AmazonPodczas gdy polscy politycy prześcigają się w zaopatrywaniu uczniów w laptopy (teoretycznie, rzecz jasna), w świecie książek cyfrowych nadal trwa rewolucja. Jej tempo zwiększy się już wkrótce wraz z upadkiem sieci księgarni Borders, która prawdopodobnie już w tym tygodniu ogłosi bankructwo, tymczasem jednak warunki wciąż dyktuje Amazon. W maju tego roku ilość sprzedawanych przez niego ebooków przebiła ilość sprzedawanych książek papierowych, a teraz gigant wkracza na rynek podręczników uniwersyteckich, uruchamiając program Kindle Textbook Rental. W skrócie, Amazon rozpoczyna wypożyczanie cyfrowych wersji podręczników dla stutendów.

Jak donosi Amazon, studenci mogą zaoszczędzić nawet 80% z kosztów zakupu podręczników, dokonując wypożyczenia materiału na okres od 30 do 360 dni. Podręczniki można czytać zarówno na czytniku Kindle, jak i na pecetach, macach czy urządzeniach mobilnych takich jak iPhone, korzystając  z dostarczanego przez Amazon darmowego oprogramowania. Co więcej, każdy student może w wypożyczonych podręcznikach robić elektroniczne notatki, które będą przechowywane w chmurze Amazonu. Tym samym, będą dostępne również w momencie, gdy ebook zostanie już “zwrócony”. Oczywiście, wszystko to dostępne dla studentów uczelni w Stanach.

Miejsce jednak nie jest ważne, liczy się inwencja. Trzeba powiedzieć, iż ze strony Amazonu jest to genialne posunięcie. Nie od dziś wiadomo (w kręgach osób zainteresowanych), iż podręczniki uniwersyteckie w USA są strasznie drogie. Średnia cena jednego podręcznika waha się w granicach kilkuset dolarów, a “student-średniak” wydaje rocznie ponad 700 $ na niezbędne książki. Możliwość ich wypożyczania, przy popularności Kindla w Stanach może w bardzo pozytywny sposób odbić się na zyskach Amazonu, który ostatnio ostro walczy z Barnes & Noble.

Kindle, mimo swojego ekranu wyświetlającego wszystkie kolory, pod warunkiem, iż będą to kolory w skali szarości, jest urządzeniem niesamowicie wygodnym, a Amazon sukcesywnie zwiększa zasięg swojego rynku, przekonując zwykłych klientów do przerzucania się na ebooki. Tym samym dyktuje większej części technologicznego świata tę cyfrową rewolucję. W Polsce trend ten aż tak nie jest widoczny, aczkolwiek trzeba przyznać, iż czytelnictwo wśród polaków ogólnie leży. Amazon może jednak nauczyć nas czegoś innego, niż czytanie książek.

Otóż, nasi politycy, zamiast laptopów, powinni raczej zainteresować się czytnikami i podręcznikami w formacie cyfrowym. Urządzenia wcale drogie nie są, za to są lekkie i wygodne. Raz dwa rozwiążemy problemy drogich podręczników i krzywych pleców. Problemy może sprawić jedynie kwestia digitalizacji podręczników, oraz sami wydawcy, jak zwykle niechętni do zmian w portfelach. Choć właśnie to wydawcy mogliby najwięcej zarobić na rządowych “grantach” przyznawanych na digitalizację. W ostatecznym rozrachunku koszty nie przekroczyłyby kosztu zakupu i obsługi laptopów dla uczniów.

Pomijając jednak tę lokalną kwestię, trzeba po prostu przyznać, iż Amazon dalej rozdaje karty i pokazuje, jak się robi biznes, a mniejsi przedsiębiorcy powinni się na nim wzorować.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://www.facebook.com/artur.kulig Artur Kulig

    Nasi włodarze pewnie nie słyszeli o czytnikach skoro SLD chce zacząć się udzielać w Second Life.

    • Wojciech Usarzewicz

      He he he, brakuje mi na Antywebie możliwości przyznawania plusów za komentarze :)

    • http://www.facebook.com/alex.pasek Alex Pasek

      +1

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    Artur Kulig: Nasi włodarze pewnie nie słyszeli o czytnikach skoro SLD chce zacząć się udzielać w Second Life.

    Dobre :) Dzisiaj jak to usłyszałem to pomyślałem, że to news z poprzedniej kampanii :)

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    Wojciech Usarzewicz: He he he, brakuje mi na Antywebie możliwości przyznawania plusów za komentarze :)

    Właśnie to w komentarzu do poprzedniego wpisu napisałem :) Ciekawe dlaczego nie ma takiej opcji ?

    • psmicz

      Grzegorz Marczak:
      Właśnie to w komentarzu do poprzedniego wpisu napisałem :) Ciekawe dlaczego nie ma takiej opcji ?

      Kto kogo powinien pytać? :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=585446257 Bartosz Danowski

    To nie jest odkrycie. U nas podobne usługi (no może bez notatek w chmurze) działają od jakiegoś czasu. Wystarczy odwiedzić ibuk.pl i tam można się przekonać, że polski student znajdzie sporo książek, które mu się przydadzą i ma do nich tani dostęp w formie wypożyczenia.

    Zastanawia mnie jedna kwestia. Te wszystkie innowacyjne pomysły stawiają sobie za cel obniżenie kosztów. Amerykański student ma zaoszczędzić nawet 80% na książkach. Oznacza to, że wszyscy po drodze dostaną 80% mniej. W przypadku książki elektronicznej cały łańcuszek pośredników wcale nie wygląda inaczej niż ma to miejsce w przypadku papierowego odpowiednika. Mamy autora (wiadomo poświęca swój czas i pisze) => wydawcę (który zajmuje się korektami, składem/konwersją) => hurtownika cyfrowej treści (tak taki ktoś istnieje i jednocześnie pełni rolę hurtownika i detalisty) => sprzedawcy detalicznego (zwykle to programy partnerskie hurtowników). Każdy w tym łańcuszku chce zarobić – dużo zarobić.

    Klientowi wmawia się, że ebook musi być tańszy bo odpada koszt druku, transportu i hurtowników. Tyle, że w praktyce nowi hurtownicy cyfrowych treści domagają się kolosalnych prowizji (muszą z nich opłacić m.in. program partnerski). Prowizje są na tyle duże, że bez problemu w 100% wypełniają lukę powstałą po odjęciu kosztów druku, transportu czy prowizji klasycznych hurtowników papierowych publikacji.

    To o czym piszecie powyżej powoduje, że spadek kosztów wpływa bezpośrednio na wszystkie etapy łańcucha. Obrywa również autor, który dostaje mniej za swoją pracę… Skoro tak się dzieje to nie trudno sobie wyobrazić, że za jakiś czas zabraknie chętnych do tworzenia wartościowych treści (napisanie podręcznika akademickiego na poziomie nie jest sprawą prostą, wymaga czasu, wiedzy i doświadczenia). Dlatego kiepsko wynagradzany autor zacznie szukać innego zajęcia i będzie miał mniej czasu na pracę nad książką, to w praktyce spowoduje spadek jakości (w pierwszej kolejności), a później rezygnację z tej formy zarobkowania.

    Problem o którym piszę powyżej będzie szczególnie dotkliwy w krajach typu Polska gdzie mamy mniej ludzi, czytelnictwo jest jakie jest, autorzy super bestsellerów już teraz zarabiają drobne (w Polsce jest zaledwie kilka nazwisk, które zarabiają i mogą utrzymać się z pisania).

    • Wojciech Usarzewicz

      Racja, racja. Tylko w kwestii ibuka trzeba dodać, iż ani nie jest zintegrowany z czytnikiem władającym rynkiem, ani też nie należy do serwisów, o których jest głośno :). U nas trzeba takiego kopa, by rynek się rozkręcił.

      W kwestiach ceny. Po pierwsze to trzeba powiedzieć, iż koszt podręczników jest niesamowicie drogi, dlatego też wersja cyfrowa pozwala na naprawdę duże oszczędności. Na koszt druku składa się lepszy papier, kolory, czy sama ilość nakładu. A nakład duży nigdy nie jest, bo to nie są książki dla mainstreamu.

      Co do prowizji, tutaj akurat Amazon raczej wielkich sum się nie domaga, co widać po samych książkach papierowych, a co dopiero po ebookach. Trzeba też jeszcze nadmienić, iż Amazon najprawdopodobniej myśli w ten sposób: przy wypożyczaniu więcej osób wypożyczy, niż kupi, więc zyski tak czy siak będą spore. Co więcej, bardzo prawdopodobne, iż na wypożyczenie jest osobna licencja – kupujesz raz, wypożyczasz wiele razy. Muszę to sprawdzić :).

      Co do reszty argumentów, zwłaszcza kosztów napisania podręcznika na poziomie, muszę się niestety zgodzić.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=585446257 Bartosz Danowski

    Wojciech Usarzewicz: Racja, racja. Tylko w kwestii ibuka trzeba dodać, iż ani nie jest zintegrowany z czytnikiem władającym rynkiem, ani też nie należy do serwisów, o których jest głośno :). U nas trzeba takiego kopa, by rynek się rozkręcił.

    O ile mi wiadomo iBuk.pl ma już klientów na Androida i iPada. To w przypadku naszego małego kraju duże większa platforma niż Amazon z Kindlem. Jestem skłonny oddać obie ręce za to, że w Polsce jest więcej iPadów i Androidów niż Kindli.

    W przypadku podręczników zwykle wcale nie maja lepszego papieru niż klasyczne książki. Każdy szuka oszczędności i najprościej zrobić to na papierze. Co do oszczędności to już dawno w naszym kraju drukuje się małe nakłady bo taniej jest dodrukować kilka tysięcy sztuk niż zmielić nadmiar książek. Swoją drogą wiesz o jakich nakładach mówimy w przypadku bestsellerów (zwykle jest to kilka/kilkanaście tysięcy). Strzałów o większym nakładzie jest zaledwie kilka w skali roku.

    Nie wiem jak teraz, ale jeszcze nie tak dawno temu Amazon pobierał 35 lub 70% od sprzedanego ebooka. Kwota zależała od rynku zbytu. U nas prowizje hurtowników wpasowują się w środek tego co chciał Amazon (z lekkim wskazaniem w dół).

    Pamiętaj o tym, że interes Amazona ma się nijak do interesuj autora. Amazon robi obroty masą książek. Z jego punktu widzenia każdy sposób jest dobry.

    • Wojciech Usarzewicz

      Będę więc musiał zrobić małą analizę iBuka :).

      Co do prowizji, 30% albo 70% tak. Z ebooków kosztujących więcej jak 2.99 $ 30% jest dla Amazonu, reszta zostaje w rękach wydawnictwa i autora.

    • http://www.facebook.com/bartosz.romanowski Bartosz Romanowski

      „O ile mi wiadomo iBuk.pl ma już klientów na Androida i iPada. To w przypadku naszego małego kraju duże większa platforma niż Amazon z Kindlem.”

      A oprogramowanie Kindle jest dostępne na WSZYSTKIE możliwe platformy. Nie trzeba posiadać czytnika Kindle żeby korzystać z e-książek od Amazona.

  • Adam

    „Średnia cena jednego podręcznika waha się w granicach kilkuset dolarów,a “student-średniak” wydaje rocznie ponad 700 $ na niezbędne książki.”

    Czyli mam rozumieć że podręczniki w USA kosztują ok. 350 (kilkaset) dolarów za sztukę a amerykański student rocznie kupuje ich ok dwóch sztuk? :P

    • Wojciech Usarzewicz

      Różnie, ale jeśli nie studiujesz czegoś takiego jak sadzenie buraków, to na podręcznik musisz wydać ponad 180 $. A podręczników musisz kupić kilka. I wbrew pozorom, amerykańscy studenci wcale majątku nie zarabiają.

  • http://www.facebook.com/FlowReality Adam Markowski

    Wojciech Usarzewicz: He he he, brakuje mi na Antywebie możliwości przyznawania plusów za komentarze :)

    Może poprosimy redakcję o taką możliwość? :)

  • http://www.facebook.com/wrobel.marcin Marcin Wróbel

    kilkaset $ za książkę, a roczne wydaje ~700$? czyli co? kupuje jedną lub dwie?

    • http://www.facebook.com/ojanas Oleg Konstanty Janas

      No też się zastanawiam co autor miał na myśli :)

    • http://usarzewicz.org Wojciech Usarzewicz

      Tak, dokładnie o to chodzi w przypadku średniaków :). Wiecie, jeśli ja mam budżet 60 złotych na książki, a jedna kosztuje 30 złotych, to logiczne, że kupię dwie :).

  • Gosc

    Super „wypożyczanie cyfrowych wersji podręczników”
    Ciekawe za ile lat będzie tak jak w krótkim opowiadaniu Richarda Stallmana

    http://www.gnu.org/philosophy/right-to-read.html

  • http://www.facebook.com/ojanas Oleg Konstanty Janas

    Na dobrą sprawę, gdyby faktycznie podręczniki były dużo tańsze, to nie powinno być nawet czegoś takiego jak finansowanie z budżetu państwa. Państwo powinno jedynie dawać do akceptacji podręczniki w formie cyfrowej. Rodzic, który teraz musi wydać rocznie min 300zł na same podręczniki, kupuje w pierwszej klasie dziecku czytnik i książki. W pierwszym roku wychodzi mu to drożej. Ale w każdym kolejnym roku nie ma już potrzeby kupowania kolejnego czytnika, tylko same podręczniki. W perspektywie szkoły i tak wyda dużo mniej, niż gdyby miał co roku kupować podręczniki papierowe. Oczywiście, są podręczniki kupowane z drugiej ręki. Ale nawet wtedy okaże się, że taki zakup wyrówna się np. w 3 roku użytkowania.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=585446257 Bartosz Danowski

    Wojciech UsarzewiczCo do prowizji, 30% albo 70% tak. Z ebooków kosztujących więcej jak 2.99 $ 30% jest dla Amazonu, reszta zostaje w rękach wydawnictwa i autora.

    Nie wiem jak to wygląda na dzisiaj, ale jeszcze kilka miesięcy temu poza progami związanymi z cenami książek były jeszcze podziały wg. kraju w którym sprzedajesz. Maksymalna prowizja 70% obowiązywała zdaje się m.in. w USA.

    • http://usarzewicz.org Wojciech Usarzewicz

      Z tego co mi wiadomo, limity takie nie obowiązują już w przypadku Polski – nie wiem, jak w innych krajach, ale polscy wydawcy mogą spokojnie pobierać te 70% zysków dla siebie.

  • http://literalubicyfre.pl/ Kamil Mizera

    Na wprowadzenie przez Amazon systemu wypożyczania e-podręczników nie ma sensu patrzeć przez pryzmat jakiegoś novum, bo jak napisał Bartosz Danowski, takie systemy działają już gdzie indziej. Warto jednak, na co zwraca uwagę Wojtek spojrzeć właśnie przez pryzmat globalności rozwiązania. Internetowa infrastruktura Amazonu zapewnia powszechność dostępu i pakiet usług tworzących zintegrowaną chmurę (oprócz wymienionych przez Wojtka funkcjonalności również będzie można danego ebooka otworzyć na kilku urządzeniach jednocześnie. Rozmiary samego Amazonu gwarantują bogatą ofertę. Studenci najczęściej nie potrzebują kopii danego podręcznika, ale informacji w nim zawartej. Oni i tak by zapewne książki za 200$ nie kupili, ale skoro mogą za 40$ dostać do niej limitowany dostęp – to czemu nie, to się opłaca i im, i Amazonowi i wydawcy oraz autorowi, który bez takiego systemu nie zobaczyłby ani jednego zielonego. Pojawia się tutaj również pewne nowe zjawisko, o którym piszę: http://ow.ly/5HXeA – komercyjny podmiot przejmuje funkcję biblioteki, nadaje jej charakter globalny, i sam po części staje się instytucją biblioteczną o charakterze komercyjnym. Można powiedzieć – że to też nie jest do końca nic nowego – ale liczy się skala;) Warto również zauważyć, że w końcu Amazon na poważnie bierze się za branżę e-podreczników. Jego czytniki od dawna biorą udział w wielu pilotażowych programach na terenie całych Stanów, teraz jednak na dobre chce związać uczniów i studentów ze swoją marką. Wypożyczenia to jedno, ale kolejnym ukłonem firmy jest wprowadzenie zniżek dla żaków na Amazon Prime, co pokazuje, że nie jest to jednorazowe poszerzenie wachlarza usług, ale stargetowane działanie.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=585446257 Bartosz Danowski

    Kamil Mizera: Oni i tak by zapewne książki za 200$ nie kupili, ale skoro mogą za 40$ dostać do niej limitowany dostęp – to czemu nie, to się opłaca i im, i Amazonowi i wydawcy oraz autorowi, który bez takiego systemu nie zobaczyłby ani jednego zielonego.

    Jednak ktoś kupuje te książki za $200… Mnie jeszcze zastanawia system zniżek o których wspominasz u siebie (rok za free a później przez 3 lata za 50%). Jestem ciekaw kto za to zapłaci… Jeżeli wydawcy i autorzy to będzie to dodatkowym katalizatorem do ograniczenia powstawania treści!

    • http://literalubicyfre.pl/ Kamil Mizera

      Wydaje mi się, że patrzysz trochę ze złej strony. Zakładasz, że dana książka zostałaby kupiona za 200$ a teraz nie zostanie, gdyż ktoś sobie ją wypożyczy za 40$ i wydawca oraz autor na tym stracą. Gdyby wydawcy myśleli tak samo, to wątpię, aby pozwoli Amazonowi na taki ruch.
      Spójrz na to z innego punktu widzenia – książka jest tak droga, że na 10 studentów kupi ją tylko 1, reszta spróbuje wypożyczyć ją w bibliotece. Jeżeli im się nie uda, spróbują ją uzyskać innymi kanałami, ale na pewno nie wydadzą tylu pieniędzy, bo ich nie stać. Wypożyczanie w Amazonie może być własnie tym innym kanałem. I w takiej sytuacji będziesz miał 1 osobę, która kupi podręcznik, 4 które wypożyczą w bibliotece, 2 które zdobędą go nielegalnie i 3 które zdecydują się na wypożyczenie w Amazonie. A więc zamiast 200 dolców zarobek wyniesie 320. Oczywiście to tylko przykład;)
      Te zniżki dotyczą głównie transportu, a to jest raczej problem dystrybutora, nie wydawcy

  • DT

    Jest jedna różnica pomiędzy normalnym pisaniem, a pisaniem podręczników: otóż na napisanie podręcznika naukowiec dostaje grant lub stypendium – w większości przypadków, o których słyszałem, cała kasa ze sprzedaży trafia do wydawcy – wynika to właśnie z uwagi na bardzo niskie nakłady tego typu książek (przynajmniej w Polsce).

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=585446257 Bartosz Danowski

    DT: Jest jedna różnica pomiędzy normalnym pisaniem, a pisaniem podręczników: otóż na napisanie podręcznika naukowiec dostaje grant lub stypendium – w większości przypadków, o których słyszałem, cała kasa ze sprzedaży trafia do wydawcy – wynika to właśnie z uwagi na bardzo niskie nakłady tego typu książek (przynajmniej w Polsce).

    Z tym bywa bardzo różnie. Pamiętaj, że wydawnictwa akademickie (działające w ramach szanującej się uczelni) nie są nastawione na zysk i realizują misję (zresztą nawet uczelnie – również niepubliczne – zgodnie z ustawą nie mogą być nastawiona na zysk i wszystkie nadwyżki muszą przeznaczać na cele statutowe!).

    Są uczelnie które dopuszczają do udziału w ewentualnym zysku ze sprzedaży. Zdarza się, że jest grant. Jednak bardzo często jest tak, że autor piszę za free bo potrzebuje publikacji do dorobku naukowego. Jest też spore grono piszące i wydające na zasadach komercyjnych (w wydawnictwach zewnętrznych). Takim przykładem mógł być np. s.p. Bielecki który gwarantował wydawcy konkretny nakład bo na studentach wymagał zakupu danej pozycji.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=585446257 Bartosz Danowski

    Kamil Mizera: Wydaje mi się, że patrzysz trochę ze złej strony.

    Pewnie tak ponieważ obaj stoimy po dwóch stronach barykady. Ty masz zawodowy interes w tym aby takie usługi, jak ta zaproponowana przez Amazon zdobyły popularność. A ja z punktu widzenia mojej profesji widzę w tym spore zagrożenia.

    Mając do wyboru zakup za $200 książki potrzebnej przez chwilę i jej wypożyczenie za $40 bez namysłu wybieram to drugie. To czysta oszczędność i głupotą byłoby przepłacać. Popatrz jednak na to z punktu widzenia autora (o całą resztę łańcucha pośredników nie dbam), który powiedzmy dostaje 10% od sprzedanej książki. W pierwszym wypadku jest to $20 a w drugim tylko $4. Różnica jest zauważalna bo ilość wypożyczonych książek musi być 5x większa niż sprzedanych aby autor wyszedł na to samo. Jakoś wątpię w to abyś uzyskał takie proporcje na naszym rynku… Do tego e-biblioteki też nie gwarantują, że akurat będzie większy ruch w bibliotece. Kwestią czasu są narzędzia, które będą wprost z ekranu ripować treść do wolnych pdf-ów (już są takie obejścia dla DRM-ów). Prawdę mówiąc będzie to jeszcze prostsze niż kserowanie/skanowanie papierowej książki.

    Więc model ten bije w autora, który nie ma bezpośredniego wpływu na sprzedaż i uzyskanie kilkukrotnego wzrostu sprzedaży. Popatrz w statystyki (masz do nich dostęp) polskiego rynku i zobacz jakie nakłady ebooków schodzą w sklepach. Mówimy tutaj o ilościach iście symbolicznych!

  • http://literalubicyfre.pl/ Kamil Mizera

    Bartosz Danowski:
    A ja z punktu widzenia mojej profesji widzę w tym spore zagrożenia.

    Spójrz – wciąż zakładasz, że ktoś jednak tą książkę kupi. Problem w tym, że w XXI wieku zdobycie danej książki bez potrzeby jej kupowania nie stanowi wielkiego problemu. W sposób legalny – o czym już pisałem, możesz ją zdobyć idąc do biblioteki. Pożyczając od znajomego. Czytając ją w jakiejś czytelni. Sposobów nielegalnego zdobycia książki nawet nie będę wymieniać, bo jest ich po prostu mnóstwo.
    Powodów dla takich działań jest dużo – podstawowym jest cena. A cena podręczników to na prawdę koszmar. W USA nawet większy niż u nas. Tam mainstreamową książkę kupisz za 20 dolców, a podręcznik za kilkaset – u nas nie ma takich dysproporcji. Pal licho, jeżeli musisz kupić tylko jeden tytuł dla danej dziedziny. Ale jak musisz mieć ich 20?

    Ponieważ nie jesteś w stanie, zresztą nikt nie jest, wyeliminować wszystkich kanałów obiegu danego tytułu poza tym, w którym książka jest sprzedawana, to najlepszym rozwiązaniem jest zaadaptowanie się.

    Odnosząc się do Twojego przykładu, że zamiast 20$ zarobisz 4$. Oczywiście – w pewien sposób na tym tracisz. Ale o wiele więcej stracisz, jeżeli nikt nie będzie chciał zapłacić Ci nawet tych 4 dolarów, bo książka po prostu będzie za droga w subiektywnym odczuciu klienta. Wtedy nie tylko nie zarobisz tych 20 dolarów, ale nie zobaczysz nawet tych 4. Trochę wyolbrzymię: to jest jak z samochodami, jak Cię na niego nie stać, to go po prostu nie kupujesz.

    Odnosisz się do polskiej specyfiki i wskazujesz na kiepską sprzedaż ebooków. Ale skąd to wynika? Bo większość wydawców boi się tego nowego kanału dystrybucji. Przecież to nie jest tak, że jeżeli coś jest w formie cyfrowej to oznacza, że od razu musi zostać skradzione i nielegalnie rozpowszechnione, bo tak samo można zrobić również z drukiem. Za to ebooki mają tą przewagę, że raz zdigitalizowana książka zawsze jest dostępna, jej zakup trwa sekundy, jest nieco tańsza etc etc. Myślę, że nie muszę wymieniać tych wszystkich elementów, a że to się opłaca – spójrz na USA. Poza tym rozwój e-publishing nie musi stanowić zagrożenia dla autorów, a wręcz na odwrót – może być wyzwalający. Przy powszechnej akceptacji klientów dla ebooków i uczynienie z nich głównego kanału sprzedaży treści autor sam może zadbać o swoje pieniądze albo wybierając model self-publishingu, albo renegocjując umowę z wydawcą. W sytuacji kiedy ebooki są powszechne można swobodnie stać się własnym wydawcą, na co wskazują sukcesy niektórych początkujących pisarzy z USA, którzy sprzedając swoje książki za 1 dolara stali się w krótkim czasie milionerami.

    Ebooki tak na prawdę nie stanowią zagrożenia dla samego autora.
    Tak samo, jak system wypożyczeń nie stanowi zagrożenia dla sprzedaży. Wystarczy spojrzeć na analogię z rynkiem muzycznym.

  • van

    Kamil Mizera: Sposobów nielegalnego zdobycia książki nawet nie będę wymieniać, bo jest ich po prostu mnóstwo.

    Hehe, zagadka na wieczór – wymień trzy :]

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=585446257 Bartosz Danowski

    Kamil Mizera: Odnosząc się do Twojego przykładu, że zamiast 20$ zarobisz 4$. Oczywiście – w pewien sposób na tym tracisz. Ale o wiele więcej stracisz, jeżeli nikt nie będzie chciał zapłacić Ci nawet tych 4 dolarów, bo książka po prostu będzie za droga w subiektywnym odczuciu klienta. Wtedy nie tylko nie zarobisz tych 20 dolarów, ale nie zobaczysz nawet tych 4.

    O widzisz jak do tego dojdzie wtedy przestanę tworzyć treści i stanie się to o czym wspomniałem na początku! Pytanie kto na tym więcej straci? Pamiętaj, że autor z wiedzą i doświadczeniem zaadoptuje się – znajdzie pracę i będzie zarabiał. Natomiast pytanie jak zarobi łańcuszek pośredników, którzy zarabiali handlując treścią…

    Kamil Mizera: Poza tym rozwój e-publishing nie musi stanowić zagrożenia dla autorów, a wręcz na odwrót – może być wyzwalający.

    Tutaj wiele zależy od klienta. Moi klienci nie kupują ebooków bo zwyczajnie nie rozumieją i nie nauczyli się tego medium. Po prostu pokolenie wychowane na papierze.

    Kamil Mizera: Przy powszechnej akceptacji klientów dla ebooków

    Mały cytat: „chciałem oddać ebooka ponieważ nie mogę go wydrukować a tylko taka forma jest przeze mnie akceptowalna”. I to wcale nie jest wydumany przykład :D Pewnie spotkałeś się również u siebie z taką akceptacją ;). No i drugi raz wspominam o grupie docelowej. Nie każda grupa akceptuje taki nośnik.

    Kamil Mizera: W sytuacji kiedy ebooki są powszechne można swobodnie stać się własnym wydawcą, na co wskazują sukcesy niektórych początkujących pisarzy z USA, którzy sprzedając swoje książki za 1 dolara stali się w krótkim czasie milionerami.

    I znowu nie można porównać USA z Polską. Nasz rynek w porównaniu z tamtym to skala mikro. U nas autorzy którzy postawili na self-publishing zarabiają grosze mimo naprawdę wartościowej oferty, ogromnego nakładu pracy i czasu.

    • http://literalubicyfre.pl/ Kamil Mizera

      Jak przestaniesz tworzyć treści to stracisz najbardziej na tym Ty – bo zapewne znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie pisać o tym samym. Poza tym jak pisałem już wcześniej parokrotnie – jeżeli jedynym sposobem na zarobienie na danym tytule jest jego odpłatne wypożyczenie, gdyż nikogo nie stać na kupno, to lepiej się z tą opcją pogodzić, bo hamowanie rozwoju e-publishingu nie sprawi, że nagle ludzie zaczną kupować drogie drukowane książki;)

      Nie wiem dokładnie, jaki jest Twój target i klienci, ale sądzę, że gdybyś pokazał im swoją książkę na e-papierowym czytniku to byliby wstanie się przekonać. Jeżeli zaś Twoimi klientami są tylko ludzie, którzy nie tolerują niczego, oprócz druku, to rzeczywiście z Twojego punktu widzenia ebooki mogą być tylko problemem;) Z drugiej jednak strony, skoro odbiorcami są tylko fani druku, to przecież system wypożyczeń ebooków raczej nie powinien Cię martwić;)Bardziej martw się bibliotekami, drugim obiegiem i kserokopiarkami;)

      U nas self-publishing jest słaby, bo generalnie e-publishing jest słaby. Ten zaś jest słaby bo wydawcy i autorzy boją się ebooków. Nie ma ebooków, nie ma na nie popytu – trudno o rozwój rynku;) Gdyby polscy wydawcy prezentowali podobne podejście, jak amerykańscy, to nasz rynek wyglądałby inaczej.

      Btw, tak na marginesie – jeżeli nasz rodzimy rynek książki nie zrozumie, że ebooki to nie jest przejściowa moda ale ogólnoświatowy trend, to po prostu prędzej czy później wejdzie do nas Amazon lub Kobo i pozamiata wszystko i wszystkich;)

  • Jakub

    I tak się stanie. Rynek zostanie pozamiatany przez jednego czy dwóch wielkich graczy. Ale nie tylko nasz rynek – ale rynek światowy. Zabierając się w 2003 roku za wydawanie książek, patrząc na działania Amazona doszedłem do wniosku, że wkrótce tylko ten wydawca (sic!) pozostanie na polu bitwy. Dlaczego (i dlaczego Amazon to wydawca?)? Ponieważ Amazon przejmie wszelkie kompetencje całego łańcucha wartości na rynku książki. Poczynając do końca: sprzedaż detaliczna-sprzedaż hurtowa-redakcja (w tym zarządzanie prawami autorskimi). I poczynając od początku: autor nie musi się zgłaszać do żadnego wydawnictwa. Wystarczy, że zgłosi się do Amazona. Nawet Polak czy Serb. Amazon wykupi prawa autorskie na jego książkę, a redakcja (zapewne podnajęta firma) dokona tłumaczenia, redakcji językowej (i merytorycznej jeśli zajdzie potrzeba), korekty oraz składu. Następnie Amazon to wypuści na wszystkie rynki językowe od razu. Może to nie kwestia najbliższych dwóch lat, ale też i nie dziesięciu.
    No chyba, że pojawiają się inne czynniki zewnętrzne.
    Pozdrawiam

    • Wojciech Usarzewicz

      Jakubie, bez urazy ale to już brzmi jak kiepska teoria konspiracyjna :). Dla Amazonu jest taniej, jeśli klienci zewnętrzni (wydawcy) odwalają robotę taką jak DTP, korekta czy druk. Amazon był, jest i jeszcze długo będzie tylko pośrednikiem.

    • Jakub Karp

      Niestety nie mam czasu rozpisać w szczegółach tego twierdzenia. Piszę o książce elektronicznej, nie papierowej. A właśnie ta zdominuje rynek. Co nie znaczy wyprze całkiem papier. Sam piszesz, że Amazon woli żeby ktoś za niego wykonywał czarną robotę (DTP, korekta). Dziś wydawcy też korzystają z outsourcingu. W zasadzie można prowadzić średniej wielkości wydawnictwo jednoosobowo (czy w osoby trzy, a taki przykładów w Polsce jest nawet kilka). A nawet jeśli wydawnictwa zatrudniają po kilkadziesiąt, kilkanaście osób, spokojnie z dużej części takiego zespołu można zrezygnować i wypchnąć rozmaite funkcje na zewnątrz. Skoro tak, nic nie stoi na przeszkodzie, by wyeliminować również tego pośrednika między autorem i czytelnikiem – czyli wydawcę. Może ktoś o takiej funkcji kompletnie nie zniknie, ale przestanie być bytem niezależnym, kształtującym własną politykę, a stanie się bytem usługowym.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=585446257 Bartosz Danowski

    Kamil Mizera: Jak przestaniesz tworzyć treści to stracisz najbardziej na tym Ty – bo zapewne znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie pisać o tym samym.

    Jasne, że tak. Tylko nie masz 100% gwarancji, że będzie to robić za drobne, że zrobi to dobrze, etc. Czy pracownik dostający drobne jest dobrym pracownikiem? Mi się wydaje, że nie i to wszystko o czym wspomniałem powyżej ma na celu uświadomienie, że obecna polityka doprowadzi do braku producentów treści – autorów.

    Kamil Mizera: Nie wiem dokładnie, jaki jest Twój target i klienci, ale sądzę, że gdybyś pokazał im swoją książkę na e-papierowym czytniku to byliby wstanie się przekonać.

    Nie ma szans! Oni nie umieją nawet używać internetu.

    Kamil Mizera: jeżeli nasz rodzimy rynek książki nie zrozumie, że ebooki to nie jest przejściowa moda ale ogólnoświatowy trend, to po prostu prędzej czy później wejdzie do nas Amazon lub Kobo i pozamiata wszystko i wszystkich;)

    Zastanawiam się tylko co będzie sprzedawać jak rodzimy rynek nie zapewni mu treści… Oczywiście pojawi się kilku zapaleńców, którzy będą sami self-publishingować, ale reszta odpuści temat. Poza tym wejście Amazona do Polski może być równie ciekawe jak miało to miejsce w przypadku e-Bay.

    • Wojciech Usarzewicz

      Bartku, coś mi się wydaje, że taka rozmowa z dwóch różnych perspektyw nie ma szans. Ebooki nie trafiają w ludzi starszych czy kompletnie nie korzystających z dobrodziejstw sieci. One trafiają do tego młodszego pokolenia. Tak samo jest z autorami – autorzy dobrze rozumieją, że model publikacji ebooka różni się od publikacji zwykłej książki, ale też model zarobkowy jest nieco inny, toteż przy niższych kosztach, można spokojnie dbać o treść. A wręcz powinno się dbać o treść.

      Mogę to opisać w prosty sposób: opublikować dziś książkę w postaci ebooka jest łatwiej i szybciej. Dzięki globalizacji i outsourcingowaniu można łatwo obciąć koszty korekty, druk się pomija, a dystrybucja jest bardziej globalna. Tak naprawdę przy niższych kosztach pracy i niższych kosztach ebooka, można wyjść na swoje i to nawet lepiej. Nie mówię tutaj oczywiście o Polsce, bo tutaj rynek dopiero się rozwija i to, co mamy w zachodnim świecie, do nas dotrze dopiero za kilka lat. Ale dotrze na pewniaka :).

    • http://literalubicyfre.pl/ Kamil Mizera

      Bartku, obecne trendy czytelnicze i wydawnicze nie doprowadzą do upadku producentów treści – autorów, a jedynie zmieni się model zarabiania. Sytuacja hipotetyczna – w Polsce masz tak dobrze rozwinięty rynek ebooków jak w USA (prędzej czy później będzie). W obecnym modelu wydawniczym i dystrybucyjnym masz 10% od książki. W self-publishingu masz około 65%. Możesz dzięki temu obniżyć cenę, uczynić swoją treść bardziej konkurencyjną i tak wyjść na swoje dużo lepiej, niż w starym modelu. Zauważ również, że w momencie rozwiniętego rynku e-publishingu Twoja książka ma o wiele lepszą promocję – dobrze otagowana jest łatwo wyszukiwalna, a jej kupienie to parę sekund. Łatwość zakupu również ma przełożenie na poziom sprzedaży. Pamiętać należy również, że ebook to też przecież książka. Za pewne na mocy Twojej umowy z wydawcą nie ważne jest, jakiego kanału dystrybucji on użyje, aby sprzedać Twoją książkę – i tak dostaniesz te 10%. Jeżeli Twoja umowa nie obejmuje zgody na płatne wypożyczanie książki to bez Twojej zgody wydawca i tak tego nie zrobi (chyba, że się mylę).

      Poza tym, jak pokazują różne dane – ebooki nie kanibalizują sprzedaży zwykłych książek, a często wręcz ją pobudzają (http://ow.ly/5IMov). Dzięki łatwość korzystania z ebooków i ich cenie więcej osób zaczyna czytać, mniej na to wydaje – czysta propaganda czytelnictwa. Część z tych osób sięgnie również po druk.

      Ja rozumiem obawy polskich autorów. Rynek ebooków w Polsce jest mało rozwinięty, więc ebooki wydają się mniej warte uwagi, a towarzyszące im modele sprzedaży i praw autorskich wydają się zagrożeniem. Tylko,że rynek ebooków nie będzie się rozwijać, jak nie będzie pisarzy i wydawców gotowych zarabiać na elektronicznych treściach. Błędne koło. Aby coś zarobić najpierw trzeba coś zainwestować, zwykłe prawo rynku.

      Jeżeli chodzi o wejście Amazonu – po pierwsze może rozszerzyć swoją licencję na tytuły niedostępne w Polsce i je tutaj sprzedawać. Po drugie wydawcy, którzy nie chcieli by współpracować z gigantem pokroju Amazonu, posiadającym tak rozbudowane narzędzia dystrybucji – strzelali by sobie sami w stopę. e-bay popłynął bo miał silną konkurencję w postaci Allegro. Amazon czy Kobo wejdzie na pusty niemal rynek, z bogatą ofertą, tanimi czytnikami, różnymi aplikacjami i udogodnieniami. A że prędzej czy później jakaś zachodnia firma wejdzie do Polski – to pewne. W Niemczech Amazon już jest, a ostatnio weszło Kobo, deklasując rodzimych e-dystrybutorów ofertą 80 tysięcy niemieckojęzycznych tytułów:http://ow.ly/5IMC1

  • Pingback: Przegląd prasy ecommerce 20-21 lipca 2011 - eKomercyjnie.pl

  • Pingback: Wywiad z twórcami Wydaje.pl, self-publishing i kawał dobrego startupa