Ale się ten Internet zmienia, no ja kumkam! Pamiętam, jak za dawnych czasów istniało coś takiego, jak Netykieta. Było to zbiór pewnych reguł postępowania, dzięki którym w sieci panowała kultura. Może i nieco geekowska, ale jednak kultura. A potem przyszedł prosty lud i wszystko diabli wzięli… Obserwuję to każdego dnia na serwisach społecznościowych, gdzie ludzie zachowują się… co najmniej mało kulturalnie, a przynajmniej tak, że dawnemu fanowi Netykiety włos się jeży. I tak mnie wzięło na garstkę przemyśleń, co by stare czasy powspominać, a i kilka rad dla młodszych interbiznesmenów przekazać :).

Uświadomiłem sobie tęsknotę za starymi, dobrymi czasami w momencie, gdy zostałem nazwany Panem Ezokultusem. W wielkim skrócie – mam stronę na Facebooku, która nosi wdzięczny tytuł “Ezokultus”. A określenie “per pan” zaskoczyło mnie niezmiernie, bo dorastałem w czasach, kiedy takich jak ja, nazywano po prostu adminami. I z takim adminem często dyskutowano. A raczej kierowano do niego różne pretensje. I wcale nie trzeba było się znać na sieciach, kabelkach, serwerach i tego typu rzeczach, by tym adminem zostać – wystarczyło sobie forum założyć – takie miejsce, gdzie się dyskutowało, zanim pojawiły się wielkie serwisy społecznościowe, które wszystko pożarły. Aż strach pomyśleć, jak się muszą czuć starsi ode mnie, bo te moje “dawne czasy” to przecież 2005 rok.

Dzisiejszy Internet to dżungla! A żeby ludzie ludźmi pozostali, zamiast się w dzicz nieludzką zamieniać, to wprowadza się politykę prywatności (której się nie przestrzega), zasady korzystania z usług (które i tak świadczy się jak się komu podoba) i całą masę regulaminów, które zmienia się tak szybko, jak tylko pojawi się indywidualista, lubujący się w doszukiwaniu regulaminowych dziur. Kiedyś było nieco inaczej, przynajmniej tak to odbierałem. Jeszcze parę lat temu Internet nie był miejscem dla szarego Kowalskiego, więc jeśli już ktoś chciał się w tym środowisku zadomowić, to musiał poznać zasady gry. Kulturę osobistą i zachowanie regulowały nie paragrafy i artykuliki, ale sama społeczność, która twardą, dyktatorską ręką dbała o trzymanie się reguł. Ale z czasem, gdy Internet stał się ogólnie dostępny, to prosty lud wpadł do sieci i już nie dało się niczego regulować w sposób społecznościowy – bo jak “młodego” mogli edukować “starzy”, skoro “starzy” sami nie znali dawnych zasad, bo przyszli z “Internetowej ulicy”? I tak oto Internet stał się medium dla mas, w którym to “Early Adopters” zeszli do podziemia, zmęczeni i pokonani, bo komu by się chciało wśród mas przebywać? A kto do podziemia nie zszedł, ten ruszył dalej, odkrywać to co nieznane. A za nimi szły tłumy. I tak powstał Cho… ee, Internet masowy.

Lekcja 1: Early Adopters to tacy przodownicy pracy – przekonają prosty lud, że z czegoś warto korzystać. A potem ruszają do przodu, zostawiając stare narzędzie dla tłumów, dzięki którym narzędzie na siebie zarobi. Albo i nie. Dbaj więc od swych pierwszych, geekowych użytkowników, bo to dzięki nim możesz osiągnąć sukces. Aczkolwiek nie musisz :).

Z nieco innej beczki, ostatnio trafiłem na stronę WroCamp – na pierwszy rzut oka wygląda mi to na bloga, więc automatycznie, jak za starych dobrych czasów, szukam ikonki RSS. Wiecie, rozumiecie, to wielkie pomarańczowe cholerstwo. O dziwo – nie ma. I nawet nie chodzi o to, czy WroCamp jest blogiem, czy nie, ale o to stare przyzwyczajenie do pomarańczowej ikonki, której dziś już się nie uświadcza tak często, jak w dawnych czasach. Dziś mamy Facebooka, Twittera, Google+ i inne narzędzia, dzięki którym można śledzić strony. RSS został dla prawdziwych wyjadaczy, którzy wiedzą, że do adresu strony dodaje się “feed/” i dostaje się link do pliku XML. Pod warunkiem, że jest to WordPress. Kiedyś RSS był wszędzie, a dziś powolutku odchodzi do lamusa. Nie jest to szybkie, gwałtowne odejście, ale masy nie używają tego sposobu śledzenia treści tak, jak robili to internauci kilka lat temu. A może to tylko kolejny dowód na to, że RSS nie przebił się do kultury masowej?

Dla mnie to znak, że się starzeję :). A dla dzisiejszych młodych niech będzie to lekcja, że ludzie jak to ludzie, przyzwyczajają się do pewnych rzeczy, więc lepiej uważać z nagłymi niespodziankami, nowościami i rewolucjami. To po pierwsze, po drugie zaś warto pamiętać, że cokolwiek się nie wymyśli, to nawet jeśli to coś stanie się hitem, to za parę lat zapewne nikt już o Twojej rewolucji nie będzie pamiętać. Bo po prostu wejdzie coś nowego, lepszego. To się nazywa postęp. A Twoje rewolucyjne narzędzie może okazać się być całkiem przydatnym, ale tylko dla geeków.

Lekcja 2: Wymyśl coś rewolucyjnego. A potem to spopularyzuj. Ale pamiętaj, że rewolucja musi być rozwijana, bo jak się zatrzyma w miejscu, to ktoś z nudów zrobi kolejną rewolucję. A Ty odejdziesz w niepamięć. I będziemy na Ciebie mówić “papcio Kodak”. Ale i tak nie ciesz się rewolucją, bo przyjdzie ktoś, to zrewolucjonizuje Twoją branżę bardziej.

I gdy tak narzekałem na masówkę i brak RSS’a, to wyczytałem sobie na GoldenLine w grupie o blogach, jak to jednym z największych błędów popełnianych przez blogerów jest zapominanie o animacji dyskusji w komentarzach. Animacja dyskusji? Trochę mi czasu zajęło dojście do tego, o czym w ogóle autor tego terminu pisze. Dawno, dawno temu to się po prostu zakładało bloga, pisało się o tym, o czym się pisać chciało, a jak pojawiały się komentarze, to się z ludźmi rozmawiało. Albo i nie.

Dziś zaś nie wystarczy już stworzyć strony WWW i pisać i/lub robić społeczność. Bo dziś to się tworzy startup, opracowuje produkt, robi research, animuje społeczność, pisze business plan i dorzuca kilkaset dziwnych terminów, bez których sieć 5 lat temu jakoś działała, a dziś nie potrafi się obejść bez pomocy ekspertów – businessmanów, marketerów, social media managerów, CEO, CCO, CCC, CO2 i innych takich.

Zresztą, to zakładanie stron to też ciekawa kwestia. Kiedyś było tak, że wystarczyło się HTML’a nauczyć i już wszystko chodziło tak, jak chodzić powinno. Potem człowiek nauczył się CSS’a i PHP, a także dowiedział się, jak wklejać JavaScript (a potem jQuery) w pliki, by wszystko działało. I też było fajnie. No ale w pewnym momencie człowiek przestał nadążać za zmianami w specyfikacjach i nad rewolucjami – CSS3, HTML5, Ruby, Python i inne dziwne rzeczy, hmm. Kiedyś to pierwszy lepszy humanista (na przykład taki mua) sobie zakodował stronę i działała. Ba! Nawet pod IE6 chodziła! A dziś to już trzeba być niesamowicie ścisłym geekiem, by się w tym wszystkim połapać. Nie wspominając o tym, że teraz trzeba jeszcze dbać o wersję na tablety, smartphone’y i osobne produkty od Apple.

I niby to wszystko normalne, a jednak z przymrużeniem oka na pewne rzeczy się patrzy. Bo jak powiedzałem, kilka lat temu nie trzeba było tego całego eksperckiego słownika pojęć, czy w ogóle rad “ekspertów”, by sobie w sieci radzić. A też biznesy powstawały i sobie świetnie radziły.

Lekcja 3: Technologia technologią, a postęp postępem, ale pamiętaj, że biznes to się opiera na dwóch rzeczach – ludziach i towarze, który można im sprzedać. Nie skupiaj się na kombinowaniu z dziwacznymi terminami, setką stanowisk i rad ekspertów z dużą ilością literki C przed imieniem.

Lekcja 3 i ¼: Ale stronę internetową i tak możesz prowadzić bez kombinowania z biznesem.

Lekcja 3 i pół: A jak jesteś humanistą, to jednak zainwestuj w programistów, bo za tym cholernym Internetem to już nadążyć nie można.

Tamta Sieć już nie wróci. Pomijając jednak sentyment i smutek po uświadomieniu sobie swojej własnej starości w wieku 24 lat, patrzę na pozytywną stronę całej tej sytuacji. Gdyby nie te olbrzymie zmiany w ciągu ostatnich 5 lat, to nie moglibyśmy powiedzieć, że teraz rozumiemy, jak czują się nasi rodzice, a co dopiero dziadkowie. Ktoś tu chyba zasługuje na Nobla, bo udało się w końcu przyśpieszyć upływ czasu…

PS: Gdzieś tam, głęboko ukryte są grupy dyskysyjne, fora i Internet, który się nie zmienił od lat. Więc jakby co, to mamy dokąd wracać :).

Update: No i zepsuto mi tekst, bo na WroCamp ktoś w międzyczasie wprowadził linka do RSS’a :P.

Źródła obrazków: 1, 2

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • Paweł

    Żeby jeszcze autor „dinozaur” wiedział o czym pisze…
    Python jest tak stary jak HTML, Ruby jest starszy niż CSS i PHP.

    • Wojciech Usarzewicz

      Autor bardzo dobrze wie, który język jest starszy, a co więcej, dokładnie wie też, kiedy po raz pierwszy spotkał się z zastosowaniem Ruby i Pythona w stronach internetowych w swoim życiu. Autorowi jest przykro, że widocznie spotkał się z tym znacznie później, niż krytyczny komentujący :).

  • http://mirekpolyniak.wordpress.com/ Mirek Połyniak

    Myślę, że Netykieta odeszła wśród mas w zapomnienie, gdyż serwisy internetowe w pogoni za wzrostem statystyk przestały dbać (moderować) dyskuje – poza tym przecież moderator to koszt!
    Sądzę, że pozew Radka Sikorskiego http://wp.me/ps7bY-1s4 unaocznił, że Net znalazł się w ślepym zaułku i trzeba zacząć wdrażać dobre i sprawdzone wzorce, np http://internetbezchamstwa.pl/

  • https://plus.google.com/u/0/102947107235184263904/posts szametu

    pierwsze wrazenie ? melancholijna stagnacja. po drugim przemysleniu odpowiedz .. taki internet istnieje poza *.pl. tak domenami jak i mentalnoscia. Niestety, ale dla nas internet dla mas to przede wszystkim swoiste smietnisko, gdzie mozna wlasne wraz z cudzymi brudy wyprac. To ‘anonimowa’ spluwaczka, gdzie mozna wygarnac Pani Jadzi z wazywniaka, bo ma zbyt duzy (syjonisci) nos. To miejsce, gdzie mozna pouzalac sie nad polityka (jaka by nie byla) oraz opluwac i z blotem wymieszac nielubianych (nie mylic z krytyka konstruktywna) politykow od prawa do lewa. A jak ktos stara sie nad tym quasi politycznymi komentarzami zapanowac, zaraz motloch glos podnosi, ryja drac w nieboglosy, rze (że ?) jakoby zamach na wolnosc slowa nastepuje.

    jak malo kto, przescigamy sie w odmienianiu i wykorzystywaniu tej kruchej inicjatywy demokracji, jaka jest wolnosc slowa. Wszystko podpinamy pod to, byle by na nasze wyszlo. Takze z nadmiarem i bez umiaru dezawuujemy slowa takie, ktore maja jednoznacznie okreslac ichniego rozmowce. Okreslamy innych slowem troll bez umiaru, totalnie sie zatracjac w tym sporcie. Zupelnie nie rozumiejac znaczenia, a jesli juz przez glowe to przejdzie, szybko znika, bo oto pojawia sie ktos inny, kto ma inne zdanie i kogo trollem okreslic trza.

    parafrazujac anonimowego ‘zamienie polske na lepsze polozenie geograficzne’

    • Maciej

      Zalezy gdzie sie udzielasz w tym ‘smietniku’. Bo jesli chetnie przegladasz Fakt.pl czy Onet, a nagle zauwazasz tam brzydki wpisik/komentarz, to czemu sie dziwisz? Jaki serwis, taka spolecznoosc. Na FB przy sensowych profilach i stronach tez masz w miare ok dyskusje, a przy stronie typu ’1000 najlepszych dup z fotki.pl’ tez nie spodziewaj sie panow w melonikach dyskutujacych o etyce;-)

  • Kamil

    RSS na stronie WroCamp jest obok pola szukajki. Co prawda nie ikonka, ale jest.

    • Wojciech Usarzewicz

      Ano jest (dodałem nawet info do artykułu na dole), jak pisałem felieton, to nie było, a dziś się pojawił link :).

  • http://blog.trzezwymokiem.pl/ Piotr Bujok

    Świat idzie z postępem, niema się co dziwić, że HTML nie wystarcza do robienia stron, jak się zaczynałem tym bawić to już nie wystarczał; a było ot chwilę temu. Dziś znajdziemy komentarze pod tekstami, zamiast banalnej księgi gości opierającej się na 5 linijkach php’a, która kiedyś MUSIAŁA być na każdej stronie. Niegdyś obowiązkowe liczniki odwiedzin, też gdzieś zniknęły. Siłą rzeczy niema się co dziwić, że facebook wydaje się być ważniejszy od RSS bo, jak coś ma profil na fb to można „lubić to”. A przecież siedząc cały dzień na Facebooku od razu mamy inforamcję o tym, że taki tekst został podlinkowany i ponadto możemy go zlajkować ( trzeba mieć priorytety). Uczciwie powiem, że już zdążyłem przez ostatnie lata zapomnieć o słowie Netykieta

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1303938838 Marcin Szajda

    Eh… naczelny narzekacz antyweb powrócił. Napisz coś sensownego zamiast albo biadolić o niczym albo pastwić się nad innymi.

  • Czytelnik

    Ja nadal nie widzę nic co mogło by zastąpić mi RSSy, coś co pozwoli śledzić wszystkie strony, blogi, serwisy w jednym miejscu, tak żeby nie przegapić żadnego wpisu. Facebook – bardzo łatwo coś zgubić w feedzie, nie czytamy wszystkiego, przeważnie czyta się tylko samą górę, wtedy kiedy jesteśmy zalogowanie albo co nam widżet wyświetli na telefonie.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1781183781 Anonim

    Dawno takich bzdur nie czytałem ;) No offence, ale pamiętam sieć nie z 2005 tylko z 1999 roku. To był oldschool i klimat taki, że z kolegami z liceum na przerwach umawiało się na „czata” albo irca, żeby wszyscy weszli o tej samej godzinie, bo 3 minuty online sporo kosztowało.

    Ale ja nie o tym. W skrócie Ty napisałeś, że w 2005r. powstawały biznesy, które wykorzystywały popularne wtedy narzędzia i infrastrukturę i w tym ekosystemie działały.
    To ja Ci na to odpowiem – w latach 1996 – 1998 powstały obecne polskie potęgi internetu – Onet, WP, etc. Też nie korzystali z Ruby, Pythona i innych wodotrysków, a budowali biznes – niemożliwe, nieprawdaż?

    Słowo klucz dla Ciebie to ewolucja. Kto się nie rozwija, tego zjedzą inni.

    Zgadzam się z Tobą jedynie w kwestii tego, że obecna „otoczka” wokół startupów śmierdzi ogromnym nadęciem i takim korpo wannabe, a do tego setki speców od [męskie przyrodzenie; wulgarnie; na 4 litery poziomo] wie czego nie dodaje temu uroku.

  • MK

    Ja siebie za dinozaura internetu nie uważam, ale czasy świszczącego modemu pamiętam doskonale. Kultura w internecie była wtedy czymś normalnym, bo szkoda było marnować czas na bezsensowne posty (takie jak ten :) ), przy cenie kilkudziesięciu groszy za każde rozpoczęte 6min polaczenia 9,6KB/s

  • http://reklamisko.com/ Mateusz R.

    No to jak ja mam się poczuć, gdy w pracy dostęp do stałego łącza 2 Mbit/s miałem w roku 1997? Pamiętam czasy sprzed Google oraz gdy Wirtualna Polska była na jakimś innym serwerze a domena wp.pl była wolna. Wielkość konta mailowego na Onecie wynosiła 2 MB, podobnie jak darmowy hosting www na Polbox. Domena .pl (zarejestrowanie) kosztowało 200 zł (+VAT), com.pl chyba 120 zł.

    Jak jest dobry temat na blogu, to ludzie napiszą komentarz. Poza tym Facebook jest tak mainstreamowy, że awangarda (hipsterzy) od dawna szukają innych miejsc. Może dyskusje na blogach wrócą do łask, a może pojawi się coś innego, ale Facebook nie może rosnąć wiecznie, chociaż zapewne pozostanie w Internecie na lata.

    Bardzo imponuje mi społeczność Reddit. Jego elementów brakuje Facebookowi – możliwości oceny statusów i komentarzy oraz drzewa dyskusji. Zuckerberg obawia się zbytnich ingerencji w przejrzystość serwisu, ale to moim zdaniem nieunikniony kierunek zmian.

    Prowadzę bloga, który ma Facebookową stronę, ale nie udzielam się na niej zbytnio. Mam RSS, a ruch generuje mi głównie wyszukiwarka Google. I jest w porządku, więc stare technologie jeszcze się sprawdzają.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=720676815 Bartosz Romanowski

      Domeny .pl były (z tego co pamiętam) droższe. Ale i tak najfajniejsze było to, że zakup takiej domeny trzeba było NASKowi pisemnie uargumentować. ;)

  • Paweł

    Wojciech Usarzewicz: Autor bardzo dobrze wie, który język jest starszy, a co więcej, dokładnie wie też, kiedy po raz pierwszy spotkał się z zastosowaniem Ruby i Pythona w stronach internetowych w swoim życiu. Autorowi jest przykro, że widocznie spotkał się z tym znacznie później, niż krytyczny komentujący :).

    Ale patrząc na inne komentarze to nie tylko ja uważam, że „early adopters” mają jeszcze dużo czasu do starości ;)

  • http://stuartconcept.pl Kamil

    MK: , przy cenie kilkudziesięciu groszy za każde rozpoczęte 6min polaczenia 9,6KB/s

    6 min to było bodajże po 22. w ciągu dnia niestety 3 minuty :/

    Anonim: [męskie przyrodzenie; wulgarnie; na 4 litery poziomo]

    poziomo ?

  • hoax

    masz ci los.. a ja np. ręcznie wpisywałem linki do katalogu w ’95 ;P

    gopher anyone? ;>