135

Android w końcu dojrzał na tyle, że nie potrzebujemy już roota

Jedną z największych zalet Androida jest jego otwartość. To właśnie dzięki temu tak prężnie rozwijała się cała społeczność wokół niego i zaangażowała się w jego rozwój, dbając o odpowiednio zmodyfikowane oprogramowanie dla różnych modeli. Niestety czasami wynikało to z chęci uczynienia konkretnego urządzenia w końcu działającym. Jednak z biegiem czasu uległo to zmianie i szczerze mówiąc, posiadacze iPhone’ów akurat mogą tego pozazdrościć. W jaki sposób zmienił się segment Custom ROM-ów?

Wolny Android

Sam mam do czynienia z Androidem od odsłony 2.1 Eclair. Na co dzień zacząłem jednak z niego korzystać od 2.3 Gingerbread, czyli wersji, którą wciąż można znaleźć w statystykach przedstawiających popularność poszczególnych wariantów systemu. Jednak w latach 2010-2011 szybkość i płynność działania pozostawiała wiele do życzenia. Był to okres dynamicznego rozwoju całej platformy, zmierzającej dopiero do osiągnięcia oczekiwanego poziomu, również pod względem stabilności. Nie da się ukryć, że wtedy nie wyglądało to najlepiej.

Tutaj jednak społeczność zdołała sobie radzić na różne sposoby. Przede wszystkim w sklepie popularne stały się różnego rodzaju „oczyszczacze”, dające jednak skutki przeciwne do oczekiwanych, ponieważ wiele osób nie rozumiało sposobu zarządzania RAM-em przez system. Zresztą na temat samych task killerów można by było napisać osobny tekst. Oprócz tego użytkownicy zaczęli interesować się tematyką roota, czyli uprawnieniami administratora w Androidzie i wszystkich innych OS-ach, opierających się o Linuxa.

Fora na ratunek

Po uzyskaniu uprawnień administratora można było dowolnie ingerować w oprogramowanie i pozbywać się pewnych preinstalowanych aplikacji, których inaczej po prostu nie dało się usunąć. Jednak root był dopiero początkiem. Kolejnym, równie ważnym krokiem pozostawało wgranie innej wersji systemu, Custom ROM-a – w przeszłości największym kultem został objęty Cyanogen Mod. Co ciekawsze, w niektórych przypadkach dało się instalować zmodyfikowany system nawet bez roota, jednak wiele tu zależało od modelu i podejścia producenta do tej kwestii. Niektórzy zezwalali na taki krok, np. OnePlus.

Większość firm negatywnie podchodziło do jakiejkolwiek ingerencji. Zdarzało się, że użytkownicy, nie do końca zaznajomieni z całym procesem, bawili się w to na tyle nieumiejętnie, że brickowali swój telefon. Wówczas zgłaszali się do serwisu ze skargą, że ich smartfon nagle przestał działać. Nie da się jednak ukryć, że zauważenie próby instalacji było wyjątkowo proste.

Liczne poradniki

Mimo potencjalnego zagrożenia, wiele osób chciało przyspieszyć swoje urządzenia i decydowało się na postawienie na zupełnie inne oprogramowanie. Na fali tej popularności w sieci mogliśmy ujrzeć liczne poradniki zarówno w formie wideo, jak i tekstowej. W dodatku każdy portal technologiczny informował o pojawieniu się skutecznej metody na obejście zabezpieczeń producenta, mających uniemożliwić takie praktyki. Podobnie było w temacie kolejnych odsłon Cyanogen Mod, Slim ROM czy Paranoid. Teraz natomiast ekscytacja Lineage OS prezentuje się znacznie mniej okazale.

Przejdziemy w tym miejscu na chwilę do konkurencji. Dla iOS możliwy był zbliżony proces, aczkolwiek płynące z niego możliwości nie dało się porównać w najmniejszym stopniu z rootem. Nazywał się on jailbreak. Kiedyś wszyscy się interesowali sposobami na niego. Apple zadbało jednak o to, żeby przestał być możliwy – dawno temu wystarczyło na odpowiednią stronę przez Safari i to wystarczyło (JailbreakMe). To również pokazuje słabnącą dla przeciętnego użytkownika siłę tej części rynku.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Apple jednak nie było pierwsze w utrudnianiu użytkownikom rootowania urządzeń. Już wcześniej firmy zajmujące się urządzeniami z Androidem starały się kłaść kłody pod nogi – w przypadku Samsungów po wgraniu Custom ROM-a pojawiał się żółty trójkąt z wykrzyknikiem. Dało się jednak go w prosty sposób pozbyć. Z czasem te zabezpieczenia stawały się coraz trudniejsze do ominięcia i moim zdaniem przełomowy okazał się być Knox, którego pokonanie wymagało wytężonej pracy wielu specjalistów.

Utrudnienie procesu było jednym z dwóch powodów, które przyczyniły się do marginalizacji znaczenia roota i zmodyfikowanych wersji oprogramowania. Nie wolno zapominać, że Android dojrzewał. Wskutek tego w końcu był na tyle szybko i stabilny na start, że sens zabawy z nim stracił na znaczeniu i jedynie instalacja tego samego systemu, ale np. w wersji bez brandu czy na konkretny rynek. Obecnie nawet kupując smartfon za około 500 złotych, można liczyć na przyjemne wrażenia z korzystania z niego. W sumie to najlepiej pokazuje to, że mamy do czynienia z już dojrzałym rynkiem, który nie wymaga zbyt wiele od użytkownika. Nie wolno zapomnieć także o kwestiach bezpieczeństwa. Nieumiejętne korzystanie z możliwości roota, może doprowadzić do zainfekowania naszego urządzenia – nawet Android Pay oficjalnie jest zablokowany dla takich telefonów, jednak społeczność znalazła sposób na ominięcie tych ograniczeń.

Scena moderska wciąż jednak prężnie funkcjonuje. Jeżeli chcecie odświeżyć swój telefon, nie znajdziecie nic lepszego niż wgranie nowego oprogramowania z dodatkowymi funkcjami, ale pamiętajcie, że robicie to na własną odpowiedzialność. Przez te lata urządzenia mobilne zmieniły się nie do poznania. Szczególnie Android z brzydkiego kaczątka stał się w końcu ładnym, dojrzałym łabędziem – tu również od strony technicznej.