10

Recenzja 1-2-Switch. Małe gry za (zbyt) wygórowaną cenę

1-2-Switch to startowy tytuł najnowszej konsoli Nintendo. Zestaw mini-gier, który pokazuje na co stać konsolę. Owszem, robi to — ale to jednak trochę za mało...

Mini gry i nic więcej

Pamiętacie Wii Sports, produkcję dołączaną do zestawu z najlepiej sprzedającą się konsolą stacjonarną Nintendo? Imprezowa zabawa z kilkoma konkurencjami sportowymi, które wymagały od nas wymachiwania kontrolerami. Hit, który pozwolił rozkręcić wiele imprez. A przy okazji prezentował technologię, z której korzystało urządzenie. Tym razem mini-gierek jest znacznie więcej — bo nie cztery, a blisko trzydzieści. Nie można narzekać na ich różnorodność. I wiele z nich to także propozycje, które pozwolą rozruszać towarzystwo. Ale właściwie… to byłoby na tyle. Część z nich przykuwa uwagę od razu. Rzuca urok — i naprawdę chętnie do nich wrócę. O innych jednak wolałbym zapomnieć — i wiem, że szybko (o ile w ogóle) ich nie odpalę.

Dla każdego coś dobrego

Joga, powtarzanie poz rywala, bieg po flagę, dojenie krowy, usypianie dziecka, rozbrajanie sejfu, wirtualny ping-pong czy gra w kości. To kilka przykładów z całej palety rozmaitości, które przygotowali dla nas twórcy 1-2-Switch. Każda z gier wymagać będzie od nas innego podejścia do tematu — niemal wszystkie poproszą nas o zarezerwowanie sobie odrobiny miejsca i upewnienie się, że niczego po drodze nie strącimy. Większość tamtejszych propozycji obsługujemy Joy-Conami — i tak jak wspominałem, są one często prawdziwym pokazem drzemiącego w nich potencjału. Żadna inna z dotychczas dostępnych gier nie pokaże nam lepiej na czym polegają wibracje HD Rumble. A liczenie „wirtualnych” kulek zamkniętych w pudełku to sztandarowa propozycja, o której mówi się najwięcej, i do której najchętniej się wraca. Znalazło się też trochę miejsca dla małych rewolucji — bo przecież nie było wcześniej gry, która zmusiłaby nas do wzięcia konsoli w objęcia i delikatnego kołysania jej niczym noworodka przy usypianiu. A później jeszcze oceniała jak dobrze nam poszło. Kilka z tamtejszych propozycji proponuje coś nowego, problem polega na tym, że to mimo wszystko za mało.

Tylko na chwilę

1-2-Switch w pierwszych chwilach wprawia w zakłopotanie (dlaczego jest tylko 7 gier, przecież miało ich być dużo więcej), później onieśmiela (wow, są wszystkie — 28 gier to naprawdę dużo, od czego zacząć?), a kiedy już zapoznamy się z każdą pozycją — czujemy niedosyt. Nie zrozumcie mnie źle, to świetnie wykonany i dopracowany zestaw gier imprezowych z najwyższej półki. Filmy instruktażowe wyświetlane przy wyborze każdej z nich to możliwie najwyższa półka. Są zabawne — ale bez przesady. Pokazują jak się ustawić, jak w to grać. Problemem jest jednak to, że testując grę z trzema różnymi osobami — każda po chwili miała dość. W żadną z mini-gier nie zagraliśmy więcej niż 2-3 razy, bo po prostu byliśmy już tym znużeni. Przy ostatnim teście — ja nawet potrójnie.

Liczy się człowiek

Nie twierdzę, że 1-2-Switch robi to jako pierwszy. Możliwe, ale upierał się nie będę. W każdym razie od wejścia urzekło mnie jak bardzo składanka mini-gier skupia się na wspólnej zabawie z innymi. W przypadku wielu konkurencji telewizor jest tylko dodatkiem: tablicą wyników czy wirtualnym sędzią. Wiele zabaw zachęca nas do patrzenia się rywalowi prosto w oczy i nasłuchiwania rozkazów. Fajnie — i realizowane nieco inaczej niż „u wszystkich”. Za to ogromny plus. 1-2-Switch nastawiony jest głównie na zabawę w parze — ale to nie jest jedyna konfiguracja, z jakiej możemy skorzystać. Twórcy pomyśleli także o trybie imprezowym. Tam podzieleni na drużyny rywalizujemy między grupami w rozmaitych konkurencjach, a plansza przywodzi na myśl Mario Party. Ta z grup której uda się dotrzeć na metę jako pierwszej — wygrywa.

Pokaz możliwości

1-2-Switch bliżej jest do rozbudowanego dema, które w kolejnych mini-grach pokazuje na co stać Nintendo Switch, niż faktycznej, pełnowartościowej, produkcji. To zestaw który w mojej opinii, wzorem poprzednich generacji, powinien być dołączony do konsoli. Ewentualnie dostępny za niewielką sumę — 180 złotych to jednak dość wygórowana kwota jak na ten zestaw kilkusekundowych konkurencji. Tym bardziej, że tuż za rogiem czai się Mario Kart 8 Deluxe, które skradnie wszystkie wasze konsolowe imprezy. Tą kolekcją można jedynie pokazać gościom na co stać nową zabawkę — a później, w większości przypadków, odłożymy ją na półkę i długo nie wrócimy…

  • Darek B.

    a po co to „zbyt” w tytule?

    • Kamil

      Aby zaakcentować, że to jednak nie to.

  • fakt

    „wirtualnym sędziom.” Sędzią.

  • Piotr Wawrzyniak

    „Wirtualnym sędziom”? Serio?

    • Kamil

      Takie zadanie — sprawdzałem czujność ;)

    • Ja

      „Przyglądam się wirtualnym sędziom” ;P

  • QWERTY

    Takie gry powinny być za darmo albo chociaż w cenie max 40 zł zwłaszcza że GTA SA na telefony kosztuje coś około 30 zł a jest tytułem AAA

    • Kamil

      Tak, jest tytułem AAA, ale sprzed wielu lat. Zresztą — na PS4 jest droższy. To niezbyt trafione porównanie, ale owszem — zgadzam się, że 1-2-S jest zdecydowanie za drogi na to, co oferuje.

  • Kamil Ro. Dzióbek

    Ja też myślę że te gry to było demo możliwości rozrywki, tylko później marketingowcy stwierdzili „Jest mało gier to i tak fani konsoli kupią, dawać maksymalną cenę”.
    Ty powiedziałeś do nich „Jestem blogerę dawać mi konsolę za darmo”?
    To lepsze niż chipsy od netfiksa.

  • TS

    Powinni tego 1-2 dawać preinstalowanego.
    Nawet jeśli nie teraz, to przynajmniej za rok dołączyć go w ramach „Ambasadora”, tak jak zrobili dla 3DSa