27

Inteligentne ścienne panele świetlne zmieniły moje mieszkanie nie do poznania – recenzja Aurora Nanoleaf

Rozwój mobilnych technologii i coraz prężniej działających rozwiązań smart home przyniósł sporo ciekawych rozwiązań w kwestiach oświetlenia. Dziś chciałbym przedstawić wam bliżej jedno z nich: Nanoleaf Aurora, czyli zestaw paneli świetlnych które możemy dostosować do naszych potrzeb!

Nanoleaf Aurora: oświetlenie w formie, którą sami stworzymy

Nanoleaf Aurora to zestaw dziewięciu trójkątnych paneli świetlnych, które możemy ze sobą łączyć w niemalże dowolnej konfiguracji. Po środku każdego z boku trójkąta równobocznego czeka na nas miejsce, za pomocą którego podłączamy je do siebie. Trudno zatem mówić o tym, abyśmy mogli zbudować z nich co nam się tylko podoba, ale uwierzcie — dostępnych kombinacji tam nie brakuje!




Spinanie ze sobą paneli jest dziecinnie proste i nie przesadzę pisząc, ze poradziłoby sobie z tym nawet dziecko. Docelowo panele mają wylądować na ścianie, a dzięki temu, że są naprawdę lekkie — bez problemu przymocujemy je z pomocą dostępnych w zestawie niewielkich fragmentów taśmy dwustronnej. Największym wyzwaniem było w pojedynkę przeniesienie całej konstrukcji tak, aby się nie rozleciała — no i choć nie jest to specjalnie wygodne, to uwierzcie, że nie jest to rzecz niemożliwa.

Jak zasilana jest Nanoleaf Aurora? Do tego posłuży nam specjalny moduł, który wpinamy w jedno z gniazd, do których wpinamy łączki. Możemy je zatem ulokować na krawędzi dowolnego panelu — sam postawiłem, oczywiście, na ten na samym dole, aby nie rzucał się specjalnie w oczy… bo i po co. Później wystarczy podłączyć znajdujący się w zestawie kabel z zasilaczem i… nagle staje się jasność!

Chodź, pomaluj mój pokój. Na żółto, niebiesko, czerwono… w sumie to jak tylko zechcę

Pierwszy biały blask potrafi oślepić, ale spokojnie… to ten moment, w którym warto sięgnąć po smartfon bądź tablet i uruchomić na nim dedykowaną aplikację Nanoleaf Smarter Series (dostępna w wariancie na Androida oraz iOS). To za jej pomocą wykonamy pierwszą konfigurację i po chwili możemy przejść do zdalnego sterowania światełkami. Wykorzystałem w tym celu drugi z wariantów, program więc zasugerował dodanie sprzętu do systemowego Homekita. Oczywiście dla własnej wygody skorzystałem z tej propozycji — dzięki czemu mogę kontrolować panele świetlne prosto z poziomu Control Center.



Na co zaś pozwala nam aplikacja? Ma w zestawie cały pakiet rozmaitych sztuczek — zarówno opracowanych przez twórców paneli konfiguracji kolorystycznych, jak i opcji tworzenia ich samodzielnie — według własnego widzimisię. Z poziomu programu możemy pokolorować każdy panel na wskazany przez nas kolor i odcień. Możemy kazać im świecić cały czas w tych samych barwach, albo postawić na dynamiczne, zmieniające się nawet co kilkadziesiąt sekund kolory. Wszystko to według kilku dostępnych wzorów, a dodatkowo możemy też wskazać kierunek zmian, a także sposób ich powtarzania itd. A jeżeli znajdziemy już interesujące nas konfiguracje — możemy je zapisać. I przejść do tworzenia kolejnych. Warto także nadmienić, że w programie nie brakuje funkcji tworzenia planów godzinowych, gdzie ustawiamy godziny automatycznego uruchomienia sprzętu.

Opcjonalnym akcesorium które również miałem szansę testować jest dodatek Aurora Rythm. Niewielkia nakładka, którą wpinamy — podobnie jak zasilanie — do jednej z wtyczek. Pozwala ona zmieniać panelom barwy do rytmu odtwarzanej w tle muzyki. Standardowo urządzenie nasłuchuje i wyłapuje dźwięki otoczenia — naturalnym zatem jest, że gołym okiem widać opóźnienie. Istnieje jednak możliwość wpięcia doń wtyczki mini-jack, która pozwoli zminimalizować ten proces do minimum — jeżeli zatem macie ochotę na efektowne migotania niczym w dyskotece, warto rozważyć sięgnięcie po ten dodatek.


Aurora Nanoleaf na co dzień

Jak już wspomniałem — podstawowy zestaw to 9 paneli, zasilanie, taśmy mocujące oraz łączniki. Niestety, zabrakło w nim łączników, które można zgiąć — dzięki czemu bez problemu zamontujemy sprzęt także na kilku ścianach, bo światło będziemy kontynuowane na kolejnej ze ścian. I jeżeli mam być szczery, to największe „ale”, jakie mam do urządzenia. 9 paneli na standardowej wielkości pokoje w polskich blokach wydaje się być jak najbardziej wystarczające — ale jeżeli wam to nie wystarcza, to zawsze można zainwestować kolejne. W sklepach dostępne są bowiem pakiety, w których możemy dokupować po trzy trójkąty w paczce.

Z paneli świetlnych Aurora Nanoleaf korzystam już od kilku dni i powiem szczerze, że bardzo szybko przywykłem do wygody z nimi związanych. Jak widać na załączonych obrazkach — postawiłem na dość prosty wzór, który zamontowałem przy biurku. Tym samym sprzęt z powodzeniem zastąpił mi stojącą tam do niedawna lampkę. Co więcej, jasne, chłodne, światło okazało się fenomenalną pomocą przy robieniu zdjęć. A kiedy nadchodzi wieczór uciekam się raczej w cieplejsze barwy — i to w zdecydowanie ciemniejszym wydaniu. Panele Aurora Nanoleaf przy 100% są strasznie jasne i do wieczornego chilloutu z książką czy filmem wolę jednak bardziej stonowane oświetlenie.






Na zamieszczonych we wpisie zdjęciach (jak i tych oficjalnych promocyjnych, którymi szczycą się twórcy) widzicie dużo ślicznych kolorów. Bo, i owszem, tych w sprzęcie nie brakuje — w domowym zaciszu na co dzień wydają się być one jednak niezbyt praktyczne. A przynajmniej sam niespecjalnie znajduję dla nich zastosowanie — i o ile jeszcze za dnia, przy niewielkiej jasności, zdarza mi się z nich korzystać (ba, nawet wplatać do nich animacje), to najczęściej wybieram jednak praktyczne rozwiązania. A kilka odcieni bieli się do nich jak najbardziej zalicza.

Sam zadecyduj, co, jak i gdzie!

Tym co mnie urzekło w Aurora Nanoleaf jest… prostota. Prostota montażu, podłączania i składania tego w działający, praktyczny zestaw. To jeden ze sprzętów, który — tak jak u mnie — może być rozwiązaniem jak najbardziej praktycznym w kwestii oświetlenia. Ale nic nie stoi też na przeszkodzie, aby ułożyć z niego dużo bardziej fantazyjny wzór i zastosować w formie dekoracji wnętrz — chociaż wiadomo, że najbardziej sprawdzi się przy szeroko pojętych współczesnych wystrojach. Największym „ale” w przypadku tego rozwiązania jest… jego cena. Bo, niestety, ale nie jest to tanie — ceny zaczynają się od około 900 złotych.

  • Jego Mać

    nieco taniej – na niemieckim amazonie są od 180 eur z darmową dostawą.

  • scribe pl

    daje jeszcze 2-3 miesiące i pojawią się na aliexpres/bangood/tmart w godziwych cenach – tyle ile są naprawdę warte ledowe plastikowe panele (materiały+produkcja+dystrybucja+marża)

    • BloodMan

      Już są panele za mniej niż połowę tego, ale bez kontrolera.

  • scribe pl
    • Kamil

      Trochę produktów z takimi różnicami jest. No ale nie umniejsza to samym panelom ;)

    • Bolek

      Za 82$ to masz zestaw 3 na Amazonie!

  • Kolorowe światło we wnętrzach to zbrodnia. Popularne tylko dlatego, że ledy RGB są niewiele droższe od białych i ludzie podchodzą do tego na zasadzie „dlaczego nie”. Tymczasem jedyne co warto dobrać przy oświetleniu to temperatura bieli, którą dobiera się dość precyzyjnie. Niebieska, zielona, czy żółte pomieszcznenie to nienaturalny koszmar, w którym źle się czują zarówno ludzie jak i zwierzęta. W takim oświetleniu zawsze wygląda się źle (kolor skóry jest wypadkową koloru naturalnego i barwy światła), nie da się tam jeść (spróbujcie ze smakiem spożyć niebieskie ziemniaki), siedzieć przy komputerze/telefonie/telewizorze, czytać książek itp. Kolorowe Ledy to koszmar każdego projektanta (może poza projektami dyskotek).

    • Wiesław Juskowiak

      Ja np. włączam niebieskie, kiedy myślę…

      Co do samych lamp… A ładniejszych nie było? To jarmark i nic takiego. A kolory? Nikt nie mówi, że codziennie, ale potrafię sobie wyobrazić sytuację, w których „dlaczego nie”? Tylko czy wtedy nie będzie lepiej skorzystać ze zwykłych ledów?

    • Kamil

      Mi design Aurory przypadł do gustu — także myślę, że to już kwestia indywidualna.

    • Driggooziz

      Po za tym montowanie takiego światła zawsze kończy się tak samo: „zobacz jakie mam fajne LEDy, on, off” i jak skończą się znajomi do pokazywania to już na zawsze nastanie biel…

    • Marx

      Dokladnie tak. Od lat mozna za grosze kupic kolorowe tasmy czy zarowki LED. Uzytecznosc raczej zerowa.

      Duzo wazniejsze przy oswietleniu jest np pozbycie sie kabli (akumulatory?), latwosc montazu, sterowanie szerokoscia wiazki swiatla itp.

  • Daniel Bąk

    A co w kolorowych diodach inteligentnego?

    • Kamil

      Sterowanie nimi ;)

    • Paweł

      To nie jest smart. To po prostu diody zdalnie sterowane. Jakby zmieniały kolor w zależności od pory dnia lub jakiegoś zestawu reguł – prędzej moglibyśmy mówić o jakimkolwiek ‚smart’ ;)

    • Marx

      np w zaleznosci od nastroju, jak jestes wkurzony, to pokoj rozswietla sie na czerwono, a jak zona ma ochoty na amory – zmienia sie podswietlenie na rozowe. Jak leci Liga Mistrzow – idzie niebieski ;)

    • Paweł

      Nie różowe tylko czerwone! :)

    • Kamil

      Ale mówi się o podobnych rozwiązaniach w kontekście „smart home” dlatego uważam, że są smart ;)

    • The Truth

      Przecież to współpracuje z HomeKitem, więc można ustawić zestaw reguł, automatyzacji, scen.

    • Paweł

      zwracam honor

    • The Truth

      Nie musisz zwracać tak do końca, wciąż potrzeba Apple TV : ) Ale jak ma się Apple TV to już całkiem dużo można ustalić.

    • BloodMan

      Iphona też trzeba mieć? I MacBooka? ;p
      żeby światło działało???

    • The Truth

      Marna prowokacja, ale odpiszę żeby czasem ktoś tego na poważnie nie odebrał.

      Nie, do światła nie potrzeba mieć iPhone’a i MacBooka.

      Jednak jak bez telefonu chciałbyś ustawiać kolory i animacje, jednym przyciskiem ściennym.

    • BloodMan

      Pewnie że prowokacja, bo te Apple TV to z 8 stówek kosztuje.
      Miałem nadzieję że da się ustawić smartfonem albo laptopem (jedynie słusznej firmy, z przekąsem oczywiście).

      …lub innej firmy…

    • The Truth

      Bo da się ustawić kolor i animacje, nie da się po prostu bardziej zaawansowanych automatyzacji do których jest potrzebne Apple TV lub iPad.

  • Dynamo

    Fantastyczna sprawa, ale nie w takiej cenie. Czytając o tym rozwiązaniu już widziałem gdzie je założę, ale z 900 zł… Drogo i to nawet nie trochę.

  • Pan Kleks

    Strasznie tandetnie to wygląda, trochę jak w domu publicznym.

  • KolekcjoNer

    Jedyny minus to ułożenie w miejcu jak Ty ułożyłes bo niestety bez obrazy widać jak masz krzywo położona gładź na ścianie obok.