27

3 wady Apple Music, które mnie totalnie zaskakują

Apple bardzo szybko nadrobiło straty do konkurencji i po przejęciu firmy Beats w ciągu chwili w ich rękach znalazła się muzyczna usługa streamingowa zaprezentowana później jako Apple Music. Serwis przeszedł wiele zmian, ale pomimo sporej popularności wciąż dziwi mnie jak wiele niedociągnięć jest tolerowanych przez użytkowników. 

Oferta Apple Music nie jest idealna. Braki są

Dobre stosunki Apple z wytwórniami wpływają na atrakcyjną ofertę sklepu iTunes, ale najwyraźniej wciąż nie udaje się dojść do porozumienia w niektórych przypadkach w kontekście usługi streamingowej. Natrafienie na brakujące pojedyncze utwory w albumach nie jest trudne, jeśli słuchamy na przykład muzyki filmowej – w przypadku składanek lub nietypowej tracklisty wyszarzone pozycje okazują się być zasadniczymi ubytkami w ofercie. Czasem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, klikałem na „odtwórz cały album” i dopiero po kilku kawałkach udawało mi się zorientować, że brzmi on inaczej niż w Tidalu czy Spotify. Wynikało to z pomijania niedostępnych w ramach albumu kawałków.

Co ciekawe, to wcale nie oznacza, że dany utwór nie jest dostępny w ofercie Apple Music. Często zdarzało mi się odnaleźć konkretną piosenkę, ale na innym albumie. Nie mam zamiaru uzupełniać listy utworów jednego albumu kawałkami z drugiego, by móc zapoznać się z całością. To absrud. Tym bardziej, że…

Nie ma „ulubionych” bez synchronizacji własnej kolekcji

W iTunes znajdują się wszystkie moje utwory i albumy, jakie kupiłem – czy to w sklepach cyfrowych, czy na CD. Uzupełnienie tej biblioteczki o płyty lub kawałki z Apple Music byłoby idealnym połączeniem lokalnej kolekcji z zasobami usługi streamingowej – niezależnie od źródła danego utworu mogę do niego dotrzeć w ramach jednej listy, jednego widoku. Niestety, Apple przewiduje taką możliwość tylko w przypadku symbiotycznego połączenia obydwu bytów.

Niezbędne jest przesłanie pełnej listy posiadanych kawałków na serwery Apple, która będzie skonfrontowana z ofertą usługi. Wtedy, w przypadku braku któregokolwiek utworu w Apple Music, przesłany będzie nasz plik na serwer, byśmy mieli do niego dostęp także z innych komputerów, a przede wszystkim urządzeń mobilnych. Takie rozwiązanie brzmi idealnie tylko na papierze, gdyż liczba zgłoszeń pełnych narzekań na algorytmy dopasowujące jest przytłaczająca – jeśli w naszej biblioteczce znajdują się nietypowe wersje utworów, to zostaną zastąpione klasycznymi. Zdarzają się też przypadki błędnego oznaczania, gubienia tagów i okładek. Przy dużej bibliotece będzie to gigantycznym problemem, gdyż mało kto będzie mógł sobie pozwolić na weryfikację każdego utworu z osobna i o ewentualnym kłopocie dowiemy się po fakcie.

Apple Music nie posiada wersji przeglądarkowej

Deezer, Spotify, Tidal i Amazon Music – z każdej z tych usług skorzystamy w oknie przeglądarki. Po zalogowaniu się na swoje konto co prawda nie pobierzemy utworów do pamięci komputera (pozwalał na to swego czasu Deezer, tylko w Chrome, ale wycofano się z tej funkcji), ale najważniejsza jet przecież możliwość odtwarzania utworów z sieci. Apple Music posiada ponad 30 milionów subskrybentów i ani razu nie natrafiłem na jasny komunikat z ich strony, jakoby brak dostępu do usługi przez przeglądarkę był traktowany jako wadę, co zapewne wynika z przeważającej większości użytkowników posiadających MacBoooki (Apple Music wbudowane w preinstalowane iTunes) i iPhone’y (Apple Music zintegrowane z aplikacją Muzyka).

To nie wada, ale byłoby miło, gdyby sytuacja uległa zmianie

Korzystając z okazji nie mógłbym nie zahaczyć o sprawę teledysków. Nic nie wskazuje na to, by lider rynku streamingowego, Spotify, zamierzał wykonać ten krok, ale obecność materiałów wideo w ofercie Tidala bardzo mnie cieszy, głównie ze względu na ich wysoką jakość. Apple Music oferuje „programy TV” i filmy, a także produkcje dokumentalne, ale zasoby sklepu iTunes, gdzie znajdują się zapewne setki tysięcy teledysków, powinny również stać się elementem oferty Apple Music.