71

ACTA czyli Aktualnie Coś TAm piratuję – jesteś politykiem lub nie rozumiesz protestów – przeczytaj!

Budząc się codziennie rano od kilku dni przeżywam istny „Dzień Świra”. Czytam o kibolach, błędach rządu, ministrze Bonim, dziennikarce Olejnik, premierze Tusku, socjologach, ekspertach od zabezpieczeń w Internecie, muzykach, prawnikach, rzecznikach wytwórni płytowych, politykach opozycji. Wszystkich łączy jeden wspólny mianownik – w kontekście ACTA i piractwa kompletnie nie wiedzą o czym mówią. A mówić przecież potrafią. Czarę goryczy przelewa skądinąd szanowany przez mnie prof. Janusz Czapiński […]

Budząc się codziennie rano od kilku dni przeżywam istny „Dzień Świra”. Czytam o kibolach, błędach rządu, ministrze Bonim, dziennikarce Olejnik, premierze Tusku, socjologach, ekspertach od zabezpieczeń w Internecie, muzykach, prawnikach, rzecznikach wytwórni płytowych, politykach opozycji. Wszystkich łączy jeden wspólny mianownik – w kontekście ACTA i piractwa kompletnie nie wiedzą o czym mówią.

A mówić przecież potrafią. Czarę goryczy przelewa skądinąd szanowany przez mnie prof. Janusz Czapiński z UW i jego tekst dla portalu TokFM. Poniżej fragment tekstu dotyczący pośrednio protestów i ACTA, który to dokument jak rozumiem ograniczy w przyszłości wolny dostęp do Sieci:

„Jego zdaniem młodzi odczuliby brak swobody w internecie, jak głód. Zwłaszcza jeśli chodzi o Polskę, gdzie dochody młodych ludzi są zbyt niskie i ich po prostu nie stać na kupowanie płyt CD z muzyką, czy filmów.

– Bez możliwości ściągania tego z internetu odczuwaliby dramatyczny głód – twierdzi prof. Czapiński. – Muszą ten głód jakoś zaspokoić i tego się boją. Ten głód muszą jakoś zaspokoić. Wobec takiej perspektywy protestują. Szczerze mówiąc, ich rozumiem, bo Polska nie należy do bogatych krajów i taka moralność związana z ochroną praw autorskich jest średnia. Oni się do tego przyzwyczaili. W takiej kulturze zostali wychowani i w tej chwili nie widzą innego sposobu, żeby się wedrzeć do tego świata wysokiej, czy niskiej kultury – tłumaczy Czapiński.”

Ten powyższy fragment to apogeum jakiegoś wyimaginowanego wyobrażenia ludzi (nazwijmy ich Dorosłymi, bo reprezentują ośrodki władzy czy nauki i kultury a do tego dorosłym być trzeba) o tym co w Internecie się właściwie dzieje. Według Dorosłych, Młodzi (domyślnie protestujący internauci), to biedni ludzie, którzy dzięki najpierw łączom modemowym, później łączom SDI i wreszcie Neostradzie doznali objawienia: muzykę i filmy można mieć za darmo. Ponieważ Dorośli muzykę kupować musieli (najpierw na gramofonowych płytach, później szpulach, kasetach itp.) starają się Młodych zrozumieć: no wiecie, oni kradną, no ale do tego ich przyzwyczajono, dla nich taki dostęp do muzyki czy filmów, zdjęć to jak woda – bez niej nie da się żyć i im nie podoba się, że teraz będą za tę wodę dostawać rachunek, a co więcej: za brak zapłaty wkroczy im do mieszkania ABW czy Zaiks w specjalnie zaprojektowanych mundurach z kluczem wiolinowym na odznace i zaprowadzi na symboliczny antypiracki Pawiak.

Otóż NIE. Nie, nie i jeszcze raz nie. W całym tym medialnym zgiełku wobec ACTA, który to dokument nie ukrywajmy, nigdy w całości w polskim parlamencie przegłosowany nie będzie (oznaczałoby to wymianę ponad połowy parlamentu w przyszłych wyborach i politycy doskonale o tym wiedzą) dowiadujemy się jednej smutnej rzeczy: młodzi protestują nie przeciw ACTA, ale przeciw temu że nie będą mogli już kraść. Absurd. A jednak jakiego wywiadu nie posłucham, dowiaduję się od przedstawicieli naszego establishmentu, że „ACTA jest OK, bo zapobiega piractwu” albo „ACTA nie jest OK, bo ochrona praw autorskich nie może krępować swobód obywatelskich” itp. Słuchając tego wszystkiego można odnieść wrażenie, że właściwie nie jest ważne czy ACTA jest świetna czy jest do niczego, ważne jest że odnosi się do piractwa, które to w naszym kraju jest rzeczą powszechną i właśnie dlatego takie dokumenty powstają by piractwo zdusić w zarodku i to generalnie jest fajne – dlatego nasz rząd dokument w Japonii podpisał. Bez konsultacji. A że Młodzi protestują, no cóż – ciężko płacić za coś co do tej pory przynajmniej w teorii było za darmo.

I tutaj powstaje największy wyłom miedzy Młodymi a Dorosłymi. Ten punkt dla jednej jak i drugiej strony nie jest zrozumiały. By zrozumieli go Dorośli, trzeba kompletnie przedefiniować problem jak i fałszywe wnioski do jakich dochodzą niektórzy politycy, socjologowie jak i profesorowie.

Otóż młodzi ludzie nie protestują na ulicach dlatego żeby mogli kraść muzykę, tylko dlatego że Internet jest dla nich jedyną alternatywą budowania czegoś innego niż to co prezentuje im realny świat. Bo realny świat jest alternatywnie szary. Bo na ulicach widać jedynie reklamy KFC i stacji benzynowych. Bo na zabytkowym rynku we Wrocławiu gościom (mi) pierwsze co się rzuca w oczy to neon firmy McDonalds. Bo nie kupię już lodów z automatów, tylko w sieci jakichś niby włoskich sklepów. Bo nie kupię już ubrań nie idąc do Centrum Handlowego. I wreszcie, nie kupię ulubionej książki w Empiku bo muszę ją zamówić i czekać 2 tygodnie. Bo w Berlinie ubrania tej samej marki kosztują 50% taniej niż w kraju oddalonym od stolicy Niemiec o 100 km. Bo płyty Opposition czy GusGus nie dostanę w Empiku i przy okazji zostanę wyśmiany. A gdzie dostanę większość tych rzeczy? W Internecie do chol…. ! Książkę kupię w sklepie Amazona, bo jest 2 razy tańsza niż na półce w polskich sklepach. Ubrania na Ebay, podobnie jak elektronikę. Muzykę kupię w amerykańskim sklepie iTunes, bo jest tańsza – oczywiście użyję do tego fałszywych danych, bo jako Polak nie powinienem tego robić. ACTA mnie za to ukarze, ale co zrobić… Polski oddział iTunes Music Store otworzył się dopiero niedawno a ja muzykę za granicą kupuję od lat. Choć zapewne według ACTA (i nie tylko) nielegalnie. Polskie sklepy z muzyką oferują śmieciową zawartość (choć to się zmienia) dla których brak jest alternatywy, że nie wspomnę o wypożyczalniach filmów rodem z amerykańskiego Netflixa, dzięki którym za niewielki abonament można wypożyczać filmy i seriale bez limitów. Gdzie taka oferta w Polsce ?

Czy Starsi już rozumieją? Internet różni się tym od świata realnego, że nie ma w nim granic ani kajdanów. Jeśli nie mogę wypożyczyć filmu w polskim internecie to wykupię sobie dobry serwer proxy i zapłacę w USA. Inni ściągną za darmo. Nie dlatego że jak to Starsi uważają, przyzwyczaili się do tego by kraść, ale dlatego że NIE MAJĄ ALTERNATYWY. A resztki jakiejkolwiek wyboru, który pozostał zabierze im ACTA i inne podobne dziwne pomysły.

Tyle mówi się o inwestycjach w polską sieć, wyrównywaniu szans, dotacjach na rozwój nowoczesnych technologii… I co z tego skoro na początku przepastnego przewodu pokarmowego stoją starzy wyjadacze – ogromne korporacje, które „podejmując ogromny wysiłek i trud w upowszechnianiu dóbr kultury” pochłaniają ogromną część całego zysku wyprodukowanego tak naprawdę przez artystów. Te oto korporacje upatrzyły teraz sobie, że nie życzą sobie by Polak ściągał coś za darmo. Ba, nie życzą sobie by ściągał coś taniej. Ma płacić pełną stawkę, bo tak być musi, bo Internet, jak sklepy muzyczne, musi być pod całkowitą kontrolą. Stąd też biorą się takie pomysły jak ACTA. To nic innego jak pomysł uporządkowania, sklasyfikowania, zbiurokratyzowania nowej przestrzeni podboju. Bo niby dlaczego artysta nie może sam nagrać sobie płyty i upowszechnić jej w internecie za 10 zł ? To przecież na pewno zły pomysł – wytwórnia wyprodukuje, wypromuje i sprzeda. Do tego potrzebuje całkowitej pacyfikacji internetu i likwidacji jego niezależności od świata realnego. A z tym walczą Młodzi. A nie z usankcjonowaniem piractwa jako chociażby „wolnego zawodu”.

Dorośli, profesorze, premierze: Comprende ?

Autorem tekstu jest Rafał Pawłowski – były redaktor naczelny portalu MyApple.pl, właściciel firmy Smartserwis.net 

 

PS: dla tych, dla których ACTA to zwykła umowa handlowa o zwalczaniu podróbek:

1.

2.