Predator Orion 9000
31

Bestia spod biurka, czyli kilka tygodni zabawy z komputerem za 18 tys. złotych

W momencie, kiedy zdyszany kurier zadzwonił domofonem i poprosił żeby zejść i pomóc mu wnieść ciężkie pudło, wiedziałem, że będzie ciekawie. Acer Predator Orion 9000 na kilka tygodni służył mi jako podstawowy komputer do pracy. Jakie wspomnienie po sobie pozostawił?

Predator Orion 9000 to gamingowy desktop, a właściwie potwór w skórze desktopa. Sprzęt wyposażono w następujące podzespoły:

  • Procesor Intel Core i9-7900X 3,3 GHz (4,3 GHz w Turbo) z chłodzeniem wodnym
  • 32 GB pamięci RAM DDR4
  • Dwa dyski twarde: SSD 512 GB oraz HDD 3 TB
  • Dwie karty graficzne GeForce GTX 1080 Ti

Wszystko to zamknięto w obudowie, obok której trudno przejść obojętnie. Gamingowy charakter rzuca się tutaj w oczy już od pierwszego spojrzenia. Agresywne kształty, wyraźnie zarysowane wyloty powietrza i masa innych detali, które mają sprawić, że komputer nie przypomina komputera, a bliżej mu do statku kosmicznego czy innego futurystycznego sprzętu.

Szczerze? Nie bawi mnie to i Orion 9000 zwyczajnie dla mnie jest brzydki. Podejrzewam, że to kwestia gustu – mój preferuje bardziej minimalistyczne konstrukcje. Sam w domu mam desktopa zamkniętego w budzie Corsair 460X, której daleko do określenia „gamingowa”. Co nie zmienia faktu, że lubię LED-y (ale nie tęcze, gradienty, migacze, oddechy itp. – jednolite światło, najlepiej w jednym neutralnym kolorze), których w Orionie nie zabrakło.

Kilka elementów, które mnie mocno tutaj zaskoczyły:

  • Kółka – sprzęt z tyłu ma dwa kółeczka, co pozwala go przeciągnąć z miejsca na miejsce. I wcale mnie to nie dziwi, bo całość swoje waży
  • Napęd optyczny (DVD) – dziś naprawdę rzadko się je widuje w desktopach. Wiele nowoczesnych obudów nie posiada nawet stosownych zatoczek, co zmusza użytkowników do uciekania się do zewnętrznych rozwiązań. Tutaj napęd ukryto pod dekielkiem, więc nie zaburza on spójności całej konstrukcji (będąc złośliwym, mógłbym napisać, że jest ona tak samo brzydka z każdej strony). Dziwi mnie jednak, czemu nie jest to Blu-Ray, a zwykłe DVD.

Obudowa daje nam prosty dostęp do wnętrza z obu stron. Boczne ściany są bowiem zdejmowane – wystarczy odkręcić dwie śrubki i pociągnąć za „klamkę”. Naszym oczom wówczas ukazują się uporządkowane, wyprowadzone w większości na drugą stronę kable, co sprzyja odpowiedniej cyrkulacji powietrza. Odpowiadają za nią trzy wentylatory 120 mm (dwa wlotowe z przodu i jeden wylotowy z tyłu). Zasilacz 1000 W, zgodnie ze sztuką, umieszczono na dole.

Talerzowy dysk twardy również wyrzucono na stronę z kablami – widać tutaj wolną kieszeń na dodatkowy, w razie potrzeby. SSD został preinstalowany fabrycznie i prawdę mówiąc nie mogłem go zlokalizować. Intrygująco wygląda chłodzenie, które nosi logo Predatora – najwyraźniej to autorska konstrukcja Acera, co sugeruje zresztą sama nazwa Icetunnel 2.0. Chłodnicę z dodatkowymi dwoma wiatrakami powieszono na górze.

Sama płyta główna to również autorska konstrukcja nosząca oznaczenie Acer PO9-900. Nie znajdziemy jej w żadnym sklepie. Oparto ją na chipsecie X299 i wyposażono w aż osiem slotów RAM obsługujących do nawet 128 GB pamięci. Dopełnieniem tego są trzy złącza M.2, cztery sloty PCI-E x16, WiFi 802.11 AC z BT 4.2, a także zintegrowana karta dźwiękowa Sound BlasterX Pro.

Jak to działa? Cóż, chyba nikogo nie zdziwi, że sprzęt radzi sobie z praktycznie każdą grą w rozdzielczości 4K, oferują fantastyczną płynność działania. Nie robi na nim wrażenia też montaż wideo, kopanie bitcoinów, ani praca z grafiką. Poniżej kilka dowodów:


I średnia klatek w kilku grach (rozdzielczość 4K, ustawienia graficzne na maksa):

  • Wiedźmin 3 – 57 kl./s
  • XCOM 2 – 55 kl./s
  • The Division – 59 kl./s
  • Civilization VI – 98 kl/s
  • PUBG – 77 kl/s
  • Wolfenstein II – 92 kl/s
  • Middle-earth: Shadow of War – 90 kl/s
  • Destiny 2 – 89 kl/s

Co z kulturą pracy? W idle sprzęt jest cichy i spokojny. Temperatura CPU nie przekracza wówczas 40 stopni. W stresie jest już zupełnie inaczej. Komputer zamienia się wówczas w głośny odkurzacz. Wszystkim w biurze robi się natomiast jakby cieplej, a temperatury skaczą do 70 stopni. Nieco cieplejsze są karty graficzne – 80 stopni. W środku dzieje się zatem. Na szczęście większość gier nie wykorzystuje pełnej mocy sprzętu, więc rzadko kiedy wentylatory wchodziły na pełne obroty.

W idle zapotrzebowanie na energię waha się w granicach 100-120 W. Pod obciążeniem skacze jednak do ok. 650 W. Jak widać zatem do wykorzystania pełni potencjału zastosowanego zasilacza jeszcze trochę zostaje.






Predator Orion 9000

Czy to jest komputer dla Ciebie? Prawdopodobnie nie. Moim zdaniem kupowanie komputera za 18 tys. złotych tylko do gier jest jak sprawienie sobie Bugatti Veyrona i wożenie się nim tylko w niedziele do kościoła. To sprzęt, który mieści się w gronie 7 proc. najwydajniejszych, konsumenckich sprzętów na świecie (wg PC Marka). Wykorzystywanie go tylko do grania to grzech. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z desktopem stricte do gier. I pewnie znajdzie tutaj swoich fanów – takich z głębokimi kieszeniami, którzy zwyczajnie nie chcą lub nie potrafią samodzielnie skompletować desktopa. Pozostaje pytanie, czy nie byłoby to wówczas bardziej opłacalne.

Jestem przekonany, że Acer wypuszczając takiego potwora na świat, zadawał sobie sprawę, że będzie to niszowy produkt dla wąskiego grona odbiorców. I chyba należy tak go postrzegać. Ludzie pracujący z wideo czy grafiką raczej nie sprawią sobie takiego świecącego tęczą statku kosmicznego (co nie zmienia faktu, że z powodzeniem wykorzystaliby jego moc obliczeniową), ale też nie są oni w ogóle targetem producenta. Dlatego ja odkładam wspomnienie o Predatorze Orion 9000 na półkę z etykietą „ciekawostki”, z której pewnie jeszcze długo nie zostanie zdjęty.