Internet chce czy nie stał się fundamentem Nowej Gospodarki, a dla niektórych (nawet) Nowej Ekonomii. Mityczna niska bariera wejścia, globalna dystrybucja, wirtualne usługi, zdalna rekrutacja Filipińczyków i wiele innych jej cech, ustaliły nowe reguły gry w świecie biznesu. Moje pytanie jest takie – czy Nowa Gospodarka będzie mieć twarz tradycyjnego kapitalizmu, czy też siła kilku lewicujących szaleńców (frajerów?), zmieni ten obraz rozwiązaniami typu open-source?
Mocno generalizując mamy dwa fronty. Po jednej stronie libertyni :) Ich motto to – “Rynek sam wszystko ureguluje bo jest niemal tak mądry jak natura, państwo ma jedynie bronić granic i porządku wewnętrznego (policja, wojsko)”. Pośrednio takie podejście odwołuje się do samej natury i świata zwierząt. Równe zasady startu, a na końcu przetrwają Ci co mają przetrwać aby utrzymać gatunek (silni)… słabi odejdą albo będą wegetować.
Na drugim froncie antykorporacjoniści (także antyglobaliści). Sentencja, która ich charakteryzuje, moim zdaniem, to – “Szanujemy prawa natury, ale jest coś takiego jak cywilizacja. To coś co odróżnia nas, ludzi, od zwierząt, coś co daje każdemu człowiekowi prawo do godności i równych szans na przetrwanie”. To bardziej zindywidualizowane podejście do człowieka, który bez względu na aktualne zasoby materialne zasługuje na profesjonalną opiekę pielęgniarki będąc w wieku stu lat.
Libertyni postrzegają osoby z przeciwnego obozu jako roszczeniowych frajerów, którzy bezustannie mówią “daj, daj, daj”, a ideowców promujących wizje o równiejszym świecie najchętniej wpędzili by do szpitala psychiatrycznego, bo widać nie rozumieją logiki rynku, czyli odwiecznych praw natury. Antykorporacjoniści widzą w libertynach zwierzęta, które pod przykrywką ogólnie przyjętych dogmatów mających łechtać konsumentów nieskończonymi dobrami, tak naprawdę realizują swoje pragnienia o władzy i budowania świata na “jedynie słusznych” zasadach kapitalizmu. Równocześnie socjaldemokraci podczas polskiej kampanii parlamentarnej pokazali, że równania matematyczne odnośnie budżetu są ich bardzo słaba stroną i promują rozwiązania z parafii – “stoliczku nakryj się”.
Do niedawna byłem mocno po stronie libertynów. Książka “800 dni: szok kontrolowany” (historia reform Balcerowicza) była dla mnie ulubioną pozycją o człowieku muszącym robić rzeczy konieczne, bez oglądania się na oszołomów. Żeby było śmieszniej Balcerowicz przed 89′ siedział dokładnie po drugiej stronie barykady (bo w to wierzył) i tworzył strategie zmian gospodarczych, które wcale nie były głupie (coś pomiędzy socjalizmem a kapitalizmem). Jakiś czas później ja sam stanąłem okrakiem na barykadzie po przeczytaniu bestsellera, a w zasadzie opracowania naukowego – “Doktryna Szoku” Naomi Klein (korporacjonizm wdrażany metodą szokową dla efektywniejszego gromadzenia władzy). Zresztą wystarczy poczytać o biznesie ostatnich dziesięciu lat żeby mit o wspaniałym samoregulującym się rynku dla dobra wszystkich, szybko upadł. Z drugiej strony świetny artykuł z Polityki pt. “Nierobotni” (bezrobotni którzy nie chcą pracować) daje dużo do myślenia o postrzeganiu siły roboczej, z którą za dużo się cacka…
No dobra, ale jesteśmy na portalu technologicznym, czasem traktujący o biznesie internetowym. W tym obszarze też widzę dwa obozy. Tych, którzy chcą wdrażać rozwiązania zmieniające świat na lepsze oraz tych którzy oczekują wyłącznie rentowności a potem stale rosnącego ARPPU (wskaźnik przychodów od płacącego użytkownika). Na szczęście ci mający tylko zajawkę tworzą rzeczy naprawdę fajne i tak czy siak zaczynają później zarabiać. Swoje wizje lepszego świata czasem realizują poprzez lepszy produkt a czasem poprzez bardzo fajne miejsce pracy dla kilkudziesięciu osób, które nie są traktowane jak króliki doświadczalne. Klasyczni biznesmeni w Internecie skanują rynek w poszukiwaniu szans, inwestują, przejmują a nawet czasem dostają etykietkę anioła.
Jestem daleki od stawania po jednej ze stron. To kwestia wewnętrznych pragnień i dążeń, którymi się kierujemy. Jednak jak widzę komentarze, że ktoś tam jest frajerem bo robi coś free i skupia się na produkcie a nie monetyzacji, to mam mu ochotę odpisać, że sam jest mega-frajerem, bo tak się wbił w jednokolorowe postrzeganie świata i w definicję ludzkiego szczęścia. Oczywiście robieniu innym dobrze za free rodziny nie wyżywisz, ale często zanim padnie pytanie czy autor ma z czego żyć już pada grad dzid na frajera.
Sam mam ochotę zarobić trochę kasy w wirtualnym biznesie, żeby kupić domek w Toskanii i sączyć popołudniami Brunello di Montalcino. Ale moje dążenia nie pozbawiają mnie szacunku do ludzi, którzy tworzą chcą zmieniać świat (czasami jak Don Kichot), bo posługują się innymi dogmatami niż ta “mądra, wykształcona i właściwa” część społeczeństwa.
Oprócz domku w Toskanii marzy mi się w Polsce sprawny konglomerat otwartych projektów gdzie struktura organizacyjna nie jest wertykalna czy horyzontalna ale sieciowa. Powstanie tam kilka rozwiązań na przykład dla służby zdrowia, infrastruktury, policji. Może na początek choć w minimalnym stopniu uszczknie to zarobku dla wielkich developerskich ściemniaczy, którzy najczęściej wdrażają w budżetówce nieużywalne buble za grube bańki. Potem wraz ze zmianami w otoczeniu podatnicy bulą im kolejne opłaty za “rozwój”, upgrade i rozszerzone licencje.
Po drugiej stronie jest polityka. Andrzej Sośnierz na Śląsku zrobił kartę pacjenta, ale politycy mamroczą coś że to wymaga czasu aby w całym Polandzie coś takiego zrobić. Dlatego szanuję także tych, którzy powiedzą, “wszystko fajnie stary, ale zamiast walić w mur głową z Twoimi ideami lepiej siepać na swoim poletku, trochę kaski, trochę radości”. Wiadomo, życie jest krótkie. Mimo to kibicuję wirtualnym walutom, internetowym zleceniom poza systemem podatkowym (do czasu wykluczenia urzędniczej arbitralności), walką z ACTA i innymi PIPAMI. Może Nowa Gospodarka to będzie trzecia droga gdzie za pomocą CrowdSourcingu, CrowdFundingu i CrowdOrderingu stworzymy coś naprawdę nowego. Bo w kośćcu starego systemu gospodarczego nic już się chyba nie zmieni.
Kończąc, chciałbym powiedzieć, że moim zamierzeniem było napisanie artykułu o szanowaniu innych wizji i unikaniu kategoryzacji, że “czarne jest biłae a białe jest czarne” (wg klasyka). Zanim skrytykujesz innych zastanów się czy po tamtej stronie widzisz wrodzone zło czy po prostu klapeczki stopiły ci się z gałkami ocznymi. Tyle o marzeniach i wielkich ideach… Teraz trzeba wrócić do pracy bo kasy na pieluchy i mleko nie będzie.
Autor prowadzi blog – WroCamp
Maciej Oleksy
