o ładowanie. Nawet 30 minut do pełna to strasznie długo, bo benzynę zatankujesz w 5… no i akumulatory się zużywają, zasięg maleje, a koszt wymiany jest drogi. Do tego stacji jest mało.
      Gdyby tak każde miejsce postojowe w garażu podziemnym było wyposażone w punkt ładowania…

    • Piotr Potulski

      Jeszcze większą rolę może tu odegrać podniesienie cen za paliwo do ~średniej UE, wprowadzenie ograniczeń w ruchu pojazdów w centrach miast i ustalenie cen parkingów na poziomie zapewniającym praktycznie zawsze znalezienie wolnego miejsca.

    • Bozz

      Jestem Polakiem, tak chcę!

    • Daniel Stawicki

      Ja chcę.

    • YY

      Nie chce, bo nie ma tego gdzie ładować

  • Krystian Stempniak

    „jeśli kierowcy poruszają się głównie po mieście, nie pokonują każdego
    dnia długich tras, to czy potrzebny jest im pojazd o dużym zasięgu?”
    Spoko – przecież każdy ma przed blokiem 3 auta. Dwa do pracy do miasta (każdy po 60 tysięcy) i jeden którym dojedzie do sąsiedniego miasta (też musi być nowoczesny bo przecież to obciach jeździć używką starszą niż 1,5 roku).
    Może warto wspomnieć że mediana zarobków jest znacznie niższa niż „średnia krajowa”. Nikt normalny zarabiając 3000 brutto nie wyda swoich 3 letnich zarobków na auto którym przejedzie 200 km, które zimą może mieć nikomu nieznane problemy z akumulatorami, ogrzewaniem itp.

  • Driggooziz

    Podstawowa kwestia – jak poruszam się po jednym mieście to tak naprawdę wystarczy komunikacja miejska. Po to kupuję samochód, płacę ubezpieczenie i ogólnie w niego inwestuję, żeby nawet jak codziennie dojeżdżam 5 km do pracy to jak będę miał ochotę robię wypad do innego województwa lub kraju. I tutaj właśnie wchodzi problem zasięgu i małej ilości stacji w Polsce.

    • Tak, dzisiaj jest to problem. W perspektywie 10 lat powinno być inaczej

  • Maciej Słojewski

    Kolejny odcinek „mejk poland grejt egen”. Prezesem elektromobilności jest gość ktróry zasiada w radzie Polskiej Fundacji Narodowej. Na PFN zrzucają się wszystkie firmy państwowe i robi się z tego np. kampanie PIS. Najlepiej wymyślać wielkie i wizjonerskie projekty by ssać kasę. A na koniec zrobi się protokół zniszczenia. Miś w czystej formie. Szkoda że za nasze pieniądze.

    • Jak to: nie chcesz polskiego auta z husarzem na masce? ;)

  • Dariusz P.

    Zasięg do 200km… Tylko nikt nie zakłada, że większość Polaków stać na jedno auto i musza mieć też możliwość wybrania się tym pojazdem w dłuższą trasę. Samochody elektrycznie są moim zdaniem na jeszcze zbyt wczesnym etapie, żeby brać je jako poważną opcję głównego samochodu w domu. Żeby mogły spełnić taką funkcję, oprócz rozwiniętej sieci ładowania muszą jeszcze:
    – mieć odpowiedni zasięg – min 500km. I nikt głośno nie mówi, że np. w zimie przy – 20 baterie mają mniejsza wydajność, trzeba ogrzać wnętrze, podładować różne sprzęty i często jeździć na światłach dziennych co może skrócić zasięg pewnie o połowę.
    – ładować się w max 15 min
    – kosztować podobnie jak tradycyjny pojazd spalinowy

    Każdy patrzy tylko przez pryzmat miast, a nie każdy mieszka w mieście.

    Car sharing – pomysł może i fajny, ale też nie dla wszystkich. Znając niektórych ludzi takie auto z car sharingu będzie w bardzo kiepskim stanie po pół roku. Wystarczy zobaczyć co się dzieje z wypożyczanymi rowerami czy innym sprzętem.

    Sam chętnie przesiadłbym się do elektryka bo jako napęd jest lepszy, sprawniejszy i zajmuje mniej miejsca. Ale moim zdaniem to jeszcze nie czas… obecnie mogą sobie pozwolić na to jedynie bogatsi obywatele, którzy potrzebują drugiego samochodu do jazdy po mieście.

  • Statler

    Do nas moda na elektryki przyjedzie na lawecie z opóźnieniem, najpierw muszą Niemcy naklepać nimi kilkaset tysięcy kilometrów.

    • radeon hade

      O tym samym pomyślałem

  • YY

    Przykro mi, ale albo zasięg w granicach 500 km, albo punkty ładowania w każdym powiecie i czas ładowania w 20 minut do pełna… 2 godziny na stacji to ja mogę czekać, jak mi za darmo podacie obiad i zrobicie masaż:)

    I oczywiście elektryk musi być tańszy od benzyniaka/diesla tej samej klasy, bo jest mniej praktyczny i jakoś trzeba przekonać konsumentów żeby go wybrali (a najlepiej ceną).

    • AndHol

      Jeżeli będzie te 500 km zasięgu i 20 minut czasu ładowania to czy wtedy może być już droższy niż porównywalny benzyniak bo jest lepszym autem ( mniej zawodnym, tańszym w eksploatacji, cichszym…) ?

  • Marian Paździoch syn Józefa

    Auto które trzeba ładować kilka godzin nie nadaje się do niczego poza codziennym zawiezieniem tyłka do pracy i z powrotem. W każdym innym przypadku jest tylko upierdliwym i drogim utrudnieniem.

  • scribe pl

    ile chcą wydać?

    ceny mamy bardzo podobne do innych Państw UE ale niestety nie ma już takiego odniesienia w płacach – minimalne w DE to 800€ u nas 1300zł

    tyle w temacie

  • Tomasz

    1. Elektryki nie są takie tanie w eksploatacji jak Wam się wydaje. policzcie ile prądu można wytworzyć z 1 litra on, przesłać ten prąd do akumulatorów, następnie do silnika a wtedy ile da sie przejechać kilometrów. Dzisiaj jazda elektrykiem jest tańsza od jazdy na benzynie, bo benzyna zawiera dużo kosztów dodatkowych. kiedy prąd do aut będzie droższy niż w domowych gniazdkach? Nigdy? Więc za ten „luksus” zapłaci społeczeństwo w postaci innych podatków. A mozna by zrobić auto tylko na gaz (plus mikro silniczek benzynowy do uruchamiania zimą)
    2. Zasięg 200 km to w naszych warunkach najgorsze co może być. Codzienny dojazd do pracy to średnio 10km. czyli 20km w dwie strony. wiec auto do szkoły. przedszkola pracy na zakupy mogło by miec 5 normalnych tanich akumulatorów – i śmiga na codzień. Na wakacje, nad morze, w góry – 200km to nic, dużo za mało. Elektryk ma być kolejnym autem w rodzinie? Raz że nigdy sie nie zwróci, dwa co z ubezpieczeniami? te z 60% zniżką są drogie, te bez zniżki – zabójczo drogie. mamy miec po kilka aut w rodzinie? Chyba jednak nie. Więc może auta z wymiennymi akumulatorami, o wielkości wybieranej przy zakupie?
    3. Na ładowanie nie mam pomysłu. Tego się poprostu zrobić nieda, w przypadku aut którymi się podróżuje. Więc czy warto na siłę rozbudowywać sieć ładowarek? W imię postępu, nowoczesności, stylu – tak. Ale ekonomicznie? E…. srajmy to. dowalimy podatki, wyjedziemy na zero.

    • Damian Kwiatkowski

      Odnosząc się do pkt. 1. Całkowicie abstrahując od obliczeń naukowych itd. postanowiłem spr ile paliwa pobiera agregat prądotwórczy na ON, który generuje wystarczająco prądu dla elektryka. Jeśli masz zasięg 200km i chcesz jechać nad morze to agregat musi dawać tyle energii aby cały czas jechać ładując się. Znalazłem jeden agregat ON 14,4kW 400V (Tesla zużywa około 17kW/100km więc dla mniejszego auta 14,4 powinno teoretycznie starczyć na spokojną jazdę). I tak idąc dalej taki agregat przy obciążeniu 90% (więc mniej niż 14,4kW) spali 2,8L czyli pi razy drzwi wyjdzie 12,6zł. I to jest cena przy wielu kompromisach. Wiadomo, że jak by to odpowiednio podrasować, zastosować inną prądnicę bo pewnie są wydajniejsze itd. to może być lepiej, ale nawet tak prosto licząc taki agregat się nie opłaci.

    • Tomasz

      Bardzo dobry tok rozumowania, chociaż obliczenia mało realne. Dobry, naprawdę dobry silnik, jest w stanie „wygenerować” 1KW z każdych 250gram paliwa. Czyli zaokrąglałes mocno w stronę korzystniejszą dla elektryka. 14KW to moc do toczenia auta z prędkością…. na prostej może nawet 90km/h, ale pod górkę będzie ciężko. bardzo ciężko. kolejna niescisłość to przeliczanie – na setkę – na godzine. ale pal to licho. jedziemy tak jak policzyłeś. Kiedy? Dzisiaj? No to mam przykrą wiadomość. jest 7 stopni, trzeba włączyć ogrzewanie. to jakieś 3kW. Dobrze ze nie jest minus7.
      Pozdrawiam
      ps. jeszcze jedno mi się nasunęło w związku z elektrykami. coś się dzieje niedobrego w Arabi Saudyjskiej. jakby tak, jakimś cudem, cała cywilizacja przeszła na elektryki, napędzane prądem z wiatraków i ogniw słonecznych, to obawiam się że po dłuzszym lub krótszym czasie perturbacji, cała tamta okolica z szejkami na czele, wróci na wielbłądy i do stylu życia ich pradziadków. To by mogło być ciekawe….

  • Na razie wygląda to blado. Taki VW Up w wersji elektrycznej jest praktycznie dwa razy droższy od benzynowego. Zrozumiałym cenę wyższą o kilka tysięcy, ale nie 2x. Tym bardziej, że do benzynowej wersji pewnie można założyć gaz i jeździć na naprawdę małe pieniądze.

    A za resztę pieniędzy kupić dobry rower i wyjechać kilka razy na wakacje. I jeszcze zostanie :)

    • Robert M

      Ale w zasadzie to dlaczego zrozumiała jest wyższa cena? Dzisiejsze, zwłaszcza te małe silniczki są mocno skomplikowane, posiadają drogi osprzęt itp. Silnik elektryczny jest przecież do bólu prosty.

    • Płaci się „podatek” od nowości. Koszt maszyn potrzebnych do produkcji musi się zwrócić. I ja to rozumiem. Ale cena x2 to jest odlot w kosmos niestety.

  • rf

    Każdy z nas specjalizuje się w tym, co robi najlepiej. My też nie jesteśmy fachowcami we wszystkich dziedzinach, ale na pewno jesteśmy niezawodni w budowie domów. http://roslandomdesign.pl/

  • Ala Alek

    Ja jeszcze nie jestemm gotowa na taki ruch. Kupić muszę używkę ale w tym pomoze mi ekspert z automotogo.