Nie znam dwóch prawników, którzy tak samo interpretowali by zapisy tej samej umowy. Dlatego też nie dziwię się, że wypowiedzi np: Olgierda Rudaka prawnika i autora bloga Lege Artis spotkały się z krytyką ze strony firmy Authalia.com Serwis jak możemy przeczytać na stronie świadczy usługi dzięki, którym teoretycznie możemy zastrzec sobie autorstwo naszego utworu. Początkowo dialogi między obiema stronami wyglądały bardzo dobrze. Serwis udzielił odpowiedzi na pytania blogera, potem jednak dość nerwowo zareagował na jego krytyczną opinię i tak się zaczęło.
Olgierd jak to bywa z prawnikami zaczął punktować i sprawdzać czy wszystko o czym piszą autorzy serwisu jest zgodne z prawdą. Zweryfikował klika haseł reklamowych jak np: partnerstwo z PWPW i drąży temat dalej schodząc do poziomu poszczególnych paragrafów i zapisów prawa.
Bloger może oceniać i wyrażać opinie? Może. Bierze za nie odpowiedzialność? Oczywiście. Można go nawet pozwać jeśli widzimy, że jest to jedyne rozwiązanie prowadzące nas do pokazania prawdy. Jednak od pierwszego postu na temat Authalia do pozwu są jeszcze pewnie dziesiątki sposobów na wybrnięcie z takiego konfliktu.
Tymczasem firma Authalia wybrała moim zdaniem najgorsze rozwiązanie czyli straszenie konsekwencjami prawnymi. Tak się rozpędziła w chęci udowadniania swoich racji, że nie poprzestała na straszeniu pozwem Olgierda ale również Sławka, który na swoim blogu relacjonuje całą sytuację.
W konsekwencji cała dyskusja trafiła na wykop, a blogerzy zaczynają udowadniać (i chyba skutecznie), że cały system jaki sprzedaje ta firma chyba nie działa i zaczyna się też dogłębne analizowanie statusu firmy.
Kto w sporze ma racje tak naprawdę trudno jest jednoznacznie powiedzieć. Bloger natomiast zawsze będzie miał za sobą sympatię internautów w sporze z firmą, która starszy go pozwem za opinie jakie wyraża. Do tego Olgierd podchodzi do sprawy dość emocjonalnie (moim zdaniem aż za bardzo bo przy okazji nazywa innego bloger przekupnym i nie wiarygodnym – chodzi o blog dymecki.pl) i na tyle się rozpędza, że moim zdaniem przesadza w swoich zapędach do zadawania kolejnych ciosów – nawet jeśli są celne.
Sprawa nabiera takiego rozpędu, że aż robi się to wszystko niesmaczne (w moim odczuciu). Ciekawy jestem czy dobry PR-owiec potrafił by wybrnąć z takiej sytuacji i co by doradził?






Witaj, nazywam się Grzegorz Marczak i jestem autorem tego bloga. Piszę tutaj o serwisach społecznościowych, nowych technologiach i nowych trendach w internecie.

Jakby nie patrzeć sprawa z Authalią i jej – nazwijmy to – model biznesowy – jest mocno mętny. U siebie poruszyłem tą sprawę kilka dni temu, bo jakby nie patrzeć jest pewna analogią pomiędzy działaniami Authalii a działaniami dr. Oetkera, który zażądał od Kominka umieszczenia “sprostowania”. Krótko mówiąc oprócz kwestii związanych z tzw. oznaczaniem datą pewną i zagadnień związanych z prawem autorskim w oczy rzuca się kolejna próba ocenzurowania niewygodnych dla siebie wypowiedzi. A dobry produkt powinien bronić się sam.
To szermowanie “możliwymi pozwami sądowymi” przez ta firmę zaczyna być żenujące. Pytanie, czy nie piszac pozytywnie w komentarzu narażam się także na taką możliwość?
Grzegorz, z tego już nie ma wyjścia PR… jeśli sie brnie w takiem postępowaniu, to lepiej zamilknąć i cofnąć się krok wstecz. Odpuścić. Inne strategii nie ma. Emocje nigdy nie są dobrym doradcą.
Cała ta sytuacja, którą śledzę głównie od strony wykopu pokazuje bezradność Authalii. W moim odczuciu walka z internautami, to walka przegrana. Może wygrają z kimś, ale podobnych wpisów pojawią się setki – Authalia zamiast pokazać się z dobrej strony, od razu pokazuje pazurki, których tak naprawdę nie ma. Oni już przegrali, na samym początku. Cóż bym zrobił gdybym był na miejscu PR-owca? Na pewno nie brnąłbym w kształtowanie takiego wizerunku, przeprosił (jakże o to dziś trudno) zainteresowanych. Sami strzelają do siebie i nawet tego nie widzą.
Rozpędzanie się wynika z prostego faktu — kol. Dymecki moderuje wszystkie moje komentarze na swoim blogu twierdząc, że są obraźliwe.
Emocji w tym nie ma za grosz. A jeśli już to emocjonuję się tym jak Doda swoimi problemami ;-)
A może powiesz czytelnikom Antyweb, że masz ban na komentowanie od momentu, gdy pojechałeś z “nawiedzonym amwayowcem” zamiast merytorycznej dyskusji?
Zresztą dosyć zabawne jest uznawanie pisania na Flakerze o tym czym się zajmuję za “marketing szeptany”. Jeśli byś dokładniej przejrzał Flakera, to zobaczyłbyś setki wpisów na temat firm, na temat sprawa zawodowych i tak dalej. No ale rozumiem, że musiałeś znaleźć coś do czego się przyczepisz :D
Widzę, że nie ma odstępu 25 pixeli od loga więc Ciebie też czeka proces sądowy ;-)
http://authalia.com/press/
Przy umieszczaniu logo Authalia.com na stronie internetowej lub innym nośniku wirtualnym należy zachować minimalny odstęp 25 pikseli od innych elementów tekstowych lub graficznych. Logo należy umieszczać na białym tle, które obejmuje również minimalny odstęp 25 pikseli.
“na tyle się rozpędza, że moim zdaniem przesadza w swoich zapędach do zadawania kolejnych ciosów – nawet jeśli są celne.”
Historia Jasia i obrazu jest zabojcza, wiec ciosy musza byc zadawane, az do “smierci” ktoregos z bohaterow. 3mam kciuki za Jasia.
Zatem ja osobiscie wcale sie nie dziwie autorowi, dazy do swojego celu, zadaje ciosy i mam nadzieje, ze “wygra” w swoim i naszym odczuciu ta bitwe.
Pytanie dnia:
Jaki sens ma ten certyfikat Jasia i w zasadzie za co sie placi ?
Rozumiem, ze dyrektor nie odda obrazu plagiatu – choc nie ma jeszcze oficjalnej odpowiedzi, tak sadze.
Zatem jaki?
PS Czy w Polsce straszenie kogos sadem, nie jest czasem smieszne ? :-) Ile to lat by sie ciaglo, ma ktos pojecie ?
@Michał – wierz mi że zajadła walka aż do “śmierci” przeciwnika nikomu na dobre nie wychodzi. No chyba, że Olgier chce na tym wątku zbudować swoją popularność – ale to też nienajlepszy sposób.
Nienajlepszy sposób? Znalezienie wszystkich możliwych dziur w modelu biznesowo-prawnym pewnej firmy?
Authalia jako firma ma wizerunek swojej marki do obrony, Olgierd ma wizerunek prawnika-blogera – komu bardziej się przysłuży etykietka “tego, kto znalazł wszystkie błędy drugiej strony i je wytknął”?
W tym szaleństwie Authalii może się kryć przesłanie do potencjalnych klientów – Zobacz jak walczymy o swoje racje! O Twoje prawa autorskie też będziemy walczyć! Tacy jesteśmy agresywni! A co?!
Jest rozwiązanie – i poniekąd Jacek je podał :) Zatrzymać się, uspokoić, zastanowić. A potem pomyśleć, gdzie jest problem i szukać jego rozwiązania, a nie ciągnąć spór, z którego powoli i blogerzy zaczynają się śmiać (mimo kibicowania).
Zakładam, że Authalia miała jednak pewne sensowne założenia – może po prostu mają wielkie dziury, ale można je sensownie zaszyć? I do pomocy w tym zaprosić właśnie (odpowiednio wcześniej przeproszonego) Olgierda i kilku innych blogerów – prawników, speców od netu, itp.
A potem – akcja edukacyjna – co, dla kogo i w jaki sposób.
Niemniej – jak napisałam na blipie – obawiam się, że to nierealne, bo emocje weszły na poziom, na którym ciężko je zatrzymać i jeśli nie włączy się w to ktoś z boku, ale cieszący się zaufaniem i posłuchem, to nie ma szans na sensowne rozwiązanie.
Pomysł na biznes Authalia ma dobry i ciekawy, ale sposób prowadzenia marketingu straszny. Nie chodzi tylko o podejście do blogera, ale raczej punkty jakie Olgiert znalazł. Podpinanie się pod markę Papierów wartościowych, podszywanie się pod spółkę uprawnioną do zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i obiecywanie gruszek na wierzbie. Przecież to wszystko i tak padnie w łeb przy pierwsze nadażającej się okazji, czyli faktycznej sprawie sądowej o plagiat jakiegoś utworu.
Krętactwo i cwaniactwo authalia, może być zgubne dla tej firmy.
Faktycznie obie strony zabrnely dosyc daleko.. A moze takie wyjscie ze sporu: Authalia zatrudni Olgierda jako prawnika ktory wykryl te wszystkie ulomnosci i goraco mu podziekuje ;) To rozwiazanie mozna dopracowac ale pozwoliloby jednej stronie inteligentnie przerwac bezsensowna eskalacje epitetow :)
Ale co to zmieni? Z pustego i Salomon nie naleje. Na co mi te ich certyfikaty?
A może coś od siebie panie ekspercie od internetu? Streszczenie wydarzeń jest fajne, ale w poradniku dla mam. Może zacznij mieć jaja, o których tak często wspominasz i napisz coś od siebie, własnymi słowami. Zajmij stanowisko w sprawie. Wszystko co robisz sprowadza się jedynie do roli spikera z teleekspresu. To trochę za mało jak na “wpływowego blogera”, nie sądzisz?
Rafi – nie spodziewałem się, że zrozumiesz. Dla ciebie stanowisko zajmuje się wtedy jak się kogoś chamem prostakiem czy złodziejem nazwie – bo wszystko w życiu musi być czarno białe co?
A pomyslales moze,ze tak wyglada ewolucja blogera w dziennikarza niezaleznego, ktory nie staje po zadnej stronie a jedynie opisuje faktyczny stan? Bo jesli chodzi o mnie to wole ten sposob ewolucji a nie odwrotny z dziennikarza w blogera.
Polecam lekturę ostatniego wpisu Olgierda, co tam widzisz? Bezprawnie opublikowany fragment umowy. ALE proszę patrzeć uważnie! Oto w umowie jednoznacznie pisze, że Authalia ma prawo używać określenia partner w odniesieniu do PWPW S.A. Kto więc tutaj manipulował i komu internauci dali się nabrać? Skopiuję może mój komentarz, który opublikowałem u Olgierda:
‘Okazuje się Olgierdzie, że nie umiesz przeczytać umowy? Wynika z niej jednoznacznie, że Authalia miała prawo użyć słowa “partner” w odniesieniu do PWPW S.A. Jeśli nadal nie rozumiesz, to tłumaczę łopatologicznie. Stroną umowy jest PWPW S.A. Wyraźnie jest zaznaczone, cytuję: “zwaną dalej PWPW – SIGILLUM PCCE”. Tak więc tam gdzie w umowie pada ta nazwa, odnosi się więc ona do PWPW S.A. Jest to więc jasne “jak wół”.
Rozumiem jednak, że musisz “trzymać fason” i nie chcesz przyznać się do tego, że
całkowicie niepotrzebnie zrobiłeś zamieszanie.’
No i wyszło szydło z worka :)
Ad.”No i wyszło szydło z worka :)”
Cytat z DI:
“Pan Rudak otrzymał od nas materiał, z którego wynika, że możemy korzystać ze słowa “partner” w odniesieniu do PWPW SA.”
Jeszcze 2 dni wcześniej (wnioskując z adnotacji Olgierda Rudaka pod wpisem z 06-01-2010) nie było prawdą, a stawia go w świetle “wiedział, dostarczyliśmy mu dokumentację, ale i tak pisał nieprawdę” i jest naprawdę bardzo słabym zagraniem.
Czy Olgierd Rudak przesadził? Być może, nie śledziłem na bieżąco wszystkich jego wpisów. Czy na blogu Bartłomieja Dymeckiego dało się poprowadzić cywilizowany merytoryczny spór? Nie dało się, próbowałem. Mimo przedstawianych argumentów autor jak dziecko powtarzał “DATA PEWNA! DATA PEWNA!” nie odnosząc się do nich. Pod koniec wycinał wszystkie niepasujące komentarze, w tym jeden mój, w którym tłumaczyłem dlaczego dla mnie temat jest zamknięty. Jak dla mnie temat jest zamknięty ze względu na to, że spór toczył się praktycznie między autorem bloga, a resztą komentatorów.
Osobiście nie skorzystam z usług Authalii i gorąco odradzam wszystkim współpracę z tym przedsiębiorstwem/stowarzyszeniem i czym tam jeszcze.
EOT
Jeszcze raz, bo poprzedni komentarz poszedł nie tam, gdzie miał iść: Twoje “wycinał wszystkie niepasujące komentarze” jest oczywistym kłamstwem. Bardzo przykre, że zamiast dyskusji mamy zejście do takiego poziomu.
Wielu* raczy ocenić, jak dla mnie EOT, co napisałem w poprzednim poście. Rzeczywiście bardzo przykre, co zauważył sam autor blogu pisząc “Komentarze przy tym wpisie zostają definitywnie zamknięte.” Cała historia wypowiedzi dostępna pod adresem http://www.dymecki.pl/2009/12/authalia-wzbudza-kontrowersje/ google cache pod adresem http://74.125.77.132/search?q=cache:pHpPGUa8OHAJ:www.dymecki.pl/2009/12/authalia-wzbudza-kontrowersje/+http://www.dymecki.pl/2009/12/authalia-wzbudza-kontrowersje/ gdyby autor za dużo usunął.
*) cały polski internet
To ja dorzucę coś od siebie: http://blog.kurasinski.com/2010/01/06/mona-lisa-za-5-pln-brutto/
Vagla pisze :
“Authalia zna moje wątpliwości na temat ich projektu, ponieważ mogłem się mu przyglądać jeszcze przed uruchomieniem.”
http://prawo.vagla.pl/node/8839
Widziec musieli, ze logika stajaca ze ich przedsiewzieciam ma dziury – i to spore – jendnak ruszyli z projektem. Na co oni liczyli??
Uważam, że jeśli któraś strona sporu wierzy głęboko w to, że ma rację to powinna walczyć aż do upadłego. Szczególnie jeśli jest się blogerem działającym jako dziennikarz śledczy.
Olgierd już się chyba procesował z bohaterami swoich tekstów. Udało mu się także spotkać w sądzie z samym Buzdyganem :).
Twoje “wycinał wszystkie niepasujące komentarze” jest oczywistym kłamstwem. Bardzo przykre, że zamiast dyskusji mamy zejście do takiego poziomu.
Wybacz Grzesiek, że muszę wyciągnąć “prywatę”, ale skoro poruszasz temat konfliktu “Blogera” z kimś tam, to warto pamiętać co ten “bloger” robił wcześniej, czyli kim jest jedna ze stron konfliktu.
Pongo:
Nie tyle procesował tylko był oskarżony z art. 212 i 216 kodeksu karnego za publiczne zniesławienia, kłamstwa i znieważanie.
Wywinął się wówczas tylko dlatego, że sąd wysłał do mnie zawiadomienie o terminie rozprawy na błędny adres i ono do mnie nie dotarło, przez co się na nią nie stawiłem i sprawa została umorzona.
Ale co ma wisieć nie utonie i wkrótce Olgierd znowu “spotka się w sądzie z samym Buzdyganem”.
Osobiście dziwi mnie, że ktokolwiek traktuje jeszcze poważnie człowieka, który nie żałuje sobie wobec innych osób i firm publicznych konfabulacji, kłamstw, zniesławień i obelg.
A gdyby ktoś miał wątpliwości co do poziomu jaki prezentuje ten “bloger działający jako dziennikarz śledczy” to zapraszam pod link
http://tnij.org/olgierdr
pozdrawiam
Arek
“A gdyby ktoś miał wątpliwości co do poziomu jaki prezentuje ten “bloger działający jako dziennikarz śledczy” to zapraszam pod link”
No nieco samobój, Panie Arnoldzie, właśnie przywrócił Pan pamięć o prezentowanym przez siebie poziomie – rozsmarowywanie gęby na betonie to szczyt subtelności w porównaniu z Olgierdem ;-)
Wedle mnie, Pan Bartłomiej zapomniał o jednym, stając w obronie Authalii. Zapomniał napisać wprost, że współpracuje/współpracował z Authalią, co z pewnością ograniczyłoby liczbę niepotrzebnych komentarzy – a nie każdy śledzi przecież Flakera. Naprawdę.
:D Piszę o tym od początku kolego :D
Chyba wszyscy wiemy, ze buzdygan dawal sie sprowokowac do niepotrzebnych flejmow i pyskowek. To jednakowoz inny kaliber niz podzsywanie sie pod innych i zmyślanie niestworzonych historii.
Jesli mnie pamiec nie myli to Olgierd twierdzil, ze buzdygan zmienil imie bo w czasach PRLu donosil na kumpli ze szkoly, ze ukradl materialy wybuchowe z jakiejs wojskowej szkoly, ze robil nielegalna bukmacherke, zakladal sekty i mu grozil. Ile w tym bylo ‘prawdy’?
Jak na dziennikarz sledczego to wiarygodnosc stracil juz na samym poczatku swojej kariery. A cnoty raz straconej juz sie nie odzyskuje.
Don
Masz rację Blackops – to szczyt subtelności wobec oszukiwania ludzi na temat innych :)
Ale to nie ja jestem bohaterem tego serialu.
pozdrawiam
Arek
Hmm, gdyby to było jasno zaznaczone, nie byłoby tych podejrzeń o “marketing szeptany” czy womity, nie sądzisz Pan? Mnie zabrakło tego postawienia sprawy jasno – w notce, w dyskusji. Niby detal, ale jednak zupełnie zmienił tok rozmowy.
Daleki jestem od koncepcji “lustrowania” blogerów – nie o to chodzi – ale dla mnie jest różnica pomiędzy “uważam X za dobry projekt” a “uważam X za dobry projekt, bo to po części moje dziecko”.
To może właśnie teraz zrozumiesz, że z tego powodu oskarżenia o jakiś marketing “szeptany” są absurdalne :)
Właściwie to nie są absurdalne – Authalii nie ma ani w wypisie “osiągnięć” Entigry, ani nie ma wyraźnego stwierdzenia tego zaangażowania w Twojej notce – dla osób, które nie śledziły od początku całej historii, a przeczytały Twoją notkę, może to nie być oczywiste. Można odnieść wrażenie, że Bartłomiej Dymecki ocenia projekt Authalia z zewnątrz. A to, jak wiemy, nie jest prawdą. Rozumiem, że można stanowić wsparcie technologiczne projektu (Twoje określenie “ja tam tylko sprzątam”) – i nie poczuwać się do “związania” z samą organizacją, ale dla niektórych ta wiadomość będzie miała znaczny wpływ na ocenę Twoich wypowiedzi. I tego nie da się uniknąć. To czemu nie powiedzieć tego wprost?
A jak dla mnie – nie, nie uprawiasz marketingu szeptanego. Uczestniczysz po prostu w fatalnym marketingu Authalii – kursie na konflikt i powtarzaniu tych samych – niewiarygodnych z punktu widzeneia prawa i logiki – haseł. Lepiej?
A ironia to taki owoc, z którego robi się dżem?
Ano właśnie, dla mnie sprawa opiera się o Authalia vs. Dobre Praktyki Marketingu, PR i Zdrowy Rozsądek, a dużo osób widzę ubiera sprawę w prywatną wojnę Olgierda – co jest dla mnie zupełnie abstrakcyjne. Olgierd wypunktował słabe punkty projektu, Vagla wyraził fakt wyrażenia swoich wątpliwości, Artur Kurasiński spyla krzywo uśmiechniętą pannę za stówkę, Authalia kręci z umowami (wysyła do wglądu, ale prosi o nieprzekazywanie dalej, po czym wypomina, że się jej dalej nie przekazało? WTH?) – i niektórzy – komentowany artykuł też – rozmydlają podstawowe pytanie – czy Authalia postępuje fair wobec potencjalnych klientów, w pokrętny sposób prezentując marketingowy bełkot? Czy postępuje sensownie, próbując wpływać na (rzeczową) krytykę, zamiast debunkować? Moim zdaniem – dwa razy nie. I sympatia czy brak do Olgierda nie ma tu absolutnie znaczenia.
Blackops: Wiem, że trochę ironizowałeś ;)
Ale teraz na śmiertelnie poważnie i trochę dygresji gwoli wyjaśnienia, żeby nie było, że to moje prywatne uprzedzenia do “Blogera”.
Jest sobie taki “dziennikarz” śledczy Wojciech Cieśla, który zamieścił wywiad z dyrektorem nobliwego banku, gdzie kasę trzymają bardzo bogate osoby. I tenże dyrektor w tym rzekomym wywiadzie ostro przyrównał “inżynierię inwestycyjną” do złodziejstwa podatkowego. Ile na tym rzekomym wywiadzie stracił bank? Ilu klientów się rozmyśliło z jego usług? Nikt się tego już nie dowie. Czy ten dyrektor mógł stracić nie tylko pracę, ale i mieć wilczy bilet w branży? Mógł.
I teraz patrzmy co się dzieje? Tenże dziennikarz dostaje od swoich kolegów dziennikarzy – uwaga! – najbardziej prestiżową (sic!) nagrodę dziennikarską: Grand Press w kategorii najlepszego dziennikarza śledczego w 2009 roku!
Niebywałe kuriozum! Aż zastanawiałem się czy ja zwariowałem czy to świat zszedł kompletnie na psy.
Ale nie. Nic takiego nie nastąpiło, a nawet – został nagrodzony.
Dopiero inne gremium dziennikarskie przyznało mu słusznie tytuł Hieny Roku, tylko co z tego?
Ja uważam, że takie osoby jak Cieśla i także Olgierd, oraz każde inne kłamiące o innych, powinny być natychmiast ELIMINOWANE z publicznego życia. Ich śmierć cywilna powinna być natychmiastowa i nieodwołalna a także przykładna.
Nie przy tym znaczenia czy gdzieś indziej napiszą prawdę. Raz skłamali, raz oszukali, raz przekręcili i sobie dogodzili – mogą robić to kolejny raz, więc powinni być wykluczani z towarzystwa tak jak to się robiło kiedyś przed wojną i jak robi teraz w takiej np. Japonii.
Inne postępowanie prowadzi jedynie do kultywowania chamstwa, kłamstw i oszustw w internetowym środowisku :(
pozdrawiam
Arek
Natychmiastowa śmierć cywilna, powiadasz? Może jednak poczekajmy na wyrok sądu, on będzie jednak trochę bardziej obiektywny. To kiedy wznowienie procesu? Czy wznowienie jest w ogóle możliwe?
A teraz o Authalii, żeby nikt mi off-topu nie zarzucił. Abstrahując od tego kto ma rację, Authalia prawie na pewno okaże się komercyjną porażką (to widać już teraz) – i co wtedy z już zarejestrowanymi “certyfikatami”? Powinny być chyba dostępne nie tylko w archiwum PWPW, ale też na stronie internetowej. I to przez 100 lat :).
Pongo:
A do czego Ci potrzebny wyrok sądu? Sam nie jesteś w stanie sprawdzić, że coś jest kłamstwem?
Mój blog nie działa bo go przenoszę na nowy sprzęt, więc dam Ci link gdzie jasno wyłożono to co i ja mówiłem:
http://tnij.org/hiena2
I co wyrok sądu zmieni? Zmieni Twoje podejście do danej osoby?
Wątpię.
Polska to ciągle plemienny kraj – gdzie pojęcie plemienia/rodu rozciąga się także na kumpli z grupy, od kufli piwa itp. – w którym SWÓJ może robić innym różne świństwa a i tak będzie usprawiedliwiany i będzie dalej cacy.
Dlatego zostajemy coraz bardziej w tyle w stosunku do krajów gdzie liczą się zasady.
Mam nadzieję, że powyższych moich wątpliwości nie odbierzesz jako ataku na Ciebie, sam nie jestem wolny od takiego podejścia :(
Co do O. to będzie nowy proces, tamtego się nie daje ruszyć.
pozdrawiam
Arek
Acha – certyfikaty można zarchiwizować na archive.org :)
Znałem sprawę Cieśli już wcześniej, jeszcze zanim dostał nagrodę Hieny Roku. A dostał ją w pełni zasłużenie i do tego nie mam wątpliwości.
Uważam też, że Olgierd nie ma się czego bać, podobnie jak powodu do obaw nie miała wikipedia: http://goo.gl/0SZo
Pongo:
Istotą sprawy jest to, czy dziennikarz pisze prawdę czy kłamie i oszukuje ludzi.
Tylko tyle i aż tyle.
pozdrawiam
Arek
http://slawomirwilk.pl/authalia-pwpw-zada-usuniecia-oznaczen-handlowych/
W jedynym przypadku procesowania się z Arnoldem, kiedy ten wszystko odebrał, nie zapomniał o żadnych terminach albo w jakiś inny sposób pozwolił się komuś “wywinąć”, przegrał w dwóch instancjach.