Tańsza wymiana baterii w iPhone
28

Piekło zamarzło: Apple zapłaci 15 mld dolarów zaległych podatków. Jest jedno „ale”

Polski minister finansów czy premier (być może niebawem będzie to ta sama osoba) zapewne ze łzami w oczach przyjąłby informację, że Apple ma nam zapłacić ponad 15 mld dolarów zaległych podatków. Łzami szczęścia. W Irlandii jest inaczej, tam pojawiły się łzy ze smutku. I gdy jedna strona nie chciała płacić, druga nie wyciągała ręki po te pieniądze - władze państwa i firmy były zgodne, że te pieniądze nie należą się Irlandii. Unijni urzędnicy jednak naciskali, a efekt jest taki, że korporacja z Cupertino zacznie regulować swój dług. To zamyka sprawę? Nie do końca.

Apple zapłaci. Gdy zobaczyłem te nagłówki, stwierdziłem, że piekło zamarzło. Korporacja jest bardzo oszczędna, gdy chodzi o przejmowanie innych firm, nie szasta kasą i buduje coraz większe kopczyki złota na kontach w rajach podatkowych, a tu informacja, że zapłaci Irlandii ponad 15 mld dolarów zaległych podatków. Kosmiczne pieniądze, mowa przecież o dziesiątkach miliardów złotych. Co się stało? Jeszcze niedawno obie strony zapewniały, że nie chcą rozwiązywać sprawy w ten sposób. I o ile postawa Apple była w tym przypadku zrozumiała (bo kto lubi płacić podatki?), o tyle decyzja Irlandczyków mogła się już wydawać dziwna. Przynajmniej do pewnego stopnia – status raju podatkowego służył temu wyspiarskiemu państwu.

Niektórzy pewnie nie są zorientowani w sprawie, więc czas na szybkie przypomnienie. Przed ponad rokiem tak pisaliśmy o decyzji Komisji Europejskiej:

Orzeczenie dotyczy dwóch umów podatkowych Apple z irlandzkim parlamentem, za pomocą których znacznie obniżono należy podatek, który musiało zapłacić Apple w związku ze swoją działalnością w Europie. Eksperci z Komisji Europejskiej wskazywali na to, że istnienie takich umów przeczy polityce wyrównywania szans w biznesie i dzięki temu amerykańska firma miała znacznie ułatwione zadanie w kwestii pozyskiwania pieniędzy z europejskiego rynku. Zyski przedstawiane w rozliczeniach przez Apple nijak miały się do tego, co rzeczywiście osiągała firma, a ponadto – inne biznesy nie mogły się pochwalić tak atrakcyjnymi „upustami” podatkowymi, przez co Apple zyskiwało znaczną przewagę.[źródło]

Sprawa wywołała spore kontrowersje na Starym Kontynencie i za Oceanem, doczekała się oczywiście rozwinięcia. Kilka miesięcy temu pisałem, że irlandzki minister finansów, Paschal Donohoe, wciąż przekonywał, że jego kraj nie chce tych pieniędzy, kilkunastu miliardów euro, które unijni urzędnicy nakazali zapłacić Apple.

Stwierdził on m.in., że decyzja KE jest niesłuszna, że Apple nie było faworyzowane i każdy mógł skorzystać z obowiązujących przepisów – nie zostało złamane ani irlandzkie, ani europejskie prawo. Irlandia pobierze wielki podatek, ale robi to niechętnie i czeka na wynik apelacji amerykańskiej korporacji. Polityk zaznaczył przy tym, że jego kraj nie jest globalnym poborcą podatkowym.[źródło]

Ta opera mydlana trwa oczywiście w najlepsze, ale teraz doczekaliśmy się nowego aktu: strony poinformowały, że ustalają warunki spłacenia zaległego podatku. Oczywiście sprowokowali to urzędnicy, którzy skierowali sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W odpowiedzi irlandzki minister finansów ogłosił, że od pierwszego kwartału 2018 roku Apple będzie przekazywać środki jego państwu. Jest jedno „ale”. Pieniądze nie trafią bezpośrednio do budżetu wyspiarskiego kraju – powstanie fundusz powierniczy, na którym mają być przechowywane do czasu wyjaśnienia sprawy. Bo trzeba podkreślić, że firma z Cupertino nadal nie uznaje swojej winy i odwołuje się decyzji podjętych w Brukseli.

Sprawa ciekawa, ponieważ nie wiadomo, ile cały ten proces może trwać, w tym czasie miliardy euro będą leżały na kolejnym „zamorskim” koncie. Możliwe, że Apple nie rozstaje się z nimi na dobre. W tym momencie przypomina się list otwarty Wolfganga Kracha, redaktora naczelnego Süddeutsche Zeitung, który wypłynął przy okazji śledztwa Paradise Papers. Krach zarzucał Cookowi i Apple, że grają nieuczciwie, a ja pisałem, że te żale niewiele zmienią. Czytam teraz o korporacji, która zapłaci miliardy, ale jednak nie do końca (nie jest też jasne, jak długo potrwa owo spłacanie), i stwierdzam, że miałem rację – na razie te podchody z Apple do niczego nie prowadzą. A przy tym nie wyglądają zbyt groźnie.