iPhone
89

Obniżka cen iPhone’ów i pozew na 999 miliardów dolarów – afera Apple zaczyna zbierać żniwo

Ostatnio w świecie technologicznym zawrzało. Mieliście już z pewnością okazję, żeby dowiedzieć się na temat niesłychanej afery Apple, która ogranicza wydajność w starszych urządzeniach. Proceder ten odbywał się od kilku lat, jednak dopiero teraz producent został na tym przyłapany. Naturalnie firma musi się liczyć nie tylko z pozwami, ale również negatywną opinią klientów, która może bezpośrednio przełożyć się na mniejszą sprzedaż. Tym razem Amerykanie naprawdę mają poważny problem, więc już zaczynają działać.

Piękne cele, żałosna postawa

Zacznijmy od samego krótkiego wprowadzenia, które jest tu po prostu niezbędne. O co tyle szumu? Już jakiś czas temu na Reddicie zaczęły się pojawiać dosyć niepokojące wpisy. Mianowicie iPhone’y po wymianie baterii na nową magicznie przyspieszały, natomiast w przypadku bardziej zużytych akumulator wyniki w benchmarkach spadały. Niezbędnym narzędziem okazał się tu Geekbench. Początkowo podchodzono do sprawy sceptycznie, w końcu być może jest to przypadek jednostkowy, ktoś celowo manipulował rezultatami – bez poważniejszych dowodów trudno oskarżyć, szczególnie że to Apple.

W pewnym momencie problem zauważyło więcej użytkowników. Ostatecznie Apple przyznało się do wyjątkowo specyficznej taktyki, którą krótko i treściwie ocenił Kuba w swoim felietonie:

Świat technologiczny żyje obecnie – według mnie – skandaliczną postawą firmy Apple, wedle której starsze urządzenia wraz z zużywaniem się baterii powoli tracą na wydajności. Producent twierdzi, że wszystko to odbywa się z uwagi na dbałość o… klientów. Według Apple, taki zabieg ma na celu zapewnienie jak najwyższego komfortu korzystania z telefonu mimo zużywającego się akumulatora. W skrócie – niższa wydajność urządzenia powoduje, że sprzęt cały czas działa tak samo długo na jednym cyklu pełnego ładowania. To bardzo pokrętne i jak dla mnie – mało wiarygodne wytłumaczenie.

Cytat z tekstu: Ależ ja się cieszę z tego pozwu przeciwko Apple…

Początek problemów

Nic zatem dziwnego, że stosunkowo szybko zaczęły spływać pozwy przeciwko producentowi. Afera Apple nabrała na sile, a kwintesencją tego jest kolejne oskarżenie – tych bylibyśmy w stanie już wiele naliczyć w samych Stanach Zjednoczonych. W Kalifornii sprawa została założona przez Violettę Mailyan. Oczywiście ponownie dotyczy ona zakłamania wydajności w starszych urządzeniach oraz zmniejszania jej w miarę starzenia się produktu, co trudno uznać za rozsądne działanie. Najciekawsze, o jaką kwotę odbędzie się walka w sądzie. 999 miliardów dolarów – dokładnie na tyle została oszacowana praktyka producenta w tym pozwie. Jestem ciekaw, czy ktokolwiek poda jeszcze wyższą kwotę. Na pewno możemy czekać na zbiorowy akt oskarżenia, w USA nikt nie zostawi tego bez odpowiedniej reakcji.

Afera w Apple

Patrząc jednak na to wszystko obiektywnie, zapewne Apple nic się nie stanie. Podobnie jak w przypadku Volkswagena i Dieselgate, również teraz część użytkowników dostanie odszkodowania, w internecie będą pojawiały się jeszcze nieliczne posty oraz artykuły na ten temat, podczas gdy wiele osób będzie wciąż żyło ze swoimi zwalniającymi iPhone’ami, aż większość zapomni o całym skandalu. Mimo wszystko odciśnie to piętno na dotychczas idealnym wizerunku marki. Z uwagi na mocno napierających rywali w postaci Samsunga, Huawei czy Xiaomi, może to negatywnie wpłynąć na pozycję firmy.

Obniżka cena sposobem na kłopoty

Co ciekawsze, na początku 2018 roku ceny iPhone’ów spadną. Przynajmniej tak wskazuje raport DigiTimes, które dotychczas nie zawodziło w takich sprawach, ale za taką decyzją stoi przede wszystkim chęć zwiększenia sprzedaży na całym świecie.  Szczególnie że w pierwszej połowie 2018 mają zadebiutować najpoważniejsi konkurenci. W dodatku niektórzy będą w stanie wybaczyć producentowi tą aferę, jeżeli tylko urządzenia z jabłkiem po prostu nieco stanieją. Warto także wspomnieć, że następca iPhone X ma zostać rozsądniej wyceniony.

Tego typu praktyki powinny być surowo karane. Mam nadzieję, że Apple zostanie zmuszone do wzięcia odpowiedzialności oraz wypłaci użytkownikom odpowiednio odszkodowania, ponieważ taki mechanizm biznesowy trudno uznać za akceptowalny. Kupujesz sprzęt za ponad pięć tysięcy złotych, ale za rok stracisz część jego wydajności – Google nie oferuje równie dobrego ekosystemu, jednak przynajmniej telefony z Androidem nie cierpią na taką przypadłość.

Teraz wszystko znajduje się w rękach sądu. Jeżeli pozew według sądu okaże się zasadny i nie zostanie oddalony, pozywający Apple z pewnością spróbują przekształcić sprawę w międzynarodowy pozew zbiorowy, który obejmie wszystkich posiadaczy iPhone’ów 7 oraz starszych. Dla Apple może to oznaczać konieczność wypłaty wysokich odszkodowań oraz poważną stratę wizerunkową. Jednocześnie, byłoby to solidne ostrzeżenie dla innych producentów elektroniki użytkowej.

Cytat z tekstu: Ależ ja się cieszę z tego pozwu przeciwko Apple…

źródło: AppAdvice, The Motley Fool