airbnb
21

Uwielbiam Airbnb, ale obowiązujący tam obecnie chaos to niesmaczny żart

Airbnb to usługa która niewątpliwie zmieniła dla wielu podróżowanie po świecie. Jednak kolejne nakładane na nią ograniczenia rozgrywane są przez administrację, delikatnie mówiąc, nie najlepiej.

Aribnb przez wielu nazywany jest pogromcą branży hotelowej — tak jak taksówkarze ma problem z Uberem, Lyftem i spółką, tak branża hotelowa nie cierpi właśnie ich. Idea przyświecająca usłudze już dawno zdążyła się rozmyć. Założenia były proste: wynajmować nieużywane pomieszczenia w domach za niewielką opłatą, albo nawet całe mieszkania podczas gdy my udajemy się na wyczekany urlop. Nie twierdzę, żę nikt już nie korzysta z platformy w ten sposób — jednak nie do końca wierzę, że tych blisko sto mieszkań które ma wybrany przeze mnie gospodarz to coś innego, niż czysty biznes. I myślę, że to właśnie przekształcenie platformy w biznes jest problemem, z którym władze na całym świecie zaczynają walczyć.

Nowe prawo, nowe problemy

Teraz na celowniku jest Japonia, w której od 14 czerwca zaczyna obowiązywać nowe prawo. Airbnb nie zostaje tam zabronione, jednak pojawia się szereg ograniczeń i dodatkowa biurokracja. W skrócie: robi się problematycznie. Na tyle, że dosłownie z dnia na dzień zniknęło 48 tysięcy ofert. I gdyby nie to, że za kilka tygodni wybieram się do Kraju Kwitnącej Wiśni na urlop, niespecjalnie bym to odczuł. Wierzę, że za jakiś czas sytuacja się unormuje, a oferty (no, przynajmniej ich część) wrócą na miejsce. Obecnie oferty nie są dostępne, ludzie bukujący mieszkania nawet kilka miesięcy wstecz żyją w niepewności, albo… ich oferty są masowo odwoływane.

Airbnb

Sam mam to szczęście, że moi gospodarze okazali się naprawdę sumienni — odrobili pracę domową i zadbali o to, abyśmy z towarzyszami podróży nie zostali na lodzie, choć jest ich kilkoro i sprawy załatwiane są różnie. Jeden bezpośrednio zaproponował… komunikację przez e-mail, bo sam mówi, że nie wie jak to dalej będzie w serwisie. Jako jednak że te wakacje spędzamy w większym gronie znajomych — reszta nie miała już tyle szczęścia. Kilka odwołanych rezerwacji z rzędu, a po zniknięciu ofert próba znalezienia czegoś o satysfakcjonującym standardzie, w przystępnej cenie i dobrej lokalizacji. Uwierzcie, że kiedy z 17 stron po brzegi wypełnionych ofertami na interesujące terminy zostają dwie — nie jest to łatwe zadanie.

Oczywiście że wolę Airbnb — i nie chodzi tylko o cenę!

Oczywiście do dyspozycji zostają hotele, hostele, a nawet wybrane świątynie które od jakiegoś czasu przyjmują podróżnych i oferują noclegi. Nie będę ukrywał, że cena nie gra roli — bo jest dla mnie niezwykle istotna. Ale w podróży cenię sobie elastyczność — dlatego jednym z pierwszych filtrów które zawsze wybieram jest możliwość samodzielnego zarejestrowania się, bez konieczności spotykania się z gospodarzami. To daje mi ogromną dowolność w kwestii godziny przyjazdu, nie muszę pędzić na złamanie karku na umówione spotkanie. Poza tym bardzo cenię sobie dostęp do kuchni, lodówki i garstki naczyń — pozwalają mi one spróbować lokalnych produktów prosto z targu czy sklepu, a nie tylko w restauracji. To rzecz, na którą w prawdopodobnie żadnym — nawet najlepszym — hotelu nie mogę liczyć.

usługa Airbnb

Rozumiem te kłody rzucane pod nogi, ale pewne sytuacje powinny być rozwiązane inaczej

Rozumiem potrzebę regulacji — topniejące w oczach ceny podróży sprawiają, że popularne destynacje turystyczne są zadeptywane i dewastowane. Okoliczni mieszkańcy zaś mają… po prostu przechlapane. Dlatego nic nie mam do tego, że wprowadzane są ograniczenia — jednak sposób komunikacji zmian pozostawia wiele do życzenia. A ostatnie dni w świecie japońskich ofert na Airbnb to jeden wielki chaos, w którym tamtejsza informacja jest średnio pomocna. Może następnym razem podejdą do sprawy poważniej, stawiając gospodarzom ultimatum: albo to, albo to. Bo obecne usunięcie ofert i nieodwoływanie opłaconych rezerwacji to nieśmieszny żart.

1