17

Ta zmiana w Android P spodoba się operatorom. Nam? Niekoniecznie

Znacie może ten zawód, gdy telefon wskazuje dwie, trzy kreski zasięgi, a tak naprawdę pewne usługi nie są dostępne? Jeżeli zdarzyła się Wam taka sytuacja, to z pewnością zainteresuje Was to, że operatorzy będą mogli mieć wpływ na to, ile "kresek" zasięgu sieci pojawi się na ekranie w określonych warunkach. Na razie chodzi tylko o infrastrukturę LTE.

Jak wskazują najnowsze doniesienia dotyczące technikaliów Android Open Source Project, od Androida P operatorzy najprawdopodobniej otrzymają dostęp do wewnętrznych ustawień dotyczących reprezentacji poziomów sygnału sieci komórkowej. Dzięki temu sami będą mogli ustalić, od jakiego „pułapu” wyświetli się kolejna kreska. Warto zaznaczyć, że my pewnie byśmy oczekiwali, by sposób powiadamiania użytkownika o stanie sieci był możliwie jak najbardziej precyzyjny. Ja mam obawy o to, że… operatorzy wykorzystają to w zgoła odwrotny sposób.

Początkowo mówiono o tym, że niektórzy operatorzy będą w stanie „ukryć” informacje o deklarowanym przez urządzenie zasięgu. Jak się okazuje, najnowsze informacje wyciągnięte z AOSP wskazują, że ten pomysł porzucono na rzecz oddania większej kontroli operatorom nad tym co się pojawi i kiedy – oczywiście w kontekście zasięgu sieci komórkowej. Jak wskazują eksperci, ułatwi to operatorom dostosowanie tych danych do różnych typów urządzeń (np. gdy w trakcie testów zostanie wykazane, że słabiej radzi sobie ze znajdowaniem sieci i utrzymywaniem z nimi łączności).

Android P

A co jeśli operatorzy „nieładnie” wykorzystają ten mechanizm do własnych celów? Wpływ na reprezentację siły sygnału może przynieść znacznie więcej szkód niż pożytku

Załóżmy, że mamy do czynienia z operatorem, który pozycjonuje się na rynku jako ten, który charakteryzuje się bardzo dobrym dostępem do usług na danym obszarze. Bardzo możliwe, że będzie chciał wpłynąć na to, jak wyświetlane są „kreski” zasięgu na sprzedawanych przez siebie urządzeniach po to, aby wywołać w użytkownikach poczucie, że rzeczywiście jest bardzo dobrze. Natomiast w istocie pokrycie będzie raczej słabe, a „moc” będzie zwyczajnie sztucznie podbijana.

Z drugiej strony jednak takie działanie może zostać bardzo szybko dostrzeżone przez użytkowników i odpowiednio mocno zganione. „Podbicie” sposobu reprezentacji zasięgu sieci komórkowej nie spowoduje przecież, że usługi będą działać szybciej, lepiej. Może to się rozmijać z oczekiwaniami konsumentów, którzy mogą otrzymać „zapewnienie” o tym, że sieć jest dostępna, ale realia będą wskazywać na coś zupełnie innego. Dlatego mam nadzieję, że operatorzy zajmą się tą kwestią właśnie w taki sposób, na jaki wskazali eksperci – dostęp do wskaźników będzie pomocny tylko w kwestii optymalizacji sposobu reprezentacji mocy sieci i nic ponad to. Taka sytuacja będzie chyba najkorzystniejsza i dla operatorów i dla konsumentów.