12

Przy takich zyskach Google może płacić miliardy dolarów kar

Giganci technologiczni prezentują wyniki kwartalne i jak zwykle obserwujemy raporty informujące o miliardach dolarów zysków. Tak jest chociażby w przypadku Google (Alphabet), które przebiło oczekiwania analityków i zauważalnie poprawiło rezultaty z analogicznego okresu roku 2016. Na konta trafia nowa góra złota, majątek firmy pęcznieje. I chociaż wciąż mówimy o podmiocie uzależnionym od wpływów z reklamy w Sieci, coraz lepsze dane pojawiają się w innych rubrykach.

Alphabet znowu zaczarował i przełożyło się to na entuzjazm inwestorów: w handlu posesyjnym papiery wartościowe internetowego giganta drożały, przebito granicę tysiąca dolarów za akcję, korporacja goni Apple na liście korporacji o najwyższej kapitalizacji – obecnie dzieli je mniej więcej 100 mld dolarów. Oczywiście nie można zapominać, że gracz z Cupertino jeszcze nie ujawnił wyników, a rozpoczęcie sprzedaży iPhone X będzie miało spory wpływ na wycenę akcji – nie należy wykluczać, że Apple znowu odjedzie Google na tym polu. Ale możliwe są też inne scenariusze…

Wróćmy do Alphabet. Przychody korporacji w ostatnim kwartale wyniosły 27,77 mld dolarów i w porównaniu z analogicznym okresem roku 2016 zanotowano wzrost aż o 24%. Poprawiono też zauważalnie zysk: z niewiele ponad 5 mld dolarów do 6,73 mld dolarów w ostatnich trzech miesiącach. Zapewne domyślacie się, ze to głównie zasługa Google i reklamy. Ta ostatnia odpowiada za ponad 24 mld dolarów przychodu. To jest uzależnienie od jednego segmentu i chociaż Google panuje na tym rynku (wraz z Facebookiem, który także uzależniony jest od reklamy), firma stara się szukać innych ścieżek rozwoju. Jakie są efekty? Całkiem niezłe.

Przychody Google z działki innej niż reklama wyniosły 3,4 mld dolarów. Istotne jest to, że przed rokiem było to 2,43 mld dolarów – wzrost zauważalny, sięga 40%. Co się na to składa? Chociażby wpływy z Google Play i działu sprzętu. Warto w tym miejscu podkreślić, że Google niedawno poinformowało, iż przejmuje sztab pracowników HTC – to jasny sygnał, że firma zamierza się rozwijać na polu urządzeń. Tworząc smartfony Pixel spróbuje powalczyć z Apple, projektując inteligentne głośniki rzuci rękawicę Amazonowi. Co ciekawe, omawiając wyniki firmy, decydenci chwalili m.in. chmurę – to jasny sygnał dla Amazona i Microsoftu dominujących dzisiaj na tym rynku: Google chce powalczyć o miliardy dolarów z tego segmentu. Podkreślono także dobre wyniki YouTube, co z kolei może być wiadomością dla Facebooka, który coraz śmielej poczyna sobie na polu wideo.

Jest jeszcze działka „other bets”, w której zgromadzono biznesy Alphabet niezwiązane z Google. W poprzednim kwartale przychody tej grupy wyniosły 302 mln dolarów (wobec 197 mln dolarów w III kwartale 2016 roku). Gdybyśmy mówili o jakimś startupie, wynik robiłby wrażenie. Ale w tym przypadku pozostaje on w cieniu wpływów z reklamy i wciąż powraca pytanie, czy, ewentualnie kiedy któryś z tych projektów wypali? Akcjonariuszy pewnie ucieszył fakt, że skurczyły się straty tego biznesu: z 861 mln dolarów przed rokiem do 812 mln dolarów w ostatnim kwartale. To nadal wielkie pieniądze, ale korporację na to stać – odsyłam do zysków.

Majątek firmy wynosi już blisko 190 mld dolarów. Do wyniku Apple daleko, ale suma i tak wydaje się kosmiczna. Posiadając takie pieniądze i zarabiając kolejne miliardy w każdym kwartale, Google/Alphabet może sobie pozwolić na wielki kary finansowe, a taką zaserwowali jej jakiś czas temu unijni urzędnicy. Oczywiście piszę to z przymrużeniem oka, bo żaden gigant nie lubi tracić pieniędzy, ale chcę podkreślić, że na tym podmiocie takie działania nie muszą robić wielkiego wrażenia. Zwłaszcza, że cały proces rozciąga się na lata.

Intryguje, jak Alphabet wykorzysta ten majątek. O ile w ogóle ruszy sporą jego część.