40

Sprzęt naprawisz sobie sam – jak chcesz i gdzie chcesz. Apple się sprzeciwia

Niektóre rozwiązania prawne mogą podobać się konsumentom. W Nebrasce na przykład rozważa się wprowadzenie "right to repair", prawa, wedle którego m. in. producenci elektroniki użytkowej byliby zobligowani nie tylko do upubliczniania schematów dotyczących napraw urządzeń, ale również sprzedawania części wszystkim - od nieautoryzowanych serwisów, aż po zwykłych konsumentów. Z tym prawem jest kilka problemów. W ramach zupełnie innych argumentów chce z nim walczyć Apple.

Według pomysłodawców projektu nowego prawa, obecny stan rzeczy, wedle którego konsumenci są odseparowywani od możliwości naprawy sprzętu za pomocą oryginalnych części w dowolnych punktach jest krzywdzący. Dodatkowo – wskazuje się na fakt, iż niektórych napraw, domorośli majsterkowicze mogą dokonać absolutnie sami – o ile będą wyposażeni w odpowiednie części i schematy, które pozwolą im na poprawne dobranie się do urządzenia. Warto jednak wskazać na kilka problemów wynikających z wprowadzenia takiego prawa. Najpierw skupmy się na Apple.

Apple

Apple twierdzi, że samodzielne / nieautoryzowane naprawy mogą być niebezpieczne dla ich wykonawców

Nawet przy okazji posiadania odpowiednich schematów. Apple zwykło odpowiednio dbać o jakość wykonywanych napraw i autoryzuje tylko niektóre serwisy. Naprawa iPhone’a, czy jakiegokolwiek innego sprzętu na własną rękę nie jest niemożliwa, ale na pewno jest niesamowicie trudna. Dlatego też Apple obstaje przy tym, by nie pozwalać na naprawę urządzeń nikomu poza osobami, które rzeczywiście znają się na rzeczy. Zresztą, patrząc na konstrukcję iPhone’a, czy innych iUrządzeń (a nawet sprzętów konkurencji), trudno jest wyobrazić sobie prostą metodę rozebrania telefonu / tabletu, czy czegokolwiek innego. To nie czasy, w których wystarczył nam zwykły torx, aby wymienić np. wyświetlacz. Dzisiaj, aby dokonać wymiany jednego podzespołu, trzeba poświęcić kilka innych, dlatego wszędobylskie są „zestawy naprawcze”, dzięki którym wszystko odbywa się zgodnie z procedurą.

Jednak prawo, które w teorii ma służyć konsumentom, może im również zaszkodzić. Załóżmy, że takie zapisy są wprowadzane globalnie, albo chociaż w obrębie jednego kraju. Automatycznie, ceny takich sprzętów drastycznie rosną po to, aby wyrównać ewentualne straty z powodu wprowadzenia prawa. Na taką możliwość, przy okazji Unii Europejskiej walczącej z celowym postarzaniem produktów wskazywał Tomek Popielarczyk. Warto zauważyć, że nawet, jeżeli UE uda się ów pomysł zrealizować, nie będzie to oznaczało niczego dobrego dla konsumentów, którzy owszem – będą mogli cieszyć się ze sprzętu przez dłuży czas, ale jednocześnie też będą musieli się przygotować na większy wydatek. Dlaczego? Bo dla producentów elektroniki użytkowej skrócenie cyklu życia produktu to szansa na stały, dobry zarobek i obniżenie cen. Tego zrobić się natomiast nie da w warunkach, kiedy po okresie gwarancyjnym, sprzęt działa jeszcze parę lub kilka ładnych lat.