800 dni vs. Doktryna Szoku – kto jest frajerem a kto nie

Internet chce czy nie stał się fundamentem Nowej Gospodarki, a dla niektórych (nawet) Nowej Ekonomii. Mityczna niska bariera wejścia, globalna dystrybucja, wirtualne usługi, zdalna rekrutacja Filipińczyków i wiele innych jej cech, ustaliły nowe reguły gry w świecie biznesu. Moje pytanie jest takie – czy Nowa Gospodarka będzie mieć twarz tradycyjnego kapitalizmu, czy też siła kilku lewicujących szaleńców (frajerów?), zmieni ten obraz rozwiązaniami typu open-source?

Mocno generalizując mamy dwa fronty. Po jednej stronie libertyni :) Ich motto to – „Rynek sam wszystko ureguluje bo jest niemal tak mądry jak natura, państwo ma jedynie bronić granic i porządku wewnętrznego (policja, wojsko)”. Pośrednio takie podejście odwołuje się do samej natury i świata zwierząt. Równe zasady startu, a na końcu przetrwają Ci co mają przetrwać aby utrzymać gatunek (silni)… słabi odejdą albo będą wegetować.

Na drugim froncie antykorporacjoniści (także antyglobaliści). Sentencja, która ich charakteryzuje, moim zdaniem, to – „Szanujemy prawa natury, ale jest coś takiego jak cywilizacja. To coś co odróżnia nas, ludzi, od zwierząt, coś co daje każdemu człowiekowi prawo do godności i równych szans na przetrwanie”. To bardziej zindywidualizowane podejście do człowieka, który bez względu na aktualne zasoby materialne zasługuje na profesjonalną opiekę pielęgniarki będąc w wieku stu lat.

Libertyni postrzegają osoby z przeciwnego obozu jako roszczeniowych frajerów, którzy bezustannie mówią „daj, daj, daj”, a ideowców promujących wizje o równiejszym świecie najchętniej wpędzili by do szpitala psychiatrycznego, bo widać nie rozumieją logiki rynku, czyli odwiecznych praw natury. Antykorporacjoniści widzą w libertynach zwierzęta, które pod przykrywką ogólnie przyjętych dogmatów mających łechtać konsumentów nieskończonymi dobrami, tak naprawdę realizują swoje pragnienia o władzy i budowania świata na „jedynie słusznych” zasadach kapitalizmu. Równocześnie socjaldemokraci podczas polskiej kampanii parlamentarnej pokazali, że równania matematyczne odnośnie budżetu są ich bardzo słaba stroną i promują rozwiązania z parafii – „stoliczku nakryj się”.

Do niedawna byłem mocno po stronie libertynów. Książka „800 dni: szok kontrolowany” (historia reform Balcerowicza) była dla mnie ulubioną pozycją o człowieku muszącym robić rzeczy konieczne, bez oglądania się na oszołomów. Żeby było śmieszniej Balcerowicz przed 89′ siedział dokładnie po drugiej stronie barykady (bo w to wierzył) i tworzył strategie zmian gospodarczych, które wcale nie były głupie (coś pomiędzy socjalizmem a kapitalizmem). Jakiś czas później ja sam stanąłem okrakiem na barykadzie po przeczytaniu bestsellera, a w zasadzie opracowania naukowego – „Doktryna Szoku” Naomi Klein (korporacjonizm wdrażany metodą szokową dla efektywniejszego gromadzenia władzy). Zresztą wystarczy poczytać o biznesie ostatnich dziesięciu lat żeby mit o wspaniałym samoregulującym się rynku dla dobra wszystkich, szybko upadł. Z drugiej strony świetny artykuł z Polityki pt. „Nierobotni” (bezrobotni którzy nie chcą pracować) daje dużo do myślenia o postrzeganiu siły roboczej, z którą za dużo się cacka…

No dobra, ale jesteśmy na portalu technologicznym, czasem traktujący o biznesie internetowym. W tym obszarze też widzę dwa obozy. Tych, którzy chcą wdrażać rozwiązania zmieniające świat na lepsze oraz tych którzy oczekują wyłącznie rentowności a potem stale rosnącego ARPPU (wskaźnik przychodów od płacącego użytkownika). Na szczęście ci mający tylko zajawkę tworzą rzeczy naprawdę fajne i tak czy siak zaczynają później zarabiać. Swoje wizje lepszego świata czasem realizują poprzez lepszy produkt a czasem poprzez bardzo fajne miejsce pracy dla kilkudziesięciu osób, które nie są traktowane jak króliki doświadczalne. Klasyczni biznesmeni w Internecie skanują rynek w poszukiwaniu szans, inwestują, przejmują a nawet czasem dostają etykietkę anioła.

Jestem daleki od stawania po jednej ze stron. To kwestia wewnętrznych pragnień i dążeń, którymi się kierujemy. Jednak jak widzę komentarze, że ktoś tam jest frajerem bo robi coś free i skupia się na produkcie a nie monetyzacji, to mam mu ochotę odpisać, że sam jest mega-frajerem, bo tak się wbił w jednokolorowe postrzeganie świata i w definicję ludzkiego szczęścia. Oczywiście robieniu innym dobrze za free rodziny nie wyżywisz, ale często zanim padnie pytanie czy autor ma z czego żyć już pada grad dzid na frajera.

Sam mam ochotę zarobić trochę kasy w wirtualnym biznesie, żeby kupić domek w Toskanii i sączyć popołudniami Brunello di Montalcino. Ale moje dążenia nie pozbawiają mnie szacunku do ludzi, którzy tworzą chcą zmieniać świat (czasami jak Don Kichot), bo posługują się innymi dogmatami niż ta „mądra, wykształcona i właściwa” część społeczeństwa.

Oprócz domku w Toskanii marzy mi się w Polsce sprawny konglomerat otwartych projektów gdzie struktura organizacyjna nie jest wertykalna czy horyzontalna ale sieciowa. Powstanie tam kilka rozwiązań na przykład dla służby zdrowia, infrastruktury, policji. Może na początek choć w minimalnym stopniu uszczknie to zarobku dla wielkich developerskich ściemniaczy, którzy najczęściej wdrażają w budżetówce nieużywalne buble za grube bańki. Potem wraz ze zmianami w otoczeniu podatnicy bulą im kolejne opłaty za „rozwój”, upgrade i rozszerzone licencje.

Po drugiej stronie jest polityka. Andrzej Sośnierz na Śląsku zrobił kartę pacjenta, ale politycy mamroczą coś że to wymaga czasu aby w całym Polandzie coś takiego zrobić. Dlatego szanuję także tych, którzy powiedzą, „wszystko fajnie stary, ale zamiast walić w mur głową z Twoimi ideami lepiej siepać na swoim poletku, trochę kaski, trochę radości”. Wiadomo, życie jest krótkie. Mimo to kibicuję wirtualnym walutom, internetowym zleceniom poza systemem podatkowym (do czasu wykluczenia urzędniczej arbitralności), walką z ACTA i innymi PIPAMI. Może Nowa Gospodarka to będzie trzecia droga gdzie za pomocą CrowdSourcingu, CrowdFundingu i CrowdOrderingu stworzymy coś naprawdę nowego. Bo w kośćcu starego systemu gospodarczego nic już się chyba nie zmieni.

Kończąc, chciałbym powiedzieć, że moim zamierzeniem było napisanie artykułu o szanowaniu innych wizji i unikaniu kategoryzacji, że „czarne jest biłae a białe jest czarne” (wg klasyka). Zanim skrytykujesz innych zastanów się czy po tamtej stronie widzisz wrodzone zło czy po prostu klapeczki stopiły ci się z gałkami ocznymi. Tyle o marzeniach i wielkich ideach…  Teraz trzeba wrócić do pracy bo kasy na pieluchy i mleko nie będzie.

Autor prowadzi blog – WroCamp
Maciej Oleksy

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • wijas

    ‘Libertyni’. Najpierw myślałem, że autor użył akurat tego słowa dla jaj. Potem jest go coraz więcej. A ‘libertynizm’ to nie to samo, co ‘libertarianizm’.

    Dla tych, którzy mają trochę czasu: http://www.youtube.com/watch?v=bwEcH7HGSZY. Zaczyna się nieciekawie, później można znaleźć odpowiedzi libertarian na kilka stereotypowych zarzutów dla kapitalizmu. I na pewno jest wiele dużo lepszych wykładów, które można znaleźć przy odrobinie samozaparcia.

    Może ktoś się zainteresuje.

    • Tomek

      Ano, z tym libertynizmem to autor pojechał :)

  • Robert

    Bardzo interesujący tekst iście zbieżny z moim światopoglądem!

  • http://www.slowikozofia.pl/ Szymon – www.slowikozofia.pl

    Libertyni??? Libertynem był Markiz de Sade i nie jestem przekonany, czy miał takie poglądy nt. rynku. Myślę, że autorowi bardziej chodziło o libertarian. A może o liberałów, lebrów, librystów?

    Antykorporacjoniści? Poczytaj sobie, co mówią o korporacjach (wówczas w postaci kampanii handlowych) i wielkim biznesie ojcowie myśli liberalnej z Adamem Smithem na czele. Poczytaj, co na temat wielkich korporacji i monopoli piszą Hayek, Rothbard, czy np. Nozick – czołowi myśliciele myśli libertariańskiej….

    Żenujące, gdy za pisanie o gospodarce i jej teoriach zabiera się ktoś bez fundamentalnej wiedzy… Tym bardziej na tak porządnym serwisie.

    • Grzegorz

      No właśnie. Ten „artykuł” to pomylenie z poplątaniem. Autor tego słabego jak zupki z torebek tekstu nie ma pojęcia o czym pisze. Nie wiadomo kim są ci nieszczęśni „libertyni” (sic!) – czy to neoliberałowie, liberałowie w amerykańskim znaczeniu tego słowa czy libertarianie. Jeśli autor miał na myśli tych ostatnich to trafił kulą w płot. Ale nazwiska Hayeka, Misesa, Hoppego czy Rothbarda pewnie nic mu i tak nie mówią. Ręce opadają…

  • adi

    Widzę ze tu tez trzeba wyłączać js. Zamiast dać tylko na główną stronę jak to na salonie zrobili.

    Do rzeczy… W tym artykule jedynym sensownym zdaniem jest jego końcówka, z którą można się zgodzić. Co do reszty to już nie chodzi o zgodę czy nie zgodę. Autor myli podstawowe pojęcia, nie zna ich, wszystko miesza ze sobą. Na końcu wychodzi taki bełkoczący galimatias.
    Ja wiem że mój post też za rzeczową krytykę uznać nie można. No ale jeśli z czymś chce się konstruktywnie polemizować to musi to mieć jakiś sens…

  • http://www.slowikozofia.pl/ Szymon – www.slowikozofia.pl

    @wijas – cieszę się, że ktoś to widzi. Jak pisałem swój komentarz, to Twój się jeszcze nie wyświetlił. Pozdrawiam

  • http://marcinbiegun.com Marcin Biegun

    Przestałem czytać w połowie. Artykuł miałby sens gdyby wyciąć z niego wszystkie odwołania do „wolnego rynku” i „kapitalizmu”, i zastąpić je słowami „neoliberalizm” albo „socjalizm korporacyjny”. Kapitalizm był podczas początków osiedlania się w USA, gdzie podatki wynosiły 3%.

  • http://www.adamduda.pl Adam Duda

    Panie Macieju… Bełkot. Niech Pan piszę lepiej na tym a czym się zna, a nie po przeczytaniu naomi Klein zabiera się za opis filozofi sprawiedliwości i ekonomii. Jeszcze te od czapy rysunki i anatomia kryzysu.

  • Adan

    Jak chcesz zrozumieć na czym „polega świat” to czytaj klasyka: Jezusa z Nazaretu. On Ci wszystko wyłoży bez niedomówień: wolny rynek, monopole, „nierobotnych”, czy być CEO czy opensourceowym geekiem?

  • sunrrrise

    Ekonomię i idee polityczno-ekonomiczne to chyba jednak na AntyWebie należy zostawić bo wypadło to bardzo, bardzo słabo.

    Najpierw ci „libertyni” z którymi autor rzekomo sympatyzował, potem krytyka koncepcji samoregulującego się wolnego rynku w kontekście gospodarki po transformacji systemowej.

  • http://www.adamduda.pl Adam Duda

    Żeby było trochę konstruktywnie, to Panie Macieju, chce sie Pan czegoś dowiedzieć o doktrynach to proszę tutaj zajrzeć
    http://www.justiceharvard.org/watch/

    12 epizodów/wykładów z harvardu porywającego Micheala Sandela, jednego z wybitniejszych teraźniejszych myślicieli oraz osobę która znała Nozicka, a który to Nozick był wybitnym przedstawicielem nurtu libertariańskiego którego był Pan sympatykiem (nie libertyńskiego, którego Pan tutaj błędnie przytoczył).

    Można włączyć w opcjach angielskie napisy

  • Adan

    … a cóż to szanownego Admina powstrzymuje przed publikacją mojego posta, czyżby użycie słowa Jezus? oooo widzę cenzurę w internecie.

    • Tomek

      Bo mimo, że to blog o technologiach i marketingu internetowym to Jezus akurat stanowi przykład marketingu fanatycznego, a wszelkie formy fanatyzmu powinny być tępione w zarodku. Domorośli krzyżowcy… idźcie z Bogiem, im dalej tym lepiej dla reszty.

  • drval

    Nice try but… trochę się Pan porwał na z motyką na słońce i popełnił Pan kilka rażących błędów dobierając niewłaściwe pojęcia (o niezamierzonym przez Pana znaczeniu) i wykazał się powierzchowną wiedzą na temat ekonomii. Nie chce się bawić w hejtera – szczerze mówiąc zobaczyłbym więcej postów o zabarwieniu ekonomicznym na antyweb. Tylko że wygląda na to, że się będziemy tutaj wzajemnie edukować :) Na chwilę obecną z mojej strony prośba aby przypatrzyć się definicji libertynizmu (wikipedia jest kilka kliknięć stąd). Włączenie Balcerowicza do obozu libertynów mogłoby sugerować, że tkwi mentalnie w XVIII wieku i ma mocno swobodne podejście do spraw obyczajowych, w tym podejście do seksu i nagości :) A przecież… we don’t know, do we? :)))

  • KSIS

    Najbardziej zasadne racjonale i zdroworozsądkowe podejście ma Austriacka Szkoła Ekonomii. Polecam strony Instytutu MISESA: mises.pl

    • http://intrashop.pl Sklep

      Każdy broni swojej opcji:-) Ale fakt, szkoła Austriacka – ma się coraz lepiej :-)

  • Konrad

    Po pierwsze trochę bełkotliwe, po drugie, gdy czytam artykuł i występuje w nim cytat i ten cytat przytacza się z błędem , to mnie szlag trafia…( „“czarne jest biłae…” )

  • Adan

    zadziałało :)

  • anemus

    Zasadniczo skrajne postacie obu frontów są bez sensu i wbrew temu co często myślą ich doktryny nie mają nic wspólnego z naturalnymi prawami – przecież dinozaury by nie wyginęły ;P
    Ludzki świat to tak naprawdę interes jednostki oparty na interesie stada (realizowany w dużym stopniu poprzez interes stada właściwie) – w końcu jesteśmy gatunkiem stadnym. Dlatego wszelkie przedkładanie interesów mniejszości nad interes większości jest skrajnie szkodliwe (korporacje, mniejszościowe grupy interesów, dyktatorzy, w brew pozorom „lewicowi prorocy” itd., itp.) jak również całkowity brak poszanowania interesów mniejszości bo to ich wyklucza ze stada i skłania do tworzenia konkurencyjnej grupy. Niestety od czasu do czasu następuje zachwianie równowagi i jakaś grupa interesów (mniejsza lub większa) „przejmuje inicjatywę” co w taki czy inny sposób musi się skończyć wojną. W tej chwili mamy taką sytuację odnośnie korporacji, np. odnośnie ACTA gdzie mniejszość zachwiała stan równowagi i próbuje (a właściwie już to zrobiła) przedłożyć swoje interesy na pierwszy plan. Zważmy, że nawet w USA to co teraz jest zbrodnią np. kopiowanie na własny użytek udostępnianie treści audiowizualnych „znajomym” niedawno było świętym prawem konsumenta. Można dywagować na temat potencjalnego braku poszanowania interesów mniejszości w obliczu wzrastającej ilości tzw. „znajomych” w czasach internetu ale raczej trudno takie tłumaczenia zaakceptować patrząc na historię i fakt, że nigdy wcześniej nie było aż tak dużego poszanowania tych interesów (piszę o czasach z przed ok 20-30lat), a wszytko co nastąpiło potem można przypisać powiedzeniu „daj dziecku palec, a będzie chciało całą rękę”…

    • anemus

      Przepraszam za nieco bełkotliwy język – całą noc pracowałem i jestem niewyspany :(
      „(piszę o czasach z przed 20-30 lat)”
      odnosi się do tego że 20-30 lat temu był stan optymalnej równowagi, kiedy prawa „tej mniejszość” były szanowane jak nigdy wcześniej z równoczesnym poszanowaniem praw większości (stan równowagi).

  • fxx26

    Pani Naomi Klein ma naprawdę wielką siłę przekonywania. Lektura „No logo” również zmieniła moje podejście do świata. Gorąca polecam. „Doktryna szoku” jest na mojej krótkiej liście książek do przeczytania w najbliższym czasie.

  • https://plus.google.com/114126490528542316262/posts Tomek

    O, mamy odpowiednik Alexy Tsotsis!
    Fajnie jest znac definicje slow, ktorych sie uzywa oraz ulozyc taki felieton w jakas zjadliwa i zrozumiala calosc.

  • Luk

    Szymon – http://www.slowikozofia.pl: Libertyni??? Libertynem był Markiz de Sade i nie jestem przekonany, czy miał takie poglądy nt. rynku.

    :)))) z tej klasyki można polecić 120 dni sodomy, a jak ktoś nie lubi czytać to jest też film … nakręcony zresztą przez marksite :)

  • http://www.cofeinkabar.pl Adrian

    taki sam tok uświadamiania: od Leszka Balcerowicza do Naomi Klein (nie zapominajmy o No Logo jej autorstwa), od libertyna do neosocjalisty-actywisty (frajera?), od monetyzacji do produktu.

    dobry tekst, to jest gotowy manifest dla tych 180 tyś, którzy skrzyknęli się przeciw ACTA, ale tak naprawdę krzyk jest w szerszym kontekście i Ty to dobrze ująłeś. ACTA to tylko zapalnik.

    marzy mi się coś takiego:

    „Może Nowa Gospodarka to będzie trzecia droga gdzie za pomocą CrowdSourcingu, CrowdFundingu i CrowdOrderingu stworzymy coś naprawdę nowego. Bo w kośćcu starego systemu gospodarczego nic już się chyba nie zmieni.”

    nic dodać nic ująć

    pozdrawiam

    • Zgred

      A co mnie ACTA interesi? Nie zasysam programów innej strony niż sourceforge.net no i stron autorów projektów. Filmów nie ściągam bo szkoda czasu i przepustowości łącza czyli kasy! Po grzyba mi łącze więcej niż 1024/256, jeśli nie nie muszę oglądać filmów on-line, czy grać on-line tudzież ściągać na tzw. lewiznę licencjonowany soft. Te rzeczy są mi zbędne! A jak będę potrzebował otworzyć biznes i zarabiać, to wtedy kupię soft do celów komercyjnych i zwisają mi niskim kalafiorem dowolne ilości kontroli i restrykcji w stylu ACTA!
      Patrząc na zachowanie klepaczy internetowych, dostrzegam że zachowują się barany na pastwisku! Dopóki nie ma płota czy bacy z batem, to łażą w szkodę! Jak widać, taki płot jak ACTA jest niezbędny, bo internetowa baranina nie może zrozumieć istoty wolności! Może najprościej wyjaśni to zagadnienie, analogia z życia… Wolny wybór i wolność można przenieść na plażę! Skoro na plaży leży naga dziewczyna i to w szerokim rozkroku, to nie oznacza to, że każdy debil który ją widzi ma prawo jej wsadzić! Tak wygląda w analogi ta „wolność” której wam podobno chcą odjąć w internecie!

  • Paweł

    Wieczna krytyka. Ludzie. Nikt tu się stawiał w roli eksperta (nie autor). Właśnie potwierdzacie jego wniosek o nietolerancyjności. Moim zdaniem świetne nakreślenie problemów i szufladek w branży, z których niestety dominuje „libertyńska”.

  • Marcin

    A tak nawiasem mówiąc to co się działo z Sośnierzem nie miało nic wspólnego z polityką.

    W skrócie chodziło o to, że karta pacjenta = możliwość kontrolowania przez niego wizyt i notowania wizyt tylko wtedy kiedy się z kartą do lekarza przyczłapał.

    Możecie nie wierzyć ale jest cała masa konowałów którzy najpierw wam powiedzą, że kolejka do nich jest na 2 lata. Ale przyjmą was od ręki „prywatnie”, skasują stówę, a po cichu wrzucą tą wizytę do listy rozliczanej w NFZ i w efekcie dostaną jeszcze z 40zł ekstra.

    Sośnierz nadepnął na odcisk ww. i dostał za swoje. A jak silne jest lobby związane z biznesem medycznym (nie mówię tu tylko o lekarzach i nie wszyscy grają nie fair ale… ) mieliście się okazję przekonać ostatnio.

    • Zgred

      Taniej jest wprowadzić kasy fiskalne w rejestracji dla pacjentów. Klient przychodzi, to klient płaci. Klient powinien mieć jeszcze pełną książeczkę zabiegów medycznych (takie miało kiedyś wojsko). Wizyta u lekarza to wpis. A wpis jednoznacznie odzwierciedla opłatę w kasie fiskalnej. Systemy informatyczne kosztują zbyt wiele i są mimo wszystko bardzo podatne na awarie. Jedyne sensowne rozwiązanie to terminale płatnicze dla kart płatniczych sprzężone z kasa fiskalna danego gabinetu!

  • Marcin

    Zgred: Taniej jest wprowadzić kasy fiskalne w rejestracji dla pacjentów. Klient przychodzi, to klient płaci. Klient powinien mieć jeszcze pełną książeczkę zabiegów medycznych (takie miało kiedyś wojsko). Wizyta u lekarza to wpis. A wpis jednoznacznie odzwierciedla opłatę w kasie fiskalnej. Systemy informatyczne kosztują zbyt wiele i są mimo wszystko bardzo podatne na awarie. Jedyne sensowne rozwiązanie to terminale płatnicze dla kart płatniczych sprzężone z kasa fiskalna danego gabinetu!

    Bardzo przepraszam, ale chyba nie zrozumiałeś treści mojego komentarza.

    Mi nie chodziło o ewidencjonowanie wolnorynkowych przychodów u lekarzy. To jest jakby inna sprawa.

    Chodziło mi o ewidencjonowanie wizyt w ramach kontraktu – a co za tym idzie – „refundacji” dla lekarza z NFZ. Przecież lekarz dla NFZ nie robi nic za darmo. Z każdego „zdarzenia” się rozlicza wysyłając do NFZ raporty a na ich podstawie wystawia NFZ’towi normalną fakturę.

    Kłopot polega na tym, że w sytuacji gdy nie ma połówki klucza w ręku pacjenta. Tzn. ww karty identyfikacyjnej. To jeżeli pacjent przyjdzie do lekarza „prywatnie” i zapłaci mu własną stówą za wizytę. Wówczas lekarz posiadając pesel tego pacjenta, a mając nie wyczerpany kontrakt z NFZ może jeszcze dodatkowo mówiąc wprost: „na lewo” – dopisać tą wizytę jako rozliczaną w ramach kontaktu. W efekcie zainkasuje 100zł od pacjenta. A dodatkowo dostanie ok. 40zł od NFZ (zależnie od specjalności, typu wizyty itp.)

    Posiadanie przez pacjenta karty – która by ewidencjonowała wizyty rozliczane przez NFZ – i posiadanie jej w ręku (dosłownie) przez pacjenta zlikwidowało by ww. proceder.

    Oczywiście ktoś tu może krzyczeć, że rzucam bezpodstawne oskarżenia a lekarze i inni w tym biznesie (bo przecież nie wszyscy właściciele przychodni to lekarze – wielu to zwykli przedsiębiorcy) – są krystalicznie czyści itp.

    Ok. Wszyscy są jak łza – ale mechanizm przy braku kluczyka w ręku pacjenta prosty jak konstrukcja cepa. Rozwiązanie z kartą z kolei w prosty sposób je likwiduje.

    A teraz zastanówcie się czemu załatwiono pana Sośnierza….

  • http://www.cofeinkabar.pl Adrian

    Zgred: Skoro na plaży leży naga dziewczyna i to w szerokim rozkroku, to nie oznacza to, że każdy debil który ją widzi ma prawo jej wsadzić! Tak wygląda w analogi ta “wolność” której wam podobno chcą odjąć w internecie!

    jestem przekonany, że ty byś nie omieszkał nie „wsadzić”. i tym się różnimy bo ja nie chadzam na plaże z rozkraczonymi panienkami, a jeśli nawet to omijam łukiem i żaden zagon mi nie jest potrzebny

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=723383560 Krzysztof Spilka

    Jestem przerażony. Poważnie. Panowie i Panie z Antyweb, ogarnijcie się i przestańcie pisać o rzeczach o których macie pojęcie blade lub żadne. Jak można pisać posty po przeczytaniu pojedynczej książki? W dodatku autor myli podstawowe pojęcie, Libertynów z Libertarianami.

    • https://plus.google.com/u/1/104184185030275670702/ Maciej Oleksy

      Widzę, że dyskusje o definicjach to ulubione zajęcie i podobnież ilość przeczytanych książek ma tu ogromne znaczenie :P Jeśli chodzi o Libertyna (skrajna wolność i tym samym pozorna równość) to właśnie chodziło o niego a nie o Libertarianina (?). Są też tacy co przeczytali za dużo :D

      Od definicji wolę efektywne przetwarzanie – np. dyskusję czy Nowa Gospodarka pójdzie tą samą drogą co stara… ani słowa o tym.

  • Andrzej

    Ten tekst dyskwalifikuje samego siebie już na starcie, jeśli autor wypowiada się na ten temat a nie widzi nawet różnicy między libertynem a libertarianinem.

    • http://www.facebook.com/maciekoleksy Maciej Oleksy

      jak dla kogoś definicje są ważniejsze to fakt, dyskwalifikuje :)