17

Apple przyparte do muru? Negocjuje wielkie dostawy surowca, bez którego nie ma elektroniki mobilnej

Na temat warunków pracy w krajach słabo rozwiniętych mówi się od lat. Dotyczy to chociażby producentów surowców wykorzystywanych w elektronice. W kopalniach nierzadko pracują dzieci, używają prymitywnych narzędzi, stają się kalekami lub umierają w młodym wieku. Na Zachodzie zazwyczaj wolimy na to nie patrzeć. Wielkie korporacje też odsuwają od siebie problem. Wiele wskazuje jednak na to, że będzie im coraz trudniej przerzucać winę na innych - Apple ponoć prowadzi rozmowy dotyczące dostaw kobaltu. Bezpośrednich dostaw. To poważna zmiana. Los młodych górników nie jest jednak celem nadrzędnym...

Apple może być wymarzonym klientem. Doskonale wie o tym chociażby Samsung, który na samych smartfonach iPhone X zarobił miliardy dolarów. Ale tak wielki partner może być też przekleństwem, o czym przekonały się firmy Imagination Technologies oraz Dialog Semiconductor. Gdy korporacja z Cupertino zrezygnowała z ich usług, gracze wpadli w poważne tarapaty. Piszę o tym, ponieważ media donoszą o dużych kontraktach, które negocjuje (rzekomo) od jakiegoś czasu gigant z jabłkiem w logo. Chodzi o dostawy kobaltu – surowca, bez którego funkcjonowanie dzisiejszej elektroniki byłoby ekstremalnie trudne. A wszystko za sprawą wykorzystania go w akumulatorach litowo-jonowych. Przewaga dostawców pierwiastka polega na tym, że popyt na niego będzie ciągle rósł – to Apple może być przyparte do ściany.

Całkiem niedawno pisałem o planach firmy Samsung SDI, która może podkręcić popyt na starą elektronikę – korporacja chce zabezpieczyć dostawy surowców, w tym kobaltu, m.in. w oparciu o recykling. Bo poleganie na wydobyciu w Demokratycznej Republice Kongo jest ryzykowne:

Cena przywołanego przed momentem kobaltu w ciągu zaledwie paru lat potroiła się (i to z nawiązką). A jeśli rosną koszty produkcji, wzrosnąć może także cena towaru. I tu pojawia się problem. Samsung nie chce rezygnować z zysków, jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że podwyższanie cen to osłabianie konkurencyjności – wykorzystać mogą to Chińczycy. Trwanie w sytuacji, w której o losach branży decydują dostawy z jednego państwa, nie jest zbyt komfortowe. Dlatego Koreańczycy chcą się zabezpieczyć dostawami surowców z recyklingu. Firma zamierza zainwestować w jednego z dużych graczy na tym polu, by zapewnić sobie długoterminowo dostęp do kobaltu. Ten sam cel będzie pewnie przyświecał głównej konkurencji, firmom LG Chem (która w Polsce otwiera fabrykę akumulatorów dla samochodów elektrycznych) oraz Panasonic.[źródło]

Nie minęło wiele czasu i czytamy o rozmowach, które Apple ma prowadzić z producentami kobaltu. Tak, firma negocjuje bezpośrednio z wydobywcami. To spora zmiana, bo do tej pory zajmowali się tym podwykonawcy. Łańcuch firm zaangażowanych w stworzenie sprzętu Apple był długi. W przypadku innych firm i produktów można wręcz powiedzieć, że to bardzo skomplikowane struktury. Efekt był czasem taki, że gdy organizacje walczące o prawa człowieka zgłaszały się do wielkich firm i wskazywały na niewolniczą pracę dzieci, te umywały ręce: „to nie my, zajmują się tym nasi podwykonawcy, wszystkiego nie możemy kontrolować”.

Sęk w tym, że kobalt szybko drożeje i firmy niebawem zaczną o niego walczyć. Bloomberg tłumaczy, że w smartfonie tego surowca znajdziemy około 8 gramów. W akumulatorze samochodu elektrycznego będzie to już kilka kilogramów. Jeśli zatem rozkręci się rynek elektryków, to popyt na kobalt będzie olbrzymi. Swoje potrzeby zgłoszą producenci akumulatorów, koncerny motoryzacyjne czy technologiczne, firmy z działki medycznej. Wystarczy dla wszystkich? Działania gigantów wskazują na to, że niekoniecznie. A odcięcie od dostaw może oznaczać dla firmy lub jej części śmierć.

Apple chce sobie zapewnić dostawy na minimum pięć lat. By mieć gwarancję, że smartfony, tablety czy inne urządzenia wymagające baterii, będą mogły trafić na rynek bez problemu. Samsung SDI ratuje się recyklingiem i w chwili ewentualnego kryzysu będzie zapewniał dostawy Samsung Electronics – Apple zwyczajnie nie może sobie pozwolić na to, by konkurencja zdobyła taką przewagę. Można zakładać, że na tym polu dojdzie jeszcze do ciekawych sojuszy i mniejszych lub większych wojenek. Zwłaszcza, gdy sprawdzą się prognozy dla rynku aut elektrycznych, nie nastąpi przełom technologiczny, a ceny kobaltu nadal będą rosły w zawrotnym tempie.

Paradoksalnie największym beneficjentem ewentualnego kontraktu mogą być górnicy. Apple nie będzie mogło odsuwać od siebie wspomnianego problemu i tłumaczyć sprawy dostawcami. Korporacja może baczniej przyglądać się temu, w jakich warunkach kobalt jest wydobywany. Oby tak się stało…