auto-elektryczne
14

Nie zgadniecie ile aut elektrycznych będzie jeździć po Europie do końca roku. Większość ominie Polskę

Elektryczne auta są fajne, jednak w życiu Polaków nie robią zbytniej rewolucji. Wydaje się, że przybierający na sile trend raczej nas omija. Niestety sam muszę przyznać, że nie jestem posiadaczem Tesli. Swoją drogą, to nie widziałem jeszcze żadnej stacji ładowania dla samochodów elektrycznych, mimo że jakieś tam pewnie w Polsce są…

Pojazdy elektryczne w UE

No nic, mniejsza o moje doświadczenia, lepiej przejść do tego co prognozuje Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych. W informacji prasowej można przeczytać następująca rzecz:

Ponad 200 tysięcy pojazdów elektrycznych zostanie zarejestrowanych w UE w 2017 r. Ogólna liczba aut z napędem elektrycznym poruszających się po drogach Starego Kontynentu może wynieść 700 tysięcy – prognozuje Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych ORPA.PL.

Rynek pojazdów elektrycznych w UE

Dynamika wzrostu dotycząca rynku pojazdów elektrycznych utrzymuje się na poziomie ok. 30%. W 2016 roku ilość zarejestrowanych pojazdów elektrycznych w UE, wynosiła ponad pół miliona, więc zdaniem Macieja Mazura z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, na koniec roku 2017 liczba ta może wynieść nawet 700 tysięcy.

Mimo tego, że samochody elektryczne mogą faktycznie zyskiwać na popularności w Unii Europejskiej, nie da się ukryć, iż w Polsce temat nie jest jeszcze szczególnie gorący. Czytam o przykładach z Holandi, w której samochodów elektrycznych jest blisko 120 tys., Wielkiej Brytanii, gdzie liczba takich pojazdów na drogach osiągnęła ponad 100 tys., a następnie dowiaduję się, że niewiele mniej jest we Francji i Niemczech. Ok, natomiast w Polsce nie udało się przekroczyć 1,5 tys. zarejestrowanych pojazdów elektrycznych.

Podobnie sytuacja wygląda w zakresie infrastruktury. Na koniec 2015 r. w Europie funkcjonowało 59 tysięcy punktów ładowania pojazdów elektrycznych. W maju 2017 r. odnotowano ich już 97 tysięcy. Do końca tego roku ich liczba może wzrosnąć do 120 tys. punktów – prognozuje Obserwatorium. Ile z tej puli przypadnie na Polskę. Niewiele ponad 0,1 proc.

Z kolei jeśli chodzi o badania społeczne ralizowane przez Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych, wynika z nich, że 70% Polaków nie potrafi wymienić z nazwy żadnego modelu auta elektrycznego. Zerknąłem również na infografikę znajdującą się na stronie Obserwatorium i dowiedziałem się z niej, że „nieliczni Polacy rozważają zakup pojazdu elektrycznego”.

  • 37,7% Nigdy nie rozważałem zakupu takiego pojazdu
  • 31,5% Rozważam zakup, lecz nie wiem kiedy to nastąpi
  • 18,3%  Rozważałem zakup, lecz się finalnie nie zdecydowałem
  • 12,4% Rozważam zakup w najbliższym czasie
  • 0,1% Jestem posiadaczek takiego pojazdu

Elektryczny samochód? Niech no się zastanowię…

Podobno najbardziej przed zakupem pojazdu elektrycznego odstraszają nas: wyższe koszty zakupu, ograniczona liczba punktów ładowania, ograniczony zasięg pojazdu. Myślę, że kwestia zasięgu pojazdów elektrycznych wygląda coraz lepiej, jednak jeśli chodzi o ilość punktów ładowania… faktycznie póki co nie wygląda to szczególnie zachęcająco.

A wy co myślicie o przesiadce na pojazdy elektryczne? Myślicie, że w ciągu najbliższych lat weźmiecie to realnie pod uwagę? Co was najbardziej zachęca, a co… zniechęca? Dzisiaj pisałem jeszcze o polskim motocyklu elektrycznym do crossu, który zbudowali studenci z Politechniki Wrocławskiej i muszę przyznać, że prezentuje się to całkiem fajnie.

Źródło: informacja prasowa + orpa.pl

  • Gut6

    U nas obecnie problemem dla mas jest cena, a dla tych co ich stać podejrzewam że ilość superchargerów jeśli robią większe dystanse po kraju. Dopóki cena najprostszego elektryka będzie taka jak cena spalinowego z wyższej półki to raczej dużo się nie zmieni- dalej będzie to rosło w wolnym tempie.

  • Elmot

    Brałbym małego elektryka w ciemno, nawet napaliłem się na Fiata 500e, ale szybka rozkminka, że tak na prawdę nie mam go gdzie ładować. Pomijam stacje ładowania ogólnodostępne, bo przede wszystkim zależy mi na ładowaniu w domu i w biurze. W domu bez szans, bo nie mam garażu i musiałbym kombinować z ciągnieciem kabla do miejsca na parkingu. Podobnie w biurze :( Szkoda, że któryś z koncernów energetycznych nie jest zainteresowany instalacją punktów ładowania na osiedlach i parkingach biurowych.

  • Marcin

    To proszę teraz kalkulator do ręki i przeliczyć tak: cena elektryka – cena klasycznego w tym samym standardzie. Obawiam się ze tej różnicy nie jesteśmy w stanie „wyjechać „. Ceny elektryków na dzień dzisiejszy są absurdalne. Biorąc pod uwagę to co sami producenci reklamują czyli zdecydowanie prostszą konstrukcje, kilkakrotnie mniejszą ilość elementów składowych to zysk musi być gigantyczny. Jak zawsze pierwsi muszą zapłacić „frycowe”. Może za kilka lat. I do tego braki stacji ładujących. Proponuje posłuchać właścicieli owych cudów techniki jak planują podróż – rewelacja. Już widzę oczyma wyobraźni dostawce mleka w elektryku ;-)

  • Marcin

    Jestem fanem samochodów elektrycznych i kiedyś sobie taki kupię. Mały do miasta. Stacje ładowania mnie nie interesują. W zupełności wystarczyłby mi zasięg 150km z włączoną klimą w lecie, z ogrzewaniem w zimie. Mam garaż i tylko tam ładowałbym baterie. Kiedy o samochodach elektrycznych rozmawiam ze znajomymi to pytają, co zrobię kiedy będę musiał pojechać gdzieś dalej. Na przykład na wakacje. Odpowiedź jest prosta. Pożyczam od brata/kolegi/znajomego auto spalinowe a zostawiam im do jeżdżenia elektryka. Albo biorę auto z wypożyczalni. Jedyne co powstrzymuje mnie przed zakupem auta elektrycznego to zaporowa cena. Na chwilę obecną, przy obecnych cenach paliwa, różnica w cenie pomiędzy benzyną a elektrykiem nigdy się nie zwróci. Czekając więc na obniżkę cen rozglądam się powoli za elektrycznym rowerem.

    • tryhp3

      Na obniżkę cen nie masz co liczyć, samochody elektryczne były już w XIX, i od tej pory przygrywają ze spalinowymi ceną. Obecnie na zachodzi zakupy takich samochodów są dotowane, przez to w mediach od kilku lat jest głośno. Skończą się dotacje to temat ucichnie.

    • Marcin

      Przegrywają ceną, bo tak naprawdę nikt nie jest zainteresowany masową produkcją samochodów elektrycznych. Od Szejka pompującego ropę, poprzez producentów samochodów i części zamiennych, na rządach kończąc. Chodzi o to aby spalać benzynę. Spalać ją w silnikach o niskiej sprawności, najlepiej stojąc w korku. Bo wtedy wszyscy zarabiają. Oprócz użytkownika końcowego. W samochodach elektrycznych nie ma układów wydechowych, katalizatorów, DPF, skrzyni biegów, sprzęgła dwumasowego, rozrządu, świec, filtrów, wtrysków, oleju w silniku który trzeba wymieniać, zaworów, turbin, układu chłodzenia, rozrusznika, alternatora, masy uszczelek. A to wszystko się psuje, lub co ileś km trzeba wymieniać. I biznes się kręci, ropa się leje, vat i akcyza do budżetu wpływa. Samochód elektryczny w latach 60’tych XIX wieku potrafił przejechać 100km. Niewiele mniej, niż obecnie czyli po 50 latach. Mój Fiat 125p ponad 20 lat temu palił 10l benzyny. Tylko o 2 litry więcej niż mój Focus. I to mnie zastanawia. Dlaczego jest takie ciśnienie na ekologię, normy spalin i inne zielone pierdoły, a nikt nie forsuje aby zmniejszać ilość zużywanego paliwa? Bo się to nikomu nie opłaca. Powtórzę jeszcze raz. Biznes się kręci, ropa się leje, vat i akcyza do budżetu wpływa. Dopóki będzie ropa, dopóty auta elektryczne będą drogą ciekawostką.

    • tryhp3

      To silnik ma produkować paliwo? Obecnie przeszkodą żeby silniki mniej paliły są normy EURO. Da się zrobić żeby silnik mniej palił ale wtedy wydziela więcej spalin i nie przechodzi testów, doczytaj.

    • Daniel Markiewicz

      na zachodzie używane leafy są już bardzo tanie, w cenie używanego spaliniaka tej samej klasy. dlaczego? bo nowe się sporo różnią więc ci których stać przesiadają się na nowe. u nas używki nie tanieją bo … są sprowadzane z zachodu i handlarz lubi dużo zarobić licząc na popyt. można by spróbować samemu sobie sprowadzić. co do ebike, mam od 3 miesięcy, polecam, świetna sprawa, spalinowa mazda została w garażu, używana tylko gdy trzeba wyjechać poza miasto lub gdy brzydka pogoda. do pracy mam 6km i ebikiem dojeżdżam szybciej do pracy niż samochodem bo sporo skrzyżowań ze światłami które rowerem pokonam szybciej.

  • tryhp3

    Skończą się dotacje to ta bańka pęknie. Nie rozumiem ekscytacji elektrykami.

  • Driggooziz

    Ostatnio wyprzedzałem Teslę S na Szwajcarskich blachach (Co ciekawe, nigdy innej po za S tesli nie widziałem na drogach) i się zastanawiałem czy ludzie się tym tak nie boją jeździć po Polsce jak nie wiadomo czy się dojedzie do danego punktu ładowania i gdzie on w ogóle jest :D Do pracy mógłbym dojeżdżać, bo akurat w galerii w której pracuję punkt ładowania jest.

    • Daniel Markiewicz

      samochód elektryczny podaje zasięg z dużo większą dokładnością, jeśli go brakuje to sugeruje jaką prędkością należy jechać by dojechać. na autostradach widok spaliniaka któremu skończyła się benzyna to norma, elektrykom się to nie zdarza chyba że kierowca nie uwierzy komputerowi i próbuje dojechać na minusie

    • Driggooziz

      Nie wiem jaką Ty autostradą jeździsz, że samochód bez benzyny to dla Ciebie norma (i czy prowadzisz wywiady, że taki komentarz), ale mniejsza o to. Co do zasięgu – ja wiem, że one bardzo dokładnie pokazują i sugerują, problem jednak jest w tym, że co mi da informacja o zasięgu na 150 km jak ja nawet nie wiem gdzie jechać, żeby go podładować.

    • Daniel Markiewicz

      najwidoczniej Tesla którą wyprzedzałeś wiedziała :) ja z reguły też wiem

    • assault

      Tesla ma nawigację w tablecie która planuje trasę z uwzględnieniem zasięgu, zużycia prądu i punktów ładowania, także kierowca nie musi wiedzieć gdzie ma się zatrzymać, auto samo wie gdzie może się podładować. Ponoć uwzględnia nawet ile na stacji jest wolnych superchargerów.