Tłumaczenie w internecie

Wpadłam dzisiaj na przydatną stronę pomagającą w wielojęzycznych tłumaczeniach. Jest to nicetranslator, który został uruchomiony zaledwie tydzień temu.

Serwis zapewnia tłumaczenia 34 języków w oparciu o API Google Translate. Przewagą nad tłumaczem Google jest zdecydowanie interfejs i czas nicetranslatora. Pozwala on na wielojęzykowe tłumaczenia w czasie rzeczywistym. Wystarczy wybrać interesujące nas języki (te docelowe), wpisać hasło do przetłumaczenia (w języku źródłowym) i w trakcie jego wpisywania będzie ono na bieżąco tłumaczone na wybrane języki docelowe.

Czytaj dalej…

Backblaze, czyli archiwum on-line

Do archiwizowania plików nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Jeśli do tej pory nie straciliście danych, stanie się to wcześniej czy później. Mnie na szczęście tylko raz i nie dotyczyło to wielu ważnych informacji. Tak czy inaczej uczucie nie jest zbyt fajne i lepiej go unikać.

Sposobów na archiwizację plików jest kilka. Ja na swoje potrzeby ograniczam się właściwie do dwóch. Albo nagrywam gdzieś ważne pliki, albo staram się je mieć w kilku miejscach na raz. W końcu jakiś nośnik przetrwa. Wadą tej metody jest jej statyczność. Pliki archiwizuję raz na kilka miesięcy (no dobra, raz na rok albo i rzadziej).

Czytaj dalej…

Google patrzy, czyli Street View zwiększa zasięg w USA

Jakieś półtora roku temu Google Maps uruchomiło dodatkowy widok w swoich mapach – Street View, które umożliwia 360 stopniowe oglądanie miast z poziomu ulicy. W momencie premiery dostępnych było tylko 5 amerykańskich miast (San Francisco, Las Vegas, Denver, Miami, Nowy Jork). Na koniec 2007 roku dodano kolejne 16. Dzisiaj Google opublikowało mapy, na których można zobaczyć porównanie zasięgu Street View wtedy i dziś. Wygląda to imponująco.

Pytanie brzmi co dalej. Skoro „całe” Stany są już pokryte Google pewnie skupi większą uwagę (skieruje swoje tajne samochody, które trzaskają te wszystkie zdjęcia) na reszcie świata. Do tej pory Street View poza USA pojawiło się m.in. w Australii, Japonii, Nowej Zelandii. Oraz w kilku miastach Europy – Paryż i 5 innych francuskich miast, Rzym i 3 inne miejsca we Włoszech, Madryt i 3 miasta w Hiszpanii. W ogóle pierwszy raz poza USA StreetView pojawił się na tegorocznej trasie Tour de France.

Czytaj dalej…

Clerk dogs – rekomendacje filmów

Mamy silnik rekomendacji newsów (Digg, Techmeme). Mamy rekomendacje muzyki (Last.fm, Pandora). No i mamy rekomendacje filmów. Clerk dogs (serwis uruchomiony w zeszłym tygodniu) pomaga wybrać filmy, które mogą nas zainteresować. System nie opiera się ani na automatycznych rekomendacjach ani rekomendacjach innych użytkowników. Filmy dobierane są zgodnie z sugestiami zebranymi od doświadczonych ekspedientów z wypożyczalni wideo. Jak mówi twórca serwisu Stuart Skorman cała strona opiera się na relacji klient-sprzedawca w wypożyczalnie wideo.

Żeby uzyskać listę rekomendowanych filmów postępujemy podobnie jak np. w Last.fm. Podajemy tytuł filmu, który nam się podobał a Clekr dogs zaproponuje listę zbliżonych filmów, które mogą nas zainteresować. Jeśli stworzona lista nie do końca nam odpowiada można ją w prosty sposób zmodyfikować. Wystarczy zamieszać w DNA filmu.

Czytaj dalej…

Antyweb PDF magazine

Drukować czy nie drukować? Czytać na ekranie czy na papierze? Moje odpowiedzi są dosyć sprzeczne. Nie drukować, ale czytać na papierze. Wychodzę z założenia, że jeżeli jakieś treści (kontent) otrzymuję w postaci elektronicznej, to w tej postaci staram się je skonsumować. Chyba że bez druku okaże się to niemożliwe. Natomiast odnośnie samego czytania jest zwolennikiem postaci tradycyjnej, czyli druku. Dotyczy to w szczególności dłuższych tekstów (złożonych artykułów, że o książkach nie wspomnę).

Co jednak zrobić z treściami, które otrzymujemy elektronicznie, ale de facto z przeznaczeniem do druku. Rozwiązanie, które mam na myśli to spersonalizowany magazyn PDF, który można sobie wydrukować np. żeby przeczytać w pociągu lub samolocie. Chociaż może park byłby lepszym przykładem. Krótko mówiąc chodzi o miejsce, do którego niekoniecznie udajemy się komputerem (lub innym urządzeniem elektronicznym, z którego można odczytać te treści).

Czytaj dalej…

Facebook Connect – działa, nie działa, działa, nie działa

Zapowiadany od maja Facebook Connect jest już od wczoraj dostępny na kilku partnerskich stronach. Zauważyłam go najpierw na stronach Vimeo. I zaintrygowana tym projektem, od samego początku, postanowiłam połączyć Vimeo z Facebookiem. Niestety spotkałam mnie przykra niespodzianka w postaci błędu, właściwie to nawet nie wiem jakiego. Krótko mówiąc, Facebook Connect nie połączył Vimeo z Facebookiem.
Czytaj dalej…

Digg kupi Wykop – dziś nie, może jutro?

Pod koniec września zastanawiałam się jak może wypaść rywalizacja Digg i Wykopu, jeśli ten pierwszy zdecydowałby się wejść do Polski. Głosy w dyskusji były podzielone, ale raczej z przewagą opinii, że silna pozycja Wykopu ochroni go przed ewentualnym odpływem użytkowników. Większym problemem może się okazać brak ciekawych treści, ale z tym też boryka się Wykop.

W świetle ostatniego wywiadu (przeprowadzonego przez Business Week) z CEO Digga, Jay’em Adelsonem można chyba te rozważania zakończyć. Szef Digg przedstawił bowiem koncepcje ekspansji serwisu w innych krajach. Początkowo myślałam, ze Digg będzie uruchamiał lokalną wersję swojej strony w danym kraju. Okazuje się, że część zebranych ostatnio pieniędzy (ok. $28M) zostanie przeznaczona na zakup lokalnych klonów Digga (a czym jest Wykop?!). „There are Digg clones around the world in every country” mówi Jay Adelson.
Czytaj dalej…

Orkietstra internetowa – casting w YouTube

Dzisiaj YouTube ogłosił bardzo interesujący projekt, który moim zdaniem podchodzi pod kategorię „za to kochamy Google”. Zdarza się co jakiś czas, że Google organizuje projekty kulturalne. Tak też jest tym razem. YouTube chce zorganizować internetową orkiestrę symfoniczną.

Udział w tym projekcie może wziąć każdy muzyk na świecie. Tzn. każdy, który ma dostęp do kamery i internetu. Na stronie projektu wybiera się preferowany instrument. Następnie wystarczy pobrać nuty „Internetowej Symfonii” (utworu napisanego przez Tana Dana specjalnie do tego przedsięwzięcia) i dużo ćwiczyć (pomogą w tym m.in. filmy wideo, na którym dyrygent pomoże zagrać wybrany utwór). Potem zostaje nagranie występu (a właściwie dwóch występów: jeden to „Internetowa Symfonia”, a drugi to rekomendowany utwór klasyczny, który pokaże umiejętności muzyka) na wideo i wysłanie go do YouTube. Termin zgłoszeń upływa 28 stycznia 2009, czasu nie ma więc dużo.

Czytaj dalej…

Małe, śmieszne, ale czasem (nie)potrzebne

W newsach z branży tech często można spotkać informacje o stronach, które oferują nazwijmy to „małe/o funkcjonalności”. Najczęściej (przynajmniej u mnie) wywołują one mały uśmiech na twarzy, a  w najlepszym razie zapewniają kilka minut zabawy. Chciałam dzisiaj napisać o kilku takich „małych stronach”.

W zeszłym tygodniu odkryłam FlipTitle. Narzędzie to umożliwia obrócenie liter do góry nogami. Wygląda to mniej więcej tak:

˙ʎʍɐqɐz ʇnuıɯ ɐʞlıʞ ąɾɐıuʍǝdɐz ǝızɐɹ ɯʎzsdǝlɾɐu ʍ  ɐ ‘ʎzɹɐʍʇ ɐu ɥɔǝıɯśn ʎłɐɯ ǝuo ąɾnłoʍʎʍ (ǝıuɯ n ɾǝıuɯɾɐuʎzɹd) ɾǝıɔśęzɔɾɐu ˙”ıɔśoulɐuoɾɔʞunɟ o/ǝłɐɯ” oʇ ʎɯɾıʍzɐu ąɾnɹǝɟo ǝɹóʇʞ ‘ɥɔɐuoɹʇs o ǝɾɔɐɯɹoɟuı ćɐʞʇods ɐużoɯ oʇsęzɔ ɥɔǝʇ ʎżuɐɹq z ɥɔɐsʍǝu ʍ

Czytaj dalej…

Syntezator map od Microsoft

Rosnąca popularność, coraz to nowe funkcjonalności przyzwyczaiły mnie do myślenia, że w temacie map w internecie niepodzielnie rządzą Google Maps. I to przyzwyczajenie, czy wręcz przekonanie nie jest nieuzasadnione. W mapach Google można uzyskać informacje drogowe, czasem nawet informacje o komunikacji miejskiej. Można je edytować, dodawać opisy i zdjęcia do miejsc na mapie, a nawet dodawać własne miejsca. Jest to też świetna baza firm. Aha, no i jest jeszcze Street View. I pewnie coś jeszcze.

Tymczasem podczas wczorajszych poszukiwań nt cyberchondrii trafiłam na stronę Microsoft Research, na której znajduje się wiele ciekawych opracowań. Wśród nich rzuciła mi się w oczy publikacja o intrygującym tytule: „Do I Live in a Flood Basin?” : Synthesizing Ten Thousand Maps („Czy mieszkam na terenie powodziowym?” : synteza dziesięciu tysięcy map).

Czytaj dalej…

Cyberchondria, czyli sieć źródłem chorób

Na początku tygodnia Microsoft opublikował wyniki swoich ostatnich badań. Były to badania, które można określić mianem „Amerykanie się nudzą, mają pieniądze i chcą je wydać, żeby sprawdzić coś, co nikomu nie przyniesie za dużo korzyści, ale czegoś się tam dowiemy”. Czego się zatem możemy dowiedzieć z tychże badań? Ich tematem były zdrowotne poszukiwania internautów. Okazuje się, że współczesny internauta czując ból w lewej kostce udaje się do najbliższej wyszukiwarki, żeby dowiedzieć się co mu dolega. Z badań Microsoftu wynika, że taka samo-diagnoza prowadzi często do skrajnych wniosków, czyli identyfikacji groźnych chorób, na które wspomniany internauta nie cierpi. Zjawisko to zostało w raporcie nazwane cyberchondrią (termin powstał w 2000 roku).

Powodem cyberchondrii jest szybka i często pobieżna analiza wyników wyszukiwania (internet rzeczywiście zmienił nasz mózg). Internauci patrzą zazwyczaj tylko na pierwsze pozycje. Jeśli zobaczą tam np. raka czy objawy zawału serca to przestają sprawdzać dalsze wyniki i rozpoczynają poszukiwania skutków „zdiagnozowanej” u siebie choroby.

Czytaj dalej…

O spamie słów kilka

Ostatnio przeglądając różne serwisy i blogi miałam wrażenie, że cały czas czytam o spamie. Zaczęłam się zastanawiać skąd takie zainteresowanie spamem. Wiadomo, że jest. Wiadomo jak sobie z nim radzić (choć czasem nie jest łatwo). Wydawałoby się, że tworzenie spamu nie ma już sensu.
Jednak jak patrzę czasem na foldery spamu na różnych moich mailach widzę, że firmy tworzące spam bynajmniej nie zamierzają rezygnować. I teraz już wiem dlaczego. Jak można przeczytać na Techradar, z badania przeprowadzonego przez informatyków z Uniwersytetu Kalifornii z Berkeley i San Diego wynika, że firmy spamerskie są w stanie zarobić na spamie nawet jeśli na 12’500’000 wysłanych maili tylko 1 dojdzie celu (czyli ktoś na niego odpowie).

Badanie zostało zrealizowane w dosyć kontrowersyjny sposób. Naukowcy „porwali” sieć spamerską i posługując się przejętymi komputerami przez 26 dni wysłali ponad 350 milionów spamów (reklamując dwa produkty: fałszywą stronę farmaceutyczną i ziołowy odpowiednik Viagry). Akcja zakończyła się 28 sprzedażami. Stąd te 12,5 mln. Wniosek z badania jest następujący: nawet z tak niskim wskaźnikiem odpowiedzi „porwana” sieć spamowa jest w stanie zarobić $3,5 mln w ciągu roku.

Czytaj dalej…

Mufin w iTunes, czyli Genius for the rest of us

Na początku października pisałam na Antyweb o muzycznym silniku rekomendacji o nazwie Mufin. Dobierał on piosenki do naszych upodobań, określanych na podstawie wskazanego utworu. Przy czym dobranie nie polegało na wskazaniu podobnych gatunków czy wykonawców, a na odnalezieniu podobnie brzmiących piosenek.

W ciągu kilku ostatnich tygodni Mufin pokazał kilka dodatkowych funkcji. Po pierwsze, stworzył widgety dla Facebooka i Myspace. Po drugie, Mufin stworzył plugin do iTunes, który umożliwia tworzenie playlist z podobnych piosenek, które znajdują się w bibliotece iTunes. Po trzecie, Mufin jest już otwarty i nie potrzeba zaproszeń, żeby z niego skorzystać.

Miałam go testować już wczoraj, ale okazało się to niemożliwe, gdyż ów plugin działa tylko dla iTunes pod Windowsem. Ciekawe, że dla oryginalnie Apple’owego softu plugin jest tworzony najpierw na wersję windowsową.

Czytaj dalej…

Nasi też mogą – digitalizacja europejskiego dorobku kulturalnego

W zeszłym tygodniu głośno było w internecie o inicjatywie Google, dzięki której udostępnione zostały w sieci archiwalne zdjęcia (na razie tylko 2 mln) z magazynu Life. Projekt jest rewelacyjny i jak większość osób podkreślała, to m.in. za takie dokonania uwielbiamy Google.

To uwielbienie ma czasem swoje ograniczenia i bywa szczególnie silne w Europie. Objawiło się to np. w momencie ogłoszenia (grudzień 2004) przez Google projektu cyfryzacji światowych zasobów bibliotecznych. Wówczas powstała w Europie idea stworzenia Europejskiej Biblioteki Cyfrowej, żeby nikt już nie bał się, że digitalizacja Google zagrozi europejskim wspomnieniom (jeden z zarzutów opierał się na twierdzeniu, że zapisy wiedzy starego kontynentu zostaną zniekształcone).

Europejska Biblioteka powstała w marcu 2005 roku i gromadzi cyfrowe zbiory z 48 narodowych bibliotek w Europie. Jak możemy się dowiedzieć na stronach tej biblioteki, jest była ona podstawą dla tworzenia Europejskiej Biblioteki Cyfrowej – Europeany. Która mam nadzieję działa lepiej niż Europejska Biblioteka. Próbowałam kilka razy coś znaleźć i za każdym razem wyszukiwanie zostało przerwane.

Czytaj dalej…

National Geographic będzie robić gry

National Geographic chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest to towarzystwo geograficzne założone jeszcze w XIX wieku. Celem stowarzyszenia była i jest w dalszym ciągu popularyzacja i dzielenie się wiedzą o geografii, cywilizacji i świecie.

Najbardziej rozpoznawanym produktem towarzystwa jest magazyn National Geographic, wydawany w 25 krajach (w tym w Polsce). W latach 90-tych uruchomiony został kanał telewizyjny (dostępny w sieciach kablowych, w Polsce też).

National Geographic nie zamierza jednak poprzestać na wykorzystaniu tylko tych dwóch platform do realizacji swoich celów. Kilka dni temu COO ogłosił powstanie wydziału National Geographic Games. Zapowiadana jest współpraca z czołowymi twórcami gier (Namco Bandai Games America and Sony Computer Entertainment). Celem NGG będzie stworzenie gier wykorzystujących obecny kontent National Geographic w celu zainteresowania ludzi dbaniem o naszą planetę, a także dotarcie do nowych grup klientów (dzieci, rodziny).

Stworzenie NGG jest realizacją strategii towarzystwa National Geographic, której jednym z haseł jest konwergencja. Dzięki temu stowarzyszenie będzie mogło zaoferować unikatowy user experience na wielu różnych platformach.

Czytaj dalej…

Gmail Themes – takie fajne, że nie można nie wspomnieć

Pewnie wszyscy już wiedzą, że wczoraj (w Polsce właściwie w nocy) Google wprowadziło Themes do Gmail. Nie muszę chyba tłumaczyć co to jest. Wystarczy spojrzeć na screeny na oficjalnym blogu Gmaila. Do wyboru jest na razie 31 wzorców. Większość z nich jest dosyć prosta (zmiana kolorów liter, dodanie zdjęcia w tle), choć trafiają się też żywe theme, których kolory zmieniają się wraz z pogodą lub porą dnia (odpowiednio oczywiście do naszej lokalizacji). Właśnie sprawdziłam i dynamiczny wzorzec jest tylko jeden. Nazywa się Tree. Nad tym dopasowaniem do pogody to muszą jeszcze popracować, bo pokazały się jasnobłękitne kolory, a u mnie za oknem szaruga.

Żeby zobaczyć nowe kolorki w Google trzeba mieć ustawiony angielski jako język wyświetlania (choć nie u wszystkich ta usługa będzie widoczna już dziś – Google zapewnia jednak, że najdalej za kilka dni każdy będzie mógł zmieniać Themes). Mnie brakuje jeszcze możliwości tworzenia własnych wzorców (tak jak aplikacji do iGoogle), albo nawet ustawienia własnego zdjęcia jako tła.

Czytaj dalej…

Dobre przepisy od dobrych kucharzy, czyli lubię gotować i dobrze zjeść

W ostatnim czasie znowu wróciła mi chęć na domowe pichcenie. Sama nie znam zbyt wielu przepisów, więc żeby spróbować czegoś nowego byłam zmuszona udać się do Internetu (zmuszona to może zbyt mocne słowo).

Przepisów na przeróżne dania jest w sieci pełno. Zazwyczaj mieszczą się one w serwisach kulinarnych większych portali lub na kulinarnych blogach (a jest ich niemało). Problem z nieznanym przepisem jest dosyć oczywisty, nie mamy pewności czy danie wyjdzie tak jak powinno. Dla mnie zaletą blogów kulinarnych jest to, że prowadzą je osoby, które dany przepis przetestowały, więc jest szansa, że i mnie się on uda.

Z polskich serwisów kulinarnych najlepiej wypada wg mnie (na razie żaden przepis mnie nie zawiódł) Ugotuj.to (z rodziny Agora SA). Fajne jest to, że zawiera on, oprócz przepisów użytkowników, przepisy mistrzów (m.in. Marty Gessler, Agnieszki Kręglickiej). W końcu talent szefa kuchni nie jest bez znaczenia (oczywiście pamiętam czego uczy nas bajka „Ratatuj” – gotować każdy może).

Czytaj dalej…

Facebook weryfikuje, żeby za(znie)chęcić developerów

Na początku listopada pisałam o planowanej dacie (30.11) uruchomienia nowej wersji platformy Facebook – Facebook Connect. W międzyczasie Facebook rozpoczyna nowy program skierowany do developerów. Będzie to Verified Application Program. W swoich założeniach ma on umożliwić developerom podniesienie wiarygodności i rzetelności w oczach użytkowników, a także zapewnić użytkowników, że dana aplikacja będzie dla nich użyteczna.

Do zweryfikowania jest dużo i niedużo aplikacji. Obecnie (wg Facebook, via Techcrunch) dostępnych jest mniej więcej 48 000 aplikacji, czyli dużo. Jednak program „weryfikacji” jest opcjonalny i niedarmowy, więc pewnie wszyscy się do niego nie zgłoszą, czyli niedużo.

Czytaj dalej…

Świnka Figgy i inni, czyli domowy budżet pod kontrolą

W zeszłym tygodniu pojawiła się nowa odsłona serwisu do zarządzania domowym budżetem Figgy. Sam serwis pojawił się w sieci chyba niecały miesiąc temu. Zmiany, które mam wprowadzono to nowa strona startowa serwisu, eksport do csv i pdf, import z csv oraz powiadomienia na mail.

Ale nie o tych zmianach chcę napisać, a o samej śwince Figgy (bo o ile dobrze rozumiem nazwa pochodzi od słów finanse i piggy, czyli figgy) i jej konkurentach. W serwisie startups.pl w ostatnim czasie pojawiły się jeszcze inne strony do zarządzania domowymi finansami: Benefi, Budżet Domowy oraz CashControl.

Wspomniane serwisy oferują zasadniczo taką samą funkcjonalność, czyli możliwość kontrolowania własnych pieniędzy poprzez porównywanie przychodów i wydatków. Informacje finansowe można wprowadzać ręcznie lub automatycznie (import plików). Rezultatem są podsumowania, wykresy oraz projekcje finansowe na najbliższy okres.

Czytaj dalej…

Modele biznesowe w sieci

Za każdym razem, gdy pojawia się nowy startup wszyscy zadają sobie pytania, w jaki sposób będzie on funkcjonował, jak będzie zdobywał użytkowników, i jak będzie na tym cały przedsięwzięciu zarabiał. Wszystko to zawiera się w czymś co określamy jako model biznesowy. Żeby wszystko było jasne zacznę może od wyjaśnienia tego czym jest model biznesowy. Najprościej mówiąc jest to sposób działania/prowadzanie firmy, który pozwoli jej utrzymać się na rynku lub inaczej, który pozwoli wygenerować przychody (żeby nie powiedzieć zyski).

Klasycznym modelem biznesowym jest produkcja dóbr/świadczenie usług, które są następnie sprzedawane klientom. Jeśli wszystko idzie dobrze, przychody są większe od kosztów i firma cieszy się zyskiem.

Internet w znaczący sposób zmienił, rozbudował lub spopularyzował istniejące modele biznesowe. Nie wiem na ile możne je usystematyzować, ale na szczęście ktoś już wcześniej podjął się takiej próby. W efekcie jego (ich) pracy zidentyfikowano następujące modele biznesowe występujące w sieci:
Czytaj dalej…