42

Asystent głosowy Amazona sam urządził w domu „imprezę”? Firma przedstawia to inaczej

Gdy sprzęt odznaczający się dużą autonomią popełni błąd, natychmiast zwraca się na niego uwagę: dowód na to, że technologia nie jest doskonała, że maszyna nie ma wielkiej przewagi nad człowiekiem. Wystarczy przywołać wypadek samojezdnego auta Google - przejechało szmat drogi bez kolizji, ale szum wywołała stłuczka. To chyba uspokaja nasz gatunek, wciąż czujemy się potrzebni. Coraz częściej okazuje się jednak, że za problemami i niedociągnięciami stoi człowiek.

Asystent głosowy zrobił imprezę – na taką informację trafiłem kilka godzin temu. Nie dość, że brzmi ciekawie, to jeszcze śmiesznie, więc trudno odpuścić taki kąsek. Okazuje się, że Alexa, twór Amazona, w okolicach drugiej w nocy puściła bardzo głośno muzykę w mieszkaniu w okolicach Hamburga. To zbudziło sąsiadów i ich… rozwścieczyło. Wezwana została policja, a gdy pukanie do drzwi nie przyniosło rezultatów, sprawą zajął się ślusarz. Zaskoczeni funkcjonariusze w lokalu znaleźli jedynie włączony głośnik.

Kilka godzin później do domu wrócił lokator. Klucze nią pasuję, bo wstawiono nowy zamek, dowiaduje się, że trzeba się udać na posterunek, by odebrać nowy plik i… zapłacić za interwencję. Człowiek opisuje sprawę w mediach społecznościowych, podkreśla, że asystent głosowy działał na własną „rękę”. Człowiek zaczepia przy tym Amazon. Ten sprawę sprawdza i stwierdza, że głośnik uruchomiono zdalnie, za pomocą aplikacji na smartfonie. Właściciel sprzętu sam przyznał, że był w tym czasie na imprezie ze znajomymi, więc…

Amazon oferuje, że zapłaci za szkody, ale podkreśla, iż sprzęt i Alexa funkcjonują bez zarzutu. Klops. Miała być historia o szalonej i niesfornej sztucznej inteligencji, a jest o facecie, który za mocno imprezował. Jednak nie będzie 1:0 dla gatunku ludzkiego. W tym momencie przypomniałem sobie o zdarzeniu sprzed dwóch dni: można wówczas było trafić na doniesienia z Las Vegas, gdzie uruchomiono autonomicznego busa. Intryguje już sam fakt ruszenia z taką usługą, ale media bardziej zainteresowało to, że ów pojazd zaliczył kolizję dwie godziny po starcie. I znowu: ach ta niedopracowana technologia, same z nią problemy.

Szybko okazuje się jednak, że bus na drodze poruszał się prawidłowo, a stłuczkę spowodował kierowca ciężarówki, który nie zachował właściwej odległości i najechał na autonomiczny pojazd (ten nie mógł już zmienić swojego położenia). Robi się 2:0 dla maszyn. Przy tym miasto stwierdziło w oficjalnym komunikacie, że gdyby ciężarówka była wyposażona w podobne rozwiązania, do zdarzenia by nie doszło. Jestem skłonny zgodzić się z tą opinią.

Te dwa przykłady (najświeższe – lista mogłaby być dłuższa) pokazują, że wciąż jesteśmy wyczuleni na błędy maszyn. Wystarczy usterka, wypadek, niedociągnięcie i robi się temat na newsa czy nawet większy wpis lub materiał audio i wideo. Na siłę chcemy sobie udowodnić, że technologie nie są doskonałe, chociaż to twierdzenie należy uznać za oczywiste: tak, technologia nie jest doskonała. I nie będzie. My popełniamy błędy, ją czeka podobny los. Przy czym w jej przypadku tych błędów i usterek może być mniej.

Jednocześnie coraz częściej staje się jasne, że to my stanowimy źródło problemów. Ludzie boją się autonomicznych pojazdów (tak przynajmniej wynika z ankiet), a zapominają o tym, ile osób ginie rocznie na drogach w wypadkach spowodowanych przez żywego kierowcę. Ja naprawdę czekam na rozwój autonomicznych pojazdów, bo spodziewam się, że na drogach będzie bezpieczniej (osobną kwestią jest tu cyberbezpieczeństwo). A rozwój sztucznej inteligencji może doprowadzić do tego, że głośnik nie uruchomi się w pustym mieszaniu o drugiej w nocy nawet wtedy, gdy użytkownik będzie się o to starał. Rano asystent głosowy wyjaśni spokojnie właścicielowi, że jego decyzje nie były do końca przemyślane i właściwe. Podejrzewam, że wielu osobom taki pomocnik czasem się przyda…