15

Apple zrobi z VR to samo, co ze smartwatchami. Pozamiata na rynku

O tym, że Apple pracuje nad goglami wirtualnej rzeczywistości mówi się już od dawna. Sam nie wierzę, że tak duża firma nie zamierza odkroić sobie kawałka tego dochodowego tortu. Ale podobnie, jak to miało miejsce w przypadku smartwatchy - wyczeka swoje, a potem pozamiata konkurencję. Rozdzielczość 8K na jedno oko brzmi jak prawdziwa rewolucja, ale przecież i tak będzie chodzić przede wszystkim o marketing.

Żałuję, że nie jest to oficjalne ogłoszenie Apple, a jedynie plotki dotyczące urządzenia VR. Jak donosi serwis CNET, amerykańska firma pracuje nad goglami, które będą łączyć VR i rozszerzoną rzeczywistość – póki co mają nazwę  T288 (ostatecznie celuję w Apple VR) i pojawią się na rynku w 2020 roku.

Zaskakuje trochę poziom technologiczny przygotowywanego urządzenia. Miałoby ono oferować rozdzielczość 8K…na jedno oko, co oznaczałoby 16K jako całość – rozdzielczość to największy problem dzisiejszych gogli do wirtualnej rzeczywistości i przy takich wartościach udałoby się wreszcie zażegnać problemy z pikselami czy ząbkami na obiektach. Tylko czy to możliwe? Trzeba byłoby wykorzystać technologię microLED, która jest w tej chwili nie tylko bardzo droga, ale wymaga również dużych nakładów energii elektrycznej. Kolejna sprawa to sprzęt, który będzie w stanie to obsłużyć – dwa monitory 8K wymagają kilku najwyższej klasy kart graficznych, co raczej całkowicie ogranicza wykorzystanie technologii przez statystycznego użytkownika. Gogle miałyby posiadać dodatkową przystawkę, z którą łączyłyby się bezprzewodowo, podejrzewam też, że będzie ona dysponować dużą mocą obliczeniową. Przed Apple stoi więc przynajmniej kilka wyzwań – ograniczyć koszt produkcji by ostateczna cena nie była zaporowa i wymyślić coś w temacie potrzebnej mocy obliczeniowej.

Nie zaskakuje natomiast przeznaczenie gogli – zamiast skupiać się tylko na rozrywce (jak robi to konkurencja), sprzęt przeznaczony byłby do tak zwanego lifestylu, czyli łączył technologię z codziennym życiem. Brzmi to logicznie i spójnie z wizją firmy – gogle, które zacierają granicę między światem rzeczywistym, a wirtualnym. Takim hasłem da się sprzedać technologię, która jest naszą przyszłością, choć nie cieszy się jeszcze taką popularnością jak się spodziewano.

Mam jednak wrażenie, że Apple pójdzie bardziej w stronę rozszerzonej rzeczywistości i choć założeniem gogli ma być łączenie tych dwóch technologii, spodziewam się raczej czegoś pokroju Hololens od Microsoft niż Oculusa czy Vive. Trzeba też jakoś wymyślić połączenie tego z całym spójnym ekosystemem urządzeń Apple.

Technologię trzeba umieć sprzedać

VR nie jest łatwym produktem do sprzedania, co pokazały najbardziej zaawansowane technicznie gogle – Oculus Rift i HTC Vive. Żadna z firm odpowiedzialnych za urządzenia nie odważyła się wydać milionów na wielkie kampanie promocyjne, przez co sprzęt stał się gadżetem raczej niszowym. Trochę inaczej postąpił Samsung i PlayStation, w obu przypadkach jednak urządzenia były bezpośrednio powiązane z ich „poważniejszymi” produktami, w dodatku były zwyczajnie tańsze od Vive i OR. Co z tego, że podłączane do PC gogle potrafią więcej skoro: a) nie są banalnie proste w podłączeniu b) wymagają mocnego komputera, który swoje kosztuje c) nie ma tych 2-3 gier lub aplikacji, które wgniatałyby w fotel i kazały kupić własny zestaw. Samsung złapał swoje ceną gogli, często dodawał je do telefonów. PlayStation VR jest natomiast sprzętem typowo dla graczy – wystarczy podpiąć kilka przewodów i grać. Nic nie trzeba konfigurować, trzeba tylko mieć jakąkolwiek konsolę PlayStation 4 by wejść w świat wirtualnej rozrywki.

Jestem więcej niż pewien, że niezależnie od tego jak dobrą technologię zastosuje w swoim sprzęcie Apple i jak absurdalnie wyceni urządzenie, ludzie i tak pobiegną do sklepów kupić swój egzemplarz. Firma cały czas potrafi zrobić wokół swojego produktu świetny marketing i wpiąć kolejne urządzenia do spójnego i sprawnie działającego ekosystemu z logo nadgryzionego jabłka. I podobnie jak na rynku smartwatchy, w branży VR odnotuje największy sukces. Ale o tym czy mam rację, przekonamy się dopiero za 2 lata – o ile oczywiście plotki o urządzeniu okażą się prawdą.

VR potrzebuje Apple

Póki co najlepszą robotę w dostarczeniu wirtualnej rzeczywistości do mas robi PlayStation, które doskonale rozegrało połączenie VR z grami. Statystycznego użytkownika nie interesują możliwości sprzętu i oferowana rozdzielczość. On chce założyć na głowę gogle i wejść do wirtualnego świata – zamiast tego konkurencja każe mu szukać aplikacji, ustawiać latarnie, dokupować akcesoria i kombinować z mocnym komputerem, który poradzi sobie z technologią. Miałem okazję bawić się zarówno OR jak i Vive, kiepsko wspominam proces konfiguracji. PlayStation VR podłączam w pół minuty, włączam grę i wiem, że będzie ona po prostu dobrze działać. Dlatego więcej frajdy niż w redakcyjnym pokoju z PC-towymi goglami miałem odwiedzając placówki, gdzie wszystko jest już podłączone, a korzysta się ze sprzętu raz podczas wizyty. Chodziłem na przykład w Korei po linie rozwieszonej między dwoma wieżowcami i siedziałem w klatce z siłownikami, podczas gdy wirtualnym świecie uczestniczyłem w wykręconym teledysku japońskiego zespołu popowego. Więc tak, to ma  najwięcej sensu kiedy udaje wesołe miasteczko.

Jestem więcej niż pewien, że Apple wykombinuje to tak, by posiadacze iPhonów i Maków chcieli mieć ten sprzęt w domu i zwyczajnie go potrzebowali. VR musi wreszcie wejść pod strzechy z przytupem i na całego. W przeciwnym wypadku będzie tylko ciekawostką, która gdzieś tam sobie w świecie technologii żyje, a nikt tak naprawdę jej nie potrzebuje.

grafika: zoomteam/Depositphotos

grafika

źródło: 1, 2